30 sierpnia 2013

[Ara~] 09~ Watashi no Koi


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

- Ninomiya-kun zdejmij koszulę.

Kazunari podniósł wzrok znad swojej przenośnej konsoli. Nie był pewien, czy dobrze usłyszał.
- Słucham?
- Zdejmij koszulę – ponaglił Satoshi. Ninomiya wpatrywał się w niego tak, jakby nie rozumiał w ojczystym języku. Malarz odłożył kartkę i ołówek na bok i podszedł do młodszego. Bez problemów odpiął pierwszy guzik.
- Co ty wyprawiasz?! – wykrzyknął Ninomiya zrywając się na równe nogi.
- Pomagam ci ściągnąć koszulę – odpowiedział spokojnie Ohno ponownie wyciągając ręce w stronę ubrania modela. Chłopak odepchnął je gwałtownie.
- Po co?! Przecież sam mówiłeś, że nie malujesz aktów.
- Bo nie maluję, a nawet gdybym chciał, poprosiłbym Sho, by mi do tego pozował... To tylko koszula, nie każę ci przecież zdejmować spodni czy majtek. Chcę tylko poznać proporcje twojego ciała. Zawsze nosisz za duże ubrania przez co twoja głowa wydaje mi się bardzo mała. – Satoshi zdecydował się znowu spróbować szczęścia, jednak Ninomiya odsunął się gwałtownie do tyłu. Był cały czerwony na twarzy i chyba sam nie wiedział dlaczego. Czy to ze wstydu czy złości, że jest porównywany do Sakuraia, a może właśnie dlatego, że w tym porównaniu wypada gorzej? Miał prawdziwy mętlik w głowie.
- Dlaczego tak nagle prosisz o coś takiego?! – spytał uświadamiając sobie, że Ohno był coraz bliżej.
- Gdybym poprosił o to pierwszego dnia, pewnie byś wyszedł i już nie wrócił – powiedział tamten po chwili namysłu. Ninomiya przegryzł lekko dolną wargę. Ohno był bystrzejszy niż mu się na początku wydawało.
- Zmarznę. – Chwycił się desperacko ostatniego logicznego argumentu.
- Podkręcę ogrzewanie, a jak tylko skończymy, zrobię ci herbatę i przyniosę ciepły koc. – Ohno przystanął przed Kazunari i sprawnie odpiął jeszcze jeden guzik jego koszuli. Ninomiya zatrzymał jego dłonie.
- Dobrze… ale zrobię to tylko raz. A z tym poradzę sobie sam – powiedział starając się znieść wyczekujące spojrzenie malarza.
- W porządku, pójdę po koc. – Mężczyzna uśmiechnął się szeroko. Uwolnił ręce z uścisku niewielkich dłoni młodszego i wyszedł do sąsiedniego pokoju. Kiedy wrócił Kazunari siedział na swoim poprzednim miejscu. Jego koszula rozłożona była na poręczy kanapy. Gdy młodszy zauważył malarza jego sylweta skuliła się.
- Wyprostuj się – polecił Ohno kładąc koc obok ubrania muzyka. Ninomiya niechętnie wykonał polecenie. Utkwił wzrok w podłodze nie pozwalając, by ten napotkał badawcze spojrzenie Satoshiego. Tymczasem malarz niespiesznie obszedł dookoła siedzącego na okrągłym taborecie chłopaka.
Blade ciało Kazunariego było mało atrakcyjne nawet dla niewybrednych. Kościste ramiona i lekko zgarbione plecy nie świadczyły zbyt dobrze o jego trybie życia. Ohno zatrzymał się. Dwoma palcami dotknął karku młodszego i naciskając lekko przejechał wzdłuż jego kręgosłupa. Ninomiya podskoczył niczym oparzony.
- Co ty wyprawiasz?! – wykrzyknął, a jego twarz znowu pokryła się majestatyczną czerwienią.
- Trochę się garbisz – wyjaśnił spokojnie Satoshi w myślach odnotowując ten niecodzienny kontrast: purpurowa twarz i białe ciało.
Kazunari zachłysnął się powietrzem.
- I co z tego? Jeśli ci nie pasuje to zawołaj Sakuraia, niech ci pozuje – warknął chwytając swoją koszule.
- Nie powiedziałem, że mi nie pasuje. – Ohno złapał go za nadgarstek, odłożył ubranie z powrotem na kanapę i stanowczo posadził chłopaka na taborecie.
- Mam jeszcze godzinę, więc siedź tu spokojnie i staraj się nie ruszać – polecił. Nozdrza Kazunariego zadrgały nerwowo. „Cholerny kontrakt!” przeklinał w myślach uważnie śledząc poczynania malarza. Satoshi usadowił się naprzeciwko niego i zaczął rysować.

Prawie czterdzieści minut później Ohno odłożył kolejną kartkę na bok. Wyciągnął do góry ręce i przeciągnął się.
- Jaką chcesz herbatę? – spytał wstając. Ninomiya burknął tylko coś niezrozumiałego. - Zrobię ci zieloną z Kioto – zadecydował sam. Chwycił koc i zarzucił go młodszemu na plecy. Otulił go szczelnie. – Jest w niej nutka jaśminu, może dzięki temu przestaniesz się tak boczyć i krzywić.
Kazunari prychnął. Kiedy Satoshi wyszedł z pomieszczenia zarzucił koc na głowę i opatulił się nim staranie. Naprawdę nie potrafił zrozumieć Ohno. Zachowanie malarza było często przeraźliwie sprzeczne. Kiedy już wydawało się, że jest osobą prostolinijną i łatwą do zrozumienia nagle wyskakiwał z czymś, czego nikt się po nim nie spodziewał. Kazunari przycisnął kolana do klatki piersiowej. Oparł głowę na dłoni i wyczekiwał powrotu swojego najdziwniejszego chlebodawcy.
Ohno wrócił po dłuższej chwili niosąc dwa kubki. Aromatyczny zapach przyćmił ciężką woń farby. Ninomiya niezgrabnie ześlizgnął się ze swojego miejsca. Ignorując intensywnie wpatrującego się w niego Satoshiego pochwycił jeden z kubków i zaczął pić. Malarz znów obszedł go dookoła. Zatrzymał się i bez słowa wyjaśnienia zaczął formować koc, którym przykryty był młodszy, w coś na wzór kaptura. Kiedy trzymany przez Ninomiyę kubek zaczął zawadzać w przedsięwzięciu malarz bezceremonialnie odstawił go na stół.
- Siedź spokojnie – polecił stanowczo, ucinając tym samym protesty młodszego. Kazunari nie do końca rozumiał co się dzieję, ani dlaczego posłuchał nakazu. Przegryzł lekko dolną wargę i odwrócił głowę w bok. Ohno natychmiast złapał go za podbródek i przekręcił jego głowę w swoją stronę.
- Zostań tak – polecił odsuwając się do tyłu. Zmrużył oczy i jeszcze raz uważnie przyjrzał się swojemu „dziełu”.
Para bursztynowo-brązowych oczu patrzyła na Ohno ponaglająco.
- Dobrze – wyszeptał Satoshi, kiedy w jego głowie pojawił się ON - prosty i wyraźny jak nigdy wcześniej. 

ON – obraz

...

[Ara~] To już 9 rozdział, szybko idzie [kto by pomyślał?]. Ohno jest dziwny i przerażający i bezpośredni.

Ara~ jest zmęczona. Zamiast spać przez cały wczorajszy poranek walczyła z samą sobą, światem i systemem, a później <zamiast spać> ze śnieżnym armagedonem, a dzisiaj <zamiast spać> z Kochanowskim.  

Kupa słonia...

[Ara~] 08~ Watashi no Koi


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

Umowa została podpisana i żadna ze stron nie mogła się już wycofać. Kolejnego dnia Ninomiya przyszedł do pracowni o zwykłej porze, jednak to, co tam zastał odbiegało od zwyczajności.

Wszystkie meble przykryte były przezroczystą płachtą. O jedną ze ścian oparte było duże podobrazie. Prawie dwa metry długości i nieco ponad metr wysokości. Tuż obok ustawione były niezliczone puszki farb, prawie tuzin różnorodnych pędzelków i masa pociętych gazet. Szykowało się duże malowanie.
Satoshi poprawiał coś w rozstawieniu oświetlenia. Nacisnął pstryczek i trzy duże jarzeniówki rozbłysły jednocześnie.
- Dobrze – wymamrotał malarz oceniając wszystko z daleka. Zrobił jeszcze jeden krok do tyłu i prawie wpadł na Kazunariego.
- Ohno-san. – Chłopak zwiększył odległość między nimi. – Co mam dzisiaj robić?
- Ninomiya-kun, dziś masz specjalne zadanie. – Ohno rozglądał się po pomieszczeniu jakby czegoś szukał.
- To znaczy?
- Nie będziesz dziś pozował. – Satoshi klasnął w dłonie. Już wiedział gdzie to zostawił!
Kazunari zmarszczył brwi.
- Jak to?! – zawołał za wychodzącym z pokoju malarzem. Mężczyzna wrócił po chwili niosąc gitarę.
- Zagraj dla mnie – powiedział wpychając w dłonie młodszego instrument.
- Co? – Ninomiya wlepił zdezorientowane spojrzenie w Ohno. Ten uśmiechnął się zachęcająco.
- Zagraj dla mnie – powtórzył uśmiechając się szerzej. – Chcę usłyszeć jak śpiewasz.
Ninomiya zważył w rękach instrument. Gitara, choć niewiele przypominała jego własną, ciążyła znajomo.
- Ohno-san… czy ja nie miałem pozować? – spytał niepewnie. Satoshi machnął ręką.
- Dziś chcę, żebyś dla mnie zagrał. Zawsze chciałem coś namalować przy twoim akompaniamencie. Myślę, że dzisiaj jest na to najlepszy czas. Już wszystko przygotowałem - wyznał szczerze zamaszystym ruchem prezentując specjalnie oświetloną część pokoju. – Możesz śpiewać co chcesz – dodał wyciągając spod foli taboret. Zachęcająco poklepał jego okrągłe, skórzane obicie. Kazunari miał wrażenie, że czegoś nie zrozumiał. Jego praca jako modela nagle zmieniła się w dawanie prywatnych koncertów jakiemuś ekscentrycznemu artyście.
W czasie kiedy Ninomiya bił się z własnymi myślami Satoshi zabierał się do pracy. Z bocznej kieszeni swojego wiecznie poplamionego kombinezonu wyciągnął zieloną chustę, którą skrupulatnie umieścił na głowie. Kiedy był już pewien, że wszystkie włosy są dokładnie schowane zabrał się za otwieranie największej puszki z farbą. Wieczko nie stawiało większych oporów. Ohno chwycił za duży, gruby pędzel i zanurzył go w czarnym płynie. Otarł trochę o brzeg puszki po czym przystawił do białego płótna. Kilkanaście płynnych ruchów ręką później środkowa część płótna pokryta była już staranie czernią.
- Ninomiya-kun, dlaczego nie grasz? – Malarz odłożył pędzel do wiadra z wodą. Kazunari siedział na okrągłym taborecie na kółkach. Otworzył usta, by po chwili je zamknąć. Nie wiedział jak odpowiedzieć. Niepewnie trącił struny. Dźwięk, który rozniósł się po pokoju nie był do końca czysty. Ninomiya zaczął stroić gitarę.
- Ohno-san…
- Tak? – Satoshi przelewał białą farbę do mniejszych pojemniczków.
- Dlaczego tak w ogóle mam dla ciebie śpiewać?
- Lubię twój głos. – Ohno posłał młodszemu szczery uśmiech. – Wiem, że dzięki niemu będę w stanie stworzyć coś pięknego.
Ninomiya poczuł jak robi się czerwony na twarzy. Szybko odwrócił wzrok starając się skupić go na instrumencie.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej, że mam śpiewać? – spytał nadal nie spoglądając na malarza.
- Gdybym ci wcześniej powiedział pewnie byś się nie zgodził i przestałbyś przychodzić.
- Więc teraz nie mógłbym wstać i wyjść? – w glosie Kazunariego słychać było notkę buntu.
- Wtedy złamałbyś warunki umowy – zauważył Satoshi dolewając do jednego pojemniczka trochę niebieskiej farby. Zaczął wszystko energicznie mieszać drewnianym patyczkiem po lodzie.
Kazunari mocno zacisnął wargi. Wizja łatwego zarobku, jakim miała być ta praca, odpływała w nieznane. Trącił struny. Gitara brzmiała znacznie lepiej. Po dłuższej chwili z zamyślenia wyrwał go głos malarza.
- Ninomiya-kun, możemy zaczynać?
Kazunari podniósł głowę do góry. Satoshi stał przed nim, pochylony tak, że ich głowy znajdowały się na jednej wysokości w bardzo niedużej odległości. Ninomiya automatycznie odchylił się do tylu zwiększając miedzy nimi dystans.
- Tak… chyba tak – wystękał odwracając się w druga stronę. – Co chcesz najpierw usłyszeć?
- Wszystko będzie dobre. Zdaję się na ciebie.
Kazunari szarpnął struny. Zaczął grać pierwszą melodię jaka wpadła mu do głowy - piosenkę z programu dla dzieci jaką słyszał dziś rano przed wyjściem na uczelnię. Na początku głos mu troszkę drżał. Stresował się bardziej niż w czasie szkolnej akademii czy w czasie występów w parku.
Ohno uśmiechnął się szeroko. Kołysząc się na boki i podśpiewując doskonale znaną mu piosenkę powrócił do malowania.


Ninomiya przegryzł ustnik plastikowej butelki. Jego spojrzenie utkwione było w opartym o przeciwległą ścianę płótnie. Intrygowała go duża czarna plama wymalowana na środku, jednak nie miał odwagi zapytać. Na lewo od czarnej strefy Ohno kończył malować błękitno-szare skrzydło.
Kazunari przekręcił głowę na bok. Nie znał się na sztuce. Odstawił butelkę na podłogę i zaczął ponownie grać na gitarze. Tym razem wybrał znany motyw z anime.

Satoshi znów umoczył palce w farbie. Sprawnie przejechał nimi wzdłuż wcześniej namalowanej pędzelkiem szarej linii. Jego skrzydło powoli nabierało właściwych kształtów, jednak nadal miał przed sobą mnóstwo pracy. Skończył obrysowywać wewnętrzne kontury i wstał by zobaczyć jak praca prezentuje się z daleka. Nie był zachwycony, ale też nie czuł jakiegoś specjalnego rozczarowania.
- Ninomiya-kun czy gitary są drogie? – spytał niespodziewanie.
- To zależy? Dlaczego pytasz?
- Chciałbym kupić jedną. – Satoshi podrapał się po brodzie.
- A co z tą?
- Jest pożyczona. Jak myślisz była droga?
Kazunari lekko zmarszczył brwi i obejrzał instrument z miną prawdziwego znawcy.
- Jest bardzo dobrej firmy, struny są zrobione z lepszego materiału i nie powinny zrywać się tak często… myślę, że mogła kosztować ok. 29-30 tysięcy jenów.
Malarz pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Ohno-san, jeśli chcesz nauczyć się grać, lepiej kupić jakąś używaną – dodał pospiesznie Ninomiya. Patrząc na Satoshiego miał wrażenie, że jest on typem, który szybko porzuciłby instrument. Sumienie nie pozwalało mu godzić się na to, by tak wspaniała rzecz marnowała się w rękach kogoś takiego jak Ohno.
- Pomyślę nad tym – zapewnił Satoshi pocierając wierzchem dłoni nos.


Na błękitno-szarym skrzydle pojawiło się kilka czerwonych plamek. Satoshi z niegasnącym zapałem oddawał się pracy twórczej. Jego zapału i zaangażowania nie podzielał niestety Ninomiya. Chłopak zerknął na zegarek. Zostało mu jeszcze pół godziny. Niespodziewanie uświadomił sobie coś istotnego.
- Ohno-san, przychodziłeś codziennie do parku, by mnie posłuchać, prawda? – spytał przerywając piosenkę w połowie.
- Tak – przytaknął automatycznie malarz. Ninomiya odłożył gitarę na bok. Założył nogę na nogę i splótł ze sobą dłonie.
         'Zawsze siedziałeś na ławce w pobliżu alejki prowadzącej bezpośrednio na plac zabaw, prawda?'
        'Tak, stamtąd wszystko było dobrze słychać.' – Ohno zamoczył cieniutki pędzelek w czerwonej farbie. Nie wyczuwał niczego niepokojącego w pytaniach młodszego.
       'No właśnie.' – Kazunari przysunął się troszkę ze swoim taboretem w stronę malarza. – 'Słuchałeś codziennie, a zapłaciłeś tylko raz. Czy myślałeś, że przychodzę tam dla zabawy?'
       Ohno odwrócił się w stronę muzyka. Rozchylił lekko usta trwając w stanie zawieszenia. Jego broda, policzek i nos były uwalane farbą. Ninomiya pokręcił tylko głową.
       'Nie… zabiorę cię na ramen. Jeśli chcesz możemy iść nawet jutro.' – Satoshi odzyskał łączność z rzeczywistością.
       'No nie wiem.'
       Ohno ślizgając się na kolanach przybliżył się do miejsca w którym siedział młodszy. Objął nogi Kazunariego i oparł głowę na jego kolanach. Wpatrywał się w niego jak skarcony niesłusznie szczeniak. Ninomiya siedział lekko oszołomiony takim rozwojem sytuacji. Przez chwilę walczył ze spojrzeniem Satoshiego.
       'Jestem wolny dopiero w sobotę' – powiedział powoli wyciągając z kieszeni chusteczkę.
       'Więc pójdziemy w sobotę.' – Ohno rozpromienił się. Troszkę mocniej objął nogi młodszego. Ninomiya cmoknął głośno starając się zakryć zawstydzenie poprzez niezadowolenie.
       'Nigdzie z tobą nie pójdę jeśli będziesz cały wymazany farbą' – oznajmił ostrym tonem. Satoshi zamrugał oczami ze zdziwienia. Młodszy znowu cmoknął. Nie siląc się na delikatność przystawił chusteczkę do policzka malarza i zaczął intensywnie i mocno pocierać. Ohno niespecjalnie próbował uciekać. Wykonał tylko kilka niezgrabnych ruchów głową tylko dlatego, że tak wypadało.
        Niebieskie i czarne plamy zostały bardziej rozmazane niż wytarte przez co policzek wyglądał gorzej niż wcześniej.
       'Widzisz' – powiedział Ninomiya machając brudną chusteczką. Satoshi pokornie przytaknął i z dobrze skrywanym rozbawieniem poczłapał do łazienki.
Kiedy kończył myć twarz doleciał do niego głos Kazunariego. Był jak zawsze mocny, jednak wyczuwało się w nim nową, wcześniej niesłyszalną nutkę.

Kiedy zacząłem żyć samotnie z samotnością?

Kiedy poczułem się oddalony od innych?


Wiecznie oczekiwałem trochę ciepła od innych,
Cały czas miałem nadzieję, ale nikt nie podał pomocnej dłoni.

Żyłem samotnie, śpiewałem w pojedynkę, zawsze tak było.
Twoja przeciętna dobroć nie pomoże mi teraz.

W nadziei, że ta samotność się skończy.

Kiedy zacząłem uśmiechać się przez cały czas?
Kiedy straciłem swój prawdziwy uśmiech?

Umiałem tylko udawać, że się nie przejmowałem,
nie mogłem nawet polegać na dobroci innych.
Zadrżałem z braku miłości,
zupełnie jakby każdy uciekł ode mnie.

Mechanicznie pozostawiałem za sobą szczęście.
To koniec. Wszyscy się załamali.

Niedojrzałe piosenki kontynuowałem, krzycząc.
Nie mogę zawieść ludzi, o których troszczę się najbardziej.
”Do jutra” - i zniknąłem w niebie.

Niebo, które było zbyt niebieskie nie było dla mnie błyszczące
Niedoniesiona piosenka, przesuwana przez miłość.

Żyłem samotnie, śpiewałem w pojedynkę, zawsze tak było.
Twoja przeciętna dobroć nie pomoże mi teraz.

W nadziei, że TO zniknie pewnego dnia.*


Gdy Ninomiya opuścił pracownie Ohno był pewien, że przez te kilka dni udało im się troszeczkę do siebie zbliżyć.


- Myślę, że ten obraz jest bardzo dobry – powiedział Sakurai. Ohno przekręcił głowę w prawo. Malował obraz już od kilku dni i końcowy efekt nie do końca go przekonywał. Chętnie zacząłby wszystko od początku jednak Sho był temu przeciwny.
Sakurai przysiadł na poręczy fotela, w którym siedział Kazunari. Szturchnął chłopaka łokciem.
- Pochwal go – nakazał ponaglającym szeptem, po czym dodał głośno. – A ty co o nim myślisz, Ninomiya-kun?
Kazunari na chwilkę przestał bawić się talią kart. Spojrzał na stojący przed nim obraz. Zakrwawione skrzydło – czarne pole z białym kółeczkiem po środku – drugie skrzydło, te nie nosiło żadnej rany. Skrzydła nie tworzyły pary, różniły się od siebie rozmieszczeniem i ułożeniem piór. Najbardziej zastanawiająca była czarna strefa, ale chyba nikt nie umiał powiedzieć co oznacza. Było również inne tło, ale muzyk nie umiał nawet nazwać prawidłowo koloru jakim było pomalowane.
Ninomiya wzruszył ramionami.
- Nie znam się… – wyznał szczerze. Sakurai znowu szturchnął go łokciem. – … aa... ale myślę, że skrzydła są ładne. – dodał pod naciskiem morderczego spojrzenia Sho. Ohno uśmiechnął się niewyraźnie. Odwrócił wzrok od obrazu i spojrzał na swojego modela.
- Powiesiłbyś go u siebie? – spytał.
- Nie zmieści mi się w pokoju. – Ninomiya odpowiedział chyba zbyt szczerze, bo Ohno ze zmartwioną miną zaczął znowu wpatrywać się w dopiero co ukończony obraz. Sho natomiast uderzył go mocno w głowę.
- Ej! – jęknął Kazunari masując uderzone miejsce. Sakurai mordował go właśnie w myślach. Nie przestając zastanawiać się nad tym na jak wiele sposobów można pozbawić muzyka życia podszedł do Satoshiego.
Sensei, nie powinieneś przejmować się opinią kogoś takiego – powiedział łagodnie kładąc rękę na ramieniu starszego. – Może pokażesz go jutro Takahashi-san? Jego opinie zawsze były niezastąpione.
- Dobrze. – Ohno niemrawo przytaknął. Sho westchnął w duchu, nie mógł pozwolić na to, by Satoshi znów porzucił malowanie. Jego obowiązkiem było zrobienie wszystkiego byle tylko Ohno pracował dalej.
Sensei, powinieneś iść się wykąpać – powiedział ściągając z głowy malarza zieloną chustę. – Przygotuję ci twój ulubiony ramen(z torebki). Odprężony i najedzony na pewno inaczej spojrzysz na obraz.
Satoshi ochoczo przytaknął. Kiedy zamknęły się za nim drzwi łazienki Sakurai przypomniał sobie o Kazunari.
- Ty! – warknął wskazując chłopaka palcem. – Miałeś go pochwalić, nie widzisz, że tego potrzebuje?!
- Dlaczego miałbym mu wmawiać, że jego obraz jest świetny skoro on sam myśli inaczej? – Ninomiya nie podniósł nawet wzroku znad trzymanych w dłoniach kart. Nagle został pociągnięty za kołnierz koszuli.
- Jeśli nie zamierzasz go wspierać lepiej żebyś w ogóle się nie odzywał – warknął Sakurai przyciągając młodszego do siebie. Mierzyli się złowrogimi spojrzeniami, żaden nie chciał ustąpić.
- Wsparciem nazywasz okłamywanie? – prychnął Ninomiya. Poczuł na twarzy niespokojny i wściekły oddech starszego. Sakurai odepchnął go mocno z powrotem na fotel. Karty wysunęły się z jego dłoni i rozsypały na podłogę.
- Będę wspierał Ohno jak tylko będę mógł. To jego pierwszy obraz od ponad pół roku. Jeśli znowu przestanie malować to będzie twoja wina! – warknął. Poprawił marynarkę i zamaszystym krokiem pomaszerował do kuchni. Oparł dłonie na blacie kuchennej szafki i wziął kilka głębszych oddechów. Musiał się uspokoić inaczej naprawdę był gotowy zabić Kazunariego. Policzył w myślach od dziesięciu do zera i już troszkę spokojniejszy wstawił wodę na ramen.
Niespełna trzy minuty później jego telefon zaczął dzwonić. Wyciągnął komórkę z kieszeni spodni i spojrzał na wyświetlacz. Skrzywił się. Niestety musiał odebrać.
- Słucham?... gdzie?... co? teraz?... ale jestem zajęty, nie mogę przyjść... Hej! Czekaj! – telefon nagle się rozłączył. Sho zaklął siarczyście i pospiesznie zaczął zbierać swoje rzeczy.
- Muszę iść – oznajmił wpadając do pomieszczenia, w którym siedział Ninomiya. – Kiedy woda zacznie gwizdać zakręć ją i zalej Ohno zupkę. Nie przeszkadza mu rozgotowany makaron więc nie musisz odliczać czasu. Kiedy wyjdzie z kąpieli dopilnuj by wysuszył włosy i ubrał się ciepło. Nie może złapać przeziębienia. Przypomnij mu też, że jutro o 12 ma spotkanie. Niech przywiezie jakieś lepsze ubrania i najważniejsze! Nawet nie próbuj go krytykować lub dołować. Jeśli coś ci się nie podoba, milcz. – Sho chwycił swoją aktówkę i wymaszerował na korytarz.
- Ohno-san, muszę iść, zadzwonię później! – krzyknął na chwilkę zatrzymując się pod drzwiami łazienki. – Do jutra. – Pospiesznie założył buty i płaszcz i wyszedł z pracowni.
Ohno wciągnął głośno makaron. Przeżuwał chwilkę po czym przełknął.
- Dobre~! – westchnął w pełni zadowolony. Siedzący obok Ninomiya nawet nie zaszczycił go spojrzeniem. Z zawziętą i nieco naburmuszoną miną tasował swoje karty.
- Ninomiya-kun, może chcesz trochę? – Satoshi przysunął do niego kubek z parującą zupką.
- Nie, Sakurai-san miałby mi to za złe - odpowiedział przez zaciśnięte zęby młodszy.
- Dlaczego? - Ohno przysunął się do niego tak, że ich ramiona stykały się ze sobą.
- „Bo jest idiotą” - powiedział w myślach Kazunari. Oczywiście nie mógł powtórzyć tego głośno.
- Ohno-san, wybierz kartę i nie pokazuj mi jej – zaproponował tworząc z kart wachlarz. Satoshi przytaknął i wyciągnął jedną. Była to dwójka kier.
- Jeśli już ją zapamiętałeś wsuń ją z powrotem gdzie chcesz.
Ohno zrobił tak jak go proszono.
- Czy to magiczna sztuczka? - spytał czując rosnące podekscytowanie na widok niesamowitej szybkości z jaką Kazunari tasował karty.
- Można tak powiedzieć – odpowiedział młodszy rozdzielając talię na dwie gromadki. – Jak myślisz, w której jest twoja karta?
Satoshi podrapał się po głowie.
- W tej – powiedział niepewnie wskazując na karty z prawej dłoni.
- W takim razie sprawdźmy. Oglądajmy je po kolei. – Ninomiya oddał mu karty. Ohno wstrzymał oddech kiedy odkrywał pierwszą kartę. Niestety był to as karo. Nie zrażony przeszedł do kolejnej karty, a zaraz za nią do następnej i następnej…
- Nie ma jej tu – jęknął zawiedziony, kiedy wszystkie karty zostały już odsłonięte.
- W takim razie sprawdź tutaj. – Kazunari podał starszemu drugą połowę tali. Po kilku chwilach okazało się, że dwójki kier nie ma również wśród nich.
- E~! Zniknęła?! – wykrzyknął Ohno raz jeszcze przeglądając wszystkie karty. Ninomiya uśmiechnął się nieznacznie.
- Może jest w pudełku? – spytał jakby od niechcenia. Satoshi dopiero teraz zwrócił uwagę na leżące na stole opakowanie po kartach. Z drżącym sercem zajrzał do środka.
- Ale jak? – spytał zdezorientowany wyciągając z pudełka swoją kartę. Kazunari wzruszył ramionami.
- Ninomiya-kun to było niesamowite! Jak to zrobiłeś?!
- Prawdziwy magik nigdy nie zdradza swoich sekretów. – Chłopak uśmiechnął się szeroko i zaczął zbierać porozrzucane po całym stole karty
...

* An Cafe - Alone [tłumaczenie tekstu piosenki pochodzi ze strony tekstowo.pl] piosenkę do odsłuchania znajdziecie TUTAJ 

[Ara~] Z lekkim poślizgiem, ale jest! Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko to, że po dłuższym okresie zjechałam do domu, a tam życie toczy się w zupełnie innym rytmie niż na studiach. W ramach rekompensaty za opóźnienia dzisiejszy rozdział składa się z tekstu, który pierwotnie miał być podzielony na dwie części.

Dziękuję za lekturę i proszę o podzielenie się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach. Pozdrawiam i do następnego! 

[Ara~] 07~ Watashi no Koi


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

Sobota, godzina 09:29

Ninomiya siedział przed telewizorem i zamiast odsypiać ciężki tydzień "ratował świat". Chłopak zmarszczył brwi, nie mógł odnaleźć przełącznika otwierającego przejście do kolejnego poziomu. Zniecierpliwiony zaczął przeszukiwać cały obszar od początku.
- Nino-chan, już nie śpisz? – Kazunari został niespodziewanie objęty od tyłu. Kobieta o niedbale zwiniętych w kok miedzianych włosach, ubrana w błękitno-różową piżamę oparła głowę na jego ramieniu.
- Muszę to skończyć do poniedziałku inaczej mnie zwolnią – odpowiedział Nino rozluźniając się. Ciepły oddech połaskotał go w szyję.
- Nie za dużo masz tych dorywczych prac? Jeszcze trochę i się przepracujesz.
- Mika, mów za siebie. Wczoraj też zostałaś na nadgodzinach.
- Taka praca – westchnęła. - Jeśli nie będziesz próżnować na studiach może nie skończysz w biurze. – Ucałowała go w głowę.
- Wychodzisz gdzieś dzisiaj? – Kazunari przedostał się w końcu na kolejny poziom.
- Tak. Idziemy z dziewczynami z biura na gokon*, chcesz się przyłączyć?
- Nie, mam już dziś umówione spotkanie. W twoim wieku powinnaś raczej wybrać się do swatki niż na gokon. – Po chwili Ninomiya żałował, że się w ogóle odzywał.
- Chcesz powiedzieć, że jestem stara?! – Mika założyła na szyi chłopaka jeden z zapaśniczych chwytów. W liceum bawiła się w ćwiczenie różnych stylów walki i na szczęście jeszcze sporo pamiętała z tych odległych czasów.
- Nie! – zapiszczał Nino kiedy uścisk przybrał na sile. – Przepraszam. Dwadzieścia dziewięć lat to jeszcze nie tak dużo.
Kobieta prychnęła na wspomniane liczby.
- Więc ile lat to twoim zdaniem dużo? Od kiedy mam zacząć czuć się staro?
- Mika-san, przepraszam, nie to miałem na myśli. Puść mnie, proszę! Zaraz się skuszę i będę musiał grać od początku.
Mika sięgnęła po kontroler od konsoli i zatrzymała grę. Nino przestał się wyrywać. Przez chwilę siedzieli w tej dziwacznej plątaninie rąk i nóg w całkowitym milczeniu.
- Nie potrzebuję męża – powiedziała kobieta przyciskając głowę Kazunariego do swojej piersi. – Mam Nino i to mi na razie wystarczy.
Chłopak spojrzał na nią z dołu. Mika pocałowała go lekko w usta.
- Jadłeś już coś? – spytała tak, jakby poprzedniej rozmowy w ogóle nie było. Ninomiya pokręcił głową. Tym razem to on zaczął pocałunek.
- To na co masz ochotę? - Mika pogładziła chłopaka troskliwie po głowie. Kazunari uśmiechną się złośliwie.
- Na Mikę.


Spóźnia się – zauważył rzeczowym tonem Sakurai.
- Na pewno niedługo przyjdzie – zapewnił Ohno entuzjastycznie wgryzając się w pączka z czekoladą. Słodycz ciasta i nadzienia pasowały do siebie idealnie. – Pyszne! – powiedział nakładając sobie na talerzyk jeszcze jednego pączka.
Sensei nie musiałeś… iść ze mną – westchnął Sho widząc jak starszy z błogim uśmiechem na twarzy zajada się słodkościami. Powinien być bardziej przewidywalny i nie mówić gdzie ma zamiar spotkać się z Ninomiyą.
- Uyyym~myyu – wymamrotał Satoshi wskazując na coś za oknem. Sakurai zrobił niewyraźną minę. Ohno upił troszkę swojej herbaty.
- Idzie – powiedział przełykając resztki jedzenia.
Po chwili dzwonek przy drzwiach niewielkiej kawiarenki zadzwonił cicho i do środka wszedł chłopak w przydużej czarnej kurtce, opatulony szczelnie niebiesko-żółtym szalikiem. Ohno wstał z miejsca i machał do niego dopóki nie został zauważony.
Kazunari podszedł do nich niespiesznie. Przywitał się z malarzem, nie spuszczając wzroku z nieznajomego mężczyzny, który mu towarzyszył. Ten ostatni podniósł się szybko.
- To ja do ciebie dzwoniłem, jestem menadżerem Ohno-sensei, nazywam się Sakurai Sho – przedstawił się.
- Ninomiya Kazunari, miło mi cię poznać – odpowiedział młodszy wymieniając kilka sztywnych ukłonów.
- O co chodzi? – spytał zajmując miejsce tuż obok malarza. Sakurai wypuścił powoli powietrze.
- Pozujesz dla Ohno-sensei, prawda?
- I co związku z tym? – Ninomiya oparł twarz na dłoniach.
- Wynagrodzenie jakie sobie zażyczyłeś jest nie do przyjęcia. Możesz dostać nie więcej niż 13 tysięcy jenów**. Już przygotowałem umowę. – Sakurai wyciągnął na stół stos papierów.
- Nie ma mowy. Ohno-san już się zgodził. Skoro jemu to nie przeszkadza tobie też nie powinno.
- Ninomiya-san sprzedaż obrazów nie jest tak łatwa jak ci się wydaje. Nigdy nie ma gwarancji, że na obraz znajdzie się kupiec. Jeśli zwróci się koszt wykorzystanych materiałów możemy mówić o sporym sukcesie. Dodatkowo jeśli obraz wystawiany jest w galerii bądź na aukcji przy jego sprzedaży ok. 20% z uzyskanej ceny należy się instytucji która ją wystawia. Z pieniędzy ze sprzedaży pokrywane są również koszty wynajmu pracowni i…
- I twoje wynagrodzenie, prawda Sakurai-san? – przerwał mu Kazunari. - Czyżbyś obawiał się, że dostaniesz za mało?
Sho poczerwieniał ze złości. Młodszy uśmiechnął się kpiąco.
- Ohno-san jest znanym i rozchwytywanym artystą. Z tego, co pamiętam jego ostatnia praca sprzedała się za ponad 900 tysięcy jenów***. Dlaczego myślisz, że ze sprzedażą kolejnego obrazu może być problem?
Sakurai zacisnął dłonie w pięści.
- Nigdy nic nie wiadomo, zresztą nawet jeśli masz rację, to i tak nie mogę ci zaproponować niczego więcej. Nie jesteś profesjonalnym modelem.
- A jednak Ohno-san poprosił o to, bym dla niego pozował – zauważył Ninomiya pocierając palcami lewy policzek. Sho prychnął cicho. Naprawdę nie rozumiał co takiego Satoshi widział w tym aroganckim i pragnącym jedynie pieniędzy dzieciaku.
- Może i jesteś menedżerem, ale nie powinieneś tak rządzić się nie swoimi pieniędzmi. - dodał Kazunari. – Może niech Ohno-san w końcu zabierze głos w tej sprawie?
Obaj spojrzeli na malarza. Satoshi beztrosko mazał po serwetce. Kiedy w końcu dotarło do niego, że zamiast rozmowy słyszy zniecierpliwione cmoknięcia Sho, podniósł wzrok. Uśmiechnął się nieśmiało błądząc wzrokiem od jednego do drugiego mężczyzny. Nawet nie starał się udawać, że orientuje się w zaistniałej sytuacji.
- Słucham? – spytał w końcu. Sakurai westchnął zrezygnowany. Satoshi zawsze szybko nudziły rozmowy o pieniądzach. Wyłączał się nawet wtedy, gdy omawiali tygodniowe wydatki na jedzenie.
- Jeśli dostanę mniej niż 160 tysięcy**** nie zgodzę się na dalsze pozowanie – oznajmił Ninomiya patrząc wyłącznie na Ohno.
Satoshi zamrugał zdziwiony.
- Nie możesz odejść – powiedział cicho.
- Jesteś pewien? – Kazunari przechylił głowę lekko na prawo. Ohno zauważył, że grzywka nie zachodziła mu już tak bardzo na oczy. Chwycił papiery i szybko je przejrzał.
- Sho-kun, popraw je – polecił odkładając kartki z powrotem na stolik. – Mogę zapłacić sto dwadzieścia tysięcy, a nawet więcej, jeśli przyjdzie taka potrzeba.
- Ale… - Sakurai rozdziawił usta ze zdziwienia.
- W poniedziałek podpiszemy umowę – zadecydował Satoshi ucinając dalsze dyskusje. Ninomiya uśmiechnął się słodko.
- Oczywiście, Oh-chan.
Satoshi zarumienił się lekko na to nowe przezwisko. Kazunari spojrzał na zegarek.
- Ach, już tak późno – jęknął wstając z miejsca. – Muszę już iść. Nie będę mógł przychodzić w weekendy. – Owinął się szczelnie szalikiem i sięgnął po jednego pączka. – W poniedziałek na pewno stawię się punktualnie – zapewnił kłaniając się lekko.
- Do zobaczenia – powiedział Ohno. Ninomiya ukłonił się raz jeszcze po czym szybko opuścił kawiarnię.
- Ohno-san. – Sho zrezygnowany powkładał wszystkie dokumenty do swojej teczki. – Dlaczego się zgodziłeś?
- Chce go namalować.
- Ale dlaczego właśnie niego?
Ohno przypomniał sobie incydent w parku. Te duże bursztynowo-brązowe oczy pełne tak wielu mieszających się ze sobą emocji. Chciał zatrzymać to wszystko dla siebie. Stał się egoistą. Upartym i być może głupim, ale doskonale wiedzącym czego pragnie, egoistą.
- Bo jest wyjątkowy – powiedział obserwując z nieprzeniknionym wyrazem twarzy niknącą w tłumie za oknem postać Kazunariego.

Cicha melodyjka oznajmiła przyjście nowej wiadomości. Ohno wygrzebał telefon spod sterty rysunków rozrzuconych na podłodze.
Od: Mama
Temat: onsen
Satoshi wracam już do domu. Następnym razem musisz przyjechać ze mną. Tak dawno nigdzie razem nie jeździliśmy. Pracuj ciężko. Kocham Cię.
Twoja największa fanka.
-END-
Ohno uśmiechnął się ciepło do telefonu. Do wiadomości dołączone było zdjęcie ogrodowego stawu w którym pływało kilka biało-czerwonych karpi. Satoshi uwielbiał ryby. Ustawił zdjęcie na tapecie telefonu. Wysłał krótką odpowiedź i powrócił do przerwanej pracy.

...

* gokon (lub compa) - grupowe randki w Japonii. Więcej informacji można znaleźć TUTAJ.
** ok. 442 zł
*** ok. 30000 zł
**** ok. 5500 zł - to tylko liczby, proszę nie zaprzątać sobie nimi zbytnio głowy. 

...

[Ara~] Od tego rozdziału zaczyna się pojawiać nowa postać - Takeuchi Mika - jest to całkowicie wymyślona, nieistniejąca osoba dlatego nie wrzucamy żadnego zdjęcia
          Kunoichi - bardzo dziękuję za Twój komentarz.Pozwolę sobie odpowiedzieć na niego w tym miejscu. 
         - Kwestia długości notek - już rozumiem o co Ci chodzi. Cóż... nie tak łatwo znaleźć miejsce, w którym należy postawić płotek i zakończyć rozdział.Nie można przecież wszystkiego zdradzać od razu, bo zabawa za szybko się skończy. 
         - "OHNO, Y U NO narysujesz aktu Nino?!" - jakoś się nie zanosi na akt, ale wiele jeszcze przed nami więc wszystko może się jeszcze zmienić. 
        - kategoria + 15 - bo ten fik jest właśnie taki pomiędzy z czego mu bliżej do PG13 niż NC17, to ostatnie[w najczęściej rozumianym znaczeniu]  i Ohmiya jest jeszcze po za moim zasięgnie, inne pary owszem, ale nie Ohmiya i nie Juntoshi-to to już w ogóle jest skreślone w przedbiegach. 
         - kwestia makaronizmów - te wcześniejsze rzeczywiście mogły być zastąpione polskimi wyrazami, ale przy 'tadaima' upierałabym się by zostało. W moim osobistym odczuciu te wszystkie zwroty przy wchodzeniu i wychodzeniu z domu to takie kolejne 'magiczne słówka', które w u nas nie funkcjonują w świadomości językowej z aż tak bardzo jak u nich. Oczywiście każdy może się z tym nie zgadzać. 
Tak swoją drogą pierwsze zapożyczenia w języku polskim zaczęły pojawiać się po przyjęciu chrześcijaństwa w 966 roku. Zapożyczaliśmy najczęściej z łaciny i czeskiego. Imiona pochodzenia obcego, które wówczas weszły w użycie np. Piotr (z łac. Petrus ) są jednym z dowodów na występowanie w języku polskim przegłosu.
Amen. 

[Ara~] 06~ Watashi no Koi


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

Satoshi wetknął ołówek za ucho. Podniósł odwróconą kartkę pod światło i przyglądał się jej przez chwilę w skupieniu.       
- Coś nie tak?

Ohno zareagował z lekkim opóźnieniem. 
- Nieważne. Mogę już się ruszyć?
- Tak. Zróbmy sobie krótką przerwę. – Satoshi odłożył rysunek na bok.


Ninomiya przeciągnął się jak kociak. Zaczął machać kończynami starając się je rozprostować. Siedzenie w bezruchu przez ponad pół godziny było trudniejsze niż się spodziewał.
- Ninomiya-kun, może chcesz coś do picia? – zaproponował Satoshi.

- Dziękuję, ale nie. – Kazunari wygrzebał ze swojego plecaka jakąś książkę i usadowił się z powrotem na kanapie.

Ohno uśmiechną się niewyraźnie. Czego by nie zrobił nie umiał nawiązać dłuższej rozmowy ze swoim modelem. A co gorsze, kiedy w końcu miał go przy sobie, nie wiedział co tak naprawdę ma zamiar namalować. Pustka w głowie boleśnie przypomniała o niemocy twórczej. Satoshi poustawiał w równym rządku ołówki. Sięgnął po kolejną kartkę i od niechcenia zaczął stawiać na niej nierówne kreski.

Pierwszy dzień współpracy minął w nieprzyjemnej ciszy.


Ninomiya nie kryjąc znudzenia rozglądał się pracowni. Zmarszczył z niezadowolenia nos kiedy dostrzegł kępki kurzu pod fotelem.

- Ohno-san, dlaczego nie zdecydowałeś się na narysowanie kobiety?        


Satoshi podniósł wzrok znad kartki papieru.
- Ruszyłeś prawą ręką – zauważył. – Popraw łokieć, był bardziej wysunięty.


Ninomiya wypuścił głośno powietrze.

- Odpowiedz – nalegał.

Ohno podrapał się po nosie.
- Hmm~

Kazunari cmoknął zirytowany.
- Nie rysuję aktów – powiedział w końcu Ohno wyciągając palec ku górze.
- Ee?
- Narysowałem się tego na studiach. To zdecydowanie nie mój styl. - Satoshi potarł wierzchem dłoni rysunek. Ninomiya wpatrywał się w malarza w osłupieniu. Chyba byłoby lepiej gdyby o nic nie pytał.


Drugi dzień współpracy minął w mniejszej ciszy niż poprzedni, jednak nadal z nieprzyjemnym skrępowaniem.


Ohno spojrzał na siedzącego po turecku Kazunariego. Chłopak pochłonięty był grą. Kiedy był czymś zajęty nie wiercił się tak bardzo i Satoshiemu było łatwiej go rysować. Jedynym minusem było to, że wyglądał tak jakby spał. Ohno miał już kilka takich szkiców. Nie do końca o to mu chodziło, ale uważał, że lepsze to niż nic dopóki nie wpadnie na to jak ma wyglądać jego obraz.



Satoshi odłożył ołówek na bok i bezszelestnie przysunął się do Kazunariego. Przykucnął naprzeciwko chłopaka i wpatrywał się przez chwilę w jego twarz. Przydługa grzywka zachodziła Ninomiyi na oczy. Ohno wyciągnął rękę i odgarnął niesforne włosy na bok. Kazunari błyskawicznie podniósł wzrok.        - Co robisz? – spytał cicho kiedy palce Satoshiego błądziły po jego policzku.
- Nic. – Ohno nie odsunął się ani trochę. Niespiesznie obrysował kształt szczęki młodszego. Zatrzymał kciuk na jego brodzie. Z zaciekawieniem dotknął znajdującego się na niej pieprzyka. Ninomiya wstrzymał oddech.
- Twoja grzywka jest trochę za długa – powiedział Satoshi znów odgarniając włosy z czoła Kazunariego. Chłopak odkręcił głowę na bok.
- Tak bardzo ci to przeszkadza? – powiedział czując jak jego policzki robią się czerwone ze złości. Ohno przekręcił głowę na bok.
- Nie widać twoich oczu, a to właśnie one są w tobie najciekawsze – wyznał szczerze. Ninomiya prychnął próbują ukryć zawstydzenie. Wstał i szybko zaczął zbierać swoje rzeczy.
- Chyba muszę wyjść dziś wcześniej – powiedział kierując się do wyjścia.       
- Dlaczego? – Ohno ruszył za nim.
- Przypomniałem sobie, że muszę jeszcze coś załatwić. – Ninomiya szybko założył buty i kurtkę. 

Satoshi zmarszczył brwi.
- Dobrze, ale jutro postaraj się przyjść wcześniej.
- Zobaczę co da się zrobić. – Kazunari chwycił za klamkę, ale drzwi same się otworzyły. Stał w nich lekko zdezorientowany Sakurai. Ninomiya ukłonił się i szybko wyszedł z mieszkania. Sho zamrugał spoglądając to na Ohno to na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał nieznajomego.
Sensei, kto to był? – spytał.
- Kazu. - Satoshi odkręcił się na pięcie.


Satoshi poprawił granatową poduszkę. Przyklęk na niej i pochylił się nad stolikiem. Kilka rozpoczętych rysunków oraz masa ołówków i kredek tworzyła na nim chaos. Ohno wygrzebał jeden z obrazków i przyglądał mu się z namysłem. Kazunari siedział z podkulonymi nogami z głową wspartą na lewej dłoni. Był jak pusta skorupa. Satoshi musiał napełnić tę formę emocjami inaczej nigdy nie będzie w stanie namalować swojego obrazu. Malarz przypomniał sobie te duże bursztynowo-brązowe oczy wpatrujące się w niego jeszcze kilka minut temu. Jak nigdy przepełnione były wieloma emocjami. Ohno uśmiechnął się do siebie. Chyba już wiedział co powinien zrobić. Z zapałem podwinął rękawy i zabrał się za cieniowanie pracy.

Sakurai skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. Takiego zapału u Satoshiego nie widział już od dawna. Usiadł po drugiej stronie stolika i starając się nie przeszkadzać obejrzał kilka rysunków. Większość z nich przedstawiała nieznajomego, który niedawno w pośpiechu opuścił pracownię.

Sensei, kto to jest? – Sho wskazał na postać na rysunku.

- Kazu. – Ohno nawet nie podniósł głowy.

- Kim jest Kazu?
- Pozuje dla mnie.

Sakurai pokiwał ze zrozumieniem.
- Cieszę się, że znów coś rysujesz – wyznał uśmiechając się szeroko. – Takahashi-san dzwonił wczoraj.

Ohno zmienił ołówek.
- Chce się niedługo spotkać – kontynuował Sho. – Wspominał coś o tym, że wyremontował swoją galerię i na jej otwarcie chętnie wystawiłby twoje prace.

Ohno wydał z siebie dziwny gardłowy odgłos kiedy złamał mu się grafit w ołówku. Zaczął szukać temperówki. Sho zauważył ją pierwszy.
- Na kiedy mam się z nim umówić? – spytał ignorując wyciągniętą w jego stronę dłoń artysty.
- Może w następny piątek? – Ohno poruszył zniecierpliwiony ręką.
- W czasie lunchu?
- Tylko jeśli będzie to sushi.
- W porządku. – Sho już miał oddać temperówkę jednak zatrzymał się w pół ruchu. – Sensei, twój model… czy on nie jest przypadkiem za młody?
- Ma dwadzieścia trzy lata. – Zniecierpliwiony Satoshi zaczął rozglądać się za innym ołówkiem.
- Nie wygląda. – Sho obrócił w palcach temperówkę. – Na ile się wycenił?
- Powiedział, że chce połowę z tego co dostanę za obraz.

Temperówka wylądowała z głośnym hukiem na podłodze.
- Ohno-san, chyba się na to nie zgodziłeś? – Sakurai błyskawicznie znalazł się przy Satoshim.
- Zgodziłem – przyznał Ohno nie do końca rozumiejąc dlaczego jego menedżer tak bardzo się denerwuje. Sakurai złapał się za głowę.
- Jak mogłeś zgodzić się na coś takiego! Dlaczego mnie nie poinformowałeś?!

Satoshi wzruszył tylko ramionami. Powoli przesunął się w stronę kanapy. Nie spuszczając wzroku z Sho zaczął szukać temperówki.
- Ohno-san nie możesz mu tyle dać. Nie wiemy czy ten obraz sprzeda się za czterysta czy za czterysta tysięcy jenów. Nie wiemy nawet czy powstanie. – Sakurai zaczął krążyć po pokoju mamrocząc coś pod nosem.

Ohno w końcu natrafił na temperówkę. Wyciągnął ją i ukradkiem naostrzył ołówek. Już miał powrócić do poprawiania rysunku kiedy jego telefon zabrzęczał informując o nowej wiadomości. Sakurai zatrzymał się w pół kroku. Doznał olśnienia!
- To on? – spytał nie kryjąc nadziei.
- Od mamy. Pojechała na weekend do onsenu. – Satoshi zapisał przesłane zdjęcie w pamięci telefonu.
- Ohno-san, czy podpisywaliście jakąś umowę? – Sakurai prawie wyrwał malarzowi komórkę z rąk.
- Nie.
- Dzięki Bogu! – Sho uściskał swojego podopiecznego. – Da się jeszcze wszystko odkręcić! Zadzwoń do niego, albo lepiej daj mi jego numer. Muszę się z nim jutro spotkać i wszystko ustalić!

Satoshi niepewnie przytaknął. 'Tylko nie mów mu, że nazwałem go Kazu' – powiedział zanim zaczął szukać właściwego numeru



[Ara~] Pozować czas zacząć!