10 kwietnia 2015

[Bang!] 17~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+



Ryu przeciągnął się i coś mu strzyknęło w stawie. Jęknął boleśnie łapiąc się za ramię i otworzył spuchnięte oczy. Skrzywił się, gdy poraził go nadmiar światła. Naraz uświadomił sobie, że znajduje się w pozycji leżącej i przykrywa go niebieski kocyk. Podniósł się i zaczął rozglądać spod półprzymkniętych powiek. Coś mu tu nie pasowało.
Nagle zaczęło mocno trząść i Ryu samoistnie znowu się położył. Chciał wstać, ale czyjaś ręka przytrzymała go za ramię. Chłopak spojrzał szybko w bok i złapał się za szyję. Była rozpalona i piekła żywym ogniem. Wymacał palcami niewielki opatrunek i na chwilę zapomniał o nieznajomej ręce.
'Proszę zostać na miejscu, panicz Hara pilotuje.' - Ryu spojrzał z wysiłkiem w duże, roześmiane oczy cudzoziemki. - 'Pilotuje...' - powtórzył za nią. Wciąż jeszcze nie do końca wiedział, co się dzieje. Nagle otworzył szerzej oczy i zaczął się rozglądać, jakby dopiero co tu przyszedł. Nie ulegało wątpliwości, że znajduje się w kabinie małego samolotu. Wstał pospiesznie odsuwając od siebie rękę kobiety. Och, i miał na sobie różową, szpitalną piżamę. Czara goryczy została przelana.
'Nie poszło mi dziś za dobrze.' - Ryu obrócił się w stronę głosu, który skądś znał i zaraz tego pożałował. Szyja zaczęła go palić jeszcze mocniej niż wcześniej.
'Jak się masz, słodziaku? - zapytał radośnie Seiji i usiadł w fotelu obok. Miał na sobie letnią koszulkę w niebiesko-białe pasy i słomkowy kapelusz na głowie.
Ryu zamrugał szybko oczami, próbując dostosować się do nowej sytuacji.
Pierwsze, co zanotował to to, że blondyn z jakiegoś powodu tryska energią i humorem, i przez to nie wydaje się być tak straszny, jak przy poprzednim ich spotkaniu. 'Pewnie dostał jakiś cynk' – pomyślał chłopak. Na pewno tak. Pozostawała tylko jedna tajemnica do rozwiązania – co w takim razie, on tu robi?
Trwając w stanie zamyślenia i składania faktów do kupy, usiadł ostrożnie obok Seijiego, próbując nie patrzeć na różowy komplet i pod żadnym pozorem nie poruszać szyją.
'Boli?' - usłyszał głos dobiegający z przyległego fotela.
'Nie' – odpowiedział szybko, nie całkiem zgodnie z prawdą.
'Pokaż' – powiedział głos, a palce powędrowały do osłoniętego miejsca na szyi.
'Nie' – Ryu poruszył się gwałtownie i zacisnął zęby z bólu. Ile to jeszcze będzie trwało? Ile jeszcze będzie dawał sobą rządzić? Czuł, że nie kontroluje już swojego życia, ba, że nigdy go nie kontrolował, że zawsze poddawał się przypadkowym sytuacjom i osobom, dla których nic nie znaczył. Nie był niezależny i to bolało go najbardziej.
Sięgnął do szyi i zdjął opatrunek, po czym zerwał się i wyszedł w stronę łazienki. Wiedział doskonale, gdzie się kierować. Już nie raz latał takimi samolotami jak ten. Wszedł pospiesznie do łazienki i zamknął za sobą drzwi. Nikt mu w tym nie przeszkodził. Podszedł do lustra. Patrzyła na niego para sfrustrowanych oczu. Co powinien zrobić? Obrócił delikatnie szyję w prawą stronę i przybliżył ją do lustra. Miał na niej tatuaż, niewielki i zaczerwieniony. Dotknął go palcem. Był prawdziwy i przedstawiał małego, czarnego lisa. Jego kita okalała miejsce za uchem.
'Jaki ma w tym cel?' - zapytał sam siebie. - 'Czego może chcieć tak bardzo, że zostawił mnie przy życiu?
'Myśli, że coś wiem.' - Oparł się ciężko o ścianę. - 'Ale ja mało wiem, w każdym razie nic przydatnego. Oczywiście jest jeszcze Inoue – ta, z którą kiedyś pracował. Spotykał ją potem wiele razy w towarzystwie Ohno i uświadomił sobie, że nie należy do świata pracowników agencji reklamowej – o czym do niedawna był przekonany, ale do innego, niebezpiecznego świata, w którym funkcjonował również Satoshi. Była też tą, z którą podjął współpracę i która wysłała go na bardzo ważną misję wykradzenia danych, co miało scementować ich związek interesów, a tak naprawdę wykorzystała go i zostawiła samemu sobie. Wczoraj bał się tak bardzo, że zapomniał o zdrowym rozsądku, a przecież jedyne, czego chciała, to się go bezboleśnie pozbyć. Musiała przecież wiedzieć, że blondyn nie trzyma danych w jednym miejscu. Czuł również, że jej groźby były częścią roli i nie wykona ich, bo on, oprócz tego, że jest dla niej małym chłopcem, jest również jedynie pionkiem w tej grze. Kto zatem jest królem?'
Oderwał się od ściany i zaczął machinalnie przeszukiwać kieszenie szpitalnych spodni. Niczego w nich nie było. Niewielka strata - nawet gdyby miał telefon, nie miałby do kogo zadzwonić po pomoc. Nagle w głowie zaświtała mu pewna myśl. Król szachowy jest w centrum uwagi wszystkich pionków – albo go atakują albo bronią. Gdy umiera, ci ostatni na tym tracą. Król... Obrona... Atak... Kto jest w centrum wydarzeń? O kogo się biją? Kogo chcą... znaleźć?
Zmrużył oczy.
'To Nino chcą znaleźć' - szepnął w duchu. Kto konkretnie i dlaczego? Na pewno Ohno – pobudki uczuciowe, być może Seiji – żeby pognębić Ohno i odzyskać zakładnika. Inoue z pewnością pomaga Satoshiemu. Kto jeszcze jest w to zamieszany? Znak zapytania. Ale czy Nino rzeczywiście jest coś warty, sam w sobie?  Po raz ostatni widział go na zebraniu mafiozów. Tamten przyszedł razem z Seijim, ale wyszedł już sam. Ryu obserwował całe zajście w sali, do której wśliznął się, korzystając z zamieszania. Ohno nawet nie zauważył jego obecności, a po incydencie Nino z bronią, zostawił go i wyszedł gdzieś z blondynem.
Mimo, że od czasu śmierci swojego ojca – Kaneshiro – widywał się dość często z Ohno, nigdy nie dowiedział się, dlaczego Kazunari przestał przychodzić do pracy i gdzie obecnie się znajduje. Całe osiem dni temu zniknął otoczony wielkimi, nalanymi ciałami Chińczyków. Co jeśli nie jest tym, za kogo się podawał?
Ryu znowu spojrzał w lustro.
Jeśli Nino rzeczywiście jest królem, należy go odnaleźć i się do niego przyłączyć... a potem zabrać mu wszystko i przestać liczyć na kogokolwiek. W końcu.
Nagle szczęknęła klamka i w drzwiach łazienki pojawił się Seiji.
'Podoba ci się?'
Zachowując kamienną twarz, Ryu odkręcił kran i zmoczył palce w zimnej wodzie, po czym przyłożył je do rany. Jeżeli blondyn, zamierzał odszukać Nino, a wszystko wskazywało na to, że zamierzał - to nie miał wyjścia, musiał wejść w ryzykowną rolę i nie dać się zabić.
'Jeśli trzymasz mnie tu po to, żeby dowiedzieć się, kto mnie wczoraj przysłał, muszę cię rozczarować, niczego nie powiem. Tamtego kogoś boję się bardziej od ciebie.'
'Tak, wiem i uważam, że to fascynujące.' - Seiji podszedł wolno do Ryu. - 'Ale mnie też się boisz, a to z kolei uważam za słuszne. Za mało osób to czuje, a mi jest potem przykro, gdy dzieją im się takie rzeczy.' - Blondyn dotknął palcem wytatuowanego lisa.
'Bałem się ciebie, więc dlaczego to mam?'
'Chciałem cię sprawdzić i jestem zadowolony z wyniku. Nie wydałeś swojego wspólnika, a to się ceni.'
'Może po prostu zemdlałem w trakcie i nie miałem okazji' – mruknął z przekąsem chłopak.
Seiji mocniej przycisnął tatuaż. Ryu skrzywił się boleśnie i przykrył go dłonią.
'Jedno mnie zastanawia...' – dodał blondyn od niechcenia. - 'BAŁEŚ się, a to znaczy, że już się nie boisz – szybko' – stwierdził i zrobił krok do tyłu.
Ryu obserwował w lustrze jak tamten ogląda go ze wszystkich stron i zaniepokoiło go to trochę.
Co, jeśli blondyn jest tego samego pokroju, co Ohno i Nino i zabrał go ze sobą tylko po to, żeby z nim sypiać? To w końcu odpowiednia rola dla pionka. Ryu skrzywił się, tym razem z niesmakiem. Przynajmniej w końcu wiadomo, dlaczego tu jest – na pewno nie przez żadne hakerskie umiejętności, ani wierność wspólnikowi, ale dla młodego ciała. Do pewnych sytuacji nie trzeba dobudowywać filozofii.
Problem tkwił w tym, że Ryu nie był gejem, nie był nawet biseksualny, co deklarował w poprzedniej pracy, do której, w celach ochronnych, wysłał go ojciec. Bycie udawanym homoseksualistą okazało się bardziej korzystne niż się spodziewał. Nikt nie brał go na poważnie, w czym pomógł wyćwiczony odruch „połamanych nadgarstków” i udawane zainteresowanie modą, poza tym mógł chodzić wszędzie z młodymi pracownicami, zwłaszcza z Chie, która mu się podobała, i której próbował, w miarę swoich skromnych możliwości, dać to do zrozumienia, co spełzło na niczym z chwilą, gdy został zmuszony opuścić agencję.
Przez swoje przejścia miał podstawy twierdzić, że Nino wcale nie musiał być szczery, skoro on sam tak łatwo wszystkich oszukał.
'Kim jesteś naprawdę?' – zapytał nieobecnego Kazunariego.
Seiji dotknął jego włosów i Ryu wyrwany z zamyślenia, aż podskoczył z wrażenia. Obrócił się szybko twarzą do blondyna, gotowy bronić resztek swojej czci.
'Niezły jesteś, ujdziesz' – stwierdził po dokładnych oględzinach jego towarzysz.
'W jakim sensie?' - spytał chłopak, chociaż domyślał się odpowiedzi.
'Ogólnym.' - Seiji przyłożył rękę do brzucha tamtego.
Ryu poruszył się niespokojnie, gotowy w każdej chwili użyć jednego z chwytów judo, które trenował od dzieciństwa, gdyby tamten zdecydował się zrobić o jeden ruch za dużo.
Seiji oderwał rękę i pokiwał głową z uznaniem.
'Nadajesz się. Można powiedzieć, że z nieba mi zleciałeś.' - Ryu zamrugał oczami. - 'A tak w ogóle, nie wiem czy ten twój osławiony wspólnik ci mówił, ale jestem Seiji.'
'Ryu' – przedstawił się chłopak i automatycznie wyciągnął rękę.
'Nie muszę wiedzieć, jak masz na imię, ważne żebyś ty znał moje' – oznajmił blondyn i obrócił się wokół własnej osi. - 'Zbieraj się, za pół godziny będziemy na miejscu.'
'Gdzie dokładnie?'
'W Dubaju.'
'Eee?!'


Ryu siedział wciśnięty gdzieś między talerzem z niedojedzonym obiadem a trzema fałszywymi paszportami. Blondyn rozmawiał z jakimś grubym, starym facetem, a on słuchał wciąż tej samej melodii – burczenia własnego brzucha. Zastanawiał się, czy nie powinien stąd uciec i spróbować poszukać Nino na własną rękę albo – co było rozsądniejsze – wrócić do Japonii, gdzie rozumiał, co się do niego mówi. Tutaj nie pojmował niczego. Wszyscy rozmawiali w jakimś dziwnym języku, czasem nawet po angielsku, ale co z tego, skoro on potrafił się w nim tylko przedstawić i zapomniał na śmierć jak jest „lotnisko”. Poza tym nie wiedział, gdzie dokładnie leży Dubaj - jedyne co w ogóle wiedział to to, że jest tu koszmarnie gorąco i jest strasznie głodny.
Spojrzał na Seijiego, który z daleka coś negocjował i westchnął. Chyba się trochę przeliczył. Nie sądził, żeby Kazunari był w tym mieście, wśród jakichś Arabów. Blondyn musiał szukać czegoś albo kogoś innego i to w związku z własnymi interesami, a on – Ryu – miał mu w tym pomóc. Nie wiedział tylko w jaki sposób.
'Idziesz czy zostajesz?' - Seiji stał nad nim i przeglądał jakieś papiery.
Ryu przybrał zakłopotaną minę.
'Naprawdę muszę chodzić w tym?' - Wskazał na różowy, szpitalny komplet.
'Jedziemy właśnie, żeby ci coś kupić. Wstawaj.' - Seiji zniknął za drzwiami i wpuścił uliczny hałas.
Ryu wypadł za nim z prędkością światła. Może nikt nie zauważy jego dziwnego ubioru, jeśli będzie się szybciej poruszał.
Seiji złapał prędko taksówkę i już jechali zatłoczonymi ulicami miasta, które, ku zdziwieniu chłopaka, było do bólu nowoczesne i bardziej przypominało Tokio niż slumsy. Pozostawała jedna kwestia do rozstrzygnięcia, a właściwie dwie.
'Jestem głodny.'
Blondyn wciąż wpatrzony w papiery wyciągnął rękę i zmierzwił mu włosy.
'Wiem, ale musisz chwilę poczekać, mamy napięty grafik.'
'To twój grafik, nie mój' – odburknął razem ze swoim brzuchem Ryu. - 'A tak w ogóle, jaką ja mam w nim rolę?'
Seiji spojrzał na niego, jego ręka wciąż była wplątana we włosy tamtego.
'Chyba poczułeś się zbyt pewnie, chłopczyku.'
Trzask rozbijanej szyby i przenikliwy odgłos klaksonu ogłuszyły na moment Ryu. Poczuł szarpnięcie za włosy i ból w szyi, po chwili leżał już przyklejony twarzą do fotela.
'Oho, zaczyna się.' – Usłyszał mamrotanie Seijiego. Potem odgłos otwieranych drzwi samochodu i szereg wystrzałów.
'Jeżeli to przeżyję, obiecuję już nigdy więcej...' - zaczął w myślach Ryu, ale nie dokończył, bo taksówkarz nacisnął pedał gazu i w kilka sekund zrobiło się tak spokojnie jak wcześniej.
'I właśnie o tym mówię. Nigdy nie można być zbyt pewnym siebie, bo wtedy zdarza się coś, co cię tej pewności pozbawia.' - Chłopak podniósł się pospiesznie z niewygodnej pozycji i usiadł prosto jakby nic się nie wydarzyło. - 'I robi z ciebie głupka' – dodał Seiji i schował broń.
'Może zmienimy taksówkę?' - zaproponował Ryu najspokojniej jak potrafił.
'Nie trzeba, takie rzeczy dzieją się na porządku dziennym. Potraktuj to jako komitet powitalny. Wszystko dzięki miłemu panu od fałszywych dokumentów.' – Cmoknął z niezadowoleniem. - 'Daleko jeszcze?' - rzucił w stronę kierowcy.
Ryu poczuł, że to wszystko jest nie na jego nerwy.


'Tak, ta może być, poproszę jeszcze tamte spodnie. Ile płacę?' - Ryu siedział na białej kanapie w którymś z butików Armaniego i przysłuchiwał się rozmowie Seijiego z ekspedientką. Był ubrany w coś, co na pewno założyłoby jego homoseksualne alter ego, ale nie prawdziwy on - zbyt kolorowe i przyciągające uwagę, poza tym kosztujące majątek. Wprawdzie nigdy nie liczył pieniędzy i nie oszczędzał na niczym, ale wszystko miało swoje granice. Majtki z metką za kilka zer nie wchodziły w rachubę.
Nie przejął się swoim strojem tak bardzo jak należało, zajęty wyciąganiem odłamków szkła z włosów i rozmyślaniem o rzeczach ostatecznych.
'Nie gap się, musimy iść!' - wykrzyknął Seiji i pobiegł do drzwi.
'Znowu?' – jęknął Ryu i pomaszerował za nim. - 'Jestem bardzo ciekawy, dlaczego kupiłeś mi takie drogie ubrania?'
'Nie martw się, podałem nazwisko Ohno Satoshi, a on ma ogromną zniżkę. Widać i tu musiał coś szmuglować' – powiedział do siebie blondyn.
'To gdzie teraz jedziemy?'
'Do hotelu, chcesz usłyszeć jaka jest twoja rola?'
'Marzę o tym.'
Wsiedli do kolejnej taksówki. Ryu przywarł do fotela, gotowy w każdej chwili paść plackiem na podłogę.
'To proste – musisz kogoś uwieść.'
Chłopak uniósł jedną brew.
'Wiesz, nie jestem w tym dobry. Jedyna dziewczyna, która mi się podobała, była  zainteresowana bardziej moim zdaniem na temat torebek niż spotykaniem się ze mną.'
'Jestem z tobą całym sercem, ale, jakby to ująć, nie mówię o dziewczynach.'
Ryu zbaraniał na moment.
'Starszych kobiet tym bardziej nie potrafiłbym uwieść.'
Seiji pokręcił głową.
'Czasami wydajesz się być taki mądry, ale to szybko mija. Chodzi mi o facetów, a konkretnie jednego, dziś w nocy.'
'Żartujesz, prawda? Nie wiem, ile o mnie wiesz, ale oznajmiam ci, że nie jestem osobą tego typu - Nino jest, Ohno jest, ale nie ja. Koniec.'
Seiji pomachał mu palcem przed nosem.
'Już trzeci raz zapominasz, że nie jesteś tu po to, żeby mieć własne zdanie. Współpraca ze mną, na którą wyraziłeś chęć, polega na wykonywaniu MOICH poleceń. Nie ma tu żadnej ideologii. Masz robić to, co ci każę i może w przyszłości dokądś zajdziesz.'
Ryu poczerwieniał. To tak to wyglądało. Miał wykonywać brudną robotę. Poczuł, że przynajmniej na razie, nie ma innego wyjścia.
'Co to za facet?'
'Nazywa się Aiba Masaki i - powiem krótko – potrzebuję chwili jego nieuwagi. Ty masz mi ją zapewnić.'
Chłopak wskazał na siebie.
'Ja? Skąd wiesz, że mu się spodobam?'
'Jemu podoba się wszystko, co ma urocze i niepełnoletnie ciała. Z naciskiem na to drugie.'
'To się nazywa pedofilia' – stwierdził z przekąsem Ryu.
'To właśnie pociąga go najbardziej.'
'Mam nadzieję, że nie jest jakimś starym dziadkiem?'
'Nie jest, ma ze 30 lat.'
Ryu wzniósł oczy ku górze.
'Dla siedemnastolatka JEST starym dziadkiem' – skwitował.
Seiji w mgnieniu oka złapał go za ucho i zaczął tarmosić, kompletnie ignorując przekleństwa płynące z ust właściciela ucha.
'Jesteś nieposłuszny i wredny – nie taki towar zamawiałem.'
Ryu ocknął się. Miał grać swoją rolę, wprowadzić tamtego w błąd, oszukać, tak samo jak zrobił to kiedyś ze wszystkimi kolegami z agencji, tymczasem jedyne, co od początku robił, to był sobą.




Hotel, w którym Seiji zarezerwował pokój, miał kształt żagla i siedem gwiazdek na koncie. Ryu podarowałby mu jeszcze pięć, gdyby obsługa szybko dostarczyła mu coś do jedzenia.
'Jestem głodny' – wyjęczał przed samym wejściem do przybytku milionerów.
Seiji niewzruszony, minął go i wszedł do środka.
'Jestem głodny, słyszysz?' - Ryu zablokował mu drogę. Ręka blondyna, nie wiadomo już który raz z rzędu, powędrowała do włosów młodszego. Tamten odsunął ją stanowczo.
'Wystarczy. Nie wyrażam zgody na jakiekolwiek dotykanie. To narusza moją przestrzeń osobistą.'
'Dopóki nie będziesz grzeczny, będę ją naruszał regularnie – słowo harcerza.'
'Dasz mi wreszcie jeść?'
'Zachowujesz się jak rozkapryszony bachor.'
'Bo jestem głodny!' - Ryu już prawie krzyczał.
'Kto ci kazał obrażać się na jedzenie w samolocie?'
'Nie obraziłem się, tylko... Po prostu nie!!'
Seiji popchnął go w stronę windy.
'Idziesz pierwszy i już się nie odzywasz, jasne?'



Pojechali windą na odległe piętro. Każdy korytarz, przez który przejeżdżali, pełen był ludzi w barwnych ubraniach i Ryu, widząc, że nie odstaje od reszty, poczuł się trochę lepiej w swojej oczojebnej marynarce.
Dotarli w końcu do zarezerwowanego pokoju. W punkcie centralnym stało wielkie, niebieskie łóżko – zresztą wszystko tam było błękitnego koloru. Chłopak natychmiast zauważył brak drugiego do kompletu, ale postanowił trzymać język za zębami - przynajmniej do czasu aż się naje.
Seiji zamówił małą górkę jedzenia, w tym kilka japońskich potraw, za co Ryu był mu bardzo wdzięczny.
'Kiedy mam się spotkać z tym Masakim?' - zapytał z pełną buzią.
'Wieczorem, razem tam zjedziemy.'
Ryu przestał na chwilę jeść.
'To może głupie pytanie, ale co ja właściwie mam tam robić?'
'Hm, nie wiem. Może w szachy pograsz' – odpowiedział z przekąsem Seiji.
'Pytam na poważnie.'
'A co masz robić w towarzystwie napalonego pedała, pytam się?!' - zdenerwował się blondyn.
'Oznajmiam, że jeśli on rzuci się na mnie, straci klejnoty.'
'Rób co chcesz, oby to trwało ponad godzinę.'
'Mogę zapytać, czego szukasz?'
'Nie.'
Ryu zamyślił się nad łyżką miso.
Ma zadać to pytanie, czy nie? A co tam.
'Gdzie jest Nino?'
Seiji spojrzał na niego przelotnie, wkładając do ust wielki kawałek sushi.
'A żebym ja to wiedział. Na co ci to? Kumplowałeś się z nim?' - 'Aha, więc nic nie wie albo tylko udaje, że nie wie' – pomyślał szybko Ryu.
'I tak i nie. Nie spodziewałem się, że jest związany z mafią.'  
'Chyba z Ohno i z Nintendo. Do tej pory mi go nie zwrócił.' – Blondyn zrobił minę pełną zawodu.
'Dlaczego go porwałeś?'
Seiji spojrzał na niego znad stołu i skrzyżował ręce.
'Dobra, teraz moja seria pytań. Boli cię?'
Ryu odruchowo dotknął opatrunku.
'Pytasz jak seryjny morderca swojej ofiary – och, obdarłem cię ze skóry, bolało?'
'Widzę, że już nie boli.' - Blondyn zmrużył oczy. - 'Gdzie się uczysz?'
'Aktualnie nigdzie' – odparł lekko znużonym tonem chłopak. Tematy szkolne nie były jego mocnym punktem.
'Dlaczego siedemnastolatek nigdzie się nie uczy?'
'Już od ponad roku' – oznajmił spokojnie.
'Ty! Ty chcesz być jak baran Ohno i nie znać znaków?! Jak chcesz ze mną pracować, musisz chodzić do szkoły.'
Ryu tylko pokiwał głową.
'Z perspektywy czasu stwierdzam, że Ohno nie był taki zły, bardziej się rozumieliśmy.'
'Ach tak? Skoro chcesz już lecieć, pozwól że ci w tym pomogę' – Seiji wstał i podszedł do chłopaka.
'Nie zbliżaj się do mnie, trenowałem judo, mogę cię uszkodzić.'
'Martw się lepiej, czy ja nie uszkodzę ciebie za wszystkie spędzone z tobą godziny pełne męki. Możemy też mimochodem przećwiczyć twoją dzisiejszą rolę, skoro nie znasz kwestii.'
Ryu próbował wstać, ale został wręcz przygwożdżony do podłogi. Seiji wcale nie był taki delikatny, jak zdradzała to jego postura. Musiał trenować jakąś sztukę walki i prawdopodobnie miał w niej dość wysoki poziom.
'I co teraz powiesz?' - spytał patrząc w pełne pogardy oczy chłopaka.
'Powiem złaź. Nie jestem jakimś dywanem.'
'A co jeśli Masaki zrobi dziś w nocy to samo, co wtedy poczniesz, nieboraku?'
'Dlaczego ty nie możesz go obsłużyć? Młodo wyglądasz.'
'Ach, to teraz jestem młodym dziadkiem, tak?'
'Złaź, to wysoce niekomfortowa dla mnie sytuacja. Poza tym, chcę wziąć czekoladkę.'
Seiji wychylił się nieznacznie do tyłu i zabrał ze stolika zawiniątko w papierku.
'Proszę' – powiedział pochylając się jak pantera nad swoją ofiarą. Włożył rozwiniętą czekoladkę między zęby i czekał.
'Jesteś nienormalny' – skwitował Ryu i zaczął się szamotać jeszcze energiczniej niż wcześniej.
Seiji wyjął czekoladkę z ust i pochylił się nad nim, jakby chciał pocałować go w szyję. Ryu wstrzymał oddech. Poczuł delikatne chuchnięcie. Blondyn odsunął się i roześmiał wesoło.
'No popatrz jak ciebie szybko można uciszyć.'
Nagle z przyległego kąta zadzwonił telefon. Seiji zerwał się z miejsca, żeby go odebrać.
'O, to świetnie, zaraz schodzę, a właściwie – schodzimy' –  wypowiedział ostatnie słowo z namaszczeniem i odłożył słuchawkę.
'Nie leż tam jak ofiara gwałtu - rusz się! - pan Aiba Masaki zaprasza nas na drinka' – oznajmił radośnie.
Ryu podniósł się powoli.
Wszystko super, ale on wciąż nie wiedział, co tak naprawdę ma tam robić.

… 



Aiba Masaki był osobnikiem dość szczególnym. Zwłaszcza w porównaniu do Seijiego. Mianowicie, zachowywał się całkiem normalnie, sprzedawał im najlepsze żarty i pytał Ryu o wszystko, co tylko przyszło mu w danym momencie do głowy. Chłopak w końcu złapał się na tym, że przez większość czasu po prostu siedzi i chłonie każde jego słowo.
I kto tu kogo miał uwodzić?
'Ryu-kun, jesteś strasznie miły. Musimy się zaprzyjaźnić' – stwierdził Masaki, cały w uśmiechach. Chłopak odpowiedział mu tylko cichym syknięciem, gdyż stopa Seijiego dosłownie wgniotła mu jego własną w podłogę.
Ale blondyn miał rację. Minęła już ponad godzina, a on wciąż zastanawiał się jak ma zacząć ten kabaret.
'Ryu-kun, od jak dawna znasz się z naszym nieznośnym Seijim?' - Aiba spojrzał przelotnie na blondyna, który właśnie ziewał. - 'Mam nadzieję, że do niczego cię nie zmusza…' - Seiji rozpromienił się jak panienka i zamrugał kokieteryjnie w stronę Masakiego.
Ryu dopił szybko swojego drinka. Teraz albo nigdy.
'Aiba-san, może opowiem ci o tym na osobności?' - zaproponował Ryu przyklejając na twarz najszerszy uśmiech, na jaki go było stać. - 'Hara-san jest chyba bardzo zmęczony… poza tym to nieładnie obgadywać obecnych'. - Tu spojrzał na Seijiego, który z wrażenia aż przestał ziewać.
Ryu zwrócił się znowu w stronę Aiby.
'Może wybierzemy się na miasto? Jestem tu po raz pierwszy i nie wiem, co warto zobaczyć.'
Masaki odstawił powoli drinka i spojrzał mu w oczy.
'Mam znacznie lepszy pomysł. Chodźmy do mnie.' - Ryu głośno przełknął ślinę. Zaczyna się. I co teraz?
'M-Myślę, że pogoda jest tak piękna, że aż żal nie wyjść na świeże powietrze i nie pozwiedzać zabytków. Poza tym, j-ja niedługo wyjeżdżam i, sam rozumiesz, chciałbym coś zobaczyć. Z-Zwłaszcza, że Dublin… nie, Dubaj… jest taki piękny i…' - Aiba uśmiechnął się miło.
'Nie bój się o to, Ryu-kun. Po prostu w moim apartamencie jest wiele rzeczy, które chciałbym ci pokazać. Później, jeśli zechcesz, możemy jechać do centrum.'
Ryu odetchnął głęboko. Za głęboko. Ale Masaki niczego nie zauważył, bo stał już przy Seijim i się z nim żegnał.
'Seiji, jak miło, że wpadłeś.' - Aiba podał tamtemu rękę, którą blondyn uścisnął chyba odrobinę za mocno.
'Masaki, jak miło nas przywitałeś. Zwłaszcza na początku…' - Obaj przez chwilę mierzyli się spojrzeniami jak sępy. Trwało to dobrą chwilę, do czasu aż zadzwonił telefon Seijiego. Blondyn pokręcił się chwilę przy stoliku. W końcu odłożył komórