30 kwietnia 2014

14 kwietnia 2014

[Bang!] 07~ i 08~ MAFIA II

Dziś będzie dwa na raz XD

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+



Dwa lata wcześniej. Listopad.

Mężczyzna ubrany w czarną skórę toczył nieprzytomnym spojrzeniem po obdrapanych ścianach opuszczonego hangaru. Ze zniecierpliwieniem miął w rękach niewielką kopertę.
Dzisiejsza wiadomość tylko go zdenerwowała. Czy ona naprawdę nie potrafiła dostrzec jak bardzo się starał? Jak o nią dbał? Każdego miesiąca wysyłał jej grube koperty pełne yenów, by wreszcie mogła żyć tak, jak na to zasługiwała, żeby zapomniała o przykrościach, które ją spotkały z jego strony. Może wczoraj, dzwoniąc, nie trafiła na najlepszy moment, ale przecież gówno ją to obchodziło, co robił! Miał teraz własne życie i własne pieniądze i nie zamierzał tego porzucić, zwłaszcza, że tak doskonale się odnalazł w nowej rzeczywistości. Nie miała prawa odrzucać jego pomocy i żądać czegoś takiego! Przecież ten mały mógł potrzebować wsparcia osoby z tamtego świata... a ona!...
'Koki... dlaczego musimy się tu spotykać?' - Mężczyzna mrużąc oczy spojrzał w kierunku drobnej postaci, oświetlonej przez blade światło słońca wpadające przez otwarte drzwi. Ruszył szybko w jej kierunku.
'Spóźniłeś się' – warknął, gdy znalazł się naprzeciwko czarnowłosego chłopaka.
'Stałem w korku' – bąknął chłopak i zaczął szperać w swojej torbie. - 'Masz.' - Wcisnął mu do rąk paczkę pocky oblanych czekoladą.
Koki zniecierpliwionym gestem odsunął od siebie paluszki.
'Nino, musimy pogadać.'
Chłopak kiwnął głową.
'Ok.' - Zaczął rozglądać się niepewnie wokół. -  'Znam lepsze miejsca na rozmowy...'
'To nie jest istotne.' - Koki złapał go za ramię. - 'Nie będziemy się więcej widywać.'
Torba Nino zsunęła się na beton.
'Dlaczego?'
'Wyjeżdżam z Tokio. Przenieśli mnie na budowę w Fukuoce.'
Nino zmarszczył brwi.
'I co, zamierzasz nie przyjeżdżać w ogóle do Tokio?'
'Będę zbyt zajęty.'
'Jasne, pewnie znowu bierzesz.' – mruknął Nino.
Koki spojrzał na niego zniecierpliwiony.
'Nie widzisz, że stałem się teraz wzorowym obywatelem?'
Nino zmierzył go spojrzeniem.
'Niespecjalnie.'
Koki wzruszył ramionami i pospiesznie wcisnął mu zmiętą kopertę.
'Otwórz ją, gdy zabraknie ci pieniędzy.'
Nino odsunął od siebie kopertę.
'Nie musisz dawać mi kasy.'
Koki westchnął.
'To nie są pieniądze, ale źródło, skąd możesz je wziąć. Weź, to zawsze jakieś zabezpieczenie.' - Spojrzał nerwowo na zegarek. - 'Muszę już iść.'
Nino wyciągnął rękę w jego kierunku.
'Nie rozumiem i nie akceptuję twojej decyzji, ale chcę wierzyć, że wiesz, co robisz. Powodzenia i dzięki za to.' - Pomachał w jego stronę kopertą i uśmiechnął się szeroko.
Koki uścisnął mu rękę.
'Masz skończyć te swoje gówniane studia i wykorzystać szansę. Zrozumiano?' - Odwzajemnił uśmiech. - 'Idź pierwszy.'
Nino zostawił w jego ręku paczkę pocky i poszedł w stronę otwartych drzwi.
Koki wcisnął jednego paluszka do ust i spoglądając nerwowo za oddalającym się bratem napisał na komórce krótką wiadomość.

Do: matka
Powiedziałem mu.


Nino doszedł do przystanku metra i oparł się o ścianę. Wyjął z torby kopertę i zaczął jej się przyglądać. W końcu otworzył ją i zmarszczył brwi, przebiegając wzrokiem po tym, co było napisane na kartce.
Koki nabazgrolił na niej jakiś adres i kilka cyfr tworzących kod.
Nino nie miał pojęcia, co to za miejsce. Przez głowę przeszła mu myśl, że powinien się tam wybrać, ta jednak została rozwiana przez dźwięk przychodzącej wiadomości.

Od: Junosuke
Masz czas? Spotkajmy się dziś w klubie. Będę czekał w środku.

Jun

Nino uśmiechnął się i włożył kopertę z powrotem do torby.
Miał o niej zapomnieć na najbliższe dwa lata.


 'Satoshi, gdzie masz jedzenie?'
Ohno stanął w drzwiach. Nozdrza zadrgały mu niebezpiecznie.
'Seiji, wypad.'
Blondyn rzucił płaszcz na najbliższy fotel i rozejrzał się po przestrzennym, minimalistycznym salonie z kilkumetrowym sufitem.
'Nieźle się urządziłeś. Nino tu bywał?' - Seiji spojrzał na Ohno z ciekawością.
Satoshi chwycił go energicznie za ramię i zaczął prowadzić siłą w stronę drzwi wyjściowych.
'Ale z ciebie brutal' – stwierdził blondyn z uśmiechem na twarzy. - 'Można by pomyśleć, że nie lubisz gości.'
Ohno zatrzymał się przed drzwiami i obrócił Seijiego w swoją stronę.
'Wracaj do swojej piaskownicy' – syknął.
Blondyn złapał go za ucho i szepnął:
'Nie mam ochoty. U ciebie jest więcej zabawek.' - Wyrwał się Satoshiemu i pobiegł za kanapę.
Ohno wyciągnął natychmiast pistolet i wycelował mu w głowę. Nacisnął spust, ale broń wydała z siebie tylko głuchy dźwięk.
'Wybacz Satoshi, że pozbawiłem cię przyjemności oglądania mojej rozwalonej głowy.'
Ohno odrzucił pistolet na bok i zaczął iść szybkim krokiem w stronę blondyna, który śmiejąc się pobiegł za stół.
'Oj, Satoshi, Satoshi, w takim tempie będziesz mnie wyganiał całą jesień.'
Ohno przystanął.
'Wyjdź zanim rozwalę ci gębę.'
Seiji potarł czoło i cmoknął.
'Oj, Satoshi, jak ty nic nie rozumiesz. Czy mały Nino pożarł ci wszystkie szare komórki?'
Ohno zacisnął zęby i błyskawicznie przeskoczył kanapę. Złapał blondyna i powalił go na ziemię.
Seiji roześmiał się i spojrzał na Satoshiego przekręcając głowę.
'Mam newsa' – oznajmił poważnym tonem.
Ohno wycedził:
'Seiji, masz świadomość, że nie wyjdziesz stąd żywy?'
Blondyn uniósł wolno palec.
'Co powiesz na współpracę?'
Ręce Ohno zacisnęły się jeszcze bardziej na ubraniu Seijiego.
'Ja nie żartuję.'
'Ja też nie' – oznajmił radośnie blondyn. - 'Złóż to do kupy. Chińczycy nie trawią ani mnie, ani ciebie, więc automatycznie stajemy się sojusznikami. Oczywiście nie na zawsze...'
Satoshi puścił go. Blondyn przytrzymał jego rękę.
'Pamiętaj, po czyjej stronie ustawili się twoi ludzie. Nie masz nikogo...'
Ohno wyrwał mu się i zrzucił z siebie płaszcz.
Seiji podniósł się niemrawo.
'Wiesz, zastanawiam się kogo odwiedzą pierwszego. Wprawdzie to ty zabiłeś mu brata, ale z kolei to mi przystawił lufę do czoła. Ciężka sprawa, prawda?'
'Zamknij się.' - syknął Satoshi i poszedł w stronę kuchni.
Seiji uśmiechnął się i pobiegł za nim.
'A więc mogę mieć pewność, że nie sprzątniesz mnie w nocy?'
Ohno podszedł do kuchennego blatu i włączył ekspres do kawy. Po chwili podniósł gotową filiżankę z płynem na wysokość oczu.
'Tego nigdy nie możesz być pewien' – odparł i stuknął wypełnioną filiżanką w czoło Seijiego, mrugając do niego znacząco.


Nino był stracony.
Ohno przekręcił się niespokojnie na bok.
Ponieważ tak długo nie chciał dopuścić tego do świadomości, ta nagła, tak realna myśl, tym boleśniej go uderzyła.
Tragedia zmierzała szybko do finału i nikt nie potrafił jej zatrzymać. To, co się działo nie dotyczyło mafii, wrogów, czy przyjaciół, ale nich samych. Czuł, że któryś z nich musi zginąć. On albo Nino. Nie było innej możliwości.
Usłyszał jakiś hałas i położył się na plecach. Drgnął, gdy zobaczył w ciemności zarys postaci Seijiego.
'Jesteś żałosny nawet po ciemku' – mruknął blondyn i położył na brzuchu Ohno stos małych poduszek.
Satoshi strząsnął je z siebie leniwym ruchem.
Seiji cierpliwie pozbierał poduszki i położył je w tym samym miejscu.
Ohno chwycił wszystkie trzy i rzucił nimi przez pokój.
'Aport.'
Seiji westchnął mimowolnie.
'Oj, Toshi, Toshi, ty bydlaku, wiedziałeś że tamta kanapa jest niewygodna, co?'
'Złodziejom kochanków nie daje się wygodnych łóżek.'
Blondyn raz jeszcze pozbierał poduszki i położył się cicho przy odwróconym do niego plecami Ohno.
'Pamiętasz nasz pierwszy raz?' - zapytał Seiji po chwili milczenia i zapatrzył się w sufit. - 'Następnego dnia, ze wstydu nie mogłem spojrzeć ci w oczy. Zabawne.'
Ohno pomyślał, że wtedy nie było w tym nic śmiesznego.
'Seiji, burzysz klimat wrogości. Na moją uciętą głowę jest ostatnio popyt. Nie możesz zaprzeczyć, że przyszedłeś tu właśnie po nią. Wiem, że chętnie rozsiadłbyś się w gabinecie swojego ojca... zamiast niego.'
Seiji uśmiechnął się.
'Być może, ale nie dzisiaj. Dzisiaj mi się nie chce.'
'Nie chce ci się, czy zmieniłeś zdanie?'
'Prawda jest jedna, ale zależy ile z niej przedstawisz publiczności.'
Satoshi otworzył wolno oczy.
'Jaka jest twoja?'
Myśli Seijiego powędrowały do pewnego wieczoru, rok temu, podczas którego wpatrywał się w nieskończoność w fotografię ślicznej dziewczyny, która z poważną miną stała przy sztaludze. Pędzel dotykał płótna. Seiji niemal widział jak się porusza.
Ta twarz, zawsze nieobecna, nie ukazywała nigdy uczuć. Oczy patrzyły, ale nie widziały. Ciało było na ziemi, ale duch unosił się gdzieś poza granice ludzkiego poznania.
Taka była Ohno Arisu, na zdjęciu jeszcze Hara.
Jej nagła śmierć wstrząsnęła nim, choć nie wiedział wówczas, że należała do jego rodziny. W jednej chwili dowiedział się o jej poprzednim nazwisku i tożsamości jej zabójcy.
Wkrótce pytania 'jak?' i 'dlaczego?' zostały zamienione w plan, który napędzała rozbudzona nienawiść do osoby, którą niegdyś uważał za najbliższą sobie, a która tak podle zdradziła jego, a co ważniejsze, jego rodzinę.
Ohno Satoshi musiał zapłacić odpowiednią cenę za to, co zrobił. Seiji myślał o tym przez cały rok. Każdej sekundy, każdej minuty utwierdzał się coraz głębiej w przekonaniu, że robi dobrze. Eliminacja kogoś, kto przeciwstawia się zasadom i przynosi hańbę rodzinie, a ponadto odchodzi z niej, jakby rzeczywiście można było tak zrobić, była zawsze słuszna.
Tylko dlaczego, gdy niszczył go w wyobraźni, nie odczuwał żadnej radości?
'Nie potrafię cię zabić' – oznajmił cicho, zdziwiony własną szczerością.
'Tylko ci się wydaje.' - Ohno odwrócił się w jego kierunku. - 'Zraniłem cię. Przeze mnie nie masz siostry i ciotki, o czym musiałeś się już dowiedzieć, poza tym ciągle odbieram ci szanse na lukratywny biznes, można się wkurzyć, prawda? - Satoshi zrobił pauzę, oczekując reakcji ze strony młodszego, jednak ten w dalszym ciągu wpatrywał się w sufit. - 'Zrób to, nie będę się bronił.'
Seiji spojrzał mu w oczy.
'Śmierć jest zbyt prosta. Nie zasługujesz na nią. Znacznie bardziej wolę cię oglądać w obecnym stanie powolnego rozkładu i rozpaczy, która temu towarzyszy. Twój duch umiera, choć ciało wciąż żyje. To jest śmierć.'
Ohno nie będąc w stanie wytrzymać przenikliwego spojrzenia, spuścił wzrok.
'Przeszłość zawsze cię dorwie i zakleszczy w swoich ramionach. Twoja jest wyjątkowo silna.'
Seiji patrzył bez emocji na tą spokojną i zrezygnowaną teraz, a niegdyś butną i pewną siebie twarz.
W głębi serca chciał go pocieszyć. Ohno każdego dnia płacił podwójną cenę za swoje czyny.
Seiji z lekkim wahaniem dotknął go dłonią.
'Szkoda, że mi nie zaufałeś. Wtedy, gdy zadeklarowałem ci swoją przyjaźń, mimo że nasze rodziny nie były już w dobrych stosunkach, a ty porzucałeś z chłodnym spojrzeniem swojego ojca i mnie. Niczego mi nie wyjaśniłeś. Teraz, gdy wiem już więcej, zastanawiam się, czy gdybyś powiedział mi prawdę przyszedłbym do ciebie z tak samo otwartym sercem, co wtedy. Może wszystko potoczyłoby się inaczej... a może nie.
Przez ten czas, kiedy Nino był ze mną, uważnie go obserwowałem. On jest w środku pusty jak wydmuszka. Został zupełnie sam ze swoim problemem i nie potrafi sobie z tym poradzić, więc brnie w samozniszczenie. Myślę, że ratunkiem dla niego jest zetknięcie się ze źródłem wydarzeń, czyli z tobą. Poza tym, zdaje się, że nie tylko ty go okłamywałeś, robiła to też cała jego rodzina. To zbyt wiele jak dla jednej, zbyt słabej psychiki. Polubiłem go, chociaż on pewnie nie pamięta nawet jak wyglądam. Myślę, że jestem w stanie go stamtąd wyciągnąć. Jeśli mnie poprosisz, zrobię to.'
Mięśnie na twarzy Ohno drgnęły. Odsunął od siebie rękę Seijiego i przytrzymał ją.
'Proszę' – oznajmił z zupełnie u niego niespodziewaną pokorą.
Seiji w pierwszym momencie, nie wiedział jak zareagować. Nie sądził, że odpowiedź nadejdzie tak szybko i będzie taka pewna.
W Ohno rzeczywiście coś się zmieniło, choć sam pewnie nie potrafił tego określić i się w tym odnaleźć, ale coś w nim drgnęło.
Seiji objął go delikatnie, nie wyczuwając żadnego oporu.
'Byłeś bardzo niemądry. Wszystko chciałeś robić sam. Uświadom sobie wreszcie, że nawet ty masz po swojej stronie przyjaciela.’

Następny rozdział
30 kwietnia, środa

3 kwietnia 2014

[Bang!] 06~ MAFIA II

Sorki za małe spóźnionko. Dzisiejszy rozdział nieźle namiesza kk Miłego czytania :D

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


'Na które jedziemy?' - Palec Ryu zatrzymał się przed kilkudziesięcioma przyciskami oznaczającymi poszczególne piętra.
Ohno, który stał oparty plecami o róg windy, wyszedł spokojnie przez otwarte jeszcze drzwi odprowadzany przez zdziwione spojrzenie chłopaka.
'Chyba żartujesz?! Tu jest ponad sto pięter!' - wykrzyknął, gdy zorientował się, że Satoshi kieruje się w stronę schodów.
Ryu pobiegł za Ohno i stanął przed nim wyciągając szeroko ręce.
'Na którym piętrze jest to zebranie?' - zapytał stanowczo.
Ohno odepchnął go ręką.
'Na 64' – oznajmił krótko i poszedł schodami w górę.
'Co?!' - wrzasnął Ryu. - 'Chyba cię pogięło!'
Miał nadzieję, że swoim brakiem szacunku wzbudzi w Satoshim jakąś reakcję, ale Ohno tylko poszedł dalej.
Ryu przygryzł dolną wargę.
'To ma jakiś związek z odejściem Nino z agencji?!' - zapytał jednym tchem.
Ohno postawił niepewnie stopę na kolejnym stopniu i zatrzymał się.
Ryu korzystając z okazji wbiegł szybko na schody i stanął przed nim.
'Dlaczego kazałeś mi powiedzieć Eto-san, że Ninomiya odchodzi?'
Ohno zepchnął go na bok.
'Poczekaj na mnie w recepcji.' - Zaczął wspinać się energicznie po schodach.
Ryu spojrzał na niego ze złością i zaczął schodzić szybko na dół.
Ohno Satoshi był zwariowanym bałwanem. Nie tego oczekiwał po pełnym strachu spojrzeniu swojego ojca. I ktoś taki był panem życia i śmierci wielu?! Ktoś taki miał się zająć jego matką?! Ktoś taki miał mu rozkazywać?!
Chłopak zbiegł ze schodów i trzasnął drzwiami.


Ryu krążył po korytarzu obserwowany uważnie przez przypakowanych ochroniarzy i mijany przez mężczyzn z podziemnego światka.
Prawda była taka, że bał się. Jak cholera. Wiedział, że pod pozorami miłej rozmowy i przyjacielskich gestów kryją się bestie zdolne kropnąć go w każdej chwili i bez żadnego powodu. Co znaczyły  pieniądze, gdy zaraz mógł przestać istnieć, a jego poćwiartowane zwłoki mogły trafić do jakiegoś rynsztoka, bo któremuś z tych tłustych świń nie spodobała się jego gęba?
Ryu przyspieszył kroku.
Jeśli Satoshi zaraz się nie zjawi, to...
Drgnął, gdy drzwi windy otworzyły się tuż przed nim.
Aż sapnął z wrażenia, gdy ujrzał w nich blondyna, który obejmował drobnego mężczyznę patrzącego tępo w podłogę.
'Nino?...' - wyszeptał czując jak jego oczy robią się coraz bardziej okrągłe.
Przez jedną krótką chwilę ich spojrzenia połączyły się. Ryu odczytał w nich zaskoczenie i strach. Co Ninomiya robił w takim miejscu?
Zanim blondyn zdołał zauważyć nić porozumienia między nimi, Nino na powrót wbił wzrok w ziemię.
'Satoshi, aż tak się spieszyłeś, żeby zobaczyć swojego słodziaka?'
Ryu spojrzał w bok na kroczącego w ich stronę Ohno. Był spocony i dosłownie słaniał się na nogach.
'Ryu, nie mówiłem ci, że masz czekać na dole?' - zapytał bezbarwnym tonem.
'Ooo.' - Seiji uśmiechnął się szeroko i wskazał na Ohno ręką. - 'Patrz Ninomiya, nie minął tydzień, a ten już znalazł sobie kogoś innego. Nawet mnie to zabolało.'
Ryu złapał za ramię Satoshiego.
'Ohno-san, co tu się dzieje? Kim jest ten typ?'
Blondyn położył rękę na głowie chłopaka i zmierzwił mu włosy.
'Posłuchaj chłopczyku. Tu rozgrywa się tragedia, którą reżyseruję, więc spadaj. Czworokąty są niezdrowe.'
Ryu strząsnął z siebie rękę starszego.
Seiji natychmiast objął Satoshiego.
'To dziwne, prawda?' - zapytał przyciągając do siebie obu mężczyzn. - 'Jesteście tak blisko siebie, a tyle was dzieli. A gdyby tak...' - zaczął Seiji i ustawił ich naprzeciwko siebie.
Ohno spojrzał na Nino zmęczonym wzrokiem. Łowił każdy szczegół jego drobnej postaci. W każdej chwili mógł go przytulić i poczuć bicie jego serca. Odepchnąłby go, czy może zachowałby się jak kukiełka albo kłoda drewna?
Ohno splótł ze sobą ciasno palce i pomyślał:
'To nie Seiji nas dzieli, to my sami wytworzyliśmy między sobą przepaść, której nie da się przeskoczyć.’


Przy stole toczyła się pozornie spokojna rozmowa o Chińczykach, którzy panoszyli się po Tokio. Pozorna, ponieważ wiele twarzy było czerwonych z gniewu i wielu trzymało ręce na kolbach swoich pistoletów. Chociaż na zebranie zakazano wnoszenia broni, wszyscy ją mieli i nikt się z tym nie krył.
Ohno siedział naprzeciwko Seijiego i pilnie obserwował Nino, który od początku spotkania, nie patrząc na nikogo, obracał w dłoniach pistolet blondyna. Każdy jego ruch był bezwolny i pusty.
Ohno nie słuchał tego, o czym mówiono, tylko patrzył. Nie zauważył nawet złośliwych spojrzeń biegnących ze wszystkich stron od tych, którzy jeszcze niedawno siedzieli po jego stronie. Nie widział nic, oprócz palców Nino badających każdy skrawek zimnej powierzchni broni.
Jego cel był na wyciągnięcie ręki, ale nie mógł po niego sięgnąć. Wiedział, że tylko on może wyciągnąć Nino z tej matni, ale widząc go przed sobą nie był w stanie myśleć. Nie miał żadnego sensownego planu, wiedział tylko, że ma słabość, której wcześniej nie posiadał, będąc skupionym na sobie i swoich sprawach. Dziwił się jak mało teraz dbał o siebie i jak każda jego myśl prowadziła nieustannie do Nino. Czuł, że musi w końcu zamknąć oczy i wyłączyć się na niego, bo tylko w taki sposób będzie mógł mu pomóc. Nie wiedział przecież, kiedy Seijiemu znudzi się zabawa i przestanie go dobrze traktować. Jak nikt inny nie miał czasu, żeby się nad sobą zastanawiać.
Zacisnął dłoń w pięść.
Seiji podał Nino jakieś czasopismo i próbował zabrać od niego broń. Nino przytrzymał mocno pistolet.
'Ni-chan, co ty najlepszego robisz?' - zapytał miękko i pogładził go po policzku podsuwając mu równocześnie czasopismo.
Nino chwycił je i rzucił nim przez stół prosto w siedzącego naprzeciwko Ohno.
Rozmowy ucichły na moment, a Seijiemu rozbłysły oczy.
'Ni-chan, nie zaczepiaj obcych osób. Przeproś.'
'Nie' – odpowiedział krótko Nino.
Seiji zmarszczył brwi.
'Przeproś.'
'Nie.'
Seiji nie potrafił ukryć uśmiechu satysfakcji.
'W takim razie zmusimy cię do tego.' - Wyjął mały, złocony nożyk i zatopił powoli ostrze w wewnętrznej części prawej dłoni Nino. Tamten lekko zadrżał, ale nie podniósł wzroku i nie cofnął ręki.
'Przeproś.'
'Nie' – syknął Nino.
Ostrze zaczęło rozcinać mu skórę na ukos. Świeża krew naznaczyła jego place i spłynęła na stół.
Seiji spojrzał na Ohno i jego zacięty wyraz twarzy.
'Zawsze, gdy zrobimy coś złego powinniśmy za to przeprosić.' - Blondyn wskazał na Satoshiego. - 'Spójrz, on jest przez ciebie smutny. Przeproś' – powiedział i wbił nóż głębiej.
Nino zacisnął drugą dłoń w pięść.
'Wystarczy!' – oznajmił wyraźnie Ohno. - 'Nic mi nie jest.'
Seiji odłożył nóż i posłał mu złośliwy uśmieszek.
'Hara-san, czy możemy kontynuować?' - ciszę przerwał jeden z z siedzących nieopodal mężczyzn. Seiji przekręcił głowę w bok i... spotkał się z lufą pistoletu, z którego mierzył Nino.
Nagle w sali zrobił się rwetes. Powyjmowano broń i skierowano ją na Nino, obserwując w międzyczasie uważnie swoich sąsiadów.
'Ni-chan, nie umiesz trzymać pistoletu' – powiedział Seiji patrząc Nino prosto w oczy. Nie wyglądał przy tym na zaskoczonego. - 'Ręka musi cię bardzo boleć, co?'
Ohno wstał powoli i nie patrząc na nikogo podszedł do Seijiego. Chwycił rękę Nino dzierżącą pistolet i przystawił go sobie do piersi.
Nino spuścił wzrok.
'Jeśli masz się po tym lepiej poczuć, to strzelaj.' - Ton głosu Satoshiego był pełen złości.
Nino zadrżała ręka.
Nagle wycelował lufę w sufit i wystrzelił. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, do sali wtargnęło mnóstwo mężczyzn. Rozstawili się dookoła stołu i podnieśli broń na siedzących.
Ohno natychmiast rozpoznał w nich wrogów z północy, na temat których toczyły się obrady. Coś w nim drgnęło. Przez jeden, krótki moment pragnął pozbyć się Nino tak samo, jak zrobił to z jego bratem. Jego wzrok prześliznął się na zaskoczonego Seijiego i cała jego nienawiść przeniosła się na niego.
Nino położył zakrwawioną broń na stole i podszedł do drzwi.
'Zasady się zmieniły' – powiedział krótko i wyszedł. Za nim podążyli Chińczycy.
Oszołomieni mafiozi zaczęli powoli wstawać. Satoshi opadł ciężko na najbliższe krzesło i syknął w stronę Seijiego.
'Idiota.'
Blondyn uśmiechnął się i cmoknął.
'Wiedziałem, że coś zmaluje.' - Zaczął huśtać się na krześle. - 'A teraz sprawa ważniejsza.' - Ohno przekręcił oczami i wstał.
'Mogę u ciebie zamieszkać?’

Następny rozdział
12 kwietnia, sobota (wyjątkowo)