7 grudnia 2013

[Ara~] Tygrys i Paw ~ one-shot


Prezent na Mikołajki od Ary~ <3

TYTUŁ: Tygrys i Paw 
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Sakumoto (Sho Sakurai x Matsumoto Jun), Junba (Matsumoto Jun x Aiba Masaki)
GATUNEK: dramat
KATEGORIA: NC 17


Paw i Tygrys

Matsumoto Jun, książę Królestwa Złotego Pawia, westchnął z zadowoleniem, kiedy zimny jedwab dotknął jego ciała. Przymknął oczy, rozkoszując się zapachem jaśminu wypływającym z szaty. Była to bardzo miła odmiana po ostatnich kilku dniach, w czasie których jego nos atakowany był przez zapachy fekaliów, potu, ludzkich wnętrzności i rozkładających się ciał. Jednym słowem śmierci. Ale takie były uroki wojny i przyszły następca tronu doskonale zdawał sobie z nich sprawę.



- Masaki. – książę Jun spojrzał na swoje odbicie w wielkim kryształowym lustrze. Młody mężczyzna – jego osobisty ochroniarz (z „zawodu” skrytobójca), służący i przyjaciel w jednym – pomagając mu w zakładaniu szat mruknął tylko cichą odpowiedź nadal zaabsorbowany poprawnym zawiązywaniem pasa wokół królewskiej talii.
- Słyszałem, że mamy interesujących jeńców. Chcę ich zobaczyć, jak skończysz. – Książę Jun bezwiednie przeczesał dłonią włosy.
- Oczywiście panie – Aiba przytaknął. Odsunął się o krok od Matsumoto oceniając jego wygląd. Szybko wyprostował zmarszczenia materiału na ramionach. – Gotowe – oznajmił, uśmiechając się szeroko. Książę odwzajemnił uśmiech skinieniem głowy dziękując za pomoc.
- Gdzie Nino i Ohno? – spytał przymocowując do pasa miecz. Masaki zacisnął mocno wargi, najwyraźniej starał się wymyślić jakąś sensowną wymówkę. Jun prychnął cicho.
- Przekaż im, że jeśli jeszcze raz będą się zabawiać w czasie służby, osobiście ich wykastruję – oznajmił głosem nie uznającym sprzeciwu.

***

Książę Matsumoto skrzywił nos. Jeszcze nie wszedł do lochów, w których przetrzymywani byli jeńcy wojenni, a już doleciał do niego okropny smród - mieszanina strachu i śmierci. Po jego prawej Ninomiya, główny taktyk książęcej armii, zakrył nos rękawem szaty.

- Dlaczego nie możesz obejrzeć ich sam? – warknął niewyraźnie.
- Nino, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że masz do roboty coś ważniejszego niż towarzyszenie następcy tronu przy oględzinach jeńców. Wielu podrzędnych generałów dałoby się poćwiartować żywcem, by być na twoim miejscu.
- Żebyś wiedział, że mam mnóstwo ciekawszych rzeczy do zrobienia. Dlatego jak tylko spotkam któregoś, chętnie się z nim zamienię. Ciekawe jak długo z tobą wytrzyma?

Idący po lewej księcia Ohno Satoshi – główny dowódca wojsk - zachichotał cicho na to oświadczenie. Kiedy zdał sobie sprawę, że zwrócił na siebie uwagę pozostałych odkaszlnął głośno. Skierował wzrok na brudną podłogę, coraz zerkał jednak na Nino. Samym spojrzeniem przekazał mu w jaki sposób zrozumiał owe „ciekawsze rzeczy do roboty” i jak bardzo nie może się ich doczekać. 

Przecież oblężenie stolicy Królestwa Tygrysa zakończyło się wygraną, straty w wojsku nie były tak olbrzymie jak przypuszczano i przede wszystkim obaj przeżyli. Musieli to wykorzystać, bo nigdy nie wiadomo kiedy znów ruszą na front.

Książę Jun przekręcił tylko oczami. Odetchnął głęboko czując na ramieniu dłoń idącego za nim Masakiego. Zatrzymali się przed dużymi żelaznymi drzwiami. Pilnujący ich strażnicy zasalutowali. Aiba wysunął się po przodu. Wymienił kilka przyciszonych słów z mężczyznami.

- Możemy wchodzić – oświadczył w czasie, kiedy strażnicy otwierali drzwi. Jun przytaknął. Jego uwadze nie umknęło nieco wysunięte ostrze sztyletu z rękawa Aiby.

Loch był przeogromny. Płaskie kamienne ściany pięły się na kilka metrów w górę. Sufit stanowiły jedynie żelazne kraty. Nie było mowy o ucieczce z takiego więzienia. Książę pomyślał, że jest to idealne rozwiązanie - więźniowie widzą niebo, jednak już nigdy nie będą oglądać go jako wolni ludzie, w końcu znienawidzą jego błękit tak bardzo, że jeśli nie padną z głodu na pewno zatracą się w szaleństwie.

Ludzi znajdujących się w więzieniu była ponad setka. Wszyscy mieli skute ręce i nogi. Na widok przybyszów w lochu podniósł się szum szybko stłumiony przez strażników.

- To wszyscy? – spytał Matsumoto. Jeden ze strażników stojący pod drzwiami ukłonił się nisko. Musiał być odpowiedzialny za to miejsce, bo wyciągnął z sakwy starannie złożony pergamin.
- Panie to wszyscy żołnierze, którzy przeżyli zdobycie pałacu i którzy nie zdążyli popełnić samobójstwa. Mieszkańców miasta, którzy stawiali opór stłoczyliśmy w więziennej cytadeli. Pozostali zbierają się na centralnym placu, stamtąd mają zabrać ich oddziały twojego ojca.
- Rozumiem. Chcę się tu rozejrzeć. – Książe odprawił strażnika skinieniem ręki. Mężczyzna ukłonił się równie nisko jak wcześniej, po czym wrócił na swoje miejsce.

Zaczęli przechadzać się między osadzonymi. Żołnierze, których zadaniem miała być obrona własnego kraju, siedzieli teraz skuleni mamrocząc ciche modlitwy lub przekleństwa. Niektórzy byli już pogodzeni ze śmiercią. W ich oczach panowała pustka albo strach, żadnej nadziei ani dumy… no może poza jednym wyjątkiem.

Para ciemnobrązowych oczu śmiało wpatrywała się w młodego księcia. Jun szybko pochwycił to spojrzenie, było ono pełne woli walki, dumy i buntu. Gdyby to było możliwe zabiłoby następcę tronu. Matsumoto skierował swoje kroki w tamtą stronę. Nagle jeden z osadzonych zerwał się i próbował uderzyć przechodzącego obok księcia.

Łańcuchy zabrzęczały głośno, a niedoszły zamachowiec zawarczał gardłowo kiedy sztylet przebił jego serce. Ciepłe ciało Masakiego oddzielało Juna od martwego napastnika. Młody książę nieznacznie oparł czoło o plecy swojego ochroniarza. W lochu zawrzało. Najbliżej stojący strażnicy zebrali się wokół następcy tronu, pozostali z dłońmi mocno zaciśniętymi na rękojeściach broni zostali postawieni w stan najwyższej gotowości.

- Książę, czy nic ci nie jest? – głos Ohno przebił się do świadomości Matsumoto. Chłopak szybko nadał swojej postawie władczy charakter.
- Wszystko w porządku – zapewnił. Aiba wydał kilka rozkazów najbliżej stojącym strażnikom, po czym odwrócił się w stronę swojego pana.
- Powinniśmy już iść – powiedział.

Matsumoto wyciągając z rękawa szaty jedwabną chustkę. Dokładnie wytarł z twarzy Masakiego kilka kropel krwi.

- Jeszcze nie – zadecydował pozostawiając swoją dłoń na policzku Aiby o kilka sekund dłużej niż to było konieczne. Schował chusteczkę i nie zaszczycając trupa ani jednym spojrzeniem znów ruszył w kierunku tych natarczywie wpatrujących się w niego oczu.

Mężczyzna siedział nieruchomo pod ścianą. Nie mógł być wiele starszy od księcia. Mimo kilkudniowego zarostu na twarzy, był przystojny. Wyraźnie zarysowana szczęka i pociągające usta. Spod brudnej i porwanej tuniki wyłaniało się ładnie umięśnione ciało. Był interesujący.

Matsumoto złapał go za podbródek i delikatnie obrócił jego twarzy w obie strony.

- Jak się nazywasz? – spytał. Więzień zmrużył nieco oczy. Wrogość w jego spojrzeniu wzrosła.
- Jesteś niemową czy upartym „kotkiem”? – Książę uśmiechną się kpiąco. Żyłka na czole jeńca zaczęła nerwowo pulsować.
- PRZEKLĘTY NARÓD PAWIA! NIECH POCHŁONIE GO ZIEMIA, A NIEBIAŃSKI TYGRYS ROZSZARPIE GO NA KAWAŁKI!! – zagrzmiał mocny głos mężczyzny. Niektórzy więźniowi zawtórowali mu. Jun gestem ręki powstrzymał Masakiego. - ZA KAŻDĄ KROPLĘ KRWI, KTÓRĄ PRZELALI NIE…

Matsumoto przywarł do warg więźnia i brutalnie wsadził język w jego usta. Oczy jeńca otworzyły się szeroko, a po jego ciele przeszedł dreszcz. Zdołał jednak szybko odzyskać nad sobą kontrolę. Z całej siły ugryzł dolną wargę napastnika. Książę gwałtownie od niego odskoczył. Obaj dyszeli ciężko czując w ustach metaliczny smak krwi.

Jun powoli oblizał wargi, gestem ręki nadal powstrzymując Aibę przed wszczęciem jakichkolwiek działań.

- Interesujące – powiedział w końcu, nie odrywając oczu od więźnia. – Umyjcie go i opatrzcie, niech czeka w mojej komnacie po uczcie – rozkazał. – Idziemy. - Z gracją odkręcił się na pięcie i ruszył w kierunku wyjścia z brudnego lochu. Masaki podążył za nim jak cień, Ninomiya i Ohno jedynie za pomocą spojrzenia wymienili ze sobą kilka trafnych uwag, a strażnicy pokornie zasalutowali.

***

Książę Jun uważnie przyglądał się swojemu odbiciu w kryształowym lustrze. Jego dolna warga zaczęła powoli puchnąć. Skrzywił się zniesmaczony tym faktem, ale nie żałował. Już dawno nikt nie wzbudził w nim tyle zainteresowania co ten więzień. Był przystojny i niepokorny, złamanie jego woli będzie prawdziwym wyzwaniem.

Matsumoto na chwilę skupił się na ciągle znikającej i pojawiającej się w odbiciu jego lustra postaci Masakiego.

- Usiądź w jednym miejscu – rozkazał już lekko zirytowany taką postawą sługi. Aiba posłusznie przysiadł na brzegu niewysokiego tapczanu.
- Nie podoba mi się ten pomysł – wyrzucił w końcu z siebie.
- Czyżbyś nagle zaczął współczuć narodowi Tygrysa? – Jun uważnie obserwował go w odbiciu swojego lustra.
- Nie! On jest niebezpieczny! W pojedynkę zabił prawie dwudziestu naszych żołnierzy. Zamykanie się z nim na całą noc w jednym pokoju jest głupie! – Aiba zerwał się z miejsca.
- Umiem się bronić. – Książę niespiesznie odsunął się od lustra i odkręcił się w stronę sługi. – Po za tym będzie związany.
- Nie trzeba mieć wolnych rąk, by kogoś zabić! – Aiba zrobił się lekko czerwony ze złości. Nie zastanawiając się zbytnio nad tym, co robi chwycił swojego pana za ramiona i niezbyt delikatnie przycisnął do najbliższej ściany. – Nie pozwalam na coś takiego, to zbyt ryzykowne!

Matsumoto czuł na twarzy jego niespokojny oddech. Zarzucił mu ręce na szyję ciaśniej przyciskając ich ciała do siebie.

- Masaki, a może ty jesteś zazdrosny? – spytał przechylając głowę nieco na bok i uśmiechając się niewinnie.
- Oczywiście, że nie. – Aiba zarumienił się.

Książe pocałował go lekko w usta.

- Na pewno?
- Tak, zresztą... Nie mogę pozwolić na to, byś bez potrzeby narażał własne życie. - Masaki odpowiedział stanowczo.

Jun znów go pocałował.

- Chce się z nim tylko troszkę zabawić. Sprawdzić, jak długo wytrzyma zanim całkowicie się podda i ulegnie – wyjaśnił między kolejnymi, odwzajemnianymi już, pocałunkami. – Jutro i tak zostanie ścięty razem z resztą niedobitków z Tygrysiej armii.

Aiba nie wyglądał na przekonanego nawet wtedy, gdy książęce usta zaczęły pieścić jego wrażliwe miejsce za uchem.

- Chce zostać w środku – oświadczył, nieznacznie odsuwając się do tyłu.
- Nie. Po uczcie nie masz prawa zbliżać się do mojej komnaty, to jest rozkaz. Jeśli go złamiesz staniesz się główną atrakcją jutrzejszej egzekucji. – zagrzmiał zdając sobie sprawę, że pocałunkami i pieszczotami nie zapewni sobie nic więcej poza chwilą przyjemności.


***

Książę Jun po cichu wszedł do swojej komnaty. Porozstawiane w pomieszczeniu lampiony i świece tworzyły przyjemny klimat. Zanim udał się do części sypialnej zsunął z ramion ciężką szatę wyjściową. Na jej miejsce założył znacznie lżejszą, nocną. Intensywny fiolet stonowany był przez purpurowy wzór układające się w królewskiego pawia. Matsumoto, tak przygotowany do konfrontacji, ruszył dalej.
Na dużym okrągłym posłaniu siedział nieruchomo więzień. Jego ręce związane były za jego plecami. Na szyi ciążyła żelazna obroża, od której odchodził łańcuch łączący się z więzami na rękach oraz podłogą.

- Witaj, Sakurai Sho – książę odezwał się pierwszy. Dowiedzenie się jak nazywa się wiezień nie stanowiło dla następcy trony większego problemu. Mężczyzna z zimną obojętnością w oczach odkręcił głowę w jego stronę. Jun nie zrażony tym „powitaniem” usiadł obok i napawał oczy jego widokiem. Tak jak zażądał Sakuraiem należycie się zajęto. Został opatrzony i nie wyglądał już jak obdartus. Był jeszcze przystojniejszy niż wcześniej. Książe z namysłem przesunął swoje smukłe palce po jego gładkim policzku i ustach. Kiedy Sakurai spróbował go ugryźć uśmiechnął się tylko przenosząc dłoń na jego ramię, a te były wyjątkowo ładne. W napiętych mięśniach czuć było siłę.
- Czego chcesz? – warknął Sho kiedy książęce palce zjechały na jego klatkę piersiową i zaczęły drażnić sutki.
- Słyszałem, że kobiety z narodu Tygrysa są dobrymi kochankami. Zawsze chciałem się upewnić jak to jest z mężczyznami. – Jun usiadł okrakiem na kolanach Sakuraia. Nachylił się i złożył pocałunek na jego ramieniu. Ciało więźnia zesztywniało, a jego oddech przyspieszył. To tylko pobudziło księcia. Ustami naznaczył ścieżkę od ramion do klatki piersiowej i brzucha. Dłońmi masował i ugniatał krocze jeńca. Sho niczym otumanione zwierzę zaczął się szamotać, z jego ust wypłynęła wiązka nie do końca zrozumiałych dla Juna przekleństw. Następca tronu bez zastanowienia przyłożył dłoń do jednej z ran Sho i nacisnął mocno. Sakurai krzyknął głośno. Przestał już wierzgać.

- Znacznie lepiej. – „pochwalił” Matsumoto dając mu buziaka w policzek. Wstał i ściągnął z siebie szatę. Poznał już na tyle ciało więźnia, że zaczynał się nim nudzić. Potrzebował znacznie ciekawszych doznań. Masując swojego członka stanął nad Sho.
- Liż – rozkazał przystawiając go do ust mężczyzny. Ten odwrócił głowę w drugą stronę, w jego oczach nadal skrzyły się iskierki buntu. Książe cmoknął zniecierpliwiony. Oczywiście mógł próbować po dobroci, ale trwałoby to zbyt długo i uwłaczałoby jego godności. Złapał Sakuraia za włosy i pociągnął mocno. Z Sho wydobyło się dziwny gardłowy odgłos kiedy w jego usta wepchnięty został książęcy potworek. Jun zaczął poruszać biodrami. Na początku nie za szybko, by przypadkiem nie udusić nieprzyzwyczajonego do tego tupu rozrywek partnera. Za każdym razem kiedy Sakurai usiłował mocniej zacisnąć zęby na jego członku (a próbował naprawdę często) bezlitośnie ciągnął go za włosy. Po kilkunastu minutach takiej brutalnej ”przepychanki” książę z cichym westchnieniem spuścił się w ustach Sho. Mężczyzna zaczął krztusić się i charczeć.

- Naprawdę musisz się jeszcze wiele nauczyć. – Matsumoto z wyrozumieniem zaczął klepać jeńca po plecach. Pierwsze razy bywają naprawdę kłopotliwe.
- Ty zawszony Pawiu – warknął Sakurai, kiedy w końcu był w stanie wykrztusić z siebie coś więcej niż książęce nasienie. – Podczas poprzedniej inwazji powinniście zostać całkowicie wytępieni.
Następca tronu uśmiechnął się kpiąco znów siadając okrakiem na jego kolanach.
- Widać fortuna lubi być kapryśna – powiedział całując go delikatnie za uchem. – W końcu dumny naród Tygrysa dowiedział się, co to znaczy strach, ból i zniewolenie. Szkoda, że wspaniały generał Sakurai nie był w stanie nic zrobić, by do tego nie doszło… Słyszałem, że zabiłeś wszystkie Tygrysie księżniczki.

- Zamilcz!
- Ta najmłodsza, skręciłeś jej kark, prawda?
- ZAMILCZ!
Sakurai zaczął wściekle wierzgać. Jun objął go mocno nie przestając szeptać.
- Wiesz, że kiedy ty próbowałeś ochronić cnoty swoich ukochanych księżniczek ich matka z rozłożonymi nogami błagała o litość…
- Łżesz!
- … jaka szkoda, że wolę mężczyzn. Ale nie martw się kilku moich ludzi zapewniło jej chwilę przyjemności tuż przed śmiercią. A król, cóż ten niedołężny, tłusty staruch śmiesznie przebierał nóżkami kiedy próbował uciekać. – Jun spojrzał na swojego więźnia. Jego rozchylone usta drżały, a po policzkach powoli spływały łzy. Dla takiego estety, jak książę Jun był to cudowny widok. Z prawdziwym namaszczeniem zaczął scałowywać te piękne łzy.
- Biedy generał Sakurai, gdyby tylko był po właściwej stronie konfliktu – szepnął całując go w usta. Tym razem pocałunek nie miał w sobie nic z brutalności poprzedniego.
- A może chciałbyś do mnie dołączyć? – książę zmrużył oczy. Sho poruszył się niespokojnie, dokładnie tak, jakby dopiero powrócił myślami do rzeczywistości.
- Wiem, że jesteś bardzo silny, szkoda byłoby zmarnować twoje umiejętności i potencjał. W moim oddziale na pewno zostałyby odpowiednio wykorzystane.
- A co na to twój przydupas? – warknął przypominając sobie z jakim zacięciem i brakiem jakiejkolwiek delikatności został związany przez Aibę.
- Masaki? Jest słodki, kiedy robi się zazdrosny. – książę wstał i szybkim ruchem zszarpał z więźnia portki. Zagwizdał z aprobatą na widok jego, już troszkę, pobudzonej męskości. Sho zaczerwienił się po same uszy. Jun pospiesznie sięgnął do jednej ze swoich szkatułek. Kryształowa buteleczka w kształcie siedzącego smoka była rzeczą, której pożądał na równi z członkiem Tygrysa. Kiedy tylko ją znalazł z powrotem usadził się wygodnie na Sakurai. Unosił się powoli w górę i w dół ocierając się pośladkami o jego członka.
- Czyżbyś nigdy nie robił tego z mężczyzną? – spytał rozbawiony niewyraźnym spojrzeniem Sho. Na zachętę znów pocałował go w policzek.

Odkręcił buteleczkę i wylał trochę oliwy na rękę. Bez problemu odnalazł swoją dziurkę. Jęknął wsadzając w siebie dwa palce. Poruszył nimi po czym wyciągnął. Nie żałując oliwki powtórzył czynność dwa razy. Kiedy w końcu uznał, że jest już wystarczająco przygotowany resztkę oliwy wylał na członka partnera. Oparł ręce na jego ramionach i powoli wsunął go w siebie. Sho jęknął z zadowoleniem, czując jak ciasne książęce wnętrze przylega do jego męskości. Nawet nie przypuszczał, że może wejść w niego tak głęboko. Instynktownie zaczął poruszać biodrami. Matsumoto odchylił głowę do tyłu podążając za tym rytmem.

Westchnienia i jęki wypełniły komnatę na długo.
- Tygrysie jesteś lepszy niż myślałem. – przyznał Jun odrywając się od jego łapczywych ust. Sho uśmiechnął się uwodzicielsko. Matsumoto zaczął podnosić się i opadać bardzo powoli. Z prawdziwą złośliwością wysuwał go z siebie niemal całkowicie by po chwili bardzo gwałtownie mieć go w sobie całego.
-Pawiu! - krzyknął Sakurai dochodząc. Jun po własnym orgazmie westchnął z zadowolenia tuląc się do kochanka. Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu. Książę w końcu przeniósł się z Sakuraia na posłanie. Uśmiechając się zaczął gładzić go po plecach. Kiedy natrafił na skrępowane ręce bez namysłu zaczął je rozwiązywać.
- Tygrysie dołącz do mnie – powiedział pozbywając się ostatnich więzów. Sho zmarszczył czoło rozmasowując obolałe ręce. Czując na sobie wyczekujące spojrzenie odwrócił się do księcia, nachylił nad nim i pocałował w usta.
- Pawiu – szepnął składając pocałunek na jego czole. – Ty i twój lud już na zawsze pozostaniecie bardzo naiwni i bardzo głupi. Mimo wolności nadal upokarzacie się przed innymi. – Jun otworzył szeroko oczy. Sakurai mocno przycisnął go do posłania.
– Dumny Tygrys nigdy nie przyłączy się do kogoś takiego!
Zaczęli się szarpać.

***

Aiba przystanął przed drzwiami komnaty księcia. Chwycił za klamkę. Chciał wejść do środka, ale zrezygnował. Z ciężkim westchnieniem zaczął znów krążyć po korytarzu. W zamku panowała senna cisza. Masaki przystanął przy zawieszonej na ścianie pochodni. Wyciągnął w stronę ognia zmarznięte dłonie. Mógł tylko czekać.

Drzwi książęcej komnaty skrzypnęły cicho. Masaki błyskawicznie odkręcił się w tamtym kierunku. Drobna, bosa postać wysunęła się na korytarz.

- Panie – szepnął Aiba, zarzucając swój płaszcz na pół nagiego księcia. Skrytobójca przyciągnął go do pochodni i obejrzał dokładnie. Dłonie, tors i twarz oblepione były krwią, natomiast po udzie spływała biała stróżka.
- Jutro – Jun odezwał się niewyraźnie. – Jutro spal wszystko to, co się tam znajduje. – dokończył wskazując na swoją komnatę. Aiba ciasno go do siebie przytulił. Matsumoto przymknął oczy wtulając twarz w zgięcie jego szyi.
- Czy mogę tam teraz wejść?
Jun wahał się przez dłuższą chwilę.
- Tylko szybko – powiedział cicho. Masaki przytaknął. Dokładniej opatulił go płaszczem i ucałował w czoło.
- Za chwilę wrócę – obiecał.
Aiba szybko wszedł do komnaty od razu kierując się do jej sypialnej części. W swoim krótkim życiu widział już tyle śmierci, że widok, jaki ukazał się jego oczom nie wprawił go w zdziwienie. To uczucie jakie się w nim obudziło miało zupełnie inny charakter.

Sakurai Sho, generał armii królestwa Tygrysa, nagi i co gorsza pozbawiony ograniczających go więzów leżał w kałuży krwi na środku posłania. Z jego szyi wystawała rękojeść królewskiego sztyletu. Jego oczy były szeroko otwarte, usta natomiast zastygły w jakimś jakby na wpół zaskoczonym, na wpół zadowolonym uśmiechu.

Aiba nachylił się nad ciałem. Poczuł lekki ucisk w sercu odnajdując na nim ślady książęcych ust. Wyciągnął z szyi Sho królewską broń. W milczeniu obserwował jak szkarłatna ciecz spływa po ostrzu. Zerwał z okna kotarę i zakrył nią ciało. Sztylet ułożył tuż obok. Zanim wyszedł, objął spojrzeniem całe pomieszczenie. Potrząsnął głową wywalając z niej wszelkie zbędne myśli. Wrócił na korytarz.
Książę Matsumoto stał dokładnie w tym samym miejscu, co wcześniej. Lekko marszczył brwi wyraźnie się nad czymś zastanawiając.

- Panie chodźmy. – Aiba delikatnie objął księcia ramieniem i zaczął prowadzić w stronę własnej komnaty. Tak naprawdę chciał na niego nawrzeszczeć. Wytknąć mu to, jak bardzo był nieostrożny i głupi i że mógł zginąć, ale nie zdołał tego powiedzieć, jeszcze nie. – Przygotuję ci kąpiel, a później pójdziemy spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz