10 września 2013

[Ara~] Duch ~ one-shot


TYTUŁ: Duch
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Junba (Matsumoto Jun x Aiba Masaki), Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: komedia, crack, horror (??)
KATEGORIA: 16+

PROLOG
Późno w nocy; droga między salą koncertową, a hotelem; bus – tylne siedzenie

N: Aiba-chan z kim dzisiaj masz pokój?
A: Z MatsuJunem.
N: <pełne zamyślenia> Hmm~
N: Powiedzieć ci coś ciekawego?
A: Tak.
N: Wiesz, że ostatnio słyszałem, że zaraz po tym jak wybudowano hotel do którego jedziemy, jakaś sekta przywoziła tam dzieci i odprawiała na nich jakieś dziwne rytuały?
A: <troszkę niepewnie> Rytuały?
N: Nie znam szczegółów, ale mówili coś o gwałtach, morderstwach i piciu dziecięcej krwi. Podobno duchy tych dzieci zamiast odejść do lepszego świata nadal błąkają się po hotelu. Ktoś je nawet ostatnio widział.
A: Fujka!
N: Wiem.
A: Nie to, Ohno-kun właśnie obślinił ci spodnie.
N: Oh-chan!!!

CZĘŚĆ WŁAŚCIWA
Ciemna noc, hotelowy pokój (1)

A: Podobno w tym hotelu zabito kiedyś małe dzieci…
M: I co związku z tym?
A: Boisz się?
M: Nie.
A: A ja tak. A co jeśli duchy tych dzieci nadal tu są i po nas przyjdą?
M: Nie ma czegoś takiego jak duchy.
A: Nie mów tak, bo je zezłościsz i na pewno po nas przyjdą.
M: Aish~!
A: Nie rób tak!
M: Kto ci naopowiadał tych głupot o duchach?
A: Ale to nie głupoty…
M: Kto?
A: Nino.
M: Aish~! Można się było tego domyślić. Słuchaj Aiba, on chciał cię tylko nastraszyć. Przestań wierzyć we wszystko co ci powie.
A: Ale z makaronowym potworem miał rację! On naprawdę istnieje.
M: Aish~! Idź ty już lepiej spać.
A: Dobrze, ale…
M: Dobranoc!
A: <cichutko> Dobranoc.
CISZA
A: MatsuJun?
M: …
A: Jun-chan?
M: …
A: Coś właśnie brzdąknęło. Słyszałeś?
M: Nie.
A: I znowu!
M: Wydaje ci się. Śpij.
A: Mogę spać z tobą?
M: Nie.
A: A co jeśli te duchy naprawdę istnieją?
M: To niemożliwe. Nie myśl o tym tylko śpij. Dobranoc.
CISZA – krótsza niż poprzednia
M: AAA!! Masaki co ty wyprawiasz?!
A: Nie chcę spać sam. Boję się! <łkanie>
M: Wracaj na swoje łóżko!
A: Proszę, pozwól mi zostać! <głośniejsze łkanie>
M: Aish~!
A: <jeszcze głośniejsze łkanie>
M: Dobra, już dobra. Zostań tylko przestań płakać, bo wszystkich obudzisz.
A: Dziękuję, Jun-kun. <pociąganie nosem>
M: Śpij już.
CISZA – krótsza niż dwie poprzednie
M: A... Aiba-kun, co ty do diabła robisz?
A: Przytulam się.
M: Aish~! Powiedziałem, że możesz tu spać, ale to nie znaczy…
A: Ale ja się boję.
M: I myślisz, że dzięki temu będziesz bał się miej?
A: TAK! Jeśli te duchy po nas przyjdą trudniej im będzie nas zabrać jeśli będziemy do siebie przytuleni.
M: <ciężkie westchnienie>
A: Jun-kun, szybko obejmij mnie. Musimy być mocno przytuleni inaczej nas rozdzielą.
M: <kolejne ciężkie westchnienie>
CISZA – nieokreślonej długości
M: <sennie> Aiba-chan, masz zimne ręce.
A: Wiem. Chcę je sobie ogrzać.
M: Ale nie musisz mnie tak przy tym smyrać.
A: Dlaczego? Tak jest zabawniej.
M: Masaki przestań!
A: Ciiiicho Jun-chan, bo wszystkich obudzisz.
M: Masa… <dużo dziwnych stłumionych odgłosów>
<i tak przez resztę nocy>

KONIEC

EPILOG 1
Ranek, inny hotelowy pokój

N: Oh-chan! Oh-chan! Poszedłem obudzić Aibę i J i zobacz co mam!
O: <bardzo senne> Hmm?
CHWILA CISZY
O: Jun-kun ma bardzo ładne nogi.
N: Ee?
O: A Aiba-chan kark i plecy. Chcę go tam dotknąć.
N: Eee?!
O: <chichot>
N: Oh-chan, nie wolno ci!
O: Dlaczego?
N: Bo ci zabraniam!
O: Dlaczego?
N: Bo…bo…. Bo wolno ci dotykać tylko mnie!
O: kekekekeke
N: Aish~! Ty stary dziadku, już więcej ci nic nie pokażę!
O: Jesteś pewien?
N: TAK!
< chu~ <3 >
NO: <dłuuuuuuuuugie chu~ ~!>
O: (na stronie) Kekekekeke wygrałem!

KONIEC

EPILOG 2
Nadal ranek, pierwszy hotelowy pokój

M: Aiba-chan ty wcale nie boisz się duchów, prawda?
A: Boję się! Bardzo się boję! Zobacz mam nawet gęsią skórkę.
M: Zrobiła ci się, bo spałeś nago.
A: Ale ty też tak spałeś i nie masz.
M: Bo prawie cały czas na mnie leżałeś.
A: Wcale, że nie. Ty leżałeś na mnie dłużej.
M: Wmawiaj sobie.
A: <prychnięcie> Mam ci przypomnieć?
M: A możesz?
A: <głośnie zapowietrzenie się> TAK!

KONIEC

EPILOG 3 – ostatni
Miejsce koncertu, przerwa w próbach

S: <poważnym, a jednocześnie zaniepokojonym głosem> Czy coś mnie ominęło?
AMNO: Nie!

KONIEC WŁAŚCIWY

[Bang!] Rozmowy nocą ~ one-shot


TYTUŁ: Rozmowy nocą
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: GRi ( G-Dragon x Seungri) [Big Bang]
GATUNEK: komedia
KATEGORIA: 13+



* Fik na podstawie ostatnich, smutnych wydarzeń. Z twittera Sri (stosowny fakesub z okazji jego powstania jest tu) zniknęły wszystkie wcześniejsze tweety - historia się powtarza... 
** Sri założył facebooka
*** Okazuje się, że Sri je usunął, bo… chciał mieć na twitterze porządek LOL.

Późne godziny nocne. Gdzieś w Korei. Nagle ciszę przerywa przenikliwa melodyjka. Smok otwiera jedno oko, potem drugie. Szlak. Znowu zasnął w samochodzie. Telefon nadal dzwoni. Smok zaczyna uprawiać samo-dotyk, a jego poziom irytacji rośnie i rośnie. W końcu!
- Czego! - warczy w iPhona, jakby mu ten krzywdę jaką zrobił.
- HYUNG! HYUNG!! HYUNG!!!

Aż go odrzuciło.
- Kto mówi?
- HYUNG!!!!

No jakby nie wiedział.
- Sri, gadaj szybko czym chcesz się pochwalić i spadaj. – Mówi dość spokojnie jak na niego. Jeszcze się nie dobudził.
- HYUNG!! TRAGEDIA!!!

O~ to coś nowego. Czyżby jego kandydaturę odrzucił kolejny, japoński program?
- Sri, jest cholernie rano i zimno i chce mi się spać, więc gadaj szybko o co chodzi i zaraz potem spadaj do swojego japońskiego łóżka, jasne?!

Westchnął ciężko i zaczął szukać kluczyków.
- HYUNG!! CZARNA ROZPACZ!!!
- Zaraz mi wysiądzie nie tylko bateria – MÓW!!

Po drugiej stronie zaległa cisza.
- Jiyong hyung, jakim cudem śpisz o 4 nad ranem? - Ton głosu Sri był wyraźnie zaciekawiony.
- Wiesz, ludzie sypiają.
- Ja wiem, ale... Jesteś u laski, mam rację??

Wdech i wydech. Bardzo powoli.
- Wyjeżdżam. Jak chcesz coś powiedzieć, zrób to teraz.
- HYUNG!!!!!!!!
- Trzymam palec na czerwonej słuchawce...
- HYUNG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Telefon został wyłączony. Ucichło. Hm, to dziwne. Ma kluczyki, ale jest jeden problem – one nie należą do niego.

Smok podniósł telefon i zadzwonił.
- Sri?
- HYUNG??
- Czy mi się kiedyś zdarzyło pożyczać bentleya?
- Nigdy.
- No właśnie...
- Nawet mi.
- Przede wszystkim tobie.
- HYUNG!!!!
- Boże, Sri, POWIEDZ TO wreszcie!!
- Hyung, skasowałem sobie zdjęcia.
- Co proszę?
- Zdjęcia, posty, wszystko, WSZYSTKO!!!
- I tylko dlatego dzwonisz? - Był wręcz rozczarowany.
- To sprawa światowa. Pomyśl o moich fanach!! Będą płakać, jak to odkryją!!! Zupełnie tak, jak wtedy, gdy mi kazałeś usunąć te 100 wpisów, pamiętasz???
- Bardzo dobrze. Przez cały dzień robiłeś nam antyreklamę swoją głupotą.
- A wiesz, że ktoś zrobił piosenkę ze wszystkimi moimi, STRACONYMI postami?
- Z czego tu się cieszyć?
- No, kochają mnie!!
- Raczej się z ciebie śmieją. Mogę już się rozłączyć, czy chcesz coś jeszcze przedyskutować?
- HYUNG!!!!
- Masz szczęście, że cię nie ma w Korei.
- HYUNG? Co mam robić?? RATUJ!!!
- Ale jęczysz... Dlaczego nie zadzwonisz do 100-tysięcy swoich japońskich przyjaciół?
- Wszyscy już śpią.
- A ja to co? - niebieska linia?!
- Nie, hyung jest najwspanialszym, najukochańszym, najzdolniejszym liderem i wszystko umie zrobić! - Wyrecytował z przekonaniem Sri.
- Słodzisz jak słodzik.
- Hyung, pomóż~
- Jest godzina 4.00, ktoś ukradł mi samochód, a ty zawracasz mi dupę jakimiś tweetami. Idź spać i od jutra zacznij produkować nowe.
- A miałem już tak dużo...
- Sri, to nie mój problem. Masz telefon do Tabiego? Ostatnio zastrzegł sobie numer i mi się nie wyświetla.
- To nie mój problem.
- Aish~
- Co aish, co aish?! Straciłem dorobek życia, a ty nie chcesz mi pomóc, co z ciebie za lider?!!

Smok poczuł, że musi zapalić.
- To co, wiesz jak się przywraca te wpisy?????
- Ale jesteś upierdliwy.
- Muszę taki być, inaczej nic bym nie osiągnął. To jak to się robi???
- Wpisz sobie w wyszukiwarce - „przez przypadek usunąłem wszystkie swoje tweety – czy jestem debilem?”
- A ja wiem, gdzie jest twój samochód.

Smok wstrzymał się z poszukiwaniem fajek. Miał ochotę poczynić wredne uwagi.
- Sri, powiedz mi jak ci idzie w tej Japonii? Pochwal się, co będziesz robił w nowym programie, bo aż nie mogę uwierzyć. Będziesz kucharzem?
- A ty niby co takiego robisz? Koncertujesz po całej Azji, a prostych zdań w innych językach nie chciało ci się nauczyć.
- Ja tylko koncertuję, a ty chyba chcesz się tam przeprowadzić.
- Podoba mi się tu.
- To za mało powiedziane. Japonia to, Japonia tamto, „hyung, jacy oni fajni”, „hyung, jakie mają super poczucie humoru”. - Sri stwierdził, że to przegięcie cytować tak słowo w słowo jego rozmowy telefoniczne.
- Hyung...
- Czego?!
- Ty jesteś zazdrosny.
- Trzymam palec na czerwonej słuchawce...
- Jesteś zazdrosny o Japonię???
- Naciskam czerwoną słuchawkę...
- A ja wiem, gdzie jest twój bentley~
- Sri, powtarzam raz jeszcze, jest za rano, za zimno i zaczyna boleć mnie głowa...
- Ciekawe od czego?
- Sugerujesz?...
- Tak, alkoholową orgię.
- Nie przypominam sobie... - Zastanowił się. - A może?...
- Hyung, za dużo pijesz, a masz słabą głowę. Gdybym tylko tam był...
- No właśnie...
- …Wsadziłbym cię do taksówki, czego żaden z twoich tzw. „przyjaciół” nigdy nie robi.
- No właśnie...
- Hyung?
- Co?
- Nie śpij.
- No.
- Siedzisz w swoim samochodzie.
- Jak to?
- Nabrzdękoliłeś się i nie rozpoznajesz. Wiedziałem, że nie wracasz z agencji.

Smok z wysiłkiem otworzył drzwi i wytoczył się z auta w dosłownym tego słowa znaczeniu. Oj, popiło mu się, popiło. Rzeczywiście. Przyjrzał się okolicy. Bentley stał, właśnie z niego wysiadł. Będzie tydzień abstynencji.
- I co, hyung?
- Stoi.
- A co z moimi postami????
- Nie wiem, Sri. Wydaje mi się, że są nie do odzyskania.
- HYUNG!!!!!
- Sri, ciszej proszę.
- HYUNG!! I co teraz???
- Teraz zaczniesz produkować nowe. Po prostu.
- To będzie trudne...
- Wiem, ale dla ciebie nie ma rzeczy niemożliwych.
- Myślisz?
- Wiem to.
- …
- Kiedy przyjeżdżasz?
- Hyung, jesteś milszy, gdy się nawalisz.
- Trzymam palec na czerwonej słuchawce...
- HYUNG, HYUNG, HYUNG!!!
- Naciskam czerwoną słuchawkę.
- HYUNG!!!!!!!!!!!!! Zaproś mnie na następny koncert!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Rozłączam się...

KONIEC

[Ara~] Urodziny Nino ~ one-shot





[Ara~] Wszystkiego najlepszego Ninomiya-san!! Dużo zdrowia! Obyś już nigdy nie doprowadził się do stanu, w którym przypominasz chodzącą śmierć. Dużo powodzenia w życiu prywatnym i zawodowym. Obyś odnalazł swoją drugą połówkę i mógł z nią/nim wieść szczęśliwe i pełne miłości życie. Niech każdy projekt, w który bierzesz udział przynosił uczucie spełnienia i satysfakcji. Dziękuję za to, że jesteś. Obserwowanie osoby, której zachowanie jest bardzo podobne do mojego własnego jest jednocześnie przerażające i fascynujące XD

[Bang!] Nieznośnie młody i słodki Nino, życzę Ci, żebyś nadal produkował tyle tematów do fików, co dotychczas XD

Troszkę późno, ale udało się dokończyć urodzinowy prezent dla Nino. Cztery krótkie historyjki z Nino w roli głównej. Zapraszamy do czytania!

AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Nino x Arashi (Sakumiya, Aimiya, Matsumiya, Ohmiya)
GATUNEK: obyczajowy, romans (??) 
KATEGORIA: dla wszystkich

 S--->N

Gdyby poprosić Sho, aby podał ranking swoich ulubionych rzeczy jedzenie bez wątpienia znalazłoby się w pierwszej trójce. Sakurai uwielbiał jeść i wcale się z tym nie krył. Znał wszystkie firmy cateringowe, które warto znać, a jednocześnie był otwarty na nowości.

Sho uśmiechnął się szeroko. Nieznane logo firmy widniejące na opakowaniu jego jedzenia wywołało przyjemny dreszczyk. Złożył rączki.
Itedakimasu - zawtórował mu drugi głos. Sho ze zdziwieniem spojrzał przed siebie. Dokładnie naprzeciwko siedział Ninomiya i właśnie otwierał swoje pudełko z jedzeniem.

Sakurai pokiwał głową i z uśmiechem zabrał się za jedzenie. Nie mógł się jednak powstrzymać i co raz zerkał w stronę Kazunariego – widok jedzącego chłopaka zawsze go uspokajał i sprawiał, że nie martwił się o niego aż tak bardzo.

Nino złapał pałeczkami kulkę w panierce i wsadził do buzi. Błysk w jego oczach i mina jaką zrobił nie pozostawiał żadnych wątpliwości – naprawdę mu smakowało.

Sho szybko przeliczył swoje kulki. Było ich dokładnie pięć. Wziął jedną na spróbowanie. Eksplozja smaków zaskoczyła nawet jego przyzwyczajone do przeróżnego jedzenia kubki smakowe. Nie mógł się dziwić, że naprawdę posmakowało Nino.

Sho jeszcze raz przeliczył kulki.
- Nino chcesz je? - spytał przysuwając pojemnik w stronę młodszego. Kazunari spojrzał zdziwiony najpierw na niego później na jedzenie.
- Sho-kun, wszystko w porządku? - spytał starając się nie zerkać na kuleczki.
- Już nie mogę.
- Jesteś chory? - w dużych brązowych oczach Nino pojawiło się zmartwienie. Sakurai szybko zaczął zaprzeczać.
- Nie smakują mi - powiedział przekładając kulki do pojemniczka Nino. - Zresztą przechodzę dzisiaj na dietę - dodał kolejne kłamstwo. Ninomiya wydawał się nie do końca przekonany.

Sho przysunął się do niego. Złapał jedną z kuleczek swoimi pałeczkami i przystawił ją do buzi przyjaciela.
- Jedz - powiedział. Kazunari uśmiechnął się figlarnie.
- Będziesz mnie karmił?

Sho przytaknął. Szczęśliwy Nino będzie dla niego zawsze ponad wszystkie rankingi.

A--->N

Aiba ziewnął szeroko. W autobusie wiozącym zespół do miasta, w którym miał odbyć się następny koncert było cicho i spokojnie. Rozlegał się jedynie odgłos stukania palcami po klawiaturze. To pochylony nad swoim laptopem Sho pracował nad czymś zawzięcie.

Masaki wychylił się ze swojego miejsca i rozejrzał na boki. Grupa siedzących z przodu Johnny's Juniors spała. Spał też Lider. Siedzący nieopodal Jun schowany był za książką – czytał albo tylko udawał – Masaki nigdy nie był pewien.

Aiba wychylił się jeszcze bardziej i na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. Ninomiya wiercił się w swoim fotelu – nie spał.

Masaki wygrzebał z kieszeni telefon. Włączył jakąś grę i niestarając się za bardzo zagrał kilka razy. Kiedy odpowiednia ilość nowych rekordów została nabita Aiba znów wychylił się ze swojego miejsca.
- Nino-chan, Nino-chan - zawołał cicho. Kazunari drgnął i spojrzał na niego niewyraźnie.
- Nino-chan, pomóż mi. - Masaki odpiął pasy i szybko potuptał do młodszego. Usiadł na wolnym miejscu obok Nino i wcisnął mu telefon do ręki. - Nie umiem przejść dalej.

Ninomiya przekręcił się troszkę w fotelu.
- Pokaż jak to robisz.

Aiba objął go od tyłu jednocześnie zabierając swój telefon. Znów zaczął grać. Kazunari parsknął zirytowany niezdarnością jego ruchów.
- Daj, pokażę ci jak to się powinno robić - odezwał się wyrywając urządzenie z rąk starszego. Masaki nie stawiał oporów. Uśmiechnął się tylko i nieco mocniej objął przyjaciela.

M--->N

Matsumoto znudzonym wzrokiem błądził po półkach zapełnionych grami wideo. To nie tak, że ich nie lubił czy się na nich nie znał. Zdarzało się, że zatracał się w jakimś tytule na dłuższą chwilę, ale nigdy nie przekraczał granicy między rozluźnieniem, a maniactwem. Nie był przecież Nino.

Jun spojrzał na swojego niewiele starszego kolegę. Kazunari stał przed jedną z półek i wpatrywał się w nią jak dziecko, które po raz pierwszy weszło do sklepu ze słodyczami.

Matsumoto bez większego zainteresowania przysłuchiwał się rozmowie jaka wywiązała się między Kazunarim, a panem sprzedawcą. Powoli zaczął czuć się ignorowany. Kiedy nie zwracano na niego uwagi przez kolejne pięć minut cmoknął zirytowany. Jego sweterek nie będzie wiecznie czekał.
- Nino kupujesz coś? - wtrącił się do rozmowy. Ninomiya pokręcił głową. - Chodźmy więc, wrócisz sobie porozmawiać kiedy indziej - dodał łapiąc przyjaciela za rękę i wyciągając ze sklepu. Nino nie stawiał większych oporów.
- To była nowa wersja - zaczął ni z tego ni z owego Kazunari, kiedy znaleźli się między wieszakami jakiegoś markowego butiku.
- Tej gry?
- Tak.
- Więc dlaczego jej nie kupisz?
- Zwariowałeś? Wiesz ile ona teraz kosztuje? Poczekam pół roku, albo rok. Na pewno stanieje o połowę ceny. - Ninomiya aż zarumienił się z rozemocjonowania. Jun poklepał go po głowie, wolał się nie wdawać w dyskusje na temat skąpstwa starszego.

Następnego dnia Matsumoto znalazł wolną chwilę i niby przypadkiem zawędrował do sklepu z grami, który odwiedził wcześniej z Ninomiyą. Pan sprzedawca chyba ich wtedy nie rozpoznał, ale na szczęście pamiętał tytuł o którym dyskutował z Nino.

Matsujun bez mrugnięcia zapłacił odpowiednią, wcale nie tak niską, cenę. Dawanie gry na urodziny było mało oryginale i zupełnie nie w stylu Junu. Na szczęście była jeszcze rocznica przyjęcia do agencji. Nino pewnie już nie pamięta kiedy wypada, ale Jun nigdy by o niej nie zapomniał.

O--->N

Ohno otworzył oczy. Stojący na nocnej szafce zegarek wskazywał czwartą trzydzieści rano.

Ohno przeciągnął się. Miał dziś wolne. Chciał pojechać na ryby. Już dawno nie miał żadnej okazji. Już prawie zapomniał jak to jest czuć promienie słońca na twarzy, zapach morza w nozdrzach i wyrywająca się rybę na wędce.

Ohno usiadł. Zadecydował, że na pewno dzisiaj pojedzie.

Z prawej coś zaszeleściło, zamruczało i westchnęło.
- Sa... toshi...

Ohno spojrzał w prawo. Okryta cienkim prześcieradłem, z głową wtuloną w poduszkę największa i najcenniejsza „ryba” jaką kiedykolwiek złowił wierciła się we śnie.

Ohno położył się na boku. Obserwował. Leżącą obok istota zamachnęła rękami i mocno przytuliła się do skrawka okrywającego ją materiału. Znów westchnęła przez sen.
- Sa.... toshi..

Ohno zachichotał. Materac zaskrzypiał cichutko kiedy przysuwał się w stronę śpiącego stworzenia.

Ohno uśmiechnął się. Objął śpiącego, drobnego człowieczka i delikatnie pocałował w czoło i nos.  

Nino dziś też ma dziś wolne - podpowiedział mu w głowie jakiś głos – ryby i morze będą musiały poczekać.

[Ara~] Chuu~ ~ one-shot



[Ara~] Tak szczerze to Big Bang jest bardzo ciężkim materiałem do pisania fanfików. Najlepiej wychodzą tylko te, który fabuła utopiona jest w hektolitrach alkoholu (Kac Japan). Pairingi praktycznie nie działają w tym zespole, ale na ten temat więcej możecie przeczytać TUTAJ. Zapraszam do czytania i podzielenia się wrażeniami!


TYTUŁ: Chuu~
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Gri ( G-Dragon x Seungri) [Big Bang]
GATUNEK: YAOI, Komedia
KATEGORIA: 15+


BOHATEROWIE               

G-Dragon występujący jako Smok 
 

Seungri występujący jako Sri / Panda



Gdzieś w zakamarkach budynku YG na jednej z wielu skórzanych, czarnych kanap wylegiwał się Smok. Rozłożony na całej długości w dłoniach obracał telefon i próbował wymyślić kolejny błyskotliwy wpis na swojego twittera. Leniwie podrapał się po brzuchu. Dziś miał dzień całkowicie bez kamer, co oznaczało, że nie musiał nikogo szokować i w końcu mógł włożyć zwykłą koszulkę i dresy. Tak, życie ikony mody potrafiło dać w kość.

Smok przekręcił się na bok. Myślenie szło mu dzisiaj tak ciężko jak kupa w czasie zatwardzenia, tj. długo i boleśnie, ale na szczęście zawsze do przodu. Przekręcił się na drugi bok. W jego umyśle narodziła się myśl, co prawda jeszcze niewyraźna, ale w końcu coś. Skupił się, tak mocno jakby naprawdę siedział na kibelku i włączył w telefonie właściwą aplikacje. Przystawił jeden paluszek do edytora tekstu i wcisnął kilka razy. Na ekranie leniwie pojawiały się właściwe znaki. Smok zmarszczył nosek. Trzaśniecie drzwiami oraz głośne nawoływanie „Hyung*! Hyung!” zerwało połączenie mózg-palec. Smok z chęcią mordu odwrócił się w stronę natrętnego przybysza.
- Hyung zobacz! – wykrzyknął natręt, którym oczywiście był nie kto inny jak Sri. Chłopak miał mocne wypieki na twarzy, a w rękach trzymał tablet, który teraz podsadzał Smokowi pod sam nos.
- Czego? – warknął Smok odsuwając się na tyle by jego nos przestał walić w ekran urządzenia.
- Zobacz, hyung! Zobacz! My też musimy tak zrobić! – wołała podekscytowana Panda. Smok zmrużył oczy i dla świętego spokoju łaskawie spojrzał na wyświetlane zdjęcie.
- Hm~ – skomentował mądrze Smok obrazek przedstawiający dwóch całujących się facetów***. Miał jakieś dziwne wrażenie, że już ich gdzieś widział.
Hyung! Zróbmy tak! Zróbmy tak w czasie koncertu, zobaczysz fani oszaleją! – podekscytowana Panda gadała jak nakręcona. – Najpierw zaczniemy się kłócić i powoli do siebie przybliżać, a później…

Smok otrzymał soczystego całusa prosto w usta.
- I na końcu się jeszcze przeprosimy i uściskamy – wyjaśniał dalej Sri. Nie zdążył tego zaprezentować, bo jego twarz została mocno przyciśnięta do jednej z poduszek. Panda zaczęła wierzgać, ale kościste ciało, które na nim siedziało nie pozwoliło mu się wyrwać.
- Przepraszam, hyung! Proszę, puść! – jęczała Panda. Smok niby od niechcenia przycisnął go jeszcze mocniej do poduszki.
- Ostatnio masz chyba za dużo wolnego czasu skoro ciągle oglądasz te głupie japońskie programy. – Smok obniżył swój głos do nieprzyjemnego warknięcia. – Ile razy mam ci powtarzać, że masz zakaz ich oglądania?
- One nie są głupie! Myślisz tak, bo nic nie rozumiesz. Pouczyłbyś się w końcu ze mną japońskiego.

Smok przekręcił oczami i jeszcze mocniej przycisnął młodszego do poduszki. Skowyt i jęki Pandy były ukojeniem dla jego uszu.

Dopiero kilka minut później kiedy Panda grzecznie siedziała u stóp swego hyunga odważyła się znowu odezwać.
Hyung, ale dlaczego my też tak nie możemy?
- Chcesz się ze mną publicznie całować? – spytał spokojnie Smok.
- Chcę! – Sri prawie się zapowietrzył. – Chcę, by Gri stało się pierwszą narodową parą idoli w Korei, a później na całym świecie! Chce żeby fani pisali o nas opowiadania, rysowali komiksy i żeby wzdychali na widok każdego zdjęcia, na którym jesteśmy razem. SuJu się sypie i już tak prężnie nie działa, SHINee notorycznie molestuje swojego maknae***, a mnie to nawet nikt nie chce dotknąć! Dlaczego w Japonii idole mogą się całować w publicznej telewizji, a tutaj nie? To jest niesprawiedliwe!

Smok spojrzał na Sri niewyraźnie. Naprawdę musi odciąć mu internet, bo te japońskie programy robią mu z mózgu sieczkę. Odetchnął głęboko i poklepał miejsce obok siebie. Panda, niczym wierny pies od razu wykonała polecenie.
- Moja mała, słodka Pando – zaczął wciskając na usta cierpliwy uśmiech.
- Dlaczego nie mówisz tak do mnie przy innych? – wciął się maknae.
- Milcz Pando – odciął się starszy – Zrozum, że my nigdy nie będziemy się tak zachowywać ponieważ dla naszego zespołu najważniejsza jest MUZYKA.
- Kłamiesz – bąknął Sri. – Nie wydaliśmy niczego od prawie roku, Tabi gdzieś zniknął, a reszta próbuje sił solowo, tylko mi nie pozwala się niczego nagrać.

Smokowi zadrgała brewka. Ledwo udało mu się powstrzymać przed zdzieleniem młodszego.
- Pando, my już się nie sprzedajemy, musisz w końcu to zrozumieć. Nasi fani oczekują muzyki, nie głupiego fanserwisu.

Sri zrobił zbolałą minę.
- Nikt mnie nie rozumie, nikt mnie nie kocha – jęczał pod nosem.

Smokowi zadrgała druga brewka. Chwycił twarz maknae w swoje dłonie i mocno go pocałował. Sri jęknął zaskoczony, kiedy smoczy język zaczął penetrować jego usta.
- Głupia Pando ja cię kocham, więc przestań jęczeć – warknął. – A jeśli chcesz, bym ci to udowadniał przed kamerami, to leć do tej swojej Japonii i już do mnie nie wracaj.
Hyung. – Panda miała łzy w oczach. – Hyung, ja też cię kocham – jęknął rzucając się starszemu na szyję.
- Wiem głupia Pando. – Smok znów pocałował swojego małego maknae, tym razem jednak z o wiele większą dawką delikatności.

Po kilkunastu minutach pełnych czułostek i pocałunków ton głosu Smoka przybrał groźny i nieustępliwy ton.
- Jeśli jeszcze kiedyś wyskoczysz z czymś tak głupim jak dzisiaj pamiętaj, że najpierw cię zgwałcę, a później oddam niewyżytemu Tabiemu – oznajmił grożąc palcem.

Hyung - słowo używane wyłącznie przez mężczyzn w stosunku do starszych od siebie przedstawicieli tej samej płci. Można tłumaczyć jako 'starszy brat'.
** "obrazek przedstawiający dwóch całujących się facetów" - chodzi oczywiście o sławny pocałunek Sakuraiby w VS Arashi (dla zainteresowanych tu można zobaczyć zdjęcie, a tutaj jest nawet fragment programu). Jak powszechnie wiadomo nasza mała Panda jest wielkim fanem japońskiej agencji Johnny & Associates, która zajmuje się takimi zespołami jak SMAP, Arashi, Kanjani8, KAT-TUN, Tegomass, Sexy Zone. Kiedyś w jednym z programów powiedział, że bardzo lubi Sho z Arashi więc pewnie tak samo jak my zapowietrzył się na widok wspomnianego zdjęcia.
*** maknae - jest to słowo wykorzystywane przez ludzi starszych od danej osoby i tyczy się przeważnie młodych ludzi oraz kogoś, kto jest w grupie najmłodszy'

[Ara~] SPECIAL~ Watashi no Koi


[Ara~] Z góry ostrzegam, że nie jest to kolejna część, a tylko niezobowiązujący dodatek napisany dla Bang!, której zamarzyło się szczęśliwsze zakończenie. Historia została już zakończona i dalsza kontynuacja nie jest w planach.
Dziękuję za uwagę i miłej lektury!

TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]

AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)[Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

3 lata później

Idź dalej sama, ja tu poczekam.
- Ale Ninomiya-san, dlaczego? – jęknęła młoda kobieta ubrana w pomarańczową sukienkę.
- Nie lubię obrazów, ale skoro już kupiłaś bilety to idź zobacz, co chciałaś zobaczyć, a ja tutaj na ciebie poczekam – odpowiedział Kazunari siadając na pobliskiej ławce. Kobieta zaczerwieniła się lekko ze złości.
- Przecież sam powiedziałeś, że mogę wybrać miejsce.
- Nie przypuszczałem, że będziesz chciała odwiedzić jakąś galerię.
- To muzeum sztuki współczesnej! – oburzyła się kobieta. – Jeśli chcesz to sobie tu siedź, ja na pewno będę się dobrze bawić SAMA! – dodała odkręcając się na pięcie i żwawo ruszając przed siebie.

Ninomiya westchnął ciężko.
- Dlaczego ze wszystkich miejsc na randkę ona musiała wybrać akurat to? – powiedział do siebie. Podniósł wzrok na wiszący naprzeciwko obraz: trzy czarne kule na białym tle. Ani to ładne, ani jakoś specjalnie stabilizujące jego światopogląd. Przeniósł spojrzenie w inne miejsce. Stojący z boku automat z kawą wydawał się jedyną wartościową rzeczą w całym pomieszczeniu. Kazunari wstał dziękując sobie w duchu, że jednak postanowił tu zostać.
- Zdzierstwo – warknął obserwując jak do niedużego plastikowego kubeczka nalewana jest ciemna ciecz. Tak mało za tak dużo!

Z parującą kawą wrócił na „swoją” ławkę, która nie była już taka pusta jak w chwili, kiedy wstawał. Z boku siedział jakiś mężczyzna i pochylony nad swoją dużą torbą grzebał w niej zawzięcie. Ninomiya wzruszył tylko ramionami i usiadł.

Przed dłuższy czas w pustym holu muzeum słychać było tylko odgłosy przeszukiwania torby. W końcu i one ucichły. Kazunari mógł w końcu w ciszy i spokoju pić swoją niesmaczną kawę.
- Cześć Nino.

Serce Kazunariego zatrzymało się na chwilkę. Powoli odwrócił twarz w stronę mężczyzny.
- Ohno Satoshi – powiedział cicho tępo wpatrując się w malarza. Ten przytaknął uśmiechając się lekko. Mała dłoń Kazunariego zacisnęła się nieco mocniej na plastikowym kubku. Nie widział Ohno od czasu tego feralnego wieczoru, kiedy odkrył puste płótno i uciekł z jego pracowni. Po tym, co stało się na wystawie chciał wyzbyć się wszelkich uczuć do tego człowieka. Miała to być dla niego kolejna anonimowa osoba, taka jak ci wszyscy mijani na ulicy ludzie. I Nino był prawie pewien, że mu się to udało. Teraz jednak, kiedy miał Satoshiego na wyciągnięcie ręki, nie wiedział co robić.
- Nino nie przychodzisz tu zbyt często – odezwał się Ohno.
- W ogóle nie chciałem tu przyjść – bąknął w odpowiedzi starając się z całych sił oderwać wzrok od malarza. Włosy mężczyzny były krótsze i ciemniejsze niż kiedyś, a skóra ładnie opalona. Ubrany w koszulkę w poziome biało-niebieskie paski i jasne spodnie za kolana prezentował się ładnie i schludnie... I pociągająco??
- Ona przychodzi tu co najmniej raz w miesiącu. – Ohno przysunął się troszkę bliżej chłopaka.
- Kto? – Ninomiyi tylko na chwilę udało się skupić wzrok na obrazku wiszącym naprzeciwko.
- Dziewczyna w pomarańczowej sukience. Przyszliście razem, prawda?
- Tak, ale skąd wiesz? – Ninomiya poczuł się jak dziecko przyłapane na robieniu psikusa. Nie chciał czuć się zawstydzony, przecież niby dlaczego miałby się wstydzić tego, że jest z dziewczyną na randce? Już raczej powinien się złościć na Ohno, miał przecież za co, ale…
- Widziałem jak razem wchodzicie – wyjaśnił Ohno przysuwając się jeszcze troszkę bliżej. Ich ramiona stykały się ze sobą.
-Acha.

Kawa z automatu zaczęła powoli stygnąć. Nino upił łyczek, ale prawie się nim udławił, kiedy głowa Satoshiego niepewnie oparła się o jego ramię.
- Przepraszam. Nie zdążyłem wtedy wrócić – wyznał cicho Ohno. – Sho-kun opowiedział mi potem wszystko… przepraszam.

Znów zapanowała cisza. Ninomiya siedział sztywno bijąc się ze swoimi myślami. Czy powinien teraz zwyzywać Ohno i czy miał prawo go uderzyć? Czy w ogóle zrobiłoby mu się po tym lepiej? Zwątpił.
- Ohno-san, tam był wtedy błąd – powiedział Kazunari.
-Błąd? – Malarz podniósł głowę i spojrzał uważnie na chłopaka.
- Przy tytule. – Ninomiya utkwił wzrok w podłodze.
- Możliwe. Ja nie jestem dobry w mówieniu i zapisywaniu tego co czuję, nikt mnie tego nie nauczył. Wszystko co czuję umiem pokazać tylko przez to, co robię i to, co maluję.
- Więc, co wtedy czułeś? – spytał cicho Nino.

Ohno nachylił się nad młodszym i lekko pocałował go w usta, po czym znów oparł głowę na jego ramieniu. Ich wargi stykały się ze sobą tylko przez kilka sekund, ale to w pełni wystarczyło, by wywołać w Kazunarim prawdziwą eksplozję głęboko skrywanych uczuć.

Na pierwszy plan wypłynęło zaskoczenie, ale wcale nie z powodu tego, że spotkał Ohno. Jego przyczyną nie było również to, że właśnie został przez niego pocałowany i to w dodatku w miejscu publicznym. Nino był zaskoczony, bo przyjmował to wszystko na spokojnie. Nie dostał ataku histerii, nie zaczął również płakać, a przecież właśnie tak wyobrażał sobie kiedyś spotkanie z Satoshim.

Zaraz po zaskoczeniu w Kazunarim pojawiło się to dziwne „coś” skierowane wyłącznie na Ohno. Uczucie, które zawinął grubym łańcuchem, zapiął na kilkanaście kłódek i schował na dnie serca. Miłość? Ludzie nadużywali tego słowa i potrafili nazywać nim wszystkie pozytywne uczucia względem innej osoby. Nino taki nie był. Życie nauczyło go ostrożności. To uczucie, które towarzyszyło mu przez trzy lata, to dziwne „coś” teraz pozbyło się krępujących je więzów. Stało się prawie niezależnym bytem, które teraz chciało albo całkowicie umrzeć, albo rozkwitnąć.
- Ohno-san, a co czujesz teraz? – spytał Nino nieśmiało spoglądając na malarza.
- Teraz? – mężczyzna się wyprostował i uważnie obserwował młodszego. Kazunari wytrzymał to spojrzenie.
- Tak, teraz – powiedział cicho.

Twarz Ohno rozjaśnił ciepły uśmiech.
- Dokładnie to samo, co wtedy – odpowiedział gładząc młodszego po policzku. Nino niepewnie odwzajemnił uśmiech. Przysunął się i tym razem to on rozpoczął pocałunek. Gest został w pełni odwzajemniony, ale bardzo szybko przerwany przez czynnik zewnętrzny.
- Och! Ninomiya-san, ty!!... – młoda kobieta w pomarańczowej sukience zapowietrzyła się głośno. Kazunari błyskawicznie odskoczył od malarza, był przecież na randce, jak mógł o tym zapomnieć?

Kobieta wydała z siebie serie niezrozumiałych odgłosów nim w końcu z jej ust padło sensowne zdanie.
- Ty wstrętny oszuście! – krzyknęła – Wszyscy mnie ostrzegali, mówili, że jest z tobą coś nie tak!

Nino wstał i próbował się jakoś sensownie wytłumaczyć, ale kobieta nie dała mu dojść do słowa. Odkręciła butelkę soku wiśniowego, którą właśnie kupiła dla Kazunariego i wylała mu całą zawartość na głowę. Potrąciła również dłoń, w której trzymał kubek z niedopitą kawą, która wylądowała na jego koszuli i spodniach.
- Jesteś wstrętnym, matrymonialnym oszustem. Zdechnij! – powiedziała piskliwym głosem. Posłała jeszcze mordercze spojrzenie Ohno i z naburmuszoną miną odeszła.

W uszach Kazunariego echem odbijał się dźwięk stukających obcasów. Tak naprawdę nie do końca wiedział, co się właśnie stało. Odzyskał łączność ze światem rzeczywistym dopiero, kiedy usłyszał śmiech Ohno.
- Z czego się śmiejesz, to wszystko twoja wina – warknął nie wiedząc jak może teraz uratować swoje najlepsze spodnie. Satoshi zaczął śmiać się jeszcze głośniej. Podszedł do Nino i polizał go po policzku.
- Dobre. – Uśmiechnął się szeroko na widok wstępującego na policzki młodszego rumieńca. – Chodź, musisz się wykąpać – dodał łapiąc go za rękę i ciągnąc w stronę wyjścia.


Ninomiya został wepchany do łazienki.
- Wykąp się. Zaraz przyniosę ci jakieś czyste ubranie – zawołał znajdujący się po drugiej stronie drzwi Satoshi. Kazunari posłał mu tą samą, mało wyszukana wiązankę przekleństw, którą przedstawił w samochodzie. To zdecydowanie wina Ohno, że teraz cały się lepi i śmierdzi kawą, a jutro wszyscy w pracy będą plotkować o tym, że jest gejem. Gdyby tylko nie natknął się na Ohno…

Kazunari dotknął palcami swoich ust. Uśmiechnął się szeroko do swojego odbicia w dużym lustrze.
- A niech gadają – powiedział cichutko do siebie.


- Schudłeś – zauważył Ohno, kiedy tylko odświeżony Ninomiya wyszedł z łazienki. Ubrania, jakie dla niego wybrał, choć długościowo były dobre, to strasznie wisiały na chłopaku przez co wydawał się jeszcze drobniejszy niż był naprawdę. – Zrobić ci coś do jedzenia?
- Nie! – w pamięci Kazunariego pojawiło się wspomnienie kiedyś „ugotowanego” przez malarza dania. – Nie jestem głody.

Ohno pokiwał ze zrozumieniem głową. Podszedł do Nino i jak gdyby nigdy nic przytulił go do siebie. Kazunari zastygł w bezruchu. Te pocałunki w muzeum były głupim impulsem spowodowanym tęsknotą. Nino otrzeźwiał już po pierwszym szoku związanym z ponownym spotkaniem i nie wiedział jak powinien zareagować ani jak się zachować. Poczuł jak ciało Satoshiego napina się coraz bardziej i drży.
- Ohno-san, wszystko w porządku? – spytał niepewnie. Ohno pokiwał schowaną w zgięciu jego szyi głową.
- Cieszę się, że tu jesteś – wyznał cicho wzmacniając swój uścisk. Ninomiya wpatrywał się w starszego z niedowierzaniem. Jakiś głos z tyłu głowy zaczął go ostrzegać i przypominać o całym bólu, jakiego doświadczył przez Satoshiego, ale on nie chciał go dzisiaj słuchać. Wyłączył myślenie oraz ciągnące się za nim wątpliwości i mocno objął Ohno. Długo stali w milczeniu tak po prostu do siebie przytuleni. W końcu Satoshi rozluźnił uścisk i wpuścił między ich ciała trochę wolnej przestrzeni.
- Nino czy mogę cię pocałować? – spytał z poważną miną. Kazunari spojrzał na niego tak jakby nie zrozumiał.
- Czy mogę cię teraz pocałować? – Satoshi delikatnie złapał go za rękę.
- Dlaczego pytasz o coś takiego? - Nino poczuł jak zasycha mu w gardle, a na policzki wstępuje rumieniec.
- Chce wiedzieć czy tego chcesz. Nie chce byś poczuł się zmuszany i później czegoś żałował.

Kazunari był w kropce. Nie było jednej poprawnej odpowiedzi ani bezpiecznego wyboru. Chciał Ohno tak bardzo jak jeszcze nikogo wcześniej, czasami nawet śniło mu się, że są razem, ale jednocześnie bardzo się bał. Gdyby znów złamano mu serce nie poradziłby sobie z tym.

Nino spojrzał na ich splecione ze sobą dłonie. Pasowały do siebie idealnie.
- Chcę – powiedział cicho i nieco mocniej ścisnął dłoń malarza.
- Więc mogę? – Satoshi szybko zmniejszył odległość miedzy nimi. Czerwony aż po same uszy Nino zamknął oczy i przytaknął. Ohno nie kazał mu długo czekać. Jego pocałunek był jak muśniecie skrzydeł motyla bardzo delikatny i bardzo krótki. Kazunari otworzył oczy i pokonując zawstydzeni spojrzał malarzowi prosto w oczy.
- Jeszcze raz.

Ohno uśmiechnął się szeroko. Objął młodszego w pasie i znów go pocałował. Tym razem w swoje poczynania wsadził znacznie więcej pasji i frywolności, co zaowocowało aktywną postawą Nino. Byli do siebie jeszcze tak bardzo niedopasowani, że zderzenie nosami przerwało wszystko. Zażenowany tą sytuacją Kazunari schował twarz w ramionach chichoczącego malarza.
- To nie jest śmieszne – bąknął cicho.
- Ale ja nie śmieję się z ciebie tylko z tobą – odpowiedział Satoshi troskliwie klepiąc go po głowie. Kazunari zrobił naburmuszoną minę.
- Taa jas… - zaczął, ale Ohno szybko przerwał mu słodkim buziakiem w usta.
- Musimy znacznie więcej poćwiczyć – oznajmił i nie dając Nino możliwości odpowiedzi wziął się do „ćwiczeń”. Kazunari zamrugał oczkami z zaskoczenia. Przestał się dziwić i zastanawiać gdy tylko poczuł jak język Ohno błądzi po jego dolnej wardze. Zarzucił mu ręce na szyję i zachęcająco rozchylił usta. Oderwali się od siebie dopiero po dłuższej chwili i to tylko po to, by, nim znów się do siebie przyssą, nabrać w płuca życiodajnego tlenu.


Następnego dnia rano Nino obudził się z silnym bólem w dolnej części pleców. Jęknął cichutko.
- Cześć, Kazu. – Niespodziewany pocałunek wylądował w kąciku jego ust.
- Cześć, Oh-chan – odpowiedział. Mimo bólu nie potrafił przestać się uśmiechać. Czuł jak dłonie Satoshiego zaczęły beztrosko błądzić po jego nagim ciele.
- Kazu, wiesz co? – spytał Satoshi zaraz po tym jak oderwali się od siebie po kolejnym, długim pocałunku. Nino pokręcił głową. Ohno ucałował go w czoło.
- Znów chcę cię namalować

KONIEC

[Ara~] W tym miejscu już naprawdę kończymy przygodę z Watashi no Koi. Więcej nie będzie - obiecuję! Osoby liczące na coś "ostrzejszego" mogę jedynie przeprosić - to po prostu nie ten fik. Oczywiście jeśli są chętni do dopisania sceny między ostatnimi krzyżykami oznaczonej jako +18 lub +21 proszę bardzo. Wasze teksty prosimy wysyłać na adres: arabang55@gmail.com wszystkie zostaną opublikowane.

Raz jeszcze dziękuję za  ostatnie, prawie całe, sześć miesięcy (pierwszy rozdział został opublikowany 13 stycznia). Pozdrawiam serdecznie i do następnego!