3 września 2013

[Ara~] 16~ Watashi no Koi


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)[Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

Dzwonek do drzwi.

Satoshi podniósł głowę znad kwadratowego kartonu, na którym właśnie rysował. Nie spodziewał się gości – matka zawsze dzwoniła do niego i upewniała się gdzie jest, Sho natomiast miał własne klucze.
Dzwonek do drzwi się powtórzył.
- Może to jednak Sho znów zgubił klucze i nie może wejść?– Ohno wstał. – Tylko po co miałby przyjeżdżać po północy? – Malarz odsunął zasuwę i otworzył drzwi.
- Cześć Ohno-san. - Po drugiej stronie drzwi stał Ninomiya. Był niezdrowo blady i uśmiechał się tak, jakby bolał go ząb.
- Nino, czy coś się stało? – Satoshi otworzył szerzej drzwi.
- Wydaje mi się, że coś tu zgubiłem. Musiało mi wypaść jak zdejmowałem bluzę - odpowiedział wchodząc szybko do środka. Ohno obserwował w milczeniu jak zdejmuje kurtkę i buty.
- Mogłeś zadzwonić, poszukałbym tego dla ciebie.
Kazunari pokręcił głową znów zmuszając się do uśmiechu.
- Jeśli będę cię odrywał od pracy Sakurai-san znów będzie się na mnie złościł. Jeśli nie masz nic przeciwko zacznę szukać – powiedział kierując się do głównej części pracowni. Satoshi wzruszył tylko ramionami.
Ninomiya usiadł na kanapie i wcisnął dłoń we wszystkie szpary. Nie trafił na nic więcej niż okruszki jedzenia i kilka połamanych kredek. Westchnął ciężko. Jak długo mógł szukać czegoś, czego nigdy nie było? Marne kłamstwo, ale jego umysł nie potrafił wymyślić niczego lepszego w obecnym stanie. Wstał i zaczął przeszukiwać najbliższe okolice kanap. Zajrzał nawet pod poduszki, na których siedział Satoshi.
- Może ci pomóc?
- Nie trzeba – odpowiedział natychmiast Kazunari. Chłopak zdjął bluzę i dla uwiarygodnienia swoich poszukiwań sprawdził wszystkie kieszenie. Z jednej wyjął komórkę, którą odłożył na zawalony przyborami do rysowania stolik. Znów usiadł na kanapie. Przycisnął do piersi kolana chcąc sprawić wrażenie głębokiego zamyślenia. Myślał, ale nie o tym, o czym chciał.
Obrazy i dźwięki z mieszkania Miki same zaczęły do niego wracać. Obce buty, skrzypienie łóżka, czyjś głośny przyspieszony oddech. Czy gdyby szef zamiast odesłać go do domu pozwoliłby mu pracować ten ostatni dzień też by się na to natknął?
Coś mokrego spływało mu po policzkach. Szybko przetarł oczy wierzchem dłoni.
- Kazu… - Imię chłopaka zostało wypowiedziane z prawdziwą troską. Ohno zarzucił na niego szafirowy materiał. Nino podniósł wzrok, jednak przez tkaninę widział tylko niewyraźny kształt. Czuł za to ciepłą dłoń gładzącą go po głowie.
- Kazu płacz to nic złego, ale jeśli nie chcesz, nie będę patrzył – powiedział malarz wstając. Ninomiya złapał go za nogawkę spodni. Mocno i rozpaczliwie, tak jakby Satoshi był jego ostatnią deską ratunku. Ohno usiadł z powrotem na kanapie. Złapał młodszego delikatnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Ciało Nino drżało pod wpływem głośnego szlochu.
Był głupi. Uparcie udawał, że nie widzi jak Mika z dnia na dzień bardziej o siebie dba. Nowe buty, torebka, staranniejszy makijaż. Ostatnio rzadko kiedy wracała od razu po pracy do domu. Nagłe zebrania, spotkania, konferencje na których musiała być i jeszcze ta koleżanka u której tyle ostatnio siedziała. Kto jak kto, ale Nino wiedział doskonale, że Mika w pracy nie miała żadnych bliższych przyjaciółek i prędzej wydrapałaby im wszystkim oczy niż współczuła z powodu zawodu miłosnego.
Był głupi. Wiedział doskonale, że między nim a Miką nie ma niczego więcej niż seks. Mieszkali razem bo to było wygodne dla obojga. Tańsze rachunki i brak cielesnej samotności. Mika nie widziała w nim mężczyzny nawet jeśli kochali się dwa razy pod rząd. Był dla niej lekarstwem na złamane serce, zwierzaczkiem, żywą przytulanką, młodszym braciszkiem lub innym ustrojstwem – wszystkim tylko nie mężczyzną, z którym mogłaby się związać na stałe. Mieli żyć bez żadnych zobowiązań – sam to zaproponował.
Nie powinien mieć pretensji, nie powinien się tym przejmować. Tylko dlaczego tak cholernie bolało go teraz serce?
Nie umiał ani nie chciał powstrzymać płaczu. Łzy ciekły jak z niezakręconego kranu. Drogi szafirowy materiał i koszulka Ohno były już przez niego mokre. Jutro kiedy się uspokoi na pewno będzie się wstydzić, ale dzisiaj…

Upierdliwa melodyjka telefonu natrętnie wbijała się w mózg Satoshiego. Mężczyzna, z narażeniem życia, przekręcił się na bok i wyciągnął rękę w stronę stolika, na którym leżała komórka. Co prawda urządzenie nie należało do niego, ale to nie miało znaczenia – trzeba było je uciszyć.
- Słucham?
- Nino! Gdzie jesteś? Ja… - po drugiej stronie zabrzmiał podniesiony, jakby spanikowany kobiecy głos.
- Kazu nie może teraz rozmawiać, zadzwoń później. – Ohno zakończył połączenie. Dla świętego spokoju wyciągnął z komórki baterię i odłożył wszystko z powrotem na stolik. Wstał z kanapy i zajrzał do małego pokoiku.
Skulony na łóżku Ninomiya spał spokojnie. Satoshi ostrożnie przysiadł na podłodze. Wyciągnął rękę i pogładził młodszego po włosach. Nino nadal był niezdrowo blady i bardziej przypominał jakieś filmowe widmo iż żywego człowieka. Ohno nie mógł pozwolić na to, by ten stan trwał długo. W zamyśleniu poprawił koc, którym okryty był chłopak, ucałował go w czoło i wyszedł zostawiając za sobą lekko uchylone drzwi.

Kazunari miał wrażenie, że spada. Rozpaczliwie zamachał rękami. Jedną uderzył w ścianę. Poczuł ból i wiedział już, że ta ogromna góra to tylko zły sen. Podniósł głowę, ale natychmiast opuścił ją z powrotem na poduszki.
Nie do końca wiedział gdzie jest. Czuł się jak po mocno zakrapianej imprezie, choć wiedział, że nie wypił wczoraj ani kropelki alkoholu. Zamknął oczy wtulając twarz w obcą poduszkę.
Jak na zwolnionym filmie wróciły do niego wszystkie wspomnienia z wczorajszego wieczoru: zwolnienie z pracy, obce buty i skrzypienie łóżka, bezmyślna tułaczka po mieście, Ohno i jego ciepłe ramiona…
Ninomiya zaciągnął koc na głowę w ten sposób próbując ukryć rosnące w nim zawstydzenie. Nie do końca wiedział dlaczego przyszedł właśnie do Ohno. Mógł przecież iść… nie jednak nie mógł. Z rodziną zerwał kontakt już dawno, a przyjaciół nie miał żadnych, no może oprócz Ken-chana, ale ten od razu zacząłby zadawać masę niepotrzebnych pytań lub włączyłby mu się tryb „wujka dobra rada”, a Nino nie chciał rozmawiać. Tak, malarz był jedynym rozsądnym rozwiązaniem.
Kazunari powoli podniósł się do pozycji siedzącej. Za oknem wczesnowiosenne słonko było już wysoko. Chłopak zmarszczył brwi usiłując ustalić, która jest godzina – gdyby nie odszedł z zuchów już po pierwszym dniu, pewnie potrafiłby to określić.
- Uczelnia – powiedział głośno na chwilę zapominając o wczorajszych zmartwieniach. Na pewno był już spóźniony. Zaczął obmacywać swoje ciało w poszukiwaniu telefonu – nie było po nim śladu, tak samo jak po jego spodniach. Zrobił się cały czerwony na twarzy. Czyżby Ohno zrobił mu coś gdy spał?
Ninomiya pobudził mózg do zmorzonej pracy.
- Przypomnij sobie, przypomnij! – ponaglał. Pamiętał jak płakał wtulony w Satoshiego. Nadal czuł bijące do malarza spokój i ciepło – zarumienił się jeszcze bardziej. Płakał, ale co było dalej? Ohno chyba coś do niego mówił, on chyba przytaknął, ale nie był pewien…
- A co jeśli zgodziłem się na jakąś niemoralną propozycję? – Spanikowany podciągnął koc pod brodę. Kiedy przyszedł do malarza bardzo bolało go serce i naprawdę potrzebował czyjejś bliskości.
- Nawet jeśli się zgodziłem i do czegoś doszło powinienem coś pamiętać – wymamrotał rumieniąc się po uszy. - Cokolwiek...
- O, już nie śpisz. – Na dźwięk znajomego głosu serce Kazunariego podskoczyło prawie do gardła. Ohno przysiadł na łóżku udając, że nie dostrzega tego, jak Ninomiya próbuje jeszcze szczelniej zakryć się kocem.
- D-dzień dobry – wymamrotał Nino wlepiając wzrok w dziwaczny wzór na kocu. Kwadraty, romby, prostokąty i inne cholerstwa w kilku odcieniach czerwieni i fioletu, a wszystko to na brązowym tle.
Satoshi przystawił mu dłoń do czoła, co prawda niczego nie wyczuł jednak trupia bladość zmieszana z potężnym rumieńcem była niepokojąca.
- Dobrze się czujesz?
Kazunari tylko przytaknął. Satoshi cmoknął cicho nie przekonany taką odpowiedzią.
- Nie wyglądasz najlepiej – powiedział powoli zjeżdżając dłonią wzdłuż policzka młodszego.
- To nic takiego, naprawdę. Przepraszam, za kłop… - Słowa ugrzęzły Nino w gardle, kiedy malarz złapał go za podbródek i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. Patrzyli tak na siebie przez chwilkę.
Ohno ujął dłońmi twarz młodszego. Małe ninowe serduszko od razu zaczęło bić mocniej. Prawie wyskoczyło z piersi, kiedy malarz się przysunął. Kazunari przełknął głośno ślinę.
- Masz bardzo spuchnięte oczy – powiedział malarz delikatnie obrysowując palcami opuchnięte miejsca. – Nie będziemy dzisiaj malować, musisz odpoczywać – dodał puszczając twarz chłopaka. Nino siedział w bezruchu z lekko uchylonymi ustami. Sam nie wiedział czy cieszy się z tego, że Ohno się odsunął czy jednak jest tym zawiedziony.
Satoshi uśmiechnął się pod nosem.
- Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia – powiedział czochrając kruczoczarne włosy młodszego. – Możesz tu zostać jak długo chcesz – dodał jeszcze nim zniknął za drzwiami.
Nino zamrugał oczami nadal pozostając w stanie głębokiego zdezorientowania.

Kilka sprawnych ruchów ręką i na kwadratowej kartce zaznaczone zostało podłoże. Kolejny ruch ręką sprawił, że zostało podzielone na dwie części. Ohno podrapał się ołówkiem po plecach. Pokręcił głową i starł narysowaną właśnie linię. Spojrzał na skulonego w fotelu Nino. Chłopak z nieodgadnionym wyrazem twarzy grał na swoim DS’ie. Ohno pokiwał głową i jeszcze raz narysował linię dzielącą narysowaną wcześniej podłogę na dwie części. Tym razem linia była znacznie cieńsza.

Ninomiya spojrzał na swój telefon. Aparat i bateria nadal leżały oddzielnie. Chłopak wyciągnął rękę, jednak natychmiast ją cofnął. Ohno przekazał mu, że ktoś dzwonił nad ranem i że go obudził i żeby taka sytuacja już się nie powtórzyła wyłączył jego telefon. Nino był mu za to wdzięczny, jednak nie przyznał się do tego głośno. Nie był jeszcze gotowy na konfrontację z Miką. Być może kobiecie jest głupio, może nawet się teraz o niego martwi. Czy ma wyrzuty sumienia? Kazunari pokręcił głową. To raczej niemożliwe, a jeśli nawet to on już i tak podjął decyzję. Musiał definitywnie skończyć „związek”, którego nigdy nie powinien był zaczynać.
Pośród rozłożonych na podłodze gazet Kazunari zaczął szukać stron z działem ogłoszeń. Znalezienie jakiegoś bardzo taniego miejsca do spania było priorytetem.
- Ohno-san, czy masz jakieś nowsze gazety? – spytał zawiedziony tym, że natrafia tylko na te sprzed dwóch miesięcy.
- Są w szafie w pokoju, w którym spałeś. Na najwyższej półce, musisz przesunąć pierwsze drzwi od okna. Sho-kun zwozi je do mnie co tydzień.
Kazunari natychmiast udał się we wskazane miejsce. Wielka trzydrzwiowa szafa, dywan i łóżko były jedynym wyposażeniem pokoiku. Nino idąc za wskazówkami otworzył szafę. Na początku było mu troszkę głupio grzebać w cudzych szafkach, ale kiedy zobaczył trzy półki wypełnione po brzegi gazetami jakoś przestał się krępować. Dostał przecież pozwolenie.
Najświeższe gazety, tak jak powiedział malarz, znajdowały się na samej górze. Nino z niewielkimi problemami udało się jej ściągnąć. Wybrał te z ostatniego tygodnia i zaczął przeglądać.

Zbliżała się dwudziesta pierwsza. Ohno z miną myśliciela wrzucił resztki jedzenia przywiezionego dwa dni temu przez matkę do jednego garnka. Dodał trochę wody i przyprawy z zupek instant. Zamieszał. Po chwili zabulgotało. Satoshi wziął to za dobry znak.
Ninomiya obserwował eksperymenty kulinarne malarza nie kryjąc przerażenia. Proponował zjedzenie na kolacje samej zupki z torebki, ale Ohno w ogóle go nie słuchał.
- Ohno-san, wybacz, że pytam, ale jak często gotujesz? – spytał nieśmiało zaglądając do garnka, w którym bulgotała brązowa maź.
- Rzadko, ale często widziałem jak robi to moja mama. – Satoshi uśmiechnął się promiennie krusząc do dwóch misek wczorajsze pieczywo.
- I to ona nauczyła cię tego? – W głowie Kazunariego jakiś głos rozpaczliwie krzyczał „Zjesz i zginiesz!!”
- Nie, to przepis od Aiby-chan.
Ninomiya zrobił się jeszcze bledszy niż był. Osunął się na najbliższe krzesło w wyobraźni widząc jak niewiele osób przyszło na jego ceremonie pogrzebową.
Ohno poklepał go po głowie jakby był małym dzieckiem.
- Za chwilkę będzie gotowe.
Kilka minut później Kazunari zastanawiał się dlaczego nie wyskoczył przez okno kiedy miał jeszcze okazję. W dużej misce stojącej przed nim w brązowej mazi utopiony był czerstwy chleb, kawałki wędzonej wołowiny, gotowane kawałki kurczaka i mieszanka warzyw z zamrażalnika.
Itadakimasu! – zawołał siedzący naprzeciwko Satoshi. Malarz bez wahania chwycił z łyżkę i zaczął jeść.
- Nino jedz szybciutko, bo ostygnie – powiedział po chwili. Kazunari uśmiechnął się niewyraźnie.
- Chyba nie jestem głodny.
- Tylko ci się wydaje. Jestem pewien, że to zjesz – oznajmił Ohno, wyciągając z kieszeni spodni przenośną konsolę Kazunariego. Malarz nauczony doświadczeniami z rana, kiedy to Nino nie zjadł praktycznie nic, teraz miał właściwy argument do negocjacji.
- Hej! Oddawaj! – Ninomiya podniósł się z miejsca. Ohno zmrużył oczy i ze złośliwym uśmiechem na twarzy pokręcił głową.
- Jeśli zjesz dostaniesz swoją zabawkę z powrotem – dodał nim wepchał do ust kolejną dużą łyżkę mazi. Nino opadł na krzesło. Mógł się dalej kłócić, mógł nawet wszcząć bijatykę, ale nawet jeśli odzyskałby konsolę mógł wylądować na noc w jakimś parku lub pod mostem. Temperatury w nocy spadały do prawie zera stopni, a Nino nie znosił zimna i spania na świeżym powietrzu tak bardzo jak komarów. Drżącą ręką chwycił za łyżkę. Nabrał troszkę mazi i przełknął ją razem ze swoją dumą.
- Dobry chłopczyk. – Po drugiej stronie stołu Ohno uśmiechnął się do niego słodko.

Ubrania Satoshiego były na Nino tylko troszkę za luźne. Chłopak mocniej zacisnął troczki w pasie. Wytarmosił włosy ręcznikiem i wyszedł z łazienki. Na bosaka przeszedł do głównej części pracowni. Ohno stał przy sztaludze w swoim roboczym kombinezonie i w skupieniu kończył obraz z karpiem. Nino zatrzymał się w progu przyglądając się dokładnie malarzowi. Dłonie artysty nawet jeśli pobrudzone były farbą pozostawały piękne. Z prawdziwą gracją operowały pędzelkiem z niezwykłą dokładnością malując wzór na kimonie gejszy w tle. W dodatku ich dotyk… Nino nadal czuł go na skórze.
Ninomiya długo zastanawiał się dlaczego Ohno w ogóle pozwolił mu u siebie zostać. Nie zapytał o to dlaczego Kazunari pojawił się w jego pracowni wczoraj tak późno, dlaczego płakał i nie chce wracać do swojego mieszkania, ani nawet o to dlaczego nie poszedł do pracy dorywczej. Nie zapytał naprawdę o nic, a przecież tak naprawdę byli dla siebie obcymi ludźmi, których łączy jedynie wspólna praca. A może tylko Nino nadal widział to w ten sposób?
Satoshi odłożył pędzel i z daleka zaczął przyglądać się obrazowi.
- Nino, co o tym sądzisz? – spytał przywołując chłopaka do siebie. Obraz był w połowie ukończony - obrazek jak z jakiś gorących źródeł tylko, że na pierwszym planie był mały stawik z czerwono-białym karpiem, a w tle na kaganku dwie postacie: gejsza i niepomalowany jeszcze jegomość.
- Wydaje i się, że niewiele osób zdecydowałoby się namalować rybę na przedzie – powiedział Kazunari.
- Chyba masz racje, ale ja naprawdę je lubię. – Ohno uśmiechnął się szeroko. – Idź spać, ja jeszcze trochę posiedzę – dodał zajmując swoje miejsce przy sztaludze.
Rozłożone na podłodze gazet zaszeleściły cicho pod naciskiem bosych stóp Kazunariego.
- Dziękuję – wyszeptał chłopak obejmując Satoshiego od tyłu. Niepewnie przyłożył policzek do jego pleców czując jak serce wali mu mocno w piersi.
Ohno nawet jeśli został zaskoczony, nie dał tego po sobie poznać. Uśmiechnął się pod nosem kładąc dłoń na dłoniach Nino. Nie minęła chwilka, a ich palce splotły się ze sobą.
...

[Ara~] Bardzo się cieszę, że chociaż jedna osoba podzieliła się swoją opinią na temat poprzedniej notki. Chyba mogę już ze spokojem uznać, że tamten "BUM!" się udał, już niedługo kolejnych. Chyba nawet potężniejszy niż ten ostatni... kekeke... 
do Kunoichi: zabicie Miki byłoby zbyt proste, natomiast przeniesienie jej do innego miasta nawet nie przeszło mi przez myśl-ale to ciekawy pomysł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz