6 grudnia 2014

[Bang!] 15~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Odsunął się raptownie od stolika i zakręcił w kółko na obrotowym fotelu.
Sprawy układały się lepiej niż oczekiwał. Wkrótce przekleństwo bycia tym niższym, najmłodszym, najbardziej podatnym na słowa przestanie go dotyczyć.
Jego wzrok padł na wydaną dwa dni temu Yomiuri Shimbun (dziennik japoński), której stronę tytułową przyozdobiła fotografia starszego mężczyzny w poważnej pozie. Róg zdjęcia oplatała czarna wstęga, a powiększona czcionka krzyczała 'zmarł'. Dla większości rodzin śmierć ojca była końcem jakiegoś życiowego etapu, jednak dla Seijiego i jego braci otwierały się całkiem nowe perspektywy. Wprawdzie schedę po ojcu otrzymywał zawsze najstarszy syn. Jeśli był sprytny i zapobiegawczy zostawał głową rodziny na następne kilkadziesiąt lat, jednak jeśli jego pewność siebie stawała się większa niż rozsądek, role z łatwością mogły się zamienić, zwłaszcza gdy miało się dwóch żądnych władzy braci.
Seiji odłożył gazetę i spojrzał w sufit.
Pokpił sprawę, przynajmniej tak się wszystkim walczącym o chwilowo pusty tron wydawało. Nie przychodził do ojca przed jego śmiercią i nie starał się czułym słowem zmienić testamentu lub chociaż przekonać do siebie części rodziny; nie opowiedział się również po stronie żadnego z braci. - 'Wycofał się' – szeptano wokół i wkrótce zapomniano, że w ogóle istnieje. - 'Jeden mniej' – mówiono. On jednak mógł się tylko cieszyć z takiego obrotu sprawy.
Jego plan uległ znaczącej zmianie. Ohno nie był już kartą przetargową i zniszczenie go nie wywoływało żadnych korzyści. Seiji porzucił osobiste niesnaski i zajął wyłącznie swoją przyszłością, a ona wiązała się m.in. z Satoshim żyjącym i w dodatku zakochanym. Dlatego właśnie zamierzał mu pomóc i doprowadzić do odnalezienia jego małego, biednego Nino i połączeniu ich na zawsze, a przynajmniej na odpowiednio długi czas, węzłem, niekoniecznie małżeńskim, tak by Ohno zapomniał o wszystkim i wycofał się. Jedno miłe, bezkrwawe przejęcie władzy.
Hara przeciągnął się z zadowoleniem, ale zaraz potem spoważniał.
Jednak to za mało. To ledwie prolog, przygotowanie widzów na pierwszy i jedyny rozdział. Punktem zwrotnym jest odpowiedź na pytanie – 'Kim on jest?' - gdy rozwiąże tę zagadkę, odnajdzie Nino i…
Nagle coś zapiszczało. Seiji zerwał się z fotela. Chwycił leżącą na stoliku komórkę, otworzył autorską aplikację i wpisał komendę 'pokaż ekran'. Ściana przed nim odsunęła się bezgłośnie i odsłoniła kilka połączonym ze sobą ekranów. Każdy monitorował inne pomieszczenie. Seiji zmarszczył brwi i założył ręce pod boki. Na ekranie podpisanym jako 'salon' ktoś myszkował, a właściwie biegał w tę i z powrotem próbując najwyraźniej wyjść z pomieszczenia. Seiji wyłączył alarm i na wszelki wypadek przywołał ochronę pod okna salonu. Zbliżył się do ekranu. Włamywacz, kimkolwiek był, nie był w ciemię bity. Włożył wiele sprytu i wysiłku, by ominąć ochronę i dostać się do pilnie strzeżonego budynku. Musiał znać się na systemach ochrony i złamać kod wejścia. Pomyślał nawet o wyłączeniu sterowanego ruchem światła. Jednego jednak nie przewidział, a mianowicie, że po zamknięciu drzwi, dom zmienia kod dostępu na drugi i po dwóch błędnych próbach wpisania go włącza się alarm, a zaraz po nim nadciąga oddział antyterrorystyczny.
Seiji odwołał szybko służby specjalne. Był zaciekawiony przybyszem. Desperacja jaką wyczuwał w jego ruchach utwierdziła go w przekonaniu, że włamywacz nie ma pojęcia, co robić i teraz umiera ze strachu. Czegokolwiek szukał, zapomniał o tym w jednym momencie.
Hara odsunął się od tafli monitorów. Zabrał broń i mały nożyk, którym kiedyś zranił w rękę Nino, by przeszkodzić mu w oddaniu celnego strzału - jak się potem okazało, całkiem niepotrzebnie.
Żałował, że pozwolił tak łatwo uciec Ninomiyi. Gdyby dojrzał wcześniej otwierające się przed nim możliwości, nie musiałby naginać teraz karku, żeby odnaleźć zagubioną księżniczkę.
Wyszedł z pokoju i udał się korytarzem w stronę salonu. Światło zapalało się i gasło za nim. Jak gdyby nigdy nic, otworzył podwójne drzwi. W pomieszczeniu słychać było przez chwilę czyjeś szybkie kroki. Nagle wszystko ucichło. Seiji zablokował przez komórkę drzwi i zapalił ręcznie światło.
Salon był dość duży, urządzony w tradycyjnym, japońskim stylu. Hara podszedł lekkim krokiem do olbrzymiego kotatsu i otulił się ciepłą pierzynką. Podniósł ze stolika croissanta z czekoladą i ugryzł kawałek.
'Zostały mi jeszcze dwa rogaliki. Jeśli się pośpieszysz poczęstuję cię jednym na do widzenia!' - zawołał. Odpowiedziała mu cisza.
'Rozumiem, nie lubisz croissantów z czekoladą. Co w takim razie chciałbyś zjeść? Jestem dziś w humorze i mogę spełnić twoje ostatnie życzenie.'  
Seiji przełknął w ciszy kęs rogalika i wstał.
'Widzę, że lubisz bawić się w chowanego. Tak się składa, że ja też.' - Hara wygramolił się spod kotatsu. - 'Raz, dwa, trzy, sto... szukam!'
Seiji chwycił talerzyk z rogalikami i jednym ruchem przewrócił blat stolika wraz z pierzynką na drugą stronę. W jednym z rogów, nie istniejącego już kotatsu, siedział zwinięty w kłębek chłopak. Na widok Hary zerwał się na równe nogi i uniósł mały pistolet na wysokość oczu.
Seiji posłał mu uśmieszek pełen pogardy.
'O, chłopczyk Ohno. Jak się masz, dziecko?'
Już dawno nie widział takiego przerażenia w czyichś oczach.
Oczywiście rozpoznał go. Ten sam wysoki chłopak towarzyszył Satoshiemu w dniu, kiedy Nino w tak podły sposób zdradził jego osobę i obrał drogę szaleństwa. Wtedy też nie wyglądał zbyt pewnie.
'Ryu, tak? Odłóż to i usiądź. Pogadajmy. Odnoszę wrażenie, że nie przyszedłeś tu, by taplać się w kałuży własnej krwi, prawda?'
Chłopak przełknął głośno ślinę.
'Dom jest otoczony przez ochronę. Jedno głośniejsze tupnięcie, a zlecą się tu jak muchy' – oznajmił mimochodem Seiji. - 'Rogalika?'
Ryu bez przekonania opuścił broń. Obserwując kątem oka blondyna, postawił z trudnością kotatsu na wcześniejsze miejsce i usiadł przy nim. Wyglądał jakby uszło z niego życie.
'Kto cię nasłał i czego tu szukasz?' - spytał bezceremonialnie Seiji.
Chłopak podniósł na niego wzrok i odpowiedział trzęsącym się głosem:
'Nie m-mogę powiedzieć. Z-zabije mnie.'
'Masz teraz z deczka gorszy problem. Gadaj.'
Ryu pokręcił przecząco głową.
Seiji cmoknął z dezaprobatą.
'Ty się naprawdę prosisz o tego ostatniego rogala...'
Blondyn wzniósł oczy do góry i wstał. Zaczął przechadzać się po pokoju i dotykać przewijających się po drodze lamp, wazonów i kwiatów.
Chłopak wodził za nim oczami.
Oglądał w przeszłości mnóstwo filmów akcji. Każdy bohater takiej produkcji, złapany w pułapkę, próbował uciekać, bić się, strzelać – cokolwiek – Ryu jednak nie mógł się nawet poruszyć. W pamięci miał zakodowane: niczego nie mówić, nikogo nie wydać. Był świadomy również innej rzeczy. Dopóki tamten nie pozna prawdy, nie będzie chciał się go pozbyć. Wyczuwał, że Seiji bardzo chce ją znać. Więc siedział cicho.
'Nie chcesz mówić, bo się boisz. Boisz się, bo ten ktoś drugi jest straszny, straszniejszy nawet ode mnie – zaczął blondyn, biorąc do ręki jeden z wazonów i uniósł go w górę. - Ale kto może być straszniejszy niż ja? - Waza, którą trzymał w ręku łomotnęła o podłogę. W przeciągu kilku sekund pokój zapełnił się ludźmi. Mieli na sobie luźne, czarne ubrania i jak się na pierwszy rzut oka wydawało, żadnej broni. Co więcej, w gromadce można było dostrzec sporo kobiet.
'Ups' – powiedział głośno Seiji. Jedna z kobiet podeszła do niego i zapytała:
'Co mamy mu zrobić?' - Blondyn szepnął jej jakieś słowo i kobieta ulotniła się.
Ryu przestał oddychać.
'No dobrze' – Seiji klasnął w ręce. - 'Skorośmy się wszyscy zapoznali, możemy wrócić do podstawowego zagadnienia, a mianowicie: Kto cię nasłał?'
Chłopak, ledwo zachowując pozycję siedzącą, szepnął:
'Już mówiłem...'
Seiji podszedł do sporych rozmiarów stołu i przejechał po nim dłonią.
'Zauważ, że nie pytam cię, po co przyszedłeś, bo z reguły wszyscy przychodzą po to samo. Wiedza ogółem to dobra rzecz jednak wiedza czerpana z mojego komputera może się obrócić przeciwko tobie. Na przykład teraz...' - Blondyn rozsiadł się swobodnie na stole. - 'Nikt, kto mnie zna nie pomyśli, że trzymam dane w jednym i stałym miejscu. Przykro mi słodziaku, ale zostałeś zrobiony w konia.'
Kobieta, z którą Seiji wcześniej rozmawiał, postawiła przy nogach stołu niewielką walizkę i przystanęła czekając na dalsze polecenia.
Blondyn zsunął się ze stołu i popukał palcem w blat.
'Game over, chłopczyku. Kładź się.'
Ryu pokręcił wolno głową.
'A ty dalej swoje' – mruknął Seiji. - 'Daję ci szansę, znasz odpowiedź i znasz konsekwencje. Co wybierasz?'
Ryu nie potrafił zgadnąć, jak wyglądają te „konsekwencje”. Poćwiartowanie żywcem na stole? - możliwe, ale za dużo kłopotu. Szybki strzał w twarz też nie pasował – zrobiono by to już na samym początku. Więc co?
'Słuchaj...' - zaczął ostrożnie. - 'Wiem, że masz władzę i dużo znaczysz...'
'No co ty.' - Twarz Seijiego przybrała wyraz zaskoczenia. Znowu popukał w blat stołu.
'… W każdym razie, z tego co pamiętam, ani ty, ani ja nie lubimy Ohno...'
Blondyn ziewnął ostentacyjnie.
'Wprowadźmy trochę akcji panowie.' - Kilku mężczyzn, wyglądających jak wojownicy ninja, ruszyli w stronę Ryu, ignorując wycelowaną w nich broń. Po chwili jej właściciel leżał już na brzuchu z rękami przywiązanymi do nóg stołu. Położenie cokolwiek beznadziejne.
'Słuchaj...' - zaczął znowu Ryu z policzkiem przyciśniętym do blatu. - 'Współpracujmy.'
'A powiesz, kto to jest?'
'Nie.'
'Koniec współpracy.'
Rozległ się dźwięk otwieranej walizki.
Ryu drgnął. Nadzieja go zawiodła. Załatwią go.
Najpierw poczuł łaskotanie, później ukłucie, a po chwili skrzywił się z bólu, gdy coś ostrego wbiło mu się pod skórę na szyi. Ledwo powstrzymał się, żeby nie krzyknąć.
Seiji usiadł naprzeciwko niego.

'Zacznijmy od początku...'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz