10 września 2013

[Ara~] SPECIAL~ Watashi no Koi


[Ara~] Z góry ostrzegam, że nie jest to kolejna część, a tylko niezobowiązujący dodatek napisany dla Bang!, której zamarzyło się szczęśliwsze zakończenie. Historia została już zakończona i dalsza kontynuacja nie jest w planach.
Dziękuję za uwagę i miłej lektury!

TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]

AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)[Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

3 lata później

Idź dalej sama, ja tu poczekam.
- Ale Ninomiya-san, dlaczego? – jęknęła młoda kobieta ubrana w pomarańczową sukienkę.
- Nie lubię obrazów, ale skoro już kupiłaś bilety to idź zobacz, co chciałaś zobaczyć, a ja tutaj na ciebie poczekam – odpowiedział Kazunari siadając na pobliskiej ławce. Kobieta zaczerwieniła się lekko ze złości.
- Przecież sam powiedziałeś, że mogę wybrać miejsce.
- Nie przypuszczałem, że będziesz chciała odwiedzić jakąś galerię.
- To muzeum sztuki współczesnej! – oburzyła się kobieta. – Jeśli chcesz to sobie tu siedź, ja na pewno będę się dobrze bawić SAMA! – dodała odkręcając się na pięcie i żwawo ruszając przed siebie.

Ninomiya westchnął ciężko.
- Dlaczego ze wszystkich miejsc na randkę ona musiała wybrać akurat to? – powiedział do siebie. Podniósł wzrok na wiszący naprzeciwko obraz: trzy czarne kule na białym tle. Ani to ładne, ani jakoś specjalnie stabilizujące jego światopogląd. Przeniósł spojrzenie w inne miejsce. Stojący z boku automat z kawą wydawał się jedyną wartościową rzeczą w całym pomieszczeniu. Kazunari wstał dziękując sobie w duchu, że jednak postanowił tu zostać.
- Zdzierstwo – warknął obserwując jak do niedużego plastikowego kubeczka nalewana jest ciemna ciecz. Tak mało za tak dużo!

Z parującą kawą wrócił na „swoją” ławkę, która nie była już taka pusta jak w chwili, kiedy wstawał. Z boku siedział jakiś mężczyzna i pochylony nad swoją dużą torbą grzebał w niej zawzięcie. Ninomiya wzruszył tylko ramionami i usiadł.

Przed dłuższy czas w pustym holu muzeum słychać było tylko odgłosy przeszukiwania torby. W końcu i one ucichły. Kazunari mógł w końcu w ciszy i spokoju pić swoją niesmaczną kawę.
- Cześć Nino.

Serce Kazunariego zatrzymało się na chwilkę. Powoli odwrócił twarz w stronę mężczyzny.
- Ohno Satoshi – powiedział cicho tępo wpatrując się w malarza. Ten przytaknął uśmiechając się lekko. Mała dłoń Kazunariego zacisnęła się nieco mocniej na plastikowym kubku. Nie widział Ohno od czasu tego feralnego wieczoru, kiedy odkrył puste płótno i uciekł z jego pracowni. Po tym, co stało się na wystawie chciał wyzbyć się wszelkich uczuć do tego człowieka. Miała to być dla niego kolejna anonimowa osoba, taka jak ci wszyscy mijani na ulicy ludzie. I Nino był prawie pewien, że mu się to udało. Teraz jednak, kiedy miał Satoshiego na wyciągnięcie ręki, nie wiedział co robić.
- Nino nie przychodzisz tu zbyt często – odezwał się Ohno.
- W ogóle nie chciałem tu przyjść – bąknął w odpowiedzi starając się z całych sił oderwać wzrok od malarza. Włosy mężczyzny były krótsze i ciemniejsze niż kiedyś, a skóra ładnie opalona. Ubrany w koszulkę w poziome biało-niebieskie paski i jasne spodnie za kolana prezentował się ładnie i schludnie... I pociągająco??
- Ona przychodzi tu co najmniej raz w miesiącu. – Ohno przysunął się troszkę bliżej chłopaka.
- Kto? – Ninomiyi tylko na chwilę udało się skupić wzrok na obrazku wiszącym naprzeciwko.
- Dziewczyna w pomarańczowej sukience. Przyszliście razem, prawda?
- Tak, ale skąd wiesz? – Ninomiya poczuł się jak dziecko przyłapane na robieniu psikusa. Nie chciał czuć się zawstydzony, przecież niby dlaczego miałby się wstydzić tego, że jest z dziewczyną na randce? Już raczej powinien się złościć na Ohno, miał przecież za co, ale…
- Widziałem jak razem wchodzicie – wyjaśnił Ohno przysuwając się jeszcze troszkę bliżej. Ich ramiona stykały się ze sobą.
-Acha.

Kawa z automatu zaczęła powoli stygnąć. Nino upił łyczek, ale prawie się nim udławił, kiedy głowa Satoshiego niepewnie oparła się o jego ramię.
- Przepraszam. Nie zdążyłem wtedy wrócić – wyznał cicho Ohno. – Sho-kun opowiedział mi potem wszystko… przepraszam.

Znów zapanowała cisza. Ninomiya siedział sztywno bijąc się ze swoimi myślami. Czy powinien teraz zwyzywać Ohno i czy miał prawo go uderzyć? Czy w ogóle zrobiłoby mu się po tym lepiej? Zwątpił.
- Ohno-san, tam był wtedy błąd – powiedział Kazunari.
-Błąd? – Malarz podniósł głowę i spojrzał uważnie na chłopaka.
- Przy tytule. – Ninomiya utkwił wzrok w podłodze.
- Możliwe. Ja nie jestem dobry w mówieniu i zapisywaniu tego co czuję, nikt mnie tego nie nauczył. Wszystko co czuję umiem pokazać tylko przez to, co robię i to, co maluję.
- Więc, co wtedy czułeś? – spytał cicho Nino.

Ohno nachylił się nad młodszym i lekko pocałował go w usta, po czym znów oparł głowę na jego ramieniu. Ich wargi stykały się ze sobą tylko przez kilka sekund, ale to w pełni wystarczyło, by wywołać w Kazunarim prawdziwą eksplozję głęboko skrywanych uczuć.

Na pierwszy plan wypłynęło zaskoczenie, ale wcale nie z powodu tego, że spotkał Ohno. Jego przyczyną nie było również to, że właśnie został przez niego pocałowany i to w dodatku w miejscu publicznym. Nino był zaskoczony, bo przyjmował to wszystko na spokojnie. Nie dostał ataku histerii, nie zaczął również płakać, a przecież właśnie tak wyobrażał sobie kiedyś spotkanie z Satoshim.

Zaraz po zaskoczeniu w Kazunarim pojawiło się to dziwne „coś” skierowane wyłącznie na Ohno. Uczucie, które zawinął grubym łańcuchem, zapiął na kilkanaście kłódek i schował na dnie serca. Miłość? Ludzie nadużywali tego słowa i potrafili nazywać nim wszystkie pozytywne uczucia względem innej osoby. Nino taki nie był. Życie nauczyło go ostrożności. To uczucie, które towarzyszyło mu przez trzy lata, to dziwne „coś” teraz pozbyło się krępujących je więzów. Stało się prawie niezależnym bytem, które teraz chciało albo całkowicie umrzeć, albo rozkwitnąć.
- Ohno-san, a co czujesz teraz? – spytał Nino nieśmiało spoglądając na malarza.
- Teraz? – mężczyzna się wyprostował i uważnie obserwował młodszego. Kazunari wytrzymał to spojrzenie.
- Tak, teraz – powiedział cicho.

Twarz Ohno rozjaśnił ciepły uśmiech.
- Dokładnie to samo, co wtedy – odpowiedział gładząc młodszego po policzku. Nino niepewnie odwzajemnił uśmiech. Przysunął się i tym razem to on rozpoczął pocałunek. Gest został w pełni odwzajemniony, ale bardzo szybko przerwany przez czynnik zewnętrzny.
- Och! Ninomiya-san, ty!!... – młoda kobieta w pomarańczowej sukience zapowietrzyła się głośno. Kazunari błyskawicznie odskoczył od malarza, był przecież na randce, jak mógł o tym zapomnieć?

Kobieta wydała z siebie serie niezrozumiałych odgłosów nim w końcu z jej ust padło sensowne zdanie.
- Ty wstrętny oszuście! – krzyknęła – Wszyscy mnie ostrzegali, mówili, że jest z tobą coś nie tak!

Nino wstał i próbował się jakoś sensownie wytłumaczyć, ale kobieta nie dała mu dojść do słowa. Odkręciła butelkę soku wiśniowego, którą właśnie kupiła dla Kazunariego i wylała mu całą zawartość na głowę. Potrąciła również dłoń, w której trzymał kubek z niedopitą kawą, która wylądowała na jego koszuli i spodniach.
- Jesteś wstrętnym, matrymonialnym oszustem. Zdechnij! – powiedziała piskliwym głosem. Posłała jeszcze mordercze spojrzenie Ohno i z naburmuszoną miną odeszła.

W uszach Kazunariego echem odbijał się dźwięk stukających obcasów. Tak naprawdę nie do końca wiedział, co się właśnie stało. Odzyskał łączność ze światem rzeczywistym dopiero, kiedy usłyszał śmiech Ohno.
- Z czego się śmiejesz, to wszystko twoja wina – warknął nie wiedząc jak może teraz uratować swoje najlepsze spodnie. Satoshi zaczął śmiać się jeszcze głośniej. Podszedł do Nino i polizał go po policzku.
- Dobre. – Uśmiechnął się szeroko na widok wstępującego na policzki młodszego rumieńca. – Chodź, musisz się wykąpać – dodał łapiąc go za rękę i ciągnąc w stronę wyjścia.


Ninomiya został wepchany do łazienki.
- Wykąp się. Zaraz przyniosę ci jakieś czyste ubranie – zawołał znajdujący się po drugiej stronie drzwi Satoshi. Kazunari posłał mu tą samą, mało wyszukana wiązankę przekleństw, którą przedstawił w samochodzie. To zdecydowanie wina Ohno, że teraz cały się lepi i śmierdzi kawą, a jutro wszyscy w pracy będą plotkować o tym, że jest gejem. Gdyby tylko nie natknął się na Ohno…

Kazunari dotknął palcami swoich ust. Uśmiechnął się szeroko do swojego odbicia w dużym lustrze.
- A niech gadają – powiedział cichutko do siebie.


- Schudłeś – zauważył Ohno, kiedy tylko odświeżony Ninomiya wyszedł z łazienki. Ubrania, jakie dla niego wybrał, choć długościowo były dobre, to strasznie wisiały na chłopaku przez co wydawał się jeszcze drobniejszy niż był naprawdę. – Zrobić ci coś do jedzenia?
- Nie! – w pamięci Kazunariego pojawiło się wspomnienie kiedyś „ugotowanego” przez malarza dania. – Nie jestem głody.

Ohno pokiwał ze zrozumieniem głową. Podszedł do Nino i jak gdyby nigdy nic przytulił go do siebie. Kazunari zastygł w bezruchu. Te pocałunki w muzeum były głupim impulsem spowodowanym tęsknotą. Nino otrzeźwiał już po pierwszym szoku związanym z ponownym spotkaniem i nie wiedział jak powinien zareagować ani jak się zachować. Poczuł jak ciało Satoshiego napina się coraz bardziej i drży.
- Ohno-san, wszystko w porządku? – spytał niepewnie. Ohno pokiwał schowaną w zgięciu jego szyi głową.
- Cieszę się, że tu jesteś – wyznał cicho wzmacniając swój uścisk. Ninomiya wpatrywał się w starszego z niedowierzaniem. Jakiś głos z tyłu głowy zaczął go ostrzegać i przypominać o całym bólu, jakiego doświadczył przez Satoshiego, ale on nie chciał go dzisiaj słuchać. Wyłączył myślenie oraz ciągnące się za nim wątpliwości i mocno objął Ohno. Długo stali w milczeniu tak po prostu do siebie przytuleni. W końcu Satoshi rozluźnił uścisk i wpuścił między ich ciała trochę wolnej przestrzeni.
- Nino czy mogę cię pocałować? – spytał z poważną miną. Kazunari spojrzał na niego tak jakby nie zrozumiał.
- Czy mogę cię teraz pocałować? – Satoshi delikatnie złapał go za rękę.
- Dlaczego pytasz o coś takiego? - Nino poczuł jak zasycha mu w gardle, a na policzki wstępuje rumieniec.
- Chce wiedzieć czy tego chcesz. Nie chce byś poczuł się zmuszany i później czegoś żałował.

Kazunari był w kropce. Nie było jednej poprawnej odpowiedzi ani bezpiecznego wyboru. Chciał Ohno tak bardzo jak jeszcze nikogo wcześniej, czasami nawet śniło mu się, że są razem, ale jednocześnie bardzo się bał. Gdyby znów złamano mu serce nie poradziłby sobie z tym.

Nino spojrzał na ich splecione ze sobą dłonie. Pasowały do siebie idealnie.
- Chcę – powiedział cicho i nieco mocniej ścisnął dłoń malarza.
- Więc mogę? – Satoshi szybko zmniejszył odległość miedzy nimi. Czerwony aż po same uszy Nino zamknął oczy i przytaknął. Ohno nie kazał mu długo czekać. Jego pocałunek był jak muśniecie skrzydeł motyla bardzo delikatny i bardzo krótki. Kazunari otworzył oczy i pokonując zawstydzeni spojrzał malarzowi prosto w oczy.
- Jeszcze raz.

Ohno uśmiechnął się szeroko. Objął młodszego w pasie i znów go pocałował. Tym razem w swoje poczynania wsadził znacznie więcej pasji i frywolności, co zaowocowało aktywną postawą Nino. Byli do siebie jeszcze tak bardzo niedopasowani, że zderzenie nosami przerwało wszystko. Zażenowany tą sytuacją Kazunari schował twarz w ramionach chichoczącego malarza.
- To nie jest śmieszne – bąknął cicho.
- Ale ja nie śmieję się z ciebie tylko z tobą – odpowiedział Satoshi troskliwie klepiąc go po głowie. Kazunari zrobił naburmuszoną minę.
- Taa jas… - zaczął, ale Ohno szybko przerwał mu słodkim buziakiem w usta.
- Musimy znacznie więcej poćwiczyć – oznajmił i nie dając Nino możliwości odpowiedzi wziął się do „ćwiczeń”. Kazunari zamrugał oczkami z zaskoczenia. Przestał się dziwić i zastanawiać gdy tylko poczuł jak język Ohno błądzi po jego dolnej wardze. Zarzucił mu ręce na szyję i zachęcająco rozchylił usta. Oderwali się od siebie dopiero po dłuższej chwili i to tylko po to, by, nim znów się do siebie przyssą, nabrać w płuca życiodajnego tlenu.


Następnego dnia rano Nino obudził się z silnym bólem w dolnej części pleców. Jęknął cichutko.
- Cześć, Kazu. – Niespodziewany pocałunek wylądował w kąciku jego ust.
- Cześć, Oh-chan – odpowiedział. Mimo bólu nie potrafił przestać się uśmiechać. Czuł jak dłonie Satoshiego zaczęły beztrosko błądzić po jego nagim ciele.
- Kazu, wiesz co? – spytał Satoshi zaraz po tym jak oderwali się od siebie po kolejnym, długim pocałunku. Nino pokręcił głową. Ohno ucałował go w czoło.
- Znów chcę cię namalować

KONIEC

[Ara~] W tym miejscu już naprawdę kończymy przygodę z Watashi no Koi. Więcej nie będzie - obiecuję! Osoby liczące na coś "ostrzejszego" mogę jedynie przeprosić - to po prostu nie ten fik. Oczywiście jeśli są chętni do dopisania sceny między ostatnimi krzyżykami oznaczonej jako +18 lub +21 proszę bardzo. Wasze teksty prosimy wysyłać na adres: arabang55@gmail.com wszystkie zostaną opublikowane.

Raz jeszcze dziękuję za  ostatnie, prawie całe, sześć miesięcy (pierwszy rozdział został opublikowany 13 stycznia). Pozdrawiam serdecznie i do następnego! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz