1 września 2013

[Ara~] 10~ Watashi no Koi


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

- Ohno-san, zaraz będziemy na miejscu – powiedział Sakurai rozglądając się za wolnym miejscem parkingowym. Jakiś zielony samochód właśnie wyjeżdżał z parkingu. Sho nie zdążył się nawet uśmiechnąć, gdy JEGO miejsce zostało zajęte przez wstrętny, stary, rozsypujący się grat. Nozdrza zadrgały mu niebezpiecznie. Nawet jeśli mogło być to odebrane jako oznaka nieprofesjonalizmu czy dziecinności to nic - obiecał sobie, że przy najbliższej okazji i tak porysuje ten wstrętny samochód!
Sho objechał parking jeszcze trzy razy zanim znalazł wolne miejsce. Tak naprawdę był jedynym który przejmował się pięciominutowym spóźnieniem.
- Ohno-san, zadzwoń jak tylko spotkanie się skończy. Od razu po ciebie przyjadę. Jeśli Takahashi-san będzie chciał cię odwieźć zgódź się, ale od razu mnie o tym poinformuj.
Satoshi przytaknął. Sho zmarszczył brwi, nie miał żadnej pewności, że malarz go w ogóle słuchał. Mężczyźni ruszyli przez „labirynt” zaparkowanych samochodów.
- Ohno-san, wejdę z tobą się przywitać, a potem jadę dalej. Najedz się i przynajmniej udawaj, że słuchasz – polecił Sho nim weszli do okazałego, elitarnego baru sushi.
Pora lunchu dopiero się rozpoczęła. Powoli schodzący się klienci ubrani w markowe garnitury jedli i rozmawiali o rzeczach ważnych i ważniejszych. Satoshi uważał ich za całkowicie odrębny (ludzki) gatunek. Przy każdej nadarzającej się okazji obserwował ich bardzo uważnie. Wiedział, że przedstawiciele owego gatunku zawsze trzymają się prosto. Podnosząc jedzenie do ust robią to powoli, z gracją i zawsze tak, by noszony na ręce zegarek (zapewne tak drogi jak kilka zestawów sushi z najlepszej jakości tuńczykiem) był dla wszystkich widoczny. Towarzysze takiego osobnika (bo ten gatunek zazwyczaj prowadził życie stadne) obserwowali go, a następnie robili dokładnie to samo. Ohno jeszcze nie odkrył w jaki sposób ustalali hierarchię, wiedział za to, że Sho, jak na razie bezskutecznie, stara się przekształcić w ten osobliwy gatunek.
Satoshi został nagle pociągnięty za rękaw w stronę stolika ustawionego w dyskretnym kącie. Ukłonił się lekko, kiedy tylko dostrzegł machającego do niego Takahashiego Yuji. Około pięćdziesięcioletni mężczyzna o nieprzeciętnym jak na Japończyka wzroście – ponad metr osiemdziesiąt, a włosach pokrytych już się siwizną. Rysy twarzy miał za to bardzo przeciętne. Ubrany w szykowny, szary garnitur w delikatne, pionowe, różowe linie. Gdyby nie pstrokaty, ale uroczy, krawat w żółto-czerwono-zielone kwiatki mógłby być wzięty za jednego z przedstawicieli „odrębnego” gatunku.
- Ohno-kun! Tak dawno się nie widzieliśmy – powiedział Takahashi serdecznie ściskając dłoń malarza. Satoshi odpowiedział lekkim uśmiechem. Zajął jedno z wolnych miejsc i w milczeniu obserwował jak Sho wymienia z Takahashim kilka standardowych uprzejmości, jak zarzeka się, że musi iść choć chętnie by został po czym wychodzi.
- Sakurai-kun to bardzo porządny człowiek – wyznał starszy mężczyzna, kiedy tylko zajął miejsce obok Satoshiego. Młody malarz przytaknął, zaabsorbowany bardziej przeglądaniem menu niż podtrzymywaniem rozmowy.
Po chwili do ich stolika podszedł młodzieniec w białym, „kucharskim” stroju z wyszytym na czepku i fartuchu żółtym logo baru. Razem z towarzyszącym mu, równie młodym, człowiekiem ukłonili się nisko, po czym zabrali za rozkładanie narzędzi i produktów.
- Ohno-kun, to Suzuki Jiro będzie dziś przyrządzał dla nas sushi. – przedstawił Takahashi. Suzuki ukłonił się ponownie. Mógł być w wieku Satoshiego, albo niewiele od niego starszy. Jego oczy były niewielkie, ale biła od nich prawdziwa siła i pewność siebie. - 'Niech nie zmyli cię jego młody wiek. Jest prawdziwym mistrzem w swoim fachu. Nie wahaj się i zamawiaj wszystko co chcesz, on na pewno to dla ciebie zrobi, a o pieniądze się nie martw, ja dziś stawiam.' – Takahashi uśmiechnął się promienie po czym złożył pierwsze zamówienie.
Suzuki wyciągnął z drewnianej miski z lodem rybę, sprawnie ją obrobił i przygotował do podania. W tym czasie drugi mężczyzna przygotowywał ryż.
- Satoshi-kun, widziałem się ostatnio z twoją matką – oznajmił Takahashi.
- Naprawdę? – Ohno niechętnie przeniósł spojrzenie z dłoni Suzukiego na siedzącego obok mężczyznę.
- Tak, mówiła, że znowu przesiadujesz całe dnie w swojej pracowni i nie przyjeżdżasz jej odwiedzić. Skarżyła się również na męża, który zamiast jechać z nią do onsenu wolał wybrać się z kolegami na ryby.
- Takahashi-san, przepraszam, że musiałeś wysłuchiwać jej narzekań. – Ohno ukłonił się. W odpowiedzi usłyszał serdeczny śmiech.
- To nic takiego – zapewnił wkładając sushi do ust. Przymknął oczy i rozkoszował się smakiem potrawy. Ohno skinął lekko głową, kiedy podsunięto mu jego porcję. Również spróbował. Nie był pewny, czy to umiejętności kucharza, czy też specjalnie wyselekcjonowane składniki sprawiły, że poczuł prawdziwą eksplozję smaków. Sushi było niesamowicie dobre i Satoshi jeszcze nigdy wcześniej nie jadł smaczniejszego.
- Ohno-kun, i jak? – spytał Takahashi widząc na twarzy swojego byłego ucznia błogi uśmiech.
- Pyszne – powiedział Ohno nim wepchnął do ust kolejny rulonik. Suzuki ukłonił się lekko posyłając młodemu malarzowi przyjacielski uśmiech.

Satoshi i Takahashi długo jedli i rozmawiali na różnorodne tematy. Wymienili między innymi kilka uwag na temat: kolorystyki baru [Suzuki obiecał przekazać niektóre komentarze właścicielowi]; nowych rodzajów farb i „magicznych” pigmentów, które miały podobno dawać niezwykły efekt, a tak naprawdę były tylko stratą pieniędzy, czy trwającej właśnie wystawy malarstwa europejskiego organizowanej przez Muzeum Sztuki Współczesnej.
- Powinieneś ją koniecznie jeszcze raz odwiedzić – powiedział rozentuzjazmowany Takahashi wymieniając kilka nazwisk malarzy, których obrazy w końcu dowieziono i wystawiono. Ohno obiecał, że zrobi to w najbliższym czasie i znów zabrał się za jedzenie.
- Satoshi-kun, nie wiem czy jesteś tego świadomy, ale nasz wydział będzie obchodzić niedługo osiemdziesięciolecie istnienia. Władze uczelnie poprosiły mnie o zorganizowanie wystawy z tej okazji. W salach uczelnianych wystawiane są prace obecnych studentów, pomyślałem więc, że zorganizuję wystawę w swojej galerii – będzie to jej jednoczesne otwarcie po kilkumiesięcznym remoncie. – Ohno przytaknął nie mając zielonego pojęcia do czego zmierza jego były nauczyciel. Ton głosu Takahashiego stał się nagle melancholijny. – Przez trzydzieści lat przewinęło się przez mojej zajęcia mnóstwo zdolnych ludzi, a niektórzy z nich odnieśli spory sukces w dziedzinie, w której się kształcili. Większość niestety spotkała się ze straszną rzeczywistością i porzuciła swoją młodzieńczą pasję dla pewniejszego kawałka chleba. – Mężczyzna westchnął przeciągle po czym pomachał ręką tak jakby chciał odgonić nią nieprzyjemne myśli. – Nieważne… Pomyślałem więc, że zbiorę pracę wszystkich moich najlepszych studentów w jednym miejscu. Kiedy tylko na to wpadłem od razu pomyślałem o tobie i natychmiast skontaktowałem się z Sakuraiem, by zorganizować spotkanie.
Satoshi ukłonił się lekko zawstydzony bezpośredniością starszego.
- Byłeś moim najzdolniejszym studentem, więc najpierw chciałem poznać twoją opinię na temat tego pomysłu. Wziąłbyś udział w takim przedsięwzięciu?
- Myślę, że to ciekawy pomysł… zastanawiam się tylko, czy nie lepiej byłoby wystawić pracę wszystkich żyjących i tworzących jeszcze absolwentów? – zaproponował nieśmiało Ohno.
- Taka sala pamięci? O nie, nie, nie. – Takahashi zaczął się śmiać. – Musiałbym wtedy pokazać swoje bazgroły, a tego wolałbym uniknąć dla dobra siebie i świata. Zresztą uczelnia już zajęła się organizowaniem czegoś podobnego. – Mężczyzna niespodziewanie spoważniał. – A co z tobą Satoshi-kun, zgodzisz się wziąć w tym udział?
Ohno przystawił czarkę z zieloną herbatą do ust i pogrążył się w zamyśleniu. Takahashi jako jeden z nielicznych wiedział w jakiej „kondycji twórczej” znajdował się przez ostatnie miesiące. Pewnie dzięki Sho wiedział również, że próbował powrócić do tworzenia i teraz swoją propozycją próbuje zmotywować go do dalszej pracy.
- Ja sam nie wiem – powiedział w końcu młody malarz.
- Nie musi być tego dużo. Wystarczą dwa, trzy obrazy – zapewnił Takahashi uśmiechając się zachęcająco.
- Chciałbym się jeszcze zastanowić.
- Oczywiście. Tylko niestety nie mogę dać ci więcej czasu niż tydzień. Sam wiesz najlepiej jak w organizacji takich wydarzeń ważny jest czas.
- Rozumiem. - Ohno ukłonił się uprzejmie. Starszy mężczyzna poklepał go przyjaźnie po ramieniu.
- Może chcesz pojechać ze mną zobaczyć jak idą pracę w galerii? – zaproponował. Satoshi uśmiechnął się z ulgą.
- Pewnie.

Sportowy samochód Takahashiego niespiesznie poruszał się po zatłoczonych ulicach Tokio. W radio grali właśnie przebój zeszłorocznego lata. Słodkie, dziewczęce głosiki były skutecznie zagłuszane przez ciężki głos kierowcy.
- I razem! – zachęcił mężczyzna kiedy w piosence znów śpiewany był refren. Satoshi zachichotał. Jego spojrzenie utkwione było w krajobrazie za oknem. Zima na dobre opuszczała Tokio i nic nie zapowiadało, że ma zamiar ponownie odwiedzić stolicę Japonii. Ludzie zrzucali z siebie ciężkie zimowe kurtki i zamiast nich nosili już znacznie lżejsze i kolorowe kapotki.
Samochód zatrzymał się na światłach. Ohno poczuł jak przez jego ciało przechodzi dreszcz kiedy jego spojrzenie zatrzymało się na jednej ze sklepowych wystaw. Stosy zwiniętych w rulony materiałów w różnych kolorach piętrzyły się majestatycznie. Satoshi wysilił wzrok, ale nim udało mu się odczytać nazwę sklepu ruszyli.
- Takahashi-san, gdzie jesteśmy? – spytał usiłując zapamiętać jak najwięcej szczegółów.
- Trzy przecznice od galerii, niedługo będziemy na miejscu.
- Czy gdzieś w pobliżu jest stacja metra?
- Wydaje mi się, że tak, ale musiałbym sprawdzić. Sakurai po ciebie nie przyjedzie?
- Przyjedzie – zapewnił Satoshi. – Chciałem tylko coś sprawdzić – dodał ciszej i bardziej do siebie niż do kierowcy.

- W tej części zamontowałem podgrzewane podłogi – pochwalił się Takahashi wskazując zamaszystym ruchem ręki na duże pomieszczenie pełne unoszącego się w powietrzu kurzu, sterty dziwacznych narzędzi i masy robotników ubranych w zielono-pomarańczowe uniformy. – Jeśli zabraknie miejsca na pufach, a ktoś będzie chciał koniecznie usiąść nie zmarznie.
- Ja zawsze przynoszę ze sobą swoją poduszkę – zauważył Satoshi. Takahashi zaśmiał się i poklepał go po ramieniu.
- Wiem. W Narodowym podobno znają cię już wszyscy ochroniarze.
- Tak. Chodzę tam dość często. – Ohno nawet nie próbował zaprzeczać. Przeszli do kolejnego pomieszczenia. Tym razem było ono długie i dość wąskie, rozszerzało się dopiero na końcu gdzie jego strop podparty był na dwóch oszklonych kolumnach.
- Nie było tego wcześniej – zauważył Satoshi.
- Zgadza się. Kazałem dobudować tę część. Podoba ci się?
- Tak. To pomieszczenie jest znacznie oddalone od pozostałych. Wydaje mi się, że to bardzo intymne miejsce.
- Dobre na powieszenie wyjątkowego obrazu?
- Idealne – odpowiedział cicho Ohno. Przymknął oczy i już widział co chciałby powiesić w tym miejscu. Nie było to jednak tak proste jak w jego głowie.
- Takahashi-san, często pracowałeś z modelami, prawda? – odezwał się po długiej chwili ciszy młody malarz.
- Może nie tak często, ale zdarzyło mi się kilka przygód. – Mężczyźni usiedli na niskiej drewnianej ławeczce postawionej tymczasowo między dwoma filarami.
- To niełatwe zadanie – zauważył Ohno.
- Jedno z najtrudniejszych – przyznał starszy. - Bo to, że człowiek stoi czy siedzi tak jak mu każemy to jeszcze za mało.
- Więc co trzeba zrobić, by się przed nami otworzył? – Satoshi intensywnie wpatrywał się w swojego dawnego nauczyciela.
- To nie takie proste – westchnął Takahashi kierując swoje spojrzenie na pustą, białą ścianę naprzeciwko. – Wielu ludzi zanim otworzy się na innych musi najpierw umieć otworzyć się na samego siebie.
- To znaczy?
- Zaakceptować siebie takim, jakim się jest, wszystkie swoje zalety, ale przede wszystkim wady. Wielu ludzi nie umie tego zrobić przez co nie potrafi porozumieć się z innymi.
- Rozumiem. – Ohno pokiwał powoli głową. – W takim razie czy jest coś, co mogę zrobić?
- To zależy od tego, co chcesz osiągnąć. Jeśli twoim celem jest uwiecznienie tylko fizycznego piękna to wystarczy kilka regularnych pochwał i wyjść na posiłek lub zakupy, by wszystko poszło gładko. Jeśli natomiast chcesz poznać wnętrze tej osoby to myślę, że nie powinieneś się zbytnio spieszyć. Zaufanie buduje się czasem nawet latami. Tylko pamiętaj, jeśli ktoś się na ciebie otworzy to nie tylko musisz odwdzięczyć się tym samym, ale przede wszystkim powinieneś zaakceptować to, co zobaczysz. Nie wszystko jest przecież takie jakim nam się wydaje na początku.
Na twarz młodego malarz wkradł się smutny uśmiech. Obawiał się, że ta pusta, biała ściana tkwiąca przed nim pozostanie bardzo długo właśnie taka jaka jest teraz.

Głośne stuknięcie drzwi wejściowych i szybkie kroki w korytarzu nie oderwały Kazunariego od ekranu telewizora.
- O! Nino już jesteś? – Takeuchi Mika rzuciła na kanapę szarą marynarkę od swojego biurowego kostiumu.
- Zrobili mi dzisiaj wolne – odpowiedział chłopak przypominając sobie jak w czasie zajęć zadzwonił do niego Ohno. Dlaczego akurat dzisiaj musiał zapomnieć o wyciszeniu głosu w telefonie?

Kobieta znalazła, na zawalonej magazynami ławie, gumkę do włosów i sprawnie zebrała swoje niesforne kosmyki w niedbały kok.
- Chyba nie zrobiłeś znowu niczego głupiego? – spytała krzątając się miedzy salonem, łazienką, a swoją sypialnią.
- Nie tym razem – zapewnił Nino. – Później i tak idę na nocną zmianę do sklepu.
- Skoro dzisiaj wróciłeś tak wcześniej czemu nie zadzwonisz do sklepu i poprosisz o wolne? – zaproponowała Mika siadając na podłodze obok chłopaka. Przebrała się już w wygodny, ale nieco wysłużony, granatowy dres. Kazunari wstrzymał grę i posłał jej zgorszone spojrzenie.
- Nie jestem tobą – powiedział oburzony tym, że ktoś może składać mu takie dziwaczne propozycje. Takeuchi zrobiła minę obrażonego chomika.
- Przecież dawno nie miałeś wolnego – zauważyła. – Jutro trzeba oddać film do wypożyczalni, dlaczego nie moglibyśmy obejrzeć go dzisiaj?
Nino pokręcił głową.
- Jutro zaczyna się weekend, a film można zawsze przedłużyć – powiedział wracając do swojej gry.
- Jesteś wstrętny – bąknęła Mika czochrając mu włosy. Nie doczekawszy się żadnej reakcji ze strony Kazunariego dała za wygraną.
- Jadłeś już coś? – spytała wstając z podłogi. Nino pokręcił głową.
- Dlaczego? Przecież zostało jeszcze wczorajsze curry.
Kazunari zatrzymał grę. Odwrócił się w stronę kobiety i posłał jej niewinny uśmiech.
- Wiem, ale mówiłaś rano, że zrobisz dziś gyozę.*
Mika podparła ręce na biodrach i westchnęła ciężko.
- Następnym razem, gdy dostaniesz niezapowiedziane wolne, masz przygotować mi obiad – zarządziła. – Gyozę mogę zrobić jutro. Dziś trzeba dokończyć curry – dodała wychodząc z salonu. Kazunari pobiegł za nią.
- Ale mnie jutro nie będzie – jęknął obejmując kobietę od tyłu.
- Trudno – niewzruszona Mika wyjęła z lodówki garnek z wczorajszym obiadem i postawiła go na kuchence.
- Ale obiecałaś.
- Ty też obiecywałeś wiele rzeczy.
- Co na przykład?
- A na przykład to, że będziesz wynosił śmiecie w tym tygodniu i przestaniesz zostawiać wszędzie swoje brudne skarpety.
- Oj tam, Oj tam. – Kazunari wtulił głowę w plecy Miki. Ta jednak nie pozwoliła, by pieszczoty trwały zbyt długo.
- Gdzie jutro idziesz? – Takeuchi odkręciła się w ramionach Ninomiyi i teraz stali naprzeciwko siebie.
- A tak się przejść.
- Jeśli odpowiesz może zastanowię się nad zrobieniem tych twoich pierożków – odpowiedziała nieśpiesznie przeczesując dłonią czarne włosy chłopaka.
- Szantażystka.
Mika ucałowała go w czubek nosa.
- Czyżbyś umówił się na randkę? - Kazunari przekręcił oczami.
- Jakbym był w stanie znosić jeszcze jedną babę - bąknął rozluźniając uścisk. Takeuchi zmrużyła oczy i wbiła mu palec w bok. Nino jęknął z bólu. 
- Chcesz coś zasugerować? – spytała. Ninomiya pokręcił twierdząco głową.
- Tak, twoje curry właśnie wykipiało.
Mika błyskawicznie rozluźniła uścisk. Z jej ust popłynęła ciężka wiązanka niecenzuralnych słów w stronę niedoszłego obiadu. Kobieta próbowała uratować jeszcze jakieś jadalne resztki, ale na próżno.
Więc, czy teraz zrobisz gyozę? – spytał ośmielony uwaloną kuchenką i nieco przypalonym garnkiem Kazunari.
...

*gyoza - japońskie pierożki. Więcej informacji i przepis na ich zrobienie znajdziecie TUTAJ
[Ara] Rozdział 10 czyli najdłużej wstawiana notka w dziejach tego bloga. Zapraszam do komentowania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz