22 stycznia 2014

[Bang!] MAFIA II - Prolog

* dla przypomnienia ostatni rozdział MAFII cz. I

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+



Prolog

Dwa lata wcześniej. Listopad.
Ohno Satoshi zmrużył oczy. Przez szybę samochodu dostrzegł jak z auta zaparkowanego przed nim wychodzi blond włosy mężczyzna. Satoshi pokiwał głową. 
'Hara Seiji... mam cię' – powiedział do siebie. 
Blondyn owinął się mocniej szalikiem i odwrócił w stronę samochodu. Ku zaskoczeniu Ohno z auta wyszedł kolejny mężczyzna. Był ubrany w czarną skórę i toczył wokół siebie  nieprzytomnym wzrokiem. Seiji objął go w pasie i pociągnął za sobą. Tamten wyrwał mu się i najwyraźniej zaczęli się kłócić. 
Satoshi oparł łokcie o kierownicę i westchnął. 
Seiji od samego początku – a znał go od dziecka – przyprawiał go o białą gorączkę. Rywalizował z nim na każdym kroku i o każdą, nawet najmniejszą, pierdołę. 
Łączyło ich wiele. Obaj byli dziećmi dwóch najpotężniejszych, mafijnych rodzin w Tokio, obaj mieli głowę do interesów i obaj znali życie lepiej niż ludzie w ich wieku. 
Żaden z nich nie zaznał normalności i żaden do niej nie tęsknił. Nie liczyło się nic poza mafią.  
Satoshi podniósł komórkę do ucha.
'Tak, znalazłem go' – powiedział krótko i rzucił telefon na siedzenie obok. 
Seiji pogrywał sobie z nim wystarczająco długo. Może kiedyś rzeczywiście lubił jego inteligentne zagrywki, ale od czasu, kiedy odszedł od rodziny i zaczął prowadzić własne interesy, zachowanie Seijiego tylko go irytowało. Wyczuł w jego nonszalanckim sposobie bycia zazdrość i potępienie dla jego decyzji o zerwaniu stosunków z ojcem i odrzuceniu mafijnych tradycji. Nie był tylko pewny, czy Seiji wie dlaczego tak się stało.
Ohno obserwował dwójkę mężczyzn w skupieniu. 
Seiji jeszcze kilka razy próbował objąć swojego towarzysza ryzykując brutalne traktowanie ze strony drugiego mężczyzny. W końcu roześmiał się odchylając głowę do tyłu i popchnął go przed siebie. Razem weszli do pobliskiego klubu wyglądającego z zewnątrz jak speluna. 
Ohno zmarszczył nos. Nienawidził takich miejsc. Były brudne i gromadziły złe towarzystwo. Wiedział, że Seiji kochał bratać się z ludem. Znał i traktował na równi ludzi z różnych warstw społecznych, od tych, myjących okna, przez artystyczną bohemę, po przedstawicieli samego szczytu. Było to co najmniej dziwne, zważając, że Seiji był doskonale wykształcony i miał arystokratyczne pochodzenie, jednak całkowicie zrozumiałe, gdy wzięło się pod uwagę jego ekscentryczny sposób bycia.  
Satoshi otworzył drzwi samochodu. 
Musiał odzyskać to, co do niego należało, a przy okazji pozbyć się Seijiego, jeśli nie na zawsze, to przynajmniej na dłużej. Naprawdę nie miał już ochoty, ani czasu, żeby się z nim bawić w kotka i myszkę. Tym razem zagrają w otwarte karty. 
Ohno przeszedł przez, niepilnowane przez ochroniarzy, wąskie wejście do klubu. Jeden rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że znajduje się w gejowskim zagłębiu. Czego innego mógł się spodziewać po Seijim?
Przeszedł wolno w stronę baru, mijając po drodze roześmianych mężczyzn. Część z nich stała przed jedną z sal do tańczenia i dzierżąc w dłoniach kolorowe drinki patrzyła na poruszający się w rytm muzyki tłum. Niektórzy, zbyt pijani by tańczyć, siedzieli na licznych sofach i dyskretnie zagłębiali na przemian, usta i ręce, w spodnie i pod koszulki swoich sąsiadów. Było też wiele kobiet w różnym wieku. Jedna z nich trzymała ogromnych rozmiarów obraz, któremu przyglądano się z zaciekawieniem. Zewsząd padały pochlebne komentarze rzucane ze znawstwem.
Satoshi patrzył na to wszystko ze spokojem. 
W swoim życiu widywał lepsze i gorsze rzeczy. Gejowskie środowisko poznał w wieku 13 lat, gdy po raz pierwszy zaprowadzono go do klubu. Nie bez znaczenia było też to, że swój pierwszy raz przeżył właśnie z mężczyzną, mimo że nie uważał się za część tamtego świata. 
Mafia nie była miejscem przyjaznym dla kobiet. Wielu młodych chłopców, nie zaznając nigdy miłości z nimi, stawało się zabawkami w rękach, o wiele od nich starszych, mafiozów. 
Ohno dotarł wreszcie do baru i usiadł na okrągłej, wysokiej pufie. Zamówił whiskey i kątem oka zaczął szukać Seijiego. Blondyn siedział na narożnej kanapie po lewej stronie. Wokół niego zebrało się sporo ludzi. Satoshi przygryzł wargę. Musi poczekać, aż Seiji wyjdzie i to najlepiej sam. 
Chwycił, podstawioną mu przez barmana, szklankę wypełnioną bursztynowym alkoholem z lodem i upił trochę.  
Nigdy nie wątpił w inteligencję Seijiego, ani w jego umiejętności włamywania się do cudzych komputerów i wykradania z nich ważnych i mniej ważnych informacji. Nie obeszło go, gdy rok wcześniej media oszalały, ponieważ jakiś 'Kitsune' zaczął codziennie przesyłać dane, wraz ze zdjęciami, opisujące skandale polityków. Wszystkie były zabawne, opatrzone ciętymi komentarzami autora, którego nie sposób było zidentyfikować. Pliki przestały przychodzić po tygodniu, ale szum, który się wówczas wytworzył, trwał jeszcze wiele miesięcy. 
Satoshi niemal widział uciechę w oczach Seijiego, gdy oglądał skutki rabanu, którego tamten narobił. Czuł, że niewiele osób, a może tylko on, wiedziało o tym, że Seiji był światowej klasy hakerem, który w weekendy, z nudów, włamywał się na strony amerykańskiego rządu. 
Nie obchodziła go jego zabawa, do chwili, gdy odkrył, że ktoś wpuścił wirusa do sieci komputerowej jego firmy. Zaraz potem pliki z jego osobistego laptopa zaczęły znikać w szaleńczym tempie, jeden po drugim. Dość było powiedzieć, że nie wszystkie z nich zawierały rzeczywiste dane o firmie, która miała kryształową reputację, ale w dużej mierze, jakieś pomniejsze informacje o transakcjach z Chinami, w których główną rolę odgrywała kokaina. 
Satoshi nie sądził, by Seiji rzeczywiście chciał opublikować dane, sam przecież prowadził interesy dalekie od legalnych. Poza tym nikt nie wiedział o nim tyle, co Ohno. Mimo to, nie zamierzał ignorować zagrożenia i lekceważyć Seijiego, zważając na to, jak bardzo tamten kochał ryzyko. Przyznawał jednak, że cała sytuacja wyglądała bardziej na niewinną zaczepkę i chęć zwrócenia na siebie uwagi niż coś poważniejszego. Seiji pod pewnymi względami był dość przewidywalny.   
Ohno podparł brodę prawym łokciem i wpatrzył się w szklankę przed sobą. 
Nagle usłyszał obok siebie odgłos uderzenia i czyjeś pełne rozkoszy pojękiwania. Obca ręka  przesunęła się po blacie przed jego whiskey i wykonała ruch jakby chciała przebić paznokciami powierzchnię. 
Satoshi zerknął w bok na dwóch całujących się bez opamiętania mężczyzn. Jeden z nich, ubrany w długi, czarny płaszcz, przyciskał drobne ciało drugiego do krawędzi blatu. Jego dłoń dotykała ciemnych włosów chłopaka pod sobą, druga przesuwała się po jego talii. 
Ohno odkręcił się na pufie i spojrzał na stojącego na stole Seijiego, który śmiejąc się, pokazywał coś siedzącym na kanapie gapiom. 
'Kazu...' - Satoshi drgnął, zaskoczony żarem z jakim zostało wypowiedziane imię jednego z mężczyzn. 
Obrócił się w stronę szklanki z alkoholem i, z braku lepszego zajęcia, zaczął przysłuchiwać rozmowie kochanków. 
'Kazu... muszę ci coś powiedzieć.' 
Drobny chłopak pod nim przysunął go jeszcze bliżej siebie. 
'Jun, chodźmy do mnie' – powiedział z trudnością, pomiędzy oddechami. Przyciągnął jego głowę i znowu go pocałował. 
'Kazu... ja dzisiaj wyjeżdżam' -  Ohno patrzył na nich na wprost, popijając whiskey. Czuł jakby oglądał jakiś tani melodramat. 
Drobny chłopak położył głowę na blacie i wpatrzył się w mężczyznę naprzeciwko pijackimi oczami. 
'Gdzie?' - rzucił niewyraźnie. 
Jun oparł się rękami o ladę i spuścił głowę. 
'Do Paryża. Dostałem pracę.' 
Kazu zaśmiał się jak szaleniec i sięgnął ręką do swoich włosów. 
'Jesteś cipą, wiesz?' - mruknął.
Mężczyzna w czarnym płaszczu podniósł wysoko głowę i spojrzał na niego z góry. 
'Muszę się realizować. Nigdy nie mówiłem, że zostanę tu na zawsze.'
'Nigdy nie mówiłeś, że wyjedziesz.' - Obaj zaczęli mierzyć się wzrokiem.
Satoshi obserwował całą scenę z rosnącym zainteresowaniem. Fascynował go pełen złości wyraz twarzy drobnego chłopaka, jego harde spojrzenie. Widział jak opuszki jego palców, pod wpływem nacisku na blat, robią się coraz bardziej białe. 
'Kazu... chyba mnie nie kochasz?' - Mężczyzna w płaszczu wpatrzył się uważnie w chłopaka pod sobą. - 'Przecież wiesz, że to nie miałoby sensu.'
Ujął jego twarz w obie dłonie. 
'Nic nas nie łączy.' 
Drobny chłopak zadrżał niezauważalnie i z całej siły odepchnął mężczyznę od siebie. 
'Wypierdalaj w cholerę!' - wrzasnął na całe gardło i opadł bez sił na blat dysząc ciężko.
Jun poprawił płaszcz i włosy i zrobił krok w kierunku wyjścia. Przystanął na moment i powiedział:
'Będę cię dobrze wspominał.' - Postawił kołnierz i odszedł szybko przed siebie. 
Kazu usiadł niezgrabnie na wysokiej pufie i rozpiął guzik swojej białej, wymiętej koszuli. Głowa opadła mu na bok, a nieprzytomne spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Satoshiego.   
Ohno mimowolnie odstawił szklankę.


Nigdy nie widział czegoś równie mocno naładowanego erotyzmem. 
Lekko rozchylone usta o nabrzmiałych od pocałunków wargach, łowiły łapczywie powietrze. Pierś wznosiła się i opadała w szybkim tempie. Spocone policzki pokryte były głębokim rumieńcem wywołanym przez nadmiar alkoholu. 
Ohno nie mógł oderwać od niego wzroku. Patrzył w te niewidzące oczy i zastanawiał się, o czym myśli ich właściciel. 
Chłopak westchnął przeciągle i zsunął się z pufy. Zaczął targać sobie włosy.
Satoshi odwrócił od niego wzrok i zerknął w stronę Seijiego. 
'Kurwa.' – Wyrwało mu się, widząc że kanapa, na której siedział wcześniej blondyn jest pusta. 
Będzie musiał udać się do niego osobiście i to jeszcze dzisiaj. 
Spojrzał na zataczającego się, popychanego przez ludzi, chłopaka, który szedł się w kierunku wyjścia. Odwrócił się w stronę baru i położył obok niedopitego whiskey pieniądze. Minął ludzkie kłębowisko i wyszedł za chłopakiem na mroźne, listopadowe powietrze. Widząc, że tamten odchodzi chwiejnym krokiem przed siebie, podszedł do jednej z wielu stojących w pobliżu taksówek i nakazał kierowcy czekać na siebie. Sam poszedł w ślad za chłopakiem. 
Stwierdził, że musi mu być zimno w samej koszuli. Z drugiej strony przez alkohol pewnie nie odczuwał chłodu. 
Zauważył, że chłopak nie miał przy sobie żadnej torby, nie widać też było, żeby kieszenie jego spodni wypchane były przez komórkę albo portfel. Musiał zostawić je w klubie albo jeszcze gdzieś indziej. Zapisał sobie w pamięci, żeby wysłać jutro kogoś na przeszukanie budynku. 
Przystawił sobie palec do ust.
Zaraz, jak mu było na imię? Jakoś... Kazu? Czy to oznacza Kazuhiko? A może Kazuhiro? W każdym razie to też trzeba będzie sprawdzić. 
Obaj znaleźli się na jednym z wielu mostów w Tokio. Ten dawał niebieską poświatę, która w połączeniu z bielą koszuli chłopaka i ciemnością wokół, zmieniała go w jakiegoś wodnego bożka.
Satoshi przyspieszył kroku, gotów przerwać tą nocną wycieczkę, pociągnąć nieznajomego do taksówki i zawieźć go do domu. 
Nagle chłopak złapał za barierkę, wychylił się niebezpiecznie i spojrzał w dół. Jego stopa znalazła się na pierwszym pręcie metalowego ogrodzenia. 
Ohno podszedł do niego i wsparł łokieć o barierkę. Patrzył na niego. 
'Jeśli nie chcesz skończyć na ziemi, proponowałbym przesunąć się bardziej na środek.' - Machnął ręką w stronę majaczącego w dole skrawka betonu, którego koniec niknął w rzece. - 'Patrząc na odległość, twój mózg rozbryźnie się na cztery strony świata... oczywiście, jeśli wybierzesz jednak beton.' 
Chłopak nawet na niego nie spojrzał tylko położył drugą nogę na stopniu. 
'Widziałeś kiedyś umierającą osobę?' - Satoshi wpatrywał się się w niego od dołu, łowiąc wzrokiem każdy najmniejszy ruch chłopaka, gotowy w każdej chwili złapać go i ściągnąć z barierki. - 'Gdy ktoś umiera, jego płyny ustrojowe wychodzą wszystkimi otworami... oczywiście, jeśli umierający jest w jednym kawałku...'
Chłopak popatrzył na niego z góry okrągłymi oczami.
'Straszne' – szepnął i zachwiał się na pręcie. 
Satoshi błyskawicznie wyciągnął rękę i pociągnął go za tył koszuli na ziemię. 
'Odpieprz się! Chcesz mnie okraść, czy jak?!' - wrzasnął leżący. 
'Jakby było z czego' – mruknął Ohno i złapał go za ramię. - 'Chodź.'
'Do kurwy nędzy nie pójdę!' - wykrzyknął chłopak prosto w twarz Satoshiego i wyrwał się z jego uścisku.
Znowu podszedł do barierki i zaczął się po niej wspinać. Nagle przystanął i krzyknął z całej siły:
'Jak mogłeś mnie zosta...!' - Głos uwiązł mu w gardle i przeszedł w głośny szloch. 
Ohno przekręcił oczami i ponownie złapał go za ramię.
'Chodź.'  
Chłopak nie stawiając oporu poczłapał za nim. 
Gdy dotarli do taksówki, Satoshi wepchnął go do samochodu i usiadł obok. 
'Gdzie mieszkasz?' - spytał zamykając za sobą drzwi. 
Nie uzyskał odpowiedzi. 
Chłopak zwinął się w kulkę i dotknął szyby nosem. Jego niedawna energia wyparowała. 
Ohno korzystając z chwili, zdjął płaszcz i przykrył nim nieznajomego. Zauważył jego zamknięte oczy i wrócił na miejsce. 
'Do Shibuyi' – oznajmił kierowcy i wyciągnął się w fotelu.
Dziś musi jeszcze odwiedzić Seijiego.
Zapowiadało się na kolejną, bezsenną noc.

Muzyka

MOTYW PRZEWODNI:

+ Hallelujah (Iris OST)

  • „miłość jest luksusem dla takich jak my
    zimna krew i zero emocji, takie są zasady”
  • „dzisiejsi sprzymierzeńcy jutro będą wrogami”
  • „dlaczego nie mogę wieść normalnego życia?
    dlaczego nie mogę ciebie mieć?
    dla mnie jest już za późno
    ponieważ straciłem kontrolę
    i takie jest moje przeznaczenie”
  • „echa wystrzałów, w tym samym czasie
    kawałki życia zostają zdmuchnięte przez wiatr”
  • „niczym samotna hiena w poszukiwaniu zdobyczy
    jeśli czegoś oczekujesz, to lepiej zamknij się i idź do diabła”
  • „namieszam ci w głowie, byle osiągnąć swój cel”
  • „gdy będziesz nieostrożny, dojrzysz lufę pistoletu
    wycelowaną prosto w ciebie”
  • „krzyczę, potem modlę się o prawdę
    oddalam się od nieba
    fale mnie popychają
    wraz z falami nadchodzę, by się zatracić”
Następny rozdział
12 luty, środa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz