30 sierpnia 2013

[Ara~] 06~ Watashi no Koi


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

Satoshi wetknął ołówek za ucho. Podniósł odwróconą kartkę pod światło i przyglądał się jej przez chwilę w skupieniu.       
- Coś nie tak?

Ohno zareagował z lekkim opóźnieniem. 
- Nieważne. Mogę już się ruszyć?
- Tak. Zróbmy sobie krótką przerwę. – Satoshi odłożył rysunek na bok.


Ninomiya przeciągnął się jak kociak. Zaczął machać kończynami starając się je rozprostować. Siedzenie w bezruchu przez ponad pół godziny było trudniejsze niż się spodziewał.
- Ninomiya-kun, może chcesz coś do picia? – zaproponował Satoshi.

- Dziękuję, ale nie. – Kazunari wygrzebał ze swojego plecaka jakąś książkę i usadowił się z powrotem na kanapie.

Ohno uśmiechną się niewyraźnie. Czego by nie zrobił nie umiał nawiązać dłuższej rozmowy ze swoim modelem. A co gorsze, kiedy w końcu miał go przy sobie, nie wiedział co tak naprawdę ma zamiar namalować. Pustka w głowie boleśnie przypomniała o niemocy twórczej. Satoshi poustawiał w równym rządku ołówki. Sięgnął po kolejną kartkę i od niechcenia zaczął stawiać na niej nierówne kreski.

Pierwszy dzień współpracy minął w nieprzyjemnej ciszy.


Ninomiya nie kryjąc znudzenia rozglądał się pracowni. Zmarszczył z niezadowolenia nos kiedy dostrzegł kępki kurzu pod fotelem.

- Ohno-san, dlaczego nie zdecydowałeś się na narysowanie kobiety?        


Satoshi podniósł wzrok znad kartki papieru.
- Ruszyłeś prawą ręką – zauważył. – Popraw łokieć, był bardziej wysunięty.


Ninomiya wypuścił głośno powietrze.

- Odpowiedz – nalegał.

Ohno podrapał się po nosie.
- Hmm~

Kazunari cmoknął zirytowany.
- Nie rysuję aktów – powiedział w końcu Ohno wyciągając palec ku górze.
- Ee?
- Narysowałem się tego na studiach. To zdecydowanie nie mój styl. - Satoshi potarł wierzchem dłoni rysunek. Ninomiya wpatrywał się w malarza w osłupieniu. Chyba byłoby lepiej gdyby o nic nie pytał.


Drugi dzień współpracy minął w mniejszej ciszy niż poprzedni, jednak nadal z nieprzyjemnym skrępowaniem.


Ohno spojrzał na siedzącego po turecku Kazunariego. Chłopak pochłonięty był grą. Kiedy był czymś zajęty nie wiercił się tak bardzo i Satoshiemu było łatwiej go rysować. Jedynym minusem było to, że wyglądał tak jakby spał. Ohno miał już kilka takich szkiców. Nie do końca o to mu chodziło, ale uważał, że lepsze to niż nic dopóki nie wpadnie na to jak ma wyglądać jego obraz.



Satoshi odłożył ołówek na bok i bezszelestnie przysunął się do Kazunariego. Przykucnął naprzeciwko chłopaka i wpatrywał się przez chwilę w jego twarz. Przydługa grzywka zachodziła Ninomiyi na oczy. Ohno wyciągnął rękę i odgarnął niesforne włosy na bok. Kazunari błyskawicznie podniósł wzrok.        - Co robisz? – spytał cicho kiedy palce Satoshiego błądziły po jego policzku.
- Nic. – Ohno nie odsunął się ani trochę. Niespiesznie obrysował kształt szczęki młodszego. Zatrzymał kciuk na jego brodzie. Z zaciekawieniem dotknął znajdującego się na niej pieprzyka. Ninomiya wstrzymał oddech.
- Twoja grzywka jest trochę za długa – powiedział Satoshi znów odgarniając włosy z czoła Kazunariego. Chłopak odkręcił głowę na bok.
- Tak bardzo ci to przeszkadza? – powiedział czując jak jego policzki robią się czerwone ze złości. Ohno przekręcił głowę na bok.
- Nie widać twoich oczu, a to właśnie one są w tobie najciekawsze – wyznał szczerze. Ninomiya prychnął próbują ukryć zawstydzenie. Wstał i szybko zaczął zbierać swoje rzeczy.
- Chyba muszę wyjść dziś wcześniej – powiedział kierując się do wyjścia.       
- Dlaczego? – Ohno ruszył za nim.
- Przypomniałem sobie, że muszę jeszcze coś załatwić. – Ninomiya szybko założył buty i kurtkę. 

Satoshi zmarszczył brwi.
- Dobrze, ale jutro postaraj się przyjść wcześniej.
- Zobaczę co da się zrobić. – Kazunari chwycił za klamkę, ale drzwi same się otworzyły. Stał w nich lekko zdezorientowany Sakurai. Ninomiya ukłonił się i szybko wyszedł z mieszkania. Sho zamrugał spoglądając to na Ohno to na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał nieznajomego.
Sensei, kto to był? – spytał.
- Kazu. - Satoshi odkręcił się na pięcie.


Satoshi poprawił granatową poduszkę. Przyklęk na niej i pochylił się nad stolikiem. Kilka rozpoczętych rysunków oraz masa ołówków i kredek tworzyła na nim chaos. Ohno wygrzebał jeden z obrazków i przyglądał mu się z namysłem. Kazunari siedział z podkulonymi nogami z głową wspartą na lewej dłoni. Był jak pusta skorupa. Satoshi musiał napełnić tę formę emocjami inaczej nigdy nie będzie w stanie namalować swojego obrazu. Malarz przypomniał sobie te duże bursztynowo-brązowe oczy wpatrujące się w niego jeszcze kilka minut temu. Jak nigdy przepełnione były wieloma emocjami. Ohno uśmiechnął się do siebie. Chyba już wiedział co powinien zrobić. Z zapałem podwinął rękawy i zabrał się za cieniowanie pracy.

Sakurai skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. Takiego zapału u Satoshiego nie widział już od dawna. Usiadł po drugiej stronie stolika i starając się nie przeszkadzać obejrzał kilka rysunków. Większość z nich przedstawiała nieznajomego, który niedawno w pośpiechu opuścił pracownię.

Sensei, kto to jest? – Sho wskazał na postać na rysunku.

- Kazu. – Ohno nawet nie podniósł głowy.

- Kim jest Kazu?
- Pozuje dla mnie.

Sakurai pokiwał ze zrozumieniem.
- Cieszę się, że znów coś rysujesz – wyznał uśmiechając się szeroko. – Takahashi-san dzwonił wczoraj.

Ohno zmienił ołówek.
- Chce się niedługo spotkać – kontynuował Sho. – Wspominał coś o tym, że wyremontował swoją galerię i na jej otwarcie chętnie wystawiłby twoje prace.

Ohno wydał z siebie dziwny gardłowy odgłos kiedy złamał mu się grafit w ołówku. Zaczął szukać temperówki. Sho zauważył ją pierwszy.
- Na kiedy mam się z nim umówić? – spytał ignorując wyciągniętą w jego stronę dłoń artysty.
- Może w następny piątek? – Ohno poruszył zniecierpliwiony ręką.
- W czasie lunchu?
- Tylko jeśli będzie to sushi.
- W porządku. – Sho już miał oddać temperówkę jednak zatrzymał się w pół ruchu. – Sensei, twój model… czy on nie jest przypadkiem za młody?
- Ma dwadzieścia trzy lata. – Zniecierpliwiony Satoshi zaczął rozglądać się za innym ołówkiem.
- Nie wygląda. – Sho obrócił w palcach temperówkę. – Na ile się wycenił?
- Powiedział, że chce połowę z tego co dostanę za obraz.

Temperówka wylądowała z głośnym hukiem na podłodze.
- Ohno-san, chyba się na to nie zgodziłeś? – Sakurai błyskawicznie znalazł się przy Satoshim.
- Zgodziłem – przyznał Ohno nie do końca rozumiejąc dlaczego jego menedżer tak bardzo się denerwuje. Sakurai złapał się za głowę.
- Jak mogłeś zgodzić się na coś takiego! Dlaczego mnie nie poinformowałeś?!

Satoshi wzruszył tylko ramionami. Powoli przesunął się w stronę kanapy. Nie spuszczając wzroku z Sho zaczął szukać temperówki.
- Ohno-san nie możesz mu tyle dać. Nie wiemy czy ten obraz sprzeda się za czterysta czy za czterysta tysięcy jenów. Nie wiemy nawet czy powstanie. – Sakurai zaczął krążyć po pokoju mamrocząc coś pod nosem.

Ohno w końcu natrafił na temperówkę. Wyciągnął ją i ukradkiem naostrzył ołówek. Już miał powrócić do poprawiania rysunku kiedy jego telefon zabrzęczał informując o nowej wiadomości. Sakurai zatrzymał się w pół kroku. Doznał olśnienia!
- To on? – spytał nie kryjąc nadziei.
- Od mamy. Pojechała na weekend do onsenu. – Satoshi zapisał przesłane zdjęcie w pamięci telefonu.
- Ohno-san, czy podpisywaliście jakąś umowę? – Sakurai prawie wyrwał malarzowi komórkę z rąk.
- Nie.
- Dzięki Bogu! – Sho uściskał swojego podopiecznego. – Da się jeszcze wszystko odkręcić! Zadzwoń do niego, albo lepiej daj mi jego numer. Muszę się z nim jutro spotkać i wszystko ustalić!

Satoshi niepewnie przytaknął. 'Tylko nie mów mu, że nazwałem go Kazu' – powiedział zanim zaczął szukać właściwego numeru



[Ara~] Pozować czas zacząć! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz