1 września 2013

[Ara~] 11~ Watashi no Koi


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

Pstrokate plakaty z mangowymi postaciami, młode dziewczęta w strojach pokojówek zachęcające do odwiedzenia kafejek i masa przewijających się ludzi – jednym słowem Akihabara. Prawdziwa mekka dla otaku z całego świata.
Ninomiya przystanął przed sklepową wystawą utrzymaną w klimatach „One Piece”. Nowa seria figurek z załogą Słomianego Kapelusza prezentowała się niesamowicie. Niesamowicie też kosztowała, zdecydowanie za dużo jak na biedną studencką kieszeń. Zresztą to nie było teraz największe zmartwienie chłopaka. Dziwaczne wrażenie, że coś jest nie tak tylko się wzmacniało kiedy w szybie wystawy zaczęła odbijać się sylwetka Ohno Satoshiego. Malarz wyglądał jak małe zdezorientowane i zagubione zwierzątko. Całe otoczenie: półnagie postacie z wielkimi oczami na co drugim plakacie, wydumane wystawy sklepowe, cosplayerzy i tłumy ludzi - napastowało jego zmysły z każdej strony.
Ohno-san, więc gdzie jest ten sklep, który chciałeś odwiedzić? – Kazunari wcisnął ręce do kieszeni kurtki. Wczesne wiosenne słońce przygrzewało bardzo niemrawo.
Satoshi zamrugał oczami, a na jego usta wpełzł zakłopotany uśmiech.
- Chyba tam – powiedział cicho wskazując jedną z bocznych uliczek.
- Chyba? – Ninomiya zmarszczył brwi intensywnie wpatrując się w starszego. – Czy ten sklep na pewno znajduje się w Akihabarze?
- Akihabarze? – powtórzył cichutko Satoshi.
- Nie poznałeś?
Ohno szybko rozejrzał się dookoła po czym zaczął grzebać w swojej torbie. Gorączkowo zastanawiał się, jak to się mogło stać, że wysiedli na złej stacji.
- Musimy zadzwonić do Sho-kuna, żeby nas stąd zabrał – powiedział wyciągając z torby telefon. Zaczął szukać właściwego numeru, kiedy niespodziewanie komórka została mu wyrwana z ręki.
- Nie mieszajmy go w to – powiedział spokojnie Ninomiya chowając telefon malarza do kieszeni swoim spodni. – Skoro już tu jesteśmy możemy zobaczyć kilka rzeczy, zresztą obiecałeś mi ramen.
- Tak, ale...
- Ohno-san, twój sklep może poczekać. Jest jeszcze wcześnie, poszukamy go, kiedy skończymy tutaj – powiedział powoli ruszając w stronę uliczki przeciwnej do tej, którą wskazał wcześniej Satoshi.
Malarz przez chwilę stał oszołomiony całym zajściem. Z otwartą buzią i tępym spojrzeniem wpatrywał się w coraz bardziej oddalająca się sylwetkę Ninomiyi.
- Poczekaj! – krzyknął biegnąc za chłopakiem. Tak bardzo nie chciał się jeszcze bardziej zgubić. Kazunari zatrzymał się i niespiesznie obejrzał w stronę starszego. Malarz dobiegł do niego i mocno uczepił się rękawa jego kurtki.
- Poczekaj – powtórzył cicho Satoshi wlepiając w Ninomiyę błagalne spojrzenie. Ohno naprawdę był teraz jak małe, biedne, przerażone zwierzątko i Kazunari nie mógł nic na to poradzić, że wyciągnął rękę z kieszeni, zdjął z dłoni rękawiczkę i poklepał mężczyznę po głowie.
- Już dobrze. Jeśli będziesz trzymać się blisko, na pewno nic ci się nie stanie – zapewnił. Ohno przytaknął uśmiechając się nieśmiało.

- Ohno-san, od kiedy mieszkasz w Tokio? – spytał Ninomiya odkładając na półkę w księgarni magazyn o grach komputerowych.
- Prawie dziesięć lat – odpowiedział Satoshi przeglądając kolejną gazetę o rybach.
- To chyba nie twój pierwszy wypad do Akihabary?
- Nie… byłem tu już kilka razy, ale to było dawno...
- Metrem też za często nie jeździsz, prawda?
