19 marca 2014

[Bang!] 04~ i 05~ MAFIA II

Przed Wami obiecane 2 rozdziały Mafii II. Miłego czytania :D

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Seiji spojrzał ze znudzeniem na zamknięte drzwi i usiadł przy nich po turecku, opierając się o ścianę. Wyjął przenośną konsolę Nintendo DS i zaczął grać.
Nino zdecydowanie za długo siedział w tamtym pokoju. To stawało się podejrzane. W ogóle od kiedy wsiadł tamtego dnia do samochodu, Seiji miał niejasne przeczucie, że coś jest nie tak. Nino oznajmił wtedy cichutko, że chce się zemścić na Ohno i zamilkł na wiele dni. Seiji marszczył brwi za każdym razem, gdy go mijał. Czy Satoshi rzeczywiście zainteresowałby się kimś takim? Niemożliwe. Coś było zdecydowanie nie tak.
Szczęknął zamek i w drzwiach pojawił się drobny mężczyzna z poważnym wyrazem twarzy. Nic nie mówiąc, ominął Seijiego i poszedł przed siebie korytarzem. Seiji zerwał się z podłogi.
'Poczekaj' – powiedział i zajrzał do pokoju, z którego wyszedł Nino. Wszystko wydawało się być nietknięte. Po co Nino chciał przychodzić do domu Kokiego? Wspomnienia, zachowanie pamięci, coś innego?
Seiji zamknął drzwi i podszedł do stojącego nieopodal Nino. Otoczył go ramieniem.
'Jesteś za bardzo posłuszny' – mruknął do siebie.


Dwa lata wcześniej. Grudzień.

Za oknem padał pierwszy śnieg. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. 
Ohno zazwyczaj spędzał je jeżdżąc z miejsca na miejsce, od spotkania do spotkania. W przeciwieństwie do przeciętnego mieszkańca Japonii, nie zwracał uwagi na świąteczne ozdoby i atmosferę. Tych, którzy się z nich cieszyli uważał za dziwaków, adoptujących to, co błyszczące i kolorowe z cudzych zwyczajów. 
Spojrzał z nieodgadnionym wyrazem twarzy na ekran komputera. 
Na giełdzie już od jakiegoś czasu panowała bessa. Zainwestowane pieniądze topniały w oczach. Trochę się tym martwił. Manewrował nie tyle swoim kapitałem, co klientów. Jeśli spadek kursu będzie się utrzymywał, stanie się niewypłacalny. 
Westchnął i wstał. 
Miał ochotę pojechać do domu. Nie czuł się dobrze w żadnym mieszkaniu, które kupił. Wszystkie przeznaczone były do biznesowych spotkań i robienia pieniędzy. W każdym z osobna odgrywały się iście dantejskie sceny i każde skrywało swoje sekrety. 
Ohno włożył płaszcz i pozbierał swoje rzeczy. 
Powinien zainwestować w coś, co przynosiłoby stały i bezpieczny zysk. Jakąś nieruchomość - bar? Może klub?
Otworzył zamyślony drzwi i z zaskoczenia przekręcił głowę w bok.
Przed nim stał Ninomiya Kazunari z wzrokiem wbitym w ziemię. 
Satoshi rozjaśnił się na twarzy.
Nie widział go od czasu, kiedy oddał mu portfel, wyciągając z niego zapobiegawczo zdjęcie Matsumoto Juna. Może przyszedł o nie spytać?
Przez ostatnie finansowe niepowodzenia zdołał o nim trochę zapomnieć, ale teraz gdy widział go przed sobą, nie zamierzał pozwolić mu odejść zbyt szybko. 
'Co tu robisz?' - zapytał pierwszy.
Chłopak omotał go szybkim spojrzeniem.
'Wychodzisz?' 
'Właściwie to tak. Masz do mnie jakąś sprawę?'
Ninomiya przestąpił z nogi na nogę. 
'Mam' – odpowiedział szybko chłopak i spojrzał mu w oczy z nagłym przypływem odwagi. -  'Mógłbym zostać u ciebie na dwie godziny i dokończyć projekt? Mój współlokator ma dziś urodziny i jest bardzo głośno.'
Ohno zastanowił się chwilę, a potem zdjął płaszcz.
'W sumie to nic pilnego. A co to za projekt?' - zapytał wpuszczając gościa do środka.
Ninomiya wyraźnie się rozluźnił.
'W ramach zajęć mam wypromować jakąś małą, nieistniejącą restaurację. Nic ciekawego.' 
Ohno zaprowadził go do salonu i usadził na kanapie przy stole.
'Chcesz coś do picia?'
Ninomiya potrząsnął głową.
'Nie, lepiej od razu wezmę się do pracy' – powiedział i rozłożył na stole kilka opasłych tomów i komputer. 
Satoshi usiadł naprzeciwko niego i wyciągnął książkę, znad której zerkał co chwila na swojego gościa. 
Zaskoczyła go nagła wizyta Ninomiyi. Zaczął się zastanawiać, jaki jest naprawdę. Przyszedł do niego – obcej osoby i jakby nigdy nic poprosił o przysługę. Istniały dwie możliwości, albo nie jest taki, jakim się wydaje, albo jest po prostu naiwny. 
Ohno zamknął książkę z namaszczeniem.
'Dlaczego przyszedłeś?' - zapytał spokojnie.
Ninomiya uniósł głowę znad notatek. 
'Przecież wiesz' – odpowiedział wymijająco i wrócił do pracy. Był zdenerwowany, co nie umknęło uważnemu spojrzeniu Satoshiego. 
'Nie jestem pewien, ale mogę to sprawdzić.'
Zanim Ninomiya zdołał wyrazić swój sprzeciw już leżał plecami na kanapie unieruchomiony przez Satoshiego. Ten zbliżył swoją twarz do jego twarzy. Ich nosy zetknęły się.
'Denerwujesz się? - zapytał cicho Ohno.
'Tak! Zejdź ze mnie!' - Chłopak odepchnął Satoshiego i energicznie wstał. Zaczął szybko zbierać swoje rzeczy.
'Nie przyszedłem tu po to, co myślisz...' - syknął. - 'Po prostu jesteś jedyną znaną mi osobą, która mieszka sama...'
Ohno odebrał mu spakowaną torbę i rzucił ją przez pokój. 
Ninomiya zapowietrzył się. 
'Co ty robisz?!' - krzyknął.
Satoshi jednym ruchem położył go na niskim stole.
'Tęsknisz za Junem?
Chłopak przestał się szamotać. 
'Skąd o nim wiesz?' - zapytał zaskoczony.
'Byłem świadkiem waszej rozmowy w klubie.' 
Chłopak, nic nie mówiąc, przekręcił głowę w bok. 
Ohno ujął go za brodę. Ich spojrzenia znowu się spotkały. 
'Ninomiya Kazunari... Kazu...' - wyszeptał i pocałował go, czując, że tego właśnie potrzebuje. 
Chłopak odepchnął go od siebie, ale delikatniej i bez przekonania. 
'Nie chcę mieszać się w nowy związek' – szepnął. 
Ohno pocałował go w skroń.
'A kto tu mówi o związkach. Chcę cię tylko pocieszyć.' - Znowu pocałował go w usta. 
Ninomiya oddał pocałunek.

Następny rozdział
2 kwietnia, środa

6 marca 2014

[Bang!] 03~ MAFIA II

[Bang!] Omo TT strasznie przepraszam za brak aktualizacji Mafii - zapomniałam TT Ale Wam to zrekompensuję, obiecuję XD 

Tymczasem…

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+



Dwa lata wcześniej. Listopad.

Ciszę raz za razem przerywał szelest kartek. Ohno wreszcie zamknął czasopismo. Same nudy.
Oparł się łokciem o stół i wsparł brodę na dłoni. Spojrzał beznamiętnie na górę jedzenia na kuchennym stole.
Kiedy on się obudzi?
Gdy wrócił z kawiarni, od razu poszedł sprawdzić, czy śpiący ma puls. Przypłacił to kopniakiem w kolano, który zaserwował mu owy śpiący królewicz.
Nie chciał go budzić, z drugiej strony nie po to go tu przyprowadzał, żeby się na niego patrzeć.
Z myśli wyrwał go jakiś łomot połączony z dźwiękiem rozbijanego szkła. W mgnienia oku zerwał się z krzesła i pobiegł do sypialni.
Ninomiya leżał przy łóżku w skłębionej pościeli. Przy nim walały się odłamki szkła - pozostałości po kryształowej lampce nocnej.
Satoshi nacisnął przycisk i odsłonił żaluzje we wszystkich oknach. Blade światło padło na mały kołtun na podłodze, który zaczął coś piszczeć.
Ohno podszedł do niego i przykucnął.
'Niedobrze mi' – oznajmił z trudnością Ninomiya.
Satoshi bezceremonialnie zasłonił mu usta ręką i zaprowadził do pobliskiej łazienki. Wepchnął mu głowę do wanny.
Mógł się spodziewać, że taki będzie finał tego wszystkiego.
Ninomiya zbladł jak ściana i pochylił się jeszcze bardziej w głąb wanny. Ohno pokręcił głową i objął go od tyłu naciskając z całej siły jego brzuch.
'Przestań!' - wycharczał Ninomiya, gdy złapał w końcu powietrze w płuca. Odwrócił się w stronę Satoshiego.
'Kim ty jesteś?' - wymamrotał niewyraźnie.
Ohno jednym ruchem przekręcił jego głowę w kierunku wanny.
'Masz czas gadać?'
Ninomiya znowu na niego spojrzał.
'W ogóle, gdzie ja jes...'
Ohno ponownie wpakował mu głowę do wanny.
'Rzygaj.'
Ninomiya odepchnął jego rękę i wrzasnął.
'Nie chce mi się! - Zaraz potem złapał się za głowę i kucnął przy wannie. - 'Boli...'
Ohno przygotował mu kąpiel i nie zważając na słabe protesty, ściągnął z niego jedwabną piżamę w czerwone smoki i kazał zanurzyć się w ciepłej, pachnącej czereśniami wodzie.
Nie wyszedł z łazienki, mimo posyłanego mu raz za razem spojrzenia mordercy. Obawiał się, że chłopak może się w końcu utopić.
Nie wiedział czemu, ale podobał mu się sposób w jaki mokre kosmyki włosów Ninomiyi opadały mu na twarz. Miał ochotę złapać za jego blady policzek i wytarmosić go.
Przekręcił oczami.
Durny pomysł.
'Wyłaź' – burknął podnosząc biały ręcznik.
Niedługo miso, które mu zamówił będzie całkiem zimne.
'Odwróć się' – poinstruował Ninomiya.
Satoshi westchnął i wyciągnął go za ramiona z wody.
'Nie ma czasu na wstyd.'
Chłopak wyrwał mu się.
'Zostaw mnie. Nie wiem nawet kim jesteś!'
Ohno uśmiechnął się lekko i wyciągnął rękę.
'Ohno Satoshi, bardzo mi miło, a teraz chodź.' - Zaczął znowu wyciągać go z wanny.
'Zostaw! Co ja tu robię?!' - Znowu złapał się za głowę. - 'Jak boli...'
Ohno odsunął się i podniósł głowę.
'Wpakowałeś mi się wczoraj pijany do taksówki, a potem do łóżka. To ja powinienem tu zadawać pytania.'
Ninomiya spuścił wzrok.
'Nic nie pamiętam.'
'A powinieneś.'
Chłopak nieśmiało wziął od niego ręcznik i opasał się nim.
'Czy coś się między nami wydarzyło?' - zapytał cicho.
Ohno prychnął.
'Leciałeś mi wczoraj przez ręce. Nie lubię łatwych facetów.'
Ninomiya nie miał śmiałości spojrzeć mu w oczy.
'Sam się przebrałem, czy ty to zrobiłeś?'
Ohno oparł się o drzwi.
'Chyba nie sądzisz, że pozwoliłbym, abyś spał brudny w moim łóżku.'
'Och' – zdołał tylko wykrztusić chłopak i zamknął się w sobie, ale tylko na chwilę.
Nagle podniósł wzrok i z obłąkanym wyrazem twarzy zepchnął Ohno z drogi i wybiegł z łazienki.
Satoshi uniósł brew.
Jak na kogoś z porannym kacem, Ninomiya miał stanowczo zbyt dużo energii.
'Która godzina?' - usłyszał pytanie chłopaka. Ten biegał w ręczniku po całym mieszkaniu i zaglądał we wszystkie kąty. W końcu stanął przed Satoshim i spojrzał na niego rozbieganym wzrokiem.
'Gdzie jest moja torba?'
Przez głowę Ohno przebiegła błyskawiczna myśl.
'Jaka torba?'
Ninomiya znowu zaczął kręcić się w kółko.
'Jak to jaka?! Moja! Dżizas, chyba spóźniłem się na uczelnię. Miałem też dzisiaj wpaść do kawiarni. Aaa!!' - krzyknął z bólu, gdy uderzył małym palcem o nogę kanapy. Opadł na plecy i schował twarz w dłoniach.
Satoshi rzucił mu szlafrok.
'Nie miałeś przy sobie żadnej torby.'
Chłopak wyjęczał coś niezrozumiałego.
Ohno dotknął go nogą.
'Ubierz się i przestań robić wokół mokre ślady.'
'Miałem tam wszystko. Jak ja wrócę do domu?'
Ohno spojrzał na niego z góry.
'Nie mam pojęcia i nie obchodzi mnie to. Ubieraj się, dam ci coś do jedzenia.'
Chłopak zrezygnowany nałożył szlafrok i poczłapał za Ohno do kuchni.
'Nie chcę jeść...' - wymamrotał. - 'Oddaj mi moje ubranie. Wychodzę.'
Ohno przystanął i spojrzał na zbolałą minę Ninomiyi.
'Jak się nazywasz?'
Chłopak machnął ręką.
'Nieważne i tak zaraz wychodzę. Nigdy więcej mnie nie zobaczysz.'
Satoshi pomyślał, że to niewykonalne. Na pewno nie na tym etapie. Zdecydowanie będą się widzieli częściej niż Ninomiya przewidywał.
Usiadł naprzeciwko niego i wskazał palcem.
'Twoje ubranie jest w pralni. Jeśli to zjesz, może pożyczę ci własne.'
Chłopak, nie mając innego wyboru, chwycił leżącą obok łyżkę.

Zadzwonił dzwonek.
Ohno podniósł się z uśmiechem z fotela.
Wczoraj, gdy Ninomiya odchodził, bąknął coś o noclegu u kolegi z uczelni. Ohno trochę się obawiał, że po drodze może wydarzyć się coś w stylu sytuacji na moście, więc wysłał za nim jednego ze swoich ludzi.
Ohno cmoknął z dezaprobatą.
Ninomiya nie wydawał się być zbyt bystry. Mógł zabić się na prostej drodze.
Satoshi otworzył drzwi i oparł się o framugę.
Przed nim stał jego wczorajszy gość. Był wyprostowany jak struna i miał stanowcze spojrzenie.
Ohno pomyślał, że może trochę się co do niego pomylił. Robiło się coraz bardziej interesująco.
'Przyszedłem po ubranie.'
'Nie znasz słowa: 'dobry wieczór'?'
Chłopak troszeczkę się zawstydził.
'Proszę, przyniesiesz mi je?'
Ohno bardzo próbował się nie roześmiać.
'...Ohno-san.'
Ninomiya spojrzał na niego i coraz bardziej skulił się w sobie.
'Jak się nazywasz?'
Chłopak wyciągnął rękę.
'Ninomiya Kazunari. Mogę dostać z powrotem swoje ubranie?'
Ohno zniknął na moment w głębi mieszkania, by po chwili wrócić dzierżąc w dłoni niewielką, białą torebkę i komórkę.
'Proszę, oto twoje ubranie' – powiedział podając mu torebkę. - 'A to twój telefon.'
Ninomiya złapał go i zaczął oglądać ze wszystkich stron.
'Ale jak?... Przecież wczoraj w klubie nie znalazłem niczego.'
Ohno wzruszył ramionami.
'Mój dobry znajomy znalazł go na ladzie w barze. Podobno ma też jakąś czarną torbę... Przyjdź jutro. Kto wie, czy nie należy do ciebie.'
Drzwi zamknęły się przed oniemiałym chłopakiem.

Następny rozdział
19 marca, środa (2 rozdziały)

3 marca 2014

[Ara~] Zielony długopis

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Bang! <3
Dużo szczęścia, zdrowia, pieniędzy, skandali i pieniędzy. 
Życzenia skromne, ale prezentów było sporo, a to powiedzmy, że kolejny XD 

TYTUŁ: Zielony długopis
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Sakuraiba
GATUNEK: słodkie, obyczajowy,
KATEGORIA: dla wszystkich

Za każdym razem kiedy Masaki trafiał w ręce Sho czuł się ważny i wyróżniony. Wszak na jego miejscu mogli znaleźć się inni. Nie brakowało modnych elegancików ani ułożonych stoików, jednak Sakurai zawsze wybierał Masakiego. Dotykał go swoim dużymi, męskimi dłońmi wywołując dreszcz. Masaki nauczył się rozpoznawać jego humor już po pierwszym dotknięciu: jeśli było delikatne i zmysłowe mieli dla siebie mnóstwo czasu – wówczas mogli skupić się na bardziej błahych sprawach. Kiedy jednak dłonie Sho zaciskały się na nim mocno i zaborczo czasu było niewiele – wówczas Masaki mocno skupiał się w sobie i pomagał szukać słów, których nie rozumiał, a które zawsze były istotne. Najczęściej zdarzały się jednak dni normalne, rutynowe – niemal zagrane według jakiegoś scenariusza. Właśnie w takie dni usta Sho smakowały świeżo zmieloną kawą. Masaki czuł się oblepiony jej smakiem i zapachem. Na początku był tym oszołomiony. Natomiast teraz kiedy zapach świeżej kawy wypełniał cały pokój Masaki był najbardziej szczęśliwy. To był właśnie ich prywatny czas. Ale szelest gazet nie pozwalał skupiać się na tym długo. Masaki musiał ciężko pracować, musiał być wytrwały i pomocny, bo musiał się odwdzięczyć i podziękować Sho za wszystko co dla niego zrobił. Najbardziej za to, że go zauważył w tym dzikim tłumie. Obdarzył pięknym uśmiecham. Ustanowił tylko swoim i trzymał codziennie przy sercu...


Sakurai Sho skończył pisać notatki. Spojrzał na swój stary zielony długopis i uśmiechną się szeroko.  
KONIEC