10 grudnia 2014

[Bang!] 16~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Akty własności, transakcje, czeki, umowy, wyciągi z kont – kolejne świstki trafiały błyskawicznie do niszczarki.
Papierów było dużo, a czasu mało, Ohno jednak wykonywał wszystko sam, działając według prostej zasady całkowitego braku zaufania do wszystkiego, co się porusza.
Satoshi wstał z podłogi i przeciągnął się. Spojrzał na efekty swojej pracy.
Zniszczył sporo dokumentów, które mogły rzucić cień na jego „innowacyjną” działalność. Osobiście zabrał się za ich poszukiwanie zaraz po tym, jak Ohno senior opuścił jego domu. Przerwał również na jakiś czas kontakty z dostawcami i klientami, zwolnił najbardziej trzęsących się współpracowników i wysłał na wakacje swoją sekretarkę, która nieopatrznie wyjawiła, że jest wtyką. Nie dojechała nawet do domu...
Ohno westchnął. Miał paskudny humor. Oprócz harmidru, który zgotował mu ojciec - jego druga zasada życiowa brzmiała: nie lekceważ nikogo i niczego, a zwłaszcza kogoś, kto grozi ci policją -  dziś rano spotkała go niemiła niespodzianka. Odnalazł ją, gdy kręcił się po pokojach w poszukiwaniu czegoś do zniszczenia. Była mała, czarna i porysowana. Nie wiedział już ile minut spędził wpatrując się w otępieniu na odnaleziony za telewizorem, ninowy pad od PlayStation. Pewnie całą wieczność, zanim nie wywalił go do kosza, następnie wyjął, by znowu go tam wsadzić. Bał się, że zacznie znajdować kolejne, znajome mu przedmioty i doszczętnie zwariuje. Nie pomagała mu w tym Inoue, która przez cały dzień uparcie nie odbierała telefonu.
Ohno zerknął raz jeszcze na ekran komórki. Był pusty. Opadł zrezygnowany na fotel.
Jeśli miałby wyznaczyć kogoś, komu w jakiś pokrętny sposób ufał, byłaby to właśnie Inoue.
Znali się od dzieciństwa, jednak nic o sobie nie wiedzieli. Widywali się raczej rzadko i oprócz stosownych uprzejmości nie wymieniali między sobą więcej niż trzech zdań. Zresztą trudno było rozmawiać w obecności ciekawskiego i upierdliwego Seijiego, który nie odstępował Ohno ani na krok. Ta dobrowolna ignorancja wynikała z przeczuć co do ich przyszłości. Każde zdawało sobie sprawę z tego, czego oczekują od nich ich rodziny. Tym czymś było małżeństwo. Ani Ohno, ani Inoue nie wykazywali większego zainteresowania tematem. Jedyne co ich łączyło to chorobliwa ambicja i pragnienie uczestnictwa w ostrej rywalizacji. Wiedzieli jednak, że ewentualna odmowa nie wchodziła w grę.
Sytuacja zmieniła się diametralnie po śmierci pani Ohno. Stary Hara, na co dzień rozmowny i towarzyski, pogrążył się w ciszy. Ofiara, sama w sobie, nie była istotna, jednak to, że pochodziła z jego rodziny pretendowało go do podjęcia ostatecznych środków. Poza tym, w Koichim obudziła się od dawna skrywana niechęć do nowobogackiej rodziny Ohno, która oprócz pieniędzy i smykałki do interesów nie posiadała nic z tego, co szanował najbardziej, czyli pochodzenia, nazwiska i tradycji. Akceptował ich, bo mieli pieniądze, co w dobie kapitalizmu stanowiło największą wartość, jednak głęboko ukryty w Koichim snobizm, bronił się za każdym razem, gdy ten podawał staremu Satoshiemu rękę.
Przez te kilka dni Ohno trwał w stanie głębokiego szoku. Seiji nachodził go codziennie i domagał się wyjaśnień, których Satoshi nie potrafił mu podać.
Podczas jednego z wieczorów, mając już wyraźnie wszystkiego dosyć, Ohno wsiadł do samochodu planując odjechać przed siebie i poukładać myśli. Wiedział już wtedy, że jedynym wyjściem z sytuacji jest całkowite uniezależnienie się od rodziny. Impulsem do podjęcia decyzji okazała się Inoue, która niewiadomo skąd znalazła się w fotelu obok niego. W chwilę później oboje siedzieli na krawężniku i patrzyli na wybuchający w oddali samochód.
'I co teraz?' – zapytała samą siebie Inoue. Pomagając Ohno zdradziła jego oprawców, a tym samym własną rodzinę. Nie miała gdzie wracać.
Satoshi bardziej od niej zdawał sobie z tego sprawę.
Odeszli jeszcze tego samego wieczoru. Inoue poleciała do Europy, Ohno zaczął, na razie w myślach, budować swoje imperium.
Po kilku latach, kiedy zdecydowała się wrócić do Tokio, dał jej azyl i tym samym spłacił swój dług.
Nie było osoby, której by więcej zawdzięczał niż Inoue.
Nagle zadzwonił telefon. Ohno z nadzieją rzucił się w jego kierunku. Minuta po minucie zmieniał się jego wyraz twarzy.
Ktoś - nie miał wątpliwości kto - rozpuścił plotkę o bankructwie jego firmy. Media już huczały od środka.
Zerwał się z ledwo tłumioną wściekłością i ruszył do wyjścia, roztrącając po drodze strony niezniszczonych dokumentów. Zerknął przelotnie na śmietnik i zaczął zakładać buty.
Zanim wyszedł, zabrał czarnego pada ze sobą.


Jego ojciec zrobił fortunę na inwestycjach w różnorakie rzeczy – od apartamentowców po opakowania na bento. Budynek firmy mieścił się w ścisłym centrum dzielnicy finansowej i cały należał do niego.
Satoshi przystanął w przestronnym holu. Nie był tu od dobrych kilku lat i wiele rzeczy uległo zmianie. Dominowała wszechogarniająca pustka, która zdawała się mówić: „jeśli nie posiadasz miliona w portfelu, nie masz tu czego szukać”. Recepcjonistka uważnie skanowała nowego gościa, jakby zastanawiała się, czy pasuje do dekoracji pomieszczenia i obsłużenie go nie zrobi jej ujmy.
Ohno nie zastanawiając się długo minął szybko recepcję i udał się na jedne z ostatnich pięter. Nikt go nie zatrzymywał, ani nie zadawał pytań. Widać było, że spodziewano się jego wizyty.
Stanął przed drzwiami i bez wahania otworzył je na oścież. Nie był przygotowany na to, co zobaczył.

Przy boku jego ojca stała Inoue.

6 grudnia 2014

[Bang!] 15~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Odsunął się raptownie od stolika i zakręcił w kółko na obrotowym fotelu.
Sprawy układały się lepiej niż oczekiwał. Wkrótce przekleństwo bycia tym niższym, najmłodszym, najbardziej podatnym na słowa przestanie go dotyczyć.
Jego wzrok padł na wydaną dwa dni temu Yomiuri Shimbun (dziennik japoński), której stronę tytułową przyozdobiła fotografia starszego mężczyzny w poważnej pozie. Róg zdjęcia oplatała czarna wstęga, a powiększona czcionka krzyczała 'zmarł'. Dla większości rodzin śmierć ojca była końcem jakiegoś życiowego etapu, jednak dla Seijiego i jego braci otwierały się całkiem nowe perspektywy. Wprawdzie schedę po ojcu otrzymywał zawsze najstarszy syn. Jeśli był sprytny i zapobiegawczy zostawał głową rodziny na następne kilkadziesiąt lat, jednak jeśli jego pewność siebie stawała się większa niż rozsądek, role z łatwością mogły się zamienić, zwłaszcza gdy miało się dwóch żądnych władzy braci.
Seiji odłożył gazetę i spojrzał w sufit.
Pokpił sprawę, przynajmniej tak się wszystkim walczącym o chwilowo pusty tron wydawało. Nie przychodził do ojca przed jego śmiercią i nie starał się czułym słowem zmienić testamentu lub chociaż przekonać do siebie części rodziny; nie opowiedział się również po stronie żadnego z braci. - 'Wycofał się' – szeptano wokół i wkrótce zapomniano, że w ogóle istnieje. - 'Jeden mniej' – mówiono. On jednak mógł się tylko cieszyć z takiego obrotu sprawy.
Jego plan uległ znaczącej zmianie. Ohno nie był już kartą przetargową i zniszczenie go nie wywoływało żadnych korzyści. Seiji porzucił osobiste niesnaski i zajął wyłącznie swoją przyszłością, a ona wiązała się m.in. z Satoshim żyjącym i w dodatku zakochanym. Dlatego właśnie zamierzał mu pomóc i doprowadzić do odnalezienia jego małego, biednego Nino i połączeniu ich na zawsze, a przynajmniej na odpowiednio długi czas, węzłem, niekoniecznie małżeńskim, tak by Ohno zapomniał o wszystkim i wycofał się. Jedno miłe, bezkrwawe przejęcie władzy.
Hara przeciągnął się z zadowoleniem, ale zaraz potem spoważniał.
Jednak to za mało. To ledwie prolog, przygotowanie widzów na pierwszy i jedyny rozdział. Punktem zwrotnym jest odpowiedź na pytanie – 'Kim on jest?' - gdy rozwiąże tę zagadkę, odnajdzie Nino i…
Nagle coś zapiszczało. Seiji zerwał się z fotela. Chwycił leżącą na stoliku komórkę, otworzył autorską aplikację i wpisał komendę 'pokaż ekran'. Ściana przed nim odsunęła się bezgłośnie i odsłoniła kilka połączonym ze sobą ekranów. Każdy monitorował inne pomieszczenie. Seiji zmarszczył brwi i założył ręce pod boki. Na ekranie podpisanym jako 'salon' ktoś myszkował, a właściwie biegał w tę i z powrotem próbując najwyraźniej wyjść z pomieszczenia. Seiji wyłączył alarm i na wszelki wypadek przywołał ochronę pod okna salonu. Zbliżył się do ekranu. Włamywacz, kimkolwiek był, nie był w ciemię bity. Włożył wiele sprytu i wysiłku, by ominąć ochronę i dostać się do pilnie strzeżonego budynku. Musiał znać się na systemach ochrony i złamać kod wejścia. Pomyślał nawet o wyłączeniu sterowanego ruchem światła. Jednego jednak nie przewidział, a mianowicie, że po zamknięciu drzwi, dom zmienia kod dostępu na drugi i po dwóch błędnych próbach wpisania go włącza się alarm, a zaraz po nim nadciąga oddział antyterrorystyczny.
Seiji odwołał szybko służby specjalne. Był zaciekawiony przybyszem. Desperacja jaką wyczuwał w jego ruchach utwierdziła go w przekonaniu, że włamywacz nie ma pojęcia, co robić i teraz umiera ze strachu. Czegokolwiek szukał, zapomniał o tym w jednym momencie.
Hara odsunął się od tafli monitorów. Zabrał broń i mały nożyk, którym kiedyś zranił w rękę Nino, by przeszkodzić mu w oddaniu celnego strzału - jak się potem okazało, całkiem niepotrzebnie.
Żałował, że pozwolił tak łatwo uciec Ninomiyi. Gdyby dojrzał wcześniej otwierające się przed nim możliwości, nie musiałby naginać teraz karku, żeby odnaleźć zagubioną księżniczkę.
Wyszedł z pokoju i udał się korytarzem w stronę salonu. Światło zapalało się i gasło za nim. Jak gdyby nigdy nic, otworzył podwójne drzwi. W pomieszczeniu słychać było przez chwilę czyjeś szybkie kroki. Nagle wszystko ucichło. Seiji zablokował przez komórkę drzwi i zapalił ręcznie światło.
Salon był dość duży, urządzony w tradycyjnym, japońskim stylu. Hara podszedł lekkim krokiem do olbrzymiego kotatsu i otulił się ciepłą pierzynką. Podniósł ze stolika croissanta z czekoladą i ugryzł kawałek.
'Zostały mi jeszcze dwa rogaliki. Jeśli się pośpieszysz poczęstuję cię jednym na do widzenia!' - zawołał. Odpowiedziała mu cisza.
'Rozumiem, nie lubisz croissantów z czekoladą. Co w takim razie chciałbyś zjeść? Jestem dziś w humorze i mogę spełnić twoje ostatnie życzenie.'  
Seiji przełknął w ciszy kęs rogalika i wstał.
'Widzę, że lubisz bawić się w chowanego. Tak się składa, że ja też.' - Hara wygramolił się spod kotatsu. - 'Raz, dwa, trzy, sto... szukam!'
Seiji chwycił talerzyk z rogalikami i jednym ruchem przewrócił blat stolika wraz z pierzynką na drugą stronę. W jednym z rogów, nie istniejącego już kotatsu, siedział zwinięty w kłębek chłopak. Na widok Hary zerwał się na równe nogi i uniósł mały pistolet na wysokość oczu.
Seiji posłał mu uśmieszek pełen pogardy.
'O, chłopczyk Ohno. Jak się masz, dziecko?'
Już dawno nie widział takiego przerażenia w czyichś oczach.
Oczywiście rozpoznał go. Ten sam wysoki chłopak towarzyszył Satoshiemu w dniu, kiedy Nino w tak podły sposób zdradził jego osobę i obrał drogę szaleństwa. Wtedy też nie wyglądał zbyt pewnie.
'Ryu, tak? Odłóż to i usiądź. Pogadajmy. Odnoszę wrażenie, że nie przyszedłeś tu, by taplać się w kałuży własnej krwi, prawda?'
Chłopak przełknął głośno ślinę.
'Dom jest otoczony przez ochronę. Jedno głośniejsze tupnięcie, a zlecą się tu jak muchy' – oznajmił mimochodem Seiji. - 'Rogalika?'
Ryu bez przekonania opuścił broń. Obserwując kątem oka blondyna, postawił z trudnością kotatsu na wcześniejsze miejsce i usiadł przy nim. Wyglądał jakby uszło z niego życie.
'Kto cię nasłał i czego tu szukasz?' - spytał bezceremonialnie Seiji.
Chłopak podniósł na niego wzrok i odpowiedział trzęsącym się głosem:
'Nie m-mogę powiedzieć. Z-zabije mnie.'
'Masz teraz z deczka gorszy problem. Gadaj.'
Ryu pokręcił przecząco głową.
Seiji cmoknął z dezaprobatą.
'Ty się naprawdę prosisz o tego ostatniego rogala...'
Blondyn wzniósł oczy do góry i wstał. Zaczął przechadzać się po pokoju i dotykać przewijających się po drodze lamp, wazonów i kwiatów.
Chłopak wodził za nim oczami.
Oglądał w przeszłości mnóstwo filmów akcji. Każdy bohater takiej produkcji, złapany w pułapkę, próbował uciekać, bić się, strzelać – cokolwiek – Ryu jednak nie mógł się nawet poruszyć. W pamięci miał zakodowane: niczego nie mówić, nikogo nie wydać. Był świadomy również innej rzeczy. Dopóki tamten nie pozna prawdy, nie będzie chciał się go pozbyć. Wyczuwał, że Seiji bardzo chce ją znać. Więc siedział cicho.
'Nie chcesz mówić, bo się boisz. Boisz się, bo ten ktoś drugi jest straszny, straszniejszy nawet ode mnie – zaczął blondyn, biorąc do ręki jeden z wazonów i uniósł go w górę. - Ale kto może być straszniejszy niż ja? - Waza, którą trzymał w ręku łomotnęła o podłogę. W przeciągu kilku sekund pokój zapełnił się ludźmi. Mieli na sobie luźne, czarne ubrania i jak się na pierwszy rzut oka wydawało, żadnej broni. Co więcej, w gromadce można było dostrzec sporo kobiet.
'Ups' – powiedział głośno Seiji. Jedna z kobiet podeszła do niego i zapytała:
'Co mamy mu zrobić?' - Blondyn szepnął jej jakieś słowo i kobieta ulotniła się.
Ryu przestał oddychać.
'No dobrze' – Seiji klasnął w ręce. - 'Skorośmy się wszyscy zapoznali, możemy wrócić do podstawowego zagadnienia, a mianowicie: Kto cię nasłał?'
Chłopak, ledwo zachowując pozycję siedzącą, szepnął:
'Już mówiłem...'
Seiji podszedł do sporych rozmiarów stołu i przejechał po nim dłonią.
'Zauważ, że nie pytam cię, po co przyszedłeś, bo z reguły wszyscy przychodzą po to samo. Wiedza ogółem to dobra rzecz jednak wiedza czerpana z mojego komputera może się obrócić przeciwko tobie. Na przykład teraz...' - Blondyn rozsiadł się swobodnie na stole. - 'Nikt, kto mnie zna nie pomyśli, że trzymam dane w jednym i stałym miejscu. Przykro mi słodziaku, ale zostałeś zrobiony w konia.'
Kobieta, z którą Seiji wcześniej rozmawiał, postawiła przy nogach stołu niewielką walizkę i przystanęła czekając na dalsze polecenia.
Blondyn zsunął się ze stołu i popukał palcem w blat.
'Game over, chłopczyku. Kładź się.'
Ryu pokręcił wolno głową.
'A ty dalej swoje' – mruknął Seiji. - 'Daję ci szansę, znasz odpowiedź i znasz konsekwencje. Co wybierasz?'
Ryu nie potrafił zgadnąć, jak wyglądają te „konsekwencje”. Poćwiartowanie żywcem na stole? - możliwe, ale za dużo kłopotu. Szybki strzał w twarz też nie pasował – zrobiono by to już na samym początku. Więc co?
'Słuchaj...' - zaczął ostrożnie. - 'Wiem, że masz władzę i dużo znaczysz...'
'No co ty.' - Twarz Seijiego przybrała wyraz zaskoczenia. Znowu popukał w blat stołu.
'… W każdym razie, z tego co pamiętam, ani ty, ani ja nie lubimy Ohno...'
Blondyn ziewnął ostentacyjnie.
'Wprowadźmy trochę akcji panowie.' - Kilku mężczyzn, wyglądających jak wojownicy ninja, ruszyli w stronę Ryu, ignorując wycelowaną w nich broń. Po chwili jej właściciel leżał już na brzuchu z rękami przywiązanymi do nóg stołu. Położenie cokolwiek beznadziejne.
'Słuchaj...' - zaczął znowu Ryu z policzkiem przyciśniętym do blatu. - 'Współpracujmy.'
'A powiesz, kto to jest?'
'Nie.'
'Koniec współpracy.'
Rozległ się dźwięk otwieranej walizki.
Ryu drgnął. Nadzieja go zawiodła. Załatwią go.
Najpierw poczuł łaskotanie, później ukłucie, a po chwili skrzywił się z bólu, gdy coś ostrego wbiło mu się pod skórę na szyi. Ledwo powstrzymał się, żeby nie krzyknąć.
Seiji usiadł naprzeciwko niego.

'Zacznijmy od początku...'

5 grudnia 2014

[Bang!] 14~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Rok wcześniej. Grudzień.

Prawie wyłożył się przez próg drzwi wejściowych swojego wydziału. Czekoladowe mikołaje, które zakropił wczoraj trzema butelkami sake musiały widać zaćmić mu mózg.
Cofnął się o krok i wybałuszył lekko skacowane oczy.
Na olbrzymim plakacie napisano wielkimi literami 'Konferencja', a zaraz pod nią równie pokaźną czcionką:

9.00 – 11.00
'Przepis na sukces'
Ohno Satoshi –  'Człowiek Roku' wg magazynu 'Time Asia' i właściciel 'Mine Inc.' - firmy najczęściej wybieranej przez absolwentów wyższych uczelni w Japonii.
Poznaj definicję sukcesu jednego z rekinów biznesu w zakresie inwestycji.
(prosimy o wyłączenie komórek i nie jedzenie w czasie wykładu)

Nino głośno przełknął ślinę.
'Hej, Kazunari! Co tam?' - Ktoś klepnął go po ramieniu i spojrzał na niego z niepokojem. - 'Coś ty taki niewyraźny? Wóda jeszcze z ciebie nie wyszła?'
Nino westchnął.
'Nie mogę tyle pić, mam za słabą głowę.'
'Tak się nabrzdękoliłeś, że musieliśmy cię wynosić. Wsiadłeś do obcego samochodu i kazałeś się wieźć do Paryża!'
Nino złapał się za bolącą głowę.
Wsiadanie komuś do auta opanował już rok temu. Tylko on wiedział jak to się skończyło.
Jego towarzysz złapał go za ramię i zaczął prowadzić do środka.
'Opowiem ci na konferencji, co jeszcze wczoraj zrobiłeś.'
Nino wyrwał mu się.
'Przecież mamy wykład!'
'Gówno prawda. Nie słyszałeś, że konferencja jest w ramach naszych zajęć? Ziemia do Nino! Ziemia do Nino!!' - Stojący obok student zaczął trąbić mu w ucho.
'Przestań, idioto!'
Chłopak znowu go chwycił.
'Chodź, obczajmy tego buca. Pewnie ma z 60 lat i łysiejący czubek głowy. Haha.'
Nino pomyślał, że Ohno - owszem - jest bucem jakich mało, ale na pewno nie łysieje. Przynajmniej nie w miejscach, które tak dokładnie sprawdził w poprzedni weekend.


W wypełnionej studentami auli panował szum ożywionych rozmów. Niewielu przyszłych absolwentów było zainteresowanych konferencją. Zewsząd padały zaproszenia na świąteczne imprezowanie. Tych, którzy przyszli, żeby posłuchać i odważyli się podnieść głos w tej sprawie, natychmiast uciszano.
Nino siedział z ponurą miną gdzieś na końcu sali i słuchał trajkotania swojego towarzysza.
'Kazunari, niezły z ciebie orzeszek. Wiłeś się na tamtym stole jak jakiś gej.' - Nino spojrzał na niego morderczym wzrokiem. - 'A poza tym...' - kontynuował tamten. - 'Co robisz dwudziestego czwartego? Może chcesz iść z nami na karaoke, już dawno... ALE JAJA!'
Nino drgnął na nagłą zmianę tonu sąsiada i spojrzał na Ohno, który właśnie stanął przy mikrofonie.
Rozmowy ucichły. Zamiast nich rozległo się szemranie.
'Ale jest młody, nie?' - zapytał cicho towarzysz Nino. Jakaś dziewczyna przechyliła się w ich stronę.
'Pierwszy raz widzę kogoś z yakuzy. Myślicie, że ma przy sobie broń?'
Sąsiad Nino nachylił się do niej.
'Z yakuzy?!'
'No. Wszyscy o tym wiedzą. Piszę magisterkę o japońskiej mafii. Zapytałabym go o coś, ale boję się podejść. Ciekawe, gdzie ma zrobiony tatuaż?'
Nino przekrzywił głowę w bok. Nie pamiętał żadnego tatuażu.
'Słuchaj' – zaczął jego sąsiad. - 'Masz czas dwudziestego czwartego, bo...' - Nino zdzielił go po głowie.
'Dość!'
Tymczasem Ohno wziął mikrofon do ręki i zaczął przechadzać się po auli do momentu, w którym słychać było jedynie odgłos jego własnych kroków. Przyglądał się przy tym uważnie twarzom. Nagle przystanął przed jednym ze studentów i wskazał go ręką.
'Wstań.'
Tamten niepewnie rozejrzał się na boki i podniósł z miejsca.
'Obiegnij aulę i wróć do mnie.'
Na twarzy chłopaka pojawiło się skupienie. W jednym momencie zerwał się i zaczął biec jakby od tego zależało jego życie. W połowie drogi prawie wyrżnął o podłogę, tak się starał. W końcu stawił się przed Satoshim ledwo żywy, ale zadowolony.
Ohno uniósł mikrofon.
'Kto ci kazał przybiegać tu jak najszybciej?'
Chłopak zamrugał szybko oczami i nabrał powietrza, żeby odpowiedzieć, ale Ohno go ubiegł.
'Gdybyś okrążył ją w wolniejszym tempie, nie wyglądałbyś teraz jak spocona świnia i miałbyś siłę przebiec więcej niż jedno kółko.'
Chłopak spuścił nisko głowę.
'Większość ludzi robi tak samo, gdy zaczyna dążyć do obranego celu. Zapalają się i chcą go osiągnąć jak najszybciej. Ten stan jest intensywny, ale trwa krótko i cel się rozmywa. Żeby osiągnąć sukces potrzeba dalekowzroczności i dobrego planu, a przede wszystkim cierpliwości. To sport dla długodystansowców.'
Ohno wrócił do mównicy.
'Założyłem 'Mine', gdy miałem 20 lat. Byłem sam i nie posiadałem wielkiego kapitału.'
Ktoś z pierwszego rzędu szepnął odrobinę za głośno:
'Pewnie były mafijne...'
Ohno uśmiechnął się lekko.
'Tylko częściowo. Byłem bardzo biednym mafiosą... Na początku kupiłem za bezcen jakiś mały, obskurny bar z hotelem w złej dzielnicy i natychmiast tego pożałowałem. Nie dlatego, że nadawał się do rozbiórki – zawsze można było go wyremontować – powodem był jego zły wizerunek. Okazało się, że funkcjonowała tam wcześniej agencja towarzyska. Bardzo trudno jest zmienić taki mankament w oczach potencjalnych klientów, którzy są okolicznymi mieszkańcami i pamiętają poprzedni interes. Mój błąd polegał na tym, że nie zrobiłem badania rynku i pospieszyłem się z zakupem czegoś nierentownego. Oczywiście doświadczony inwestor potrafiłby odpowiednio wykorzystać tę wadę i obrócić ją w zaletę, ale ja wówczas nie byłem w stanie tego zrobić. Pierwsza przeszkoda stała się tragedią mojego życia. W końcu sprzedałem budynek za którąś część pierwotnej ceny i zostałem właściwie z pustymi kieszeniami.'
Nino siedział na górze i prawie nie oddychał. Sam nie wiedział kiedy wkręcił się w całą historię.
'Byłem naprawdę zrozpaczony, ale starałem się naprawić swój błąd. Obrałem sobie za cel jedną z dzielnic i zrobiłem badanie tego, jakiej usługi potrzeba jej mieszkańcom. Okazało się, że nie ma było klubu karaoke na wysokim poziomie. Oczywiście można było znaleźć milion i jeden bar i tam zaśpiewać, ale zazwyczaj nie były to lokale stricte oferujące tylko sale do karaoke, ale mnóstwo niepotrzebnych rzeczy takich jak pokoje do masażu. Dodatkowo większość barów nastawiona była przede wszystkim na młodzież, czyli hałas i tani alkohol. Warstwa średnia nie miała tam czego szukać i jeździła śpiewać do lepszych dzielnic. Zacząłem szukać budynku, który można byłoby spłacić ratalnie i kupiłem w końcu jeden z podupadających barów. Bardzo ryzykowne posunięcie. Wynik mógł być tylko zerojedynkowy – uda się albo nie, zacznę zarabiać albo zbankrutuję na dobre. Dzięki ciężkiej pracy i znajomościom, które zdążyłem sobie wyrobić, w rok przerobiłem go na luksusowe karaoke oferujące 50 gatunków alkoholi i wygody jakich próżno było szukać u sąsiadów. Następnie stworzyłem sieć takich lokali. Być może byliście kiedyś w 'Kookie'?'
Na auli rozległ się pomruk. Sieć była ogólnie znana i dość droga, ale jakość przekładała się na cenę.
'Od czasu, kiedy kupiłem pierwszy budynek minęło ponad 8 lat. Przez ten krótki okres rynek inwestycyjny uległ znacznym zmianom. Wprawdzie zyski z nieruchomości wciąż stanowią trzon 'Mine', ale nie ukrywamy, że jesteśmy coraz bardziej zainteresowani inwestowaniem w nowe technologie, wynalazki, nowatorskie gry i programy komputerowe, czyli przede wszystkim w młodych projektantów, informatyków i artystów. Szukamy ludzi z pomysłami, z odwagą i energią do ich urzeczywistnienia. Być może osiągniecie wasz sukces pod naszymi skrzydłami.
Każda droga jest inna i każdy człowiek ma inne zdolności. Rozpatrzymy podania zarówno o dofinansowanie waszej nowopowstałej firmy jak i te dotyczące chęci podjęcia u nas pracy albo płatnego stażu. Z interesantami, którzy przejdą pierwszy etap rekrutacji, spotkam się osobiście.'
Nino wzdrygnął się. Przez moment wydawało mu się, że Satoshi posłał mu jeden ze swoich wrednych, ohnowatych uśmieszków.
'Zdaję sobie sprawę, że niewielu z was ma jakiekolwiek doświadczenie. Weekendowa praca w kawiarni się nie liczy.' - Nino zazgrzytał zębami. - 'W związku z tym chciałbym poświęcić drugą część wykładu na pytania.'
Były maratończyk, który zdążył już odzyskać oddech, wstał zamaszyście.
'Gdzie pan studiował?'
'Nie studiowałem.' - Maratończyk zrobił zdziwioną minę i szybko usiadł.
'Nie miałem okazji, ani chęci.'
Dziewczyna, która pisała pracę o yakuzie, w końcu nie wytrzymała i wstała:
'Nie wiem, czy mogę o to zapytać, to bardzo osobiste i chyba nietaktowne, ale piszę o panu... znaczy o podobnych panu panach... i chcę się dowiedzieć, czy ma pan tatuaż?' - Dziewczyna mówiąc to wszystko, prawie zeszła z tego świata.
Ohno uśmiechnął się.
'Mam pokazać?'
Nino prawie udławił się powietrzem.
'Nie, nie!' - gwałtownie zaprzeczyła dziewczyna i spłonęła jak piwonia. Po chwili dodała szybko - '…ale może powie pan, w którym jest sektorze...' - Nino brutalnie pociągnął ją na fotel.
'Powiem, gdy dostanie się pani do drugiego etapu rekrutacji.'
Na twarzy dziewczyny pojawiła się determinacja.
Ohno rozłożył ręce ojcowskim gestem.
'Wszystkich was do tego zachęcam. Potrzebujemy waszych pomysłów.'
Towarzysz Kazunariego głośno sapnął.
'Wow. Chciałbym tam pracować.'
Nino przewrócił teatralnie oczami.
'Po prostu rzygam tęczą.'


Ohno nacisnął dzwonek. O dziwo drzwi natychmiast ustąpiły i ukazała się w nich rozczochrana głowa Nino, a zaraz za nią jego ręka trzymająca białą kartkę.
'Co to jest do cholery?!'
Ohno wepchnął jego głowę do środka i zamknął za sobą drzwi.
'Co to ma być?!' - Nino aż trząsł się z wściekłości.
Satoshi wziął kartkę do ręki.
'Dlaczego przysłali rachunek na ten adres? Dziwne...' - mruknął.
'Dziwne?!' - wybuchnął Nino. - 'Dziwne jest to, dlaczego płacę tylko 1/10 tej sumy! Dlaczego mi nie powiedziałeś, że czynsz za mieszkanie wynosi makabryczne 300 000 yenów (ponad 10 000 zł)?! Nie wypłacę ci się do końca życia.'- Kazunari złapał się za głowę. - 'Zaraz zemdleję. '
Ohno wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
'Oddajesz mi je codziennie po trochu.'
'Chciałeś powiedzieć: oddaję ci SIĘ codziennie po trochu.' - Nino znowu złapał się za głowę. - 'Miałem być niezależny, a kim się stałem?'
Satoshi uniósł oczy do góry i wyszedł do kuchni.
'Naprawdę myślałeś, że opłacisz za to 300 m2?'
Kazunari szedł za nim jak cień.
'Śmiejesz się ze mnie? - Obserwował jak Ohno wyjmuje swoją ulubioną kawę z kraju, którego trzeba było szukać na mapie mikroskopem i upuszcza, jak zwykle, kilka ziaren na podłogę. Ninomiya był pewien, że ich nie sprzątnie. - 'Wiecznie rozsypujesz tą śmierdzącą kupę słonia i nigdy nie przyjdzie ci do głowy, że muszę potem to wszystko zbierać! Poza tym, ile razy mam ci mówić, żebyś nie wkładał swoich kaw do szafki z moją zieloną herbatą. Zabieraj to stąd!' - wykrzyczał Kazunari i wyszedł.
Satoshi spojrzał filozoficznie na rozsypane ziarenka i wyciągnął nogę chcąc zagarnąć je pod stół.
'Nie rób tego, ostrzegam cię!' - Wzdrygnął się na widok Nino, który nagle pojawił się w drzwiach. - 'Mam dobrą wiadomość' – oznajmił nagle Kazunari.
'Jaką?' - spytał Ohno wrzucając ziarenka do kosza.
'Przyjęli mnie na staż.' - Twarz Nino rozjaśniła się.
'Gdzie?'
'Do agencji reklamowej. Jest mała, ale ma potencjał, a dodatkowo...' - Kazunari zawahał się. - 'Dodatkowo szukam mieszkania, a właściwie pokoju. Na razie nie stać mnie na nic więcej...'
'To przez rachunek?' - spytał Ohno nalewając kawę do małej filiżanki.
'Nie, myślałem o tym już wcześniej. Za trzy miesiące kończę studia, poza tym zawsze chciałem mieć własne mieszkanie. Mam nadzieję, że znajdę coś ładnego.'
'Ok' – przytaknął Ohno i upił łyk kawy.
'Ok' – powtórzył ostrożnie Nino i uśmiechnął się. - 'Napijesz się ze mną? Mam wino.'
Satoshi nie odpowiedział tylko zdjął z suszarki dwa kieliszki i usadowił się na dywanie w salonie.
'Ale za czynsz muszę ci oddać. Rozłóż mi to na raty, nie dam rady zwrócić ci całej sumy naraz.'
'Daj, otworzę butelkę. Skąd jest to wino?'
'Z supermarketu' – mruknął Nino.  
Ohno zaśmiał się cicho.
'Nie to miałem na myśli, ale niech będzie.'
'Wybacz, jestem biednym studentem.'
'Zazwyczaj nie pijam taniego alkoholu' – powiedział Satoshi rozlewając czerwony płyn do kieliszków.
'Twoje zdrowie' – powiedział pukając lekko w ninowe czoło.
Wino było paskudne, ale przestał to czuć po trzecim kieliszku, nie mówiąc już o czwartym i piątym (Nino kupił dwie butelki na zapas). Musiał przyznać, że trochę się wstawił. Po części winna była temu atmosfera jednak prawdziwy sprawca tkwił po drugiej stronie telefonu, który dostał dziś rano i który poruszył go bardziej niż się spodziewał.
'Pogadajmy o facetach, czy też… kobietach' – wydukał Nino z błogą miną. Był pijaniutki, ale bardzo szczęśliwy.
Ohno stęknął i przeciągnął się. Wszystko niepokojąco zamieniało się w jakąś studencką popijawę.
'Ty pierwszy.'
Kazunari zamlaskał.
'Ale od czego mam zacząć?'
Ohno rozpiął sweter, gdy uderzyła go kolejna fala gorąca.
'Najlepiej od Juna.'
Nino padł na plecy i przywołał ten sam erotyczny wyraz twarzy, który Satoshi tak dobrze znał.
'Poznałem go w klubie i zaraz potem poszliśmy się pieprzyć. Było cudownie.'
Ohno odruchowo przekręcił oczami.
'Był taki namiętny. Miałem po nim tyle siniaków...' - rozmarzył się Kazunari.
'Był lepszy ode mnie?' - spytał Ohno zaczynając szósty kieliszek.
'Nie, ty jesteś inny.' - Nino położył rękę na swoim ramieniu. - 'Traktujesz mnie jakbym był porcelanową lalką, którą boisz się rozbić. Nikt mnie nie dotykał w taki sposób.' - Chyba sam Kazunari zdziwił się swoim trafnym porównaniem.
Ohno wypił szósty kieliszek.
'Wiesz, mam pragnienie.' - Satoshi drgnął, gdy zauważył zamglone spojrzenie młodszego.
'Jakie?'
'Żeby cię wziąć.'
Satoshiemu wypłynęła na moment krew z twarzy.
'Pierwsza noc, kiedy się kochaliśmy... Przyszedłem, bo byłem ciebie ciekaw i rzeczywiście... byłem też trochę smutny...'
'Dlaczego mi się poddajesz?'
'Po prostu lubię być na dole. Czerpię z tego największą przyjemność.' - Nino uśmiechnął się. - 'Ja jestem księżniczką, ty potworem.'
Kazunari podniósł się i usiadł naprzeciwko Ohno. Wsunął mu rękę pod koszulkę.
'Jesteś nadzwyczajnie szczery po alkoholu' – stwierdził cicho Satoshi.
'Po tamtej nocy...' – kontynuował Nino – 'wiem, że nie czujesz tak jak ja. Nie bywałeś z mężczyznami. Jesteś dziewicą?'
Ohno pochylił się i pocałował go.
Kazunari pokręcił głową i odepchnął go lekko od siebie.
'Nie tak.' - Popchnął go na podłogę i wyszeptał do ucha. - 'Tak.'


Ohno otworzył oczy w ciemności. Rwało go w wiadomym miejscu i nie mógł spać. Dodatkowo z każdym przypadkowym poruszeniem się głowa rozpadała mu się na miliony małych, bolących kawałków. Gdyby wierzył w jakiegoś boga, zacząłby go wzywać.
Zamiast tego ostrożnie podniósł swój telefon.
'Nie będzie mnie dzisiaj' – rzucił cicho w przestrzeń i odetchnął głęboko, gdy ninowy łokieć ugodził go w brzuch.
Spojrzał na jego nagie plecy i objął go delikatnie. Po raz pierwszy przytulił go bezinteresownie.
'Same kości' – mruknął.
Nagle poczuł jak Nino chwyta go za ręce i przyciąga do siebie. Policzek Ohno uderzył gwałtownie w gładką powierzchnię pleców. Kazunari oplótł ręce Satoshiego wokół siebie i znieruchomiał.
Ohno uśmiechnął się i zamknął oczy.


Obserwował zza szyb samochodu jak koła odrzutowca stykają się z powierzchnią lotniska.
Cieszył się, ale był też odrobinę zaniepokojony. Wracał ktoś, kogo znał z czasów, o których wolałby zapomnieć i jednocześnie ktoś, kto uratował mu kiedyś życie.
Jeszcze raz przeczytał smsa, którego dostał przed godziną.

Od: Inoue
Lecę pod japońskim niebem. Jakby się temu przyjrzeć z bliska, wszystkie nieba są takie same, tylko ludzie inni.

W istocie.


Styczeń

'Przynieś mi wodę!' - zakomenderował z łóżka Nino.
Satoshi wyszedł z kuchni i stanął w progu.
'Zachciało ci się aktywnego wypoczynku' – powiedział patrząc z uśmieszkiem na biały gips, który pokrywał prawą nogę Kazunariego aż do kolana.
'Zamknij się. Powinienem teraz oglądać mieszkania, a nie siedzieć tu z tobą i wysłuchiwać twoich wrednych uwag. Zaraz się zapłaczę.'
Ohno podszedł do łóżka i wręczył mu szklankę wody.
'Podpisać ci się?'
Nino wzruszył ramionami.
Satoshi wyjął nie wiadomo skąd czarny marker, pochylił się nad białą połacią gipsu i zaczął coś skrobać. Gdy skończył, Kazunari podniósł lekko nogę, by przeczytać.

Ładnie rozkładasz nogi.
            Sponsor

'Ty, ohnowata mendo! Ścieraj to w tej chwili!!' - wrzasnął na całe mieszkanie.
Ohno uniósł marker.
'Wodoodporny.'
'Ty...' - Kazunari już gramolił się z łóżka.
…I tak pośród okrzyków rozkoszy i kłótni upłynął im rok.



Satoshi wychodził z apartamentowca z dwoma postanowieniami noworocznymi. Po pierwsze nie zostawi Ninomiyi samemu sobie w nowej pracy, a po drugie owszem pozwoli mu wyprowadzić się z mieszkania, ale dopiero... po swoim trupie.

4 grudnia 2014

[Bang!] 13~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Szczupły, niewysoki mężczyzna po pięćdziesiątce, który siedział z doskonałym spokojem na rogu kanapy w mieszkaniu Satoshiego, bardzo go przypominał. Miał ten sam chłodny, badawczy wzrok i niezwykły pociąg do picia czarnej kawy.
'Nie personalizujesz swoich mieszkań' – stwierdził rozglądając się po białym wystroju salonu.
'Mój jedyny pluszak właśnie się wyprowadził' – mruknął ponuro Satoshi rozcierając obolałe po niedawnym wypadku czoło.
Starszy Ohno uważnie obserwował każdy jego ruch.
'Już czas, żebyś wrócił.'
Satoshi spojrzał na niego spod przymrużonych lekko powiek.
'Nie licz na to' – odparł krótko i wyszedł do kuchni po lód. Gdy wrócił, Ohno senior stał przy oknie, a za nim na stole leżała biała kartka. Satoshi chwycił ją i obojętnie przeleciał wzrokiem.
'Grozisz mi policją... Śmieszne' – skwitował.
'Zwęszyli twój narkotykowy interes. Przyjdą po ciebie za kilka dni.'
Satoshi położył kartkę na stole.
'Sam się tym zajmę, możesz już wyjść.'
Krew wrzała w nim i stygła na przemian. Nauczony w dzieciństwie, by nie ulegać zbędnym emocjom, teraz ledwo wstrzymywał się od wybuchu.
Stał przed nim człowiek, któremu przestał ufać pewnego feralnego popołudnia, dziesięć lat temu, kiedy krew zabitych zmieszała się z kurzem i naznaczyła jego policzki. Nigdy wcześniej nie widział tylu odcieni czerwieni naraz. Stał tam i patrzył jak odbijały się w ciemnych oczach jego ojca...
'Zapomnij' – usłyszał stanowczy głos.
'O czym mam zapomnieć?' - wycedził Satoshi. - 'Zostawiłeś ją, żeby zginęła... wystawiłeś mnie na najcięższą próbę w moim życiu... Jak mam o tym zapomnieć!' - Drżał z wysiłku. Bał się, że nogi odmówią mu wkrótce posłuszeństwa.
'Moim obowiązkiem było pomóc większości.' - Twarz starszego Ohno była niezgłębiona.
'I dlatego ją poświęciłeś... dla dobra większości...' - odparł Satoshi bezbarwnym tonem.
Nastała cisza. Lód, który Ohno położył na kanapie zaczął się topić.
'Wróć do nas.'
'Nigdy.'
Mężczyzna nachylił się nad stołem.
'Nieważne, dokąd byś uciekł, nieważne, co byś robił, zawsze będziesz jednym z nas, więzów krwi nie można przerwać.'
Starszy Ohno wstał.
'Czekam na twoją odpowiedź. Niech będzie rozsądna.' - Odszedł w stronę wyjścia. - 'Uważaj na tego Harę. Na pewno ci nie powiedział, że Hara Koichi zmarł wczoraj w nocy.'

Seiji, po którejkolwiek był teraz stronie, miał rację - przeszłość w końcu go dorwała. Krok po kroku przypominał sobie wszystko, co działo się tamtego dnia, każdy szczegół, każdą lufę pistoletu trzymanego przez chińską dłoń.
Trupy, które walały się gęsto po całym domu, trupy których twarzy nie mógł rozpoznać, tak były zmienione. On sam biegł próbując nie dotykać rąk i nóg, którymi usiana była podłoga. Wracał, chociaż na każdym kroku czyhała śmierć i nikt mu nie towarzyszył.
Leżała na ziemi, wykrzywiona od wyimaginowanego bólu. Była ciężarem dla swojej rodziny i na każdym kroku wypominano jej bezużyteczność. Miała być ozdobą u boku swojego męża, a stała się jego słabością i powodem do wstydu. Nie mógł przecież pokazywać się publicznie ze schizofreniczką.
Dla Ohno była matką, którą kochał nad życie. W dni, kiedy nie miała ataków, pokazywała mu świat widziany własnymi oczami. Razem ujmowali jego piękno na obrazach.
Upodobała sobie szczególnie malowanie aktów. Zawsze twierdziła, że człowiek nago jest najbardziej prawdziwy i tylko wtedy można sprawdzić, czy ma dobrą duszę.
I on stał nad nią i próbował ją podnieść. Chwyciła go swoimi białymi rękami i błagała o śmierć. Głosy, które słyszała coraz częściej nie dawały jej spokoju, wizje doprowadzały do szaleństwa. Satoshi był pewien, że sama pozbawi się życia. Nie chciał decydować, ale czuł że musi wziąć na siebie tą odpowiedzialność.
Zza ścian słychać było strzały. Lada moment któryś z napastników mógł tu wejść i ich zaatakować. Nie namyślając się dłużej, ze złamanym sercem, sięgnął po opakowanie, które zawsze nosił przy sobie. Zawierało tabletki z cyjankiem potasu. Śmierć powinna być natychmiastowa i bezbolesna.
Bez wahania wzięła ją do ust i uśmiechnęła się. Ohno przytulił ją po raz ostatni. Usłyszał jak szepcze mu do ucha słowo 'dziękuję'.

Czy coś takiego da się zapomnieć?

3 grudnia 2014

[Bang!] 12~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Rok wcześniej. Listopad.

'To twoje?' - Kobiece ręce oplotły ramię Ohno. 
Satoshi z poważną miną wyciągnął klucz i otworzył drzwi, wpuszczając kobietę do środka. 
Była bardzo młoda i bardzo pijana. Potknęła się w progu i zaczęła chichotać. 
'Kiedy otwierasz swój klub, skarbie?' - Ohno spojrzał przelotnie na stojącego w bocznych drzwiach Nino. 
'Już niedługo.' - Uśmiechnął się i dodał. - 'Teoretycznie wejściówki będą od 21 lat...'
'Teoretycznie' – odpowiedziała z naciskiem kobieta i zachichotała. 
Nino przeszedł przedpokój i próg kuchni. 
Ohno zaprowadził gościa do salonu i usadowił go na jednym z foteli. Sam udał się w ślad za Kazunarim.
Nino powoli zmywał naczynia. 
Satoshi podszedł do niego i mruknął:
'Mam nadzieję, że nie wychlałeś mi całego szampana.'
'Nie lubię szampana' – odpowiedział krótko Nino. 
'Dlaczego zmywasz rękoma?'
Kazunari wskazał dłonią w kierunku zmywarki.
'Zepsuła się.'
'Ok' – odparł Ohno i podniósł z szafki dwa kieliszki.
Nino zaczął  wycierać naczynia.
'Długo zostanie?' - spytał.
'Nie wiem.' - Satoshi wyjął z lodówki butelkę i skierował się w stronę wyjścia. 
'Każdą tym spijasz, czy tylko te, które więcej dają?' – zapytał bez emocji Nino.  
W tym samym momencie szyję Ohno otoczyły ramiona kobiety.
'Kto to?' - spytała wesoło uchwyciwszy wzrokiem postać Ninomiyi.
Kazunari nadal wycierając naczynia odpowiedział spokojnie:
'Ktoś, z kim ON prześpi się zaraz po tobie.' 
Satoshi pokręcił głową i objął kobietę, po czym razem wyszli z pomieszczenia. Chwilę później słychać było trzask zamykanych drzwi. 
Nino westchnął przeciągle. 
Wzdrygnął się, gdy usłyszał za sobą dźwięk stawianej na stole butelki. 
Spojrzał na Ohno tępym, pytającym wzrokiem.
'Za mało oferowała, żebym mógł jej wsadzić' – stwierdził tamten. Ton głosu zmiękł mu odrobinę. Patrzył z uwagą na Nino. W końcu podszedł i przytknął swoją dłoń do jego czoła. 
Kazunari zadrżał. Patrzył zaskoczony jak Satoshi wyjmuje komórkę i po wciśnięciu jednego klawisza mówi:
'Przynieście mi coś na gorączkę.'
'Masz niewolników na szybkim wybieraniu?' - zdziwił się Nino.
'Raczej ochronę, ale dla ciebie to niewielka różnica' – stwierdził Ohno i wziął go za rękę. - 'Chodź, idziemy lulu.'
'Nie mogę teraz iść spać, mam dużo rzeczy do zrobienia' – wymamrotał Nino i niepewnym krokiem poszedł do salonu. 
'Zamierzasz tak siedzieć i się kiwać?' - zapytał Satoshi obserwując jak Kazunari siada przy komputerze.
'Po prostu nie mam czasu, żeby chorować.' 
Rozległ się dźwięk dzwonka.
'Na bycie upartym zawsze masz czas' – stwierdził Ohno i poszedł otworzyć drzwi. Wrócił chwilę później i wetknął termometr do ust Nino. 
'Masz prawie 40 stopni. Przy 45 można umrzeć' – powiedział Satoshi, odczytując dane z elektronicznego licznika. 
Nino przekręcił oczami.
'Dzięki za informację.'
Ohno położył termometr na stole i zamknął laptopa Ninomiyi. 
'Co robisz?! Przeszkadzam ci? Nie, więc spadaj!' - wrzasnął właściciel.
Satoshi podparł rękę o biodro i przytknął komórkę do ucha.
'Chodźcie na górę - nie zamknąłem drzwi.'
Nino podniósł na niego wściekłe spojrzenie.
'Dlaczego zawsze musi być po twojemu?!'
Ohno pochylił się nad nim.
'Przy 41,5 ścinają się białka w komórkach nerwowych, przy 50 sztywnieją mięśnie gładkie...'
W tym momencie do pokoju wkroczyło dwóch mężczyzn. Byli do siebie niesamowicie podobni.
'To Aki i Doi, bliźniacy którzy oferują mi swoją ochronę' – przedstawił Ohno.
Nino kiwnął głową. Świat mu się stopniowo rozmywał.
'Przenieście mi go do łóżka' – polecił Satoshi i zaczął szperać w lekach, które tamci przynieśli. 
Kazunari wyciągnął przed siebie ręce.
'Sam pójdę.'
'Nie sądzę.' - Dwaj mężczyźni słysząc słowa Satoshiego bezceremonialnie unieśli zdezorientowanego Nino i położyli go na łóżku w sypialni.
Ohno szedł za nimi i czytał recepty. 
'Podajcie mi wodę' – powiedział w kierunku mężczyzn. - 'Chyba najlepiej będzie dać czopki..'
'Ohno, boję się o siebie.' - Kazunari patrzył na niego lekko przerażony. Jego strach zwiększył się, gdy Satoshi zaczął wkładać gumowe rękawiczki.
'Rozkładaj nogi.'
Nino skulił się.
'Zwariowałeś.'
'Muszę ci wsadzić TO' – Pokazał mu małą, białą kapsułkę. - '...żeby zbić gorączkę.' 
'Nie ma tam innych leków?'
'Są, ale czopki mają tę przewagę, że są bardziej skuteczne.' - Ohno dotknął jego kolana.
'Nie ma mowy' – oznajmił Nino.
Przed jego oczami ukazała się kapsułka.
'Nie bój się, jest mała, w przeciwieństwie do...'
'Świnia' – mruknął Kazunari i całkowicie opadł z sił. - 'A rób, co chcesz.'


'Ohno?'
'Hm.'
'Zostaniesz dziś ze mną?'
Satoshi zamilkł na chwilę.
'Zostanę.'
Mimo, że gorączka nieco ustąpiła, Nino wcale nie czuł się dobrze. 
Ohno położył się przy nim i zapatrzył w sufit. Nagle poczuł jak rozpalony policzek dotyka jego ramienia, a potem ląduje na piersi. 
'Kocham cię' – wyszeptał Nino i zasnął.
Satoshi nie poruszył się. 
Po godzinie wstał i wyszedł.
Nie przychodził przez miesiąc.

2 grudnia 2014

[Bang!] 11~ MAFIA II

Zaczynając od dziś, a kończąc tydzień później (2-9 grudnia) rozdziały Mafii będą pojawiać się CODZIENNIE ^^.

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Seiji zamknął cicho drzwi swojego mieszkania. Było ciemno, ale nie zapalił światła. 
Przed godziną wyszedł z rodzinnego spotkania, a raczej został dobrowolnie wyrzucony. Ohno-san senior nie szczędził mu chłodnych spojrzeń. Była to starsza, ale ulepszona wersja Satoshiego, krew z krwi. Seiji wolał ulotnić się zawczasu, zanim czymś dostanie. Był pewien, że Satoshi nie poczęstuje tamtego kawą ze swojego ekspresu.

Blondyn skierował się w stronę masywnych, kuloodpornych drzwi i otworzył je kartą magnetyczną. Wszedł do pokoju lekkim krokiem i zapalił światło. Centralną część pomieszczenia stanowiło biurko, a na nim trzy pokaźnej wielkości monitory. Poza komputerami niczego więcej nie było. 
Seiji usiadł z powagą na prostym krześle i wprawił w ruch myszkę. Trzy wielkie oka spojrzały na niego mieszaniną obrazów i cyfr. Zaczął sprawdzać osłony bezpieczeństwa, wypisując kolejne komendy.
Założył w końcu słuchawki z mikrofonem i wpisał w wyszukiwarkę kilka chińskich znaków. Wcisnął pierwszy wynik i na jednym z ekranów wyświetliła się strona Komunistycznej Partii Chin. Na innym pojawiły się ciągi liczb. Jego palce przesuwały się coraz szybciej po klawiaturze. Myślał metodycznie, bez emocji. Miał jeden cel i wiele możliwości, żeby do niego dojść,  jedne bardziej niebezpieczne od drugich. Jednak negatywne myślenie opóźniało działanie, a strach paraliżował. To go nie dotyczyło. Dla niego nie było niczego cudowniejszego od adrenaliny rozsadzającej skronie. 
W przeszłości wiele razy wykorzystywał swoje zdolności do włamywania się do cudzych komputerów i czerpał z tego przyjemność, ale z czasem dostrzegł swoją pychę i skończył z tym. Potem obserwował dzieciaki, które zostały przyłapane na kradzieży danych, miały nie więcej jak 16 lat i niezwykłą butę w oczach połączoną z przerażeniem. Ich szczęście było jednak większe. Oni chcieli by ktoś odkrył, co zrobili, by potem pisano w gazetach '16-latek wpuścił wirusa do kilku tysięcy komputerów. Straty liczy się w milionach.' 
'Idioci' – myślał nastoletni Seiji. Sam obrał odmienną drogę. Nie utożsamiał się z 'Anonimami', ani z żadną z pomniejszych grup, nie próbował zmieniać świata, ani ratować wolności słowa – nie obchodziło go to. Był wolnym strzelcem i komunikował się z innymi hakerami z podziemia, którzy albo sami pomagali swoim interesom albo działali na rzecz szefa, który jednym, krzywym spojrzeniem mógł na zawsze ich do siebie zrazić. Hakerzy z tamtego światka ufali bardziej sobie nawzajem niż swoim pracodawcom i przestępcze rodziny musiały się z tym liczyć. Nie oznaczało to jednak, że bycie hakerem robiło ze wszystkich przyjaciół, jedynie dobrych znajomych.  
Strona chińskiej partii rządzącej miała dość spory symbol młota i kowadła przy tytule. 
Seiji uśmiechnął się do siebie i przekręcił głowę na bok. 
Po kilkunastu kliknięciach na trzonku zamiast obucha tkwiło serce. 

Odsunął się na krześle i skrzyżował ręce wpatrując się w ekran. Po chwili strona partii samoczynnie się zamknęła. Kursor sam najechał na ikonę notatnika i otworzył go. Wkrótce na pustej kartce zaczęły pojawiać się pierwsze litery. Przybierały formę wiersza.
Seiji poczekał aż kursor zastygnie w miejscu i zbliżył się do środkowego monitora. 
To, co wyglądało na utwór literacki, w rzeczywistości było zagadką.

Ty widzisz mnie, 
 ja widzę ciebie, 
 chcesz coś powiedzieć 
 to mów, 
lecz moje usta 
mogą się ruszać, 
 ale dźwięku 
 nie wydadzą
Seiji napisał szybko chiński znak 镜 (geng) [tłum.: lustro]. Chwilę potem kursor otworzył stronę wyszukiwarki i wyświetlił mem.

[tłum.: nieźle]
Seiji odpowiedział:


Na ekranie błyskawicznie pojawiło się kolejne zdjęcie.


Seiji przygryzł dolną wargę. Należało przejść do rzeczy.

[tłum.: skończył się limit czasowy / wszyscy pijemy]

Kursor zamarł na dłuższą chwilę i blondyn postukał niecierpliwie w biurko palcami. W końcu na ekranie pojawił się nowy mem.

[tłum.: ten mem / zranił moje uczucia]
Seiji uśmiechnął się do siebie i wyświetlił kolejne zdjęcie. 

[tłum.: sukces]
Napisał w notatniku:

'potrzebuję informacji'
'jakiego rodzaju ??'
'sun yee on..'
'<trybiki>'
'zabity/szef/2011'
'?'
'imię/nowy'
'prędzej dobierzesz się do yeti'
'kto wie?'
'on sam'
'kto.'
'pytaj francuza.'
Kursor raz jeszcze wyświetlił zdjęcie i zanim blondyn zdołał zareagować - znieruchomiał.

[tłum.: spadam]

Seiji uderzył z całej siły w klawiaturę.
Hakera o nonszalanckim nicku 'francuz' załatwiono w ubiegłym tygodniu... 

24 czerwca 2014

[Bang!] 10~ MAFIA II

Sorki, że tak dłuuuugo (matury zdążyły się skończyć), ale piszę teraz "na żywo" i jestem zmuszona dodawać kolejne rozdziały rzadziej T_T

Dziś będzie słodko <3

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+



1,5 roku wcześniej. Maj.

Ohno jeszcze raz nacisnął dzwonek.
'Już idę!' - rozległo się zza drzwi.
Satoshi postukał z niecierpliwością butem w marmurową podłogę.
Nie po to dawał mu mieszkanie, żeby teraz stać przed wejściem o jedną minutę za długo. Nacisnął dzwonek i tym razem go nie puścił, pozwalając roznosić się wyjątkowo irytującemu dźwiękowi po całym korytarzu.
'Nie możesz chwilę poczekać?!' - Nino zamaszyście otworzył drzwi i wpuścił go do środka.
'Nie jestem dobry w czekaniu' – odpowiedział Ohno uśmiechając się niewinnie.
Nino pokręcił się chwilę po pokoju i zjawił przy nim, podstawiając mu pod nos kilka filmów.
'Patrz co na dzisiaj wybrałem.' - Zaczął je przeglądać. - 'Tu jest 'Roma' Felliniego i 'Rzymskie wakacje' z Audrey Hepburn i..'
Ohno tymczasem mierzył go wzrokiem.
'Wyletniłeś się' – stwierdził, widząc źle pozapinane guziki i brak spodni. - 'Pochwalam' – oznajmił z powagą.
Nino podniósł na niego wzrok.
'Gdybyś tak nie walił w drzwi, może zdołałbym się ubrać.'
'Następnym razem muszę bardziej w nie walić' – uśmiechnął się Ohno.
'To co wybierasz?' - zapytał Nino z westchnieniem. - 'Coś ambitnego, mniej ambitnego..'
Ohno rozsiadł się na kanapie i zarządził.
'Przynoś popcorn i wkładaj... może to.' - W dłoniach Satoshiego tkwiła pierwsza część sagi Zmierzch.
'Ale..' - zawahał się Nino. - 'W sumie wcisnęli mi to siłą i..'
'Nie myśl, tylko wkładaj.'
Nino pokiwał głową.


Ohno nie odwracał wzroku od ekranu.
'Dlaczego ona na niego poleciała? Musi im być zimno.'
'Gdzie?' - szepnął Nino z ustami pełnymi popcornu.
Satoshi złapał go za ramię.
'Przy tobie na pewno nie zmarznę.'
Nino wyrwał ramię.
'Co ty pieprzysz? Oglądaj.'
Ohno całkowicie odwrócił się w jego stronę.
'Ostatnio zacząłeś przeklinać.'
'A niby przez kogo? Oglądaj.'
'Ty i ta twoja niewyparzona gęba.'
'Zamknij się, przez ciebie nic nie słychać' – wysyczał Nino.
Ohno przekręcił w ciemności oczami i po chwili Nino leżał już na plecach.
'Ohno, nie dzisiaj.'
Satoshi po raz drugi przekręcił oczami.
'A co masz dzisiaj? Sprzątanie, uczenie się, kolejne ratowanie świata?'
'Po prostu nie dzisiaj' – oznajmił Nino próbując wstać.
'Dlaczego?'
Nino spojrzał w bok.
'Jestem młody i muszę się wyspać.'
Głos Ohno przybrał ostrzegawcze nuty.
'Nino, ignorujesz mnie już dwa tygodnie. Zwodzenie mnie tak długo nie jest bezpieczne dla twojego tyłka.'
'Nie dzisiaj.'
'A kiedy?'
'Nie chcę być twoim utrzymankiem' – wypalił Ninomiya.
Ohno znieruchomiał.
'Bo co? Bo dałem ci mieszkanie?! Twoi poprzedni współlokatorzy hodowali marihuanę!!'
'Ohno, muszę to przemyśleć.'
'Znowu za dużo myślisz' – szepnął Ohno i pocałował go. - 'To jest proste.'
Podczas gdy fabuła 'Zmierzchu' tkwiła w martwym punkcie, akcja nieopodal rozwijała się w nadzwyczajnym tempie.
Już jutro Nino miał dowiedzieć się o prawdziwym zawodzie i źródle utrzymania Ohno, w wyniku czego rozegrała się ich pierwsza, duża kłótnia. Nino wyszedł trzaskając drzwiami mieszkania, by po sześciu dniach do niego wrócić.
Na jakiś czas przestał odmawiać Ohno.


Następny rozdział
niespodzianka XD