- Tak. Kiedyś woziła mnie mama, a teraz jeśli chcę gdzie jechać wiezie mnie Sho-kun lub dzwonię po taksówkę – odpowiedział zgodnie z prawdą starszy. Ninomiya przekręcił oczami, postanowił, że nie będzie tego komentować. Wybrał najmniej uszkodzony nowy numer „Jumpa” i ruszył w kierunku kasy. Ohno błyskawicznie znalazł się u jego boku.
- Jestem głodny – wyznał starszy, kiedy tylko wyszli z księgarni.
- Czy to ja nie powinienem tego powiedzieć? – spytał z przekąsem Kazunari, ale Ohno go nie słuchał. Z zawziętą miną rozglądał się za jakimś przybytkiem serwującym jedzenie. Nagle podbiegły do niego dwie młodziutkie dziewczyny przebrane w strój francuskich pokojówek. Obie uśmiechnęły się słodko wciskając Ohno ulotkę z restauracji, w której pracują.
- Serdecznie zapraszamy, paniczu – zawołały chórkiem.
Ohno zarumienił się onieśmielony tym nagłym „atakiem”.
- „Moe-pon!” serwuje wszystkie posiłki z dużą dawką miłości, którą otrzymuje każdy, kto do nas przychodzi – powiedziała pokojówka z dwoma kucykami.
- Dodatkowo każda osoba, która wyda w naszym lokalu ponad 2,5 tysiąca yenów dostanie kupon rabatowy na kolejny posiłek i będzie mogła zrobić sobie zdjęcie z wybraną kelnerką – dopowiedziała druga z włosami zebranymi w zmyślny koczek.
- Paniczu prosimy za nami! – znów zawołały chórkiem robiąc przy tym słodkie miny. Satoshi również się uśmiechnął. Chciał iść za słodkimi pokojówkami, ale został pociągnięty za kołnierz w zupełnie innym kierunku.
- Ninomiya-kun, co robisz? – spytał nie stawiając większych oporów.
- Idziemy jeść, przecież jęczałeś, że jesteś głodny – prychnął i pociągnął go nieco mocniej.
- Właśnie. Dlaczego nie pójdziemy z nimi? – zdziwione twarze pokojówek były coraz dalej. Kazunari znowu prychnął. Naiwność Satoshiego była irytująca.
- Ohno-san, jeśli chcesz zachowywać się jak stary zbok to nie przy mnie. – Ninomiya w końcu go puścił. Nie było sensu odstawiać jeszcze większych scen, skoro już i tak co trzeci przechodzień spoglądał na nich podejrzliwie. Tymczasem zakłopotany Satoshi wbił spojrzenie w swoje stopy.
- To nie tak – próbował się tłumaczyć. – Jestem dobrze wychowany, a one tak ładnie poprosiły więc pomyślałem, że możemy tam zjeść.
Kazunari przejechał dłonią po twarzy.
- W jakim ty świecie żyjesz, Ohno-san – westchnął ciężko. – W takich lokalach rzadko kiedy serwują normalny ramen. Po za tym widziałeś te ich ceny? Tyle pieniędzy za jedną lurowatą filiżankę kawy? Ohno-san, w takich lokalach płacisz za obsługę, a nie jedzenie - wytłumaczył jak cierpliwy nauczyciel. – To, że masz postawić mi ramen nie znaczy, że będę cię naciągał na nie wiadomo co byleby tylko dużo kosztowało. Chodźmy. Jest tu niedaleko taka niedroga knajpka. – Chłopak odkręcił się na pięcie i ruszył powoli przed siebie.
Ohno podniósł wzrok i przez chwilkę wpatrywał się w oddalającą się sylwetkę Kazunariego. Poczuł jak powoli wypełnia go ciepłe i przyjemne uczucie. Uśmiechnął się szeroko do siebie – obraz w jego głowie pokrył się nową, jasną barwą.
- Ohno-san! Pośpiesz się! Jestem głodny! – Ninomiya zatrzymał się i krzyknął do niego głośno. Satoshi wyrwał się z zamyślenia i szybko do niego podbiegł.
- Przepraszam – powiedział malarz kiedy w końcu się zrównali.
Baka – westchnął cichutko młodszy, a jego usta wygięły się w delikatnym uśmiechu.
- Słucham? – Satoshi przekręcił głowę w stronę towarzysza.
- Nic takiego. Chodźmy!

Pora obiadowa była w pełni. W niewielkiej knajpce ukrytej gdzieś między salonem Pachinko, a mangową kafejką panował spory ruch. Ninomiya zgrabnie przemieszczał się między zatłoczonymi stolikami w kierunku lady oddzielającej głównego kucharza od reszty gości.
- Cześć Nino! – przywitał go młody chłopak roznoszący posiłki. – Zaraz przygotuję dla ciebie miejsce.
- Dzięki. - Kazunari skinął głową na powitanie.
Tymczasem Ohno jakby zapomniał o tym, że był głody. Rozglądał się po lokalu z nieskrywaną ciekawością. Kilkanaście równo ustawionych stolików przy których siedzieli mężczyźni w różnym wieku. Między miskami ramenu unosiły się strzępy rozmów na temat najnowszych zdobyczy w jakiś grach komputerowych, nadchodzących seriach anime oraz najnowszego tomiku jakiegoś mordobicia. Dla Satoshiego ten nazwy znaczyły niewiele, zresztą tak samo jak porozwieszane w ramkach plakaty z filmów animowanych czy gier, wśród nich rozpoznał tylko postacie z Mario i Dragon Ball'a.
- Przepraszam! – Chłopak z tacą pełną pustych misek potrącił go lekko. Malarz błyskawicznie przesunął się na bok i skłonił. Nagle przy jednym stoliku wybuchła głośna kłótnia. Dwaj mężczyźni po trzydziestce krzykami próbowali udowodnić, która z mangowych panienek jest bardziej urocza. Chłopak od noszenia posiłków szybko poszedł ich rozdzielić. Poszło mu dość sprawnie, bo już po chwili w lokalu znów panowała spokojna atmosfera, a obaj mężczyźni w ciszy kończyli swój posiłek. Ohno pomyślał, że to niesamowite. W miejscach, w których on zazwyczaj jadał taki wybryk nie miałby prawa bytu, a co więcej gdyby jednak się zdarzył zakłócający spokój klienci pewnie od razu zostaliby wyrzuceni i nie mieliby już wstępu do środka.
- Chodź. – Ninomiya pociągnął malarza w stronę dwóch zwalniających się miejsc przy ladzie. Krzątający się po drugiej stronie mężczyzna po czterdziestce z granatową chustą na głowie uśmiechnął się szeroko.
- O! Nino. Już myślałem, że nie przyjdziesz – zawołał. Kazunari spokojnie zdjął kurtkę i rozwiesił ją na poręczy krzesła. Wyjął z plecaka dużą szarą kopertę i wręczył ją mężczyźnie.
- Powiedz Hanazawie, że przepraszam za spóźnienie i jeśli chce, może odjąć mi te trzy dni z pensji.
- Nino, przemawia przez ciebie pokora, to niespotykane – zaśmiał się kucharz zabierając kopertę. Schował ją do jakiejś szuflady i zaczął krzątać się przy garnkach. Napełnił kilka misek gorącym bulionem, poustawiał je na tacy i zadzwonił dzwonkiem po biegającego miedzy stolikami chłopaka.
- Dla mnie to, co zwykle – powiedział Kazunari. – A ty, Ohno-san, co chcesz?
Zabłąkane spojrzenie Satoshiego zatrzymało się na młodszym. Nim zdążył odpowiedzieć do rozmowy wtrącił się kucharz.
- Więc naprawdę przyszedłeś z Nino – powiedział nie kryjąc zdumienia. – Miło mi poznać jestem Hanazakuchi Kentaro, ale wszyscy mówią do mnie Ken-chan – Uśmiechnął się przyjaźnie i wyciągnął rękę w stronę malarza.
- Ohno Satoshi, również mi miło. – Satoshi uściskał dłoń mężczyzny. Była duża i szorstka.
- Mogę polecić ci nasz specjał. Ramen na bulionie z miso i kurczakiem, z dodatkiem wieprzowiny, jajka i gotowanych warzyw – kontynuował Hanazakuchi sięgając po dwie miski. - Nino nigdy nie przyprowadzał tutaj przyjaciół…
- To nie jest mój przyjaciel, pracuję dla niego – wtrącił szybko Ninomiya. Chłopak oparł głowę na dłoni i zaczął wpatrywać się w jakiś punkt.
- O~ to tym bardziej niezwykłe. Płacisz mu i jeszcze z nim wytrzymujesz – powiedział zafascynowany Ken-chan, jego uwaga szybko jednak uciekła od Ohno. Mężczyzna złapał za kuchenną ścierkę i z dzielił nią Nino po głowie. Młodszy zrobił zbolałą minę i jęknął głośno.
- Przestań!
- Nino już ci mówiłem, że za patrzenie się płaci, a od ciebie powinienem brać podwójnie.
Kazunari prychnął cicho, a jego spojrzenie znów powędrowało w to samo miejsce co wcześniej. Zaciekawiony Satoshi podążył za spojrzeniem młodszego. Między dwoma bardzo starymi plakatami z gry Mario ustawiony był drewniany piedestał, na którego szczycie znajdowała się szklana gablotka. W środku umieszczone było kolorowe pudełko, figurka Luigi’ego i jakaś tabliczka.
- Co to takiego? – spytał malarz, nim Ken-chan znów uderzył Nino.
- To specjalna, limitowana edycja gry Super Mario Bros wydana na dziesięciolecie serii…
- Nintendo wydało tylko 500 sztuk. Do każdej z nich dołączona była figurka z jednym z bohaterów gry – wtrącił się Ninomiya cały czas tęsknie patrząc w stronę gablotki. - To prawdziwy unikat, wart teraz może nawet kilka milionów yenów. Leży tutaj i się marnuje! – chłopka uderzył pięścią w stół. Hanazakuchi pokręcił głową.
- Nino-chan, chcesz znowu spróbować ją zdobyć? Tylko pamiętaj, że jeśli ponownie zarzygasz mi lokal Yuta-kun nie będzie po tobie sprzątał.
Ninomiya schował twarz w dłoniach i wymamrotał cicho kilka przekleństw.
- Ken-chan, co trzeba zrobić, żeby to zdobyć? – spytał niespodziewanie Ohno.
- To bardzo proste. Jeśli w czasie dwudziestu pięciu minut zjesz specjalny specjał naszej knajpki to gra i figurka będzie twoja.
- To nie wydaje się trudne. Czy mógłbym spróbować?
- Oczywiście. – Ken-chan potarł z zadowolenia ręce. – Yuta-kun, zrób miejsce przy jakimś stole, mamy nowego śmiałka! – zawołał do chłopaka biegającego z tacą. Młodzieniec przez chwilkę przyglądał się Satoshiemu tak, jakby oceniał jego możliwości. Kiedy ich spojrzenia się ze sobą spotkały uśmiechnął się szeroko. Ohno ukłonił się lekko. Yuta zabrał pełną tacę i znów zanurkował między stoliki. Po chwili już każda osoba w lokalu wiedziała o tym, że Satoshi zdecydował się podjąć próbę. Mężczyźni głośno rozmawiali o jego szansach na powodzenie. Jeden zaczął zbierać nawet zakłady. Nieliczni stawiali na to, że wygra, zdecydowana większość typowała minutę po której się podda. Byli również tacy, którzy podchodzili do malarza i życzyli mu powodzenia. Ohno przyjmował to nagłe zainteresowanie swoją osobą z umiarkowanym entuzjazmem. Próbował znaleźć jakieś wsparcie lub pomoc u siedzącego obok Kazunariego, ten jednak z obojętną miną nieśpiesznie pochłaniał swój ramen.
- Proszę usiąść tutaj. Za chwilkę będziemy zaczynać. – Yuta podszedł do malarza i wskazał mu nieduży pusty stolik. Satoshi posłusznie wykonał polecenie. Czekając na rozpoczęcie „próby” spoglądał na siedzącego do niego tyłem Kazunariego. Chciał mu powiedzieć, że powinien się wyprostować, bo znowu zaczyna się garbić, ale przez panujący wokół harmider nawet nie spróbował.
- Z drogi ludziska! – krzyknął Hanazakuchi. Mężczyźni rozstąpili się i oczom Ohno ukazała się ogromna miska pełna gorącego ramenu. Kucharz wraz z pomocą kelnera postawili ją przed malarzem.
- Jeśli zjesz wszystko z tej sześciolitrowej miski w ciągu dwudziestu pięciu minut to gra jest twoja – przypomniał Ken-chan podając Ohno łyżkę i pałeczki.
- A co jeśli nie dam rady? – spytał niepewnie Satoshi.
- Wtedy będziesz musiał zapłacić za ramen.
Ohno przytaknął. Nachylił się nad miską i ręką przygarnął aromat potrawy do siebie. Danie pachniało wyjątkowo przyjemnie.
- Gotowy? – spytał Yuta.
- Tak – odpowiedział pewnie Satoshi. Chwycił w dłonie sztuczce.
- W takim razie START! – krzyknął Yuta włączając stoper. – Masz czas do za piętnaście trzecia.
Ohno dosłownie rzucił się na jedzenie. I nie było to spowodowane chęcią wygranej, a zwykłym głodem. Ohno lubił jeść prawie wszystko. Zawsze chętnie próbował nowych rzeczy, nawet jeśli pochodziły z obcych krajów i wyglądały odpychająco.
Specjalny specjał Ken-chana był ostry i bardzo sycący. Już po kilkudziesięciu łyżkach normalny człowiek czułby się pełny. Ohno rozumiał już rozentuzjazmowanie tłumu oraz to, dlaczego jeszcze nikt nie wygrał. Pochłaniając kolejną porcję makaronu zastanawiał się nad tym ile już razy przez próbę przechodził Ninomiya. Szukał go wzrokiem, ale bez skutecznie. Otaczający go ludzie skutecznie zasłaniali wszystko.

- Do końca pozostało już tylko pięć minut! – krzyknął Yuta. W lokalu na nowo zawrzało.
- Nino, nie kibicujesz mu? – Ken-chan usiadł obok chłopaka. Kazunari wzruszył ramionami nie przestając bawić się pałeczkami. Hanazakuchi niespodziewanie wyrwał mu je z rąk.
- Ohno-san zostało bardzo niewiele, więc wykrzesz z siebie więcej entuzjazmu. – Kazunari spojrzał na niego krzywo. – Tylko nie mów, że jesteś zazdrosny. Obaj doskonale wiemy, że nigdy byś nie dał rady tego zjeść. Jeśli mu… – Pozostałe słowa zostały zagłuszone przez głośne męskie krzyki, przez które próbował przebić się młodzieńczy głos Yuty. Hanazakuchi trącił Nino uśmiechając się znacząco. Ciągnąc za sobą Kazunariego przedarł się przez tłum gapiów.
- Ken-chan! To niesamowite! Udało mu się i to trzy minuty przed czasem! – od razu doskoczył do niego Yuta. Hanazakuchi spojrzał na trzymany przez niego stoper i zagwizdał głośno.
- Ohno-san, gratulacje! – powiedział zaczynając klaskać. Pozostali poszli za jego przykładem. Rozłożony na krześle Satoshi uśmiechnął się tylko. Był przepełniony i jedyna rzecz, o której teraz marzył to długa poobiednia drzemka. Klienci lokalu zaczęli rozliczać zakłady. Większość opłakiwała stratę majątku, natomiast nieliczni szczęśliwcy stawiający na Satoshiego gratulowali mu z podwójną siłą.
- Tak jak obiecałem - gra jest twoja – powiedział Hanazakuchi kiedy wszyscy wrócili już na swoje miejsca. Ohno zebrał się w sobie i wstał by należycie odebrać nagrodę.
- Było bardzo dobre, ale i tak nie będę mógł patrzeć na ramen przez kilka tygodni – wyznał Satoshi ściskając dłoń kucharza. Ken-chan zaśmiał się głośno, a Yuta zrobił im kilka zdjęć, które później zajęły miejsce pustej gablotki. Nino z obojętnością wymalowaną na twarzy obserwował wszystko z boku.
- Ninomiya-kun, proszę. – Kiedy tylko wszystkie oficjalne gratulacje dobiegły końca Satoshi doczłapał się do młodszego. Wyciągnął w jego stronę pudełko z grą i figurką i uśmiechnął się szeroko. Kazunari zrobił niewyraźną minę.
- Po co mi to dajesz, przecież to ty to wygrałeś – odpowiedział za wszelką cenę starając się nie pokazać po sobie mieszanki uczuć jaka właśnie w nim pulsowała. Z jednej strony był pod prawdziwym wrażeniem wytrzymałości żołądka Satoshiego; z drugiej zaś był zły na to, że nie udało mu się zdobyć upragnionej gry osobiście i to, że Ohno chciał mu ją podarować wyglądało dla niego tak, jakby się nad nim litował.
- To dla ciebie. Ja nawet nie mam w domu konsoli i nie wiedziałbym, co mam z tym zrobić, a nie chciałbym, żeby znowu leżała bezużytecznie przez kolejne lata – wyznał szczerze Ohno. Ninomiya zmarszczył groźnie brwi.
- Ohno-san, nie kpij ze mnie – warknął zaczynając zbierać swoje rzeczy.
- E? – stęknął zdezorientowany malarz. – To nie tak! Ja tylko chciałem ci ją dać bo wiem, że zrobisz z niej większy użytek niż ja.
Kazunari znowu spiorunował go wzrokiem.
- To po co było brać udział w tym głupim wyzwaniu skoro jej nie chcesz?!
Ohno skulił się w sobie. Nie potrafił zrozumieć dlaczego Ninomiya zareagował tak ostro.
- Przepraszam – powiedział cichutko. Wyraz twarzy Kazunariego nie złagodniał ani troszeczkę.
- Idiota – wtrącił się Ken-chan znowu uderzając Nino ścierką po głowie. – Ohno-san, nie przejmuj się tym niewdzięcznikiem – dodał otaczając Satoshiego ramieniem. Ohno pokręcił głową.
- Nie. To moja wina, przepraszam – powiedział cicho kłaniając się przy tym nisko. Kazunari rozejrzał się dookoła. Wszyscy patrzyli na niego tak, jakby zabił co najmniej dziesięć osób. Westchnął zrezygnowany i pochwycił w dłonie ciągle wyciągniętą w jego stronę grę.
- Dobrze wezmę to, tylko pamiętaj, żeby nigdy więcej nie robić takich rzeczy jeśli ktoś cię o to nie poprosi – powiedział spoglądając wszędzie tylko nie w uradowane oczy Satoshiego. – Chodź, musimy odwiedzić jeszcze kilka miejsc – powiedział pospiesznie zarzucając na siebie kurtkę. Ohno przytaknął ochoczo. Tak szybko jak pozwalał mu na to przepełniony brzuch zapłacił rachunek i pożegnał się ze wszystkimi.
- Ohno-san, proszę odwiedzaj nas częściej, tylko bez tego małego niewdzięcznika – powiedział Ken-chan serdecznie ściskając dłoń malarza.
- Postaram się – obiecał Satoshi. Czując na sobie wyczekujące spojrzenie Ninomiyi ukłonił się raz jeszcze i szybko wyszedł.

Głośna elektroniczna muzyka nie przeszkadzała Satoshiemu w zapadnięciu w drzemkę. Bardzo starał się dorównać Ninomiyi w grach wideo, ale i tak zawsze wciskał przyciski w złej kolejności i ginął na początku pierwszego levelu, nawet jeśli poziom trudności ustawiony był na „niedzielnego gracza”. W końcu nawet Ninomiya zaakceptował jego beznadziejność w tej dziedzinie i zamiast dręczyć go kolejną porcją wirtualnych rozgrywek pozwolił mu spokojnie usiąść w kącie i czekać, aż on sam skończy wydawać resztę drobnych, zaoszczędzonych w ciągu tego tygodnia.
Salon gier, w którym się teraz znajdowali był jednym z najlepiej wyposażonych w całej dzielnicy. Spragnione rywalizacji tłumy graczy mogły zaspokajać swoje pragnienia niemal przez całą dobę.
Ninomiya testował właśnie nowy automat. Gra jednak wydała mu się średnio ciekawa i szybko zrezygnowała.
- Ohno-san? – powiedział przysiadając obok starszego. Ten nie zareagował. – Ohno-san? – Kazunari pomachał mu ręką przed twarzą. Zaśmiał się cicho, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że mężczyzna śpi.
- Jesteś dziwny. Jak możesz spać w takim miejscu? – powiedział wbijając mu palec w policzek. Satoshi zamlaskał cicho przekręcając głowę w jego stronę. Uśmiech na twarzy Kazunariego tylko się powiększył.
- Dziękuję – powiedział nieśmiało przypominając sobie o tkwiącej w jego plecaku limitowanej edycji jego najukochańszej gry.
Niespodziewanie Ohno zaczął się wiercić na swoim miejscu. Kazunari miał dobry refleks tylko w palcach, dlatego nim zdążył zareagować, malarz leżał już półprzytomny na podłodze.
- Co się stało? – spytał masując sobie obolały tyłek.
- Chyba nic poważnego. Chodźmy – powiedział Kazunari pomagając mu pozbierać się z podłogi. Po chwili znów znaleźli się na wiecznie pełnych ludzi ulicach Akihabary.
Ciągle tkwiący w kieszeni Ninomiyi telefon malarza zawibrował.
- Chyba coś przyszło. – Kazunari wyciągnął komórkę w stronę starszego. Ohno zdążył już zapomnieć, że nie miał przez cały ten czas telefonu przy sobie.
Wiadomość była od Sho. Miał zjawić się w mieszkaniu Satoshiego za godzinę, by zabrać go na jakąś ważną kolację, o której Ohno zapomniał tak samo łatwo jak o swoim telefonie. Westchnął przeciągle pewny, że nie będzie w stanie zjeść niczego przez kolejne kilka dni.
- Muszę już wracać – odpowiedział na pytanie wypisane w spojrzeniu Ninomiyi. Młodszy przytaknął. W milczeniu ruszyli w stronę stacji metra. Mijając kolejny sklep z gadżetami dla otaku Ohno zatrzymał się.
- Ja to chce! – powiedział podbiegając do automatu z kulkami. Uwielbiał je od kiedy tylko się pojawiły. Co prawda zabawki jakie wygrywało się za kilka monet zazwyczaj były tandetne, ale podekscytowanie jakie towarzyszyło każdej wypadającej kulce było niesamowite.
Ohno wygrzebał z portfela trochę drobniaków i wepchnął je do właściwej dziury. Przekręcił kilka razy korbką. Coś zachrobotało i już po chwili z automatu „wydostała się” niebiesko-biała kulka. Ohno przystawił ją do ucha i potrząsł. Coś zabrzęczało w środku.
- Otwórz – ponaglił go Kazunari, który nie potrafił powiedzieć dlaczego, ale również dał się „oczarować” chwili. Satoshi przytaknął i z pełną powagi miną otworzył kuleczkę. W środku znajdowały się dwie identyczne przywieszki w kształcie żółto-niebieskiej ryby.
- O~ śliczne – powiedział malarz oglądając przywieszki z każdej strony. Ninomiya parsknął tłumionym śmiechem kiedy starszy zaczął przymocowywać jedną rybkę do swojego telefonu.
- Ty też – powiedział wciskając w dłoń chłopaka druga przywieszkę. Kazunari przez chwilkę wpatrywał się w mężczyznę ze zdziwieniem. Widząc jego poważną minę nie potrafił się powstrzymać i wybuchł głośnym śmiechem.
- Dziękuję, Oh-chan.

Ohno przekręcił się na brzuch. Podłoga w jego pracowni była zimna i twarda. Porozrzucane po podłodze kulki poturlały się w różnych kierunkach. Kupienie tak wielu było dziecinnie głupie, ale Satoshi nie umiał się powstrzymać.
Uśmiechnął się do siebie na wspomnienie dzisiejszego dnia – to były naprawdę cenne wspomnienia.
- Ni-no - powiedział wyraźnie akcentując każdą sylabę.
Leżący na podłodze telefon zaświecił się informując, że wybiła właśnie trzecia w nocy. Satoshi sięgnął po niego nieśpiesznie. Zdjęcie karpi przesłane przez matkę nadal znajdowało się na tapecie. Malarz wpatrywał się w to zdjęcie dopóki ekranik nie zgasł. Wstał i włączył wszystkie światła. Z szafy na korytarzu wyciągnął płótno w rozmiarze standardowego filmowego plakatu. Starannie umieścił je na sztaludze. Schował włosy pod swoją niezawodną chustę i zaczął malować. 
...

[Ara~] To był rozdział do którego naprawdę długo się przygotowywałam (głównie psychicznie). Było ciężko, ale jestem szczęśliwa, że opowiadanie doszło już do tego momentu. Chłopaki nam się troszkę zgubiły, ale chyba wyszło im to na dobre.
Yuta-kun - jedyna normalna postać w całym tym fiku. Bardzo go kocham <3 Szkoda tylko, że jego występ będzie jednorazowy =n= <smuteczek> 
Sześciolitrowa miska to może za dużo, ale trzeba nadać jakoś dramatyzmu, prawda? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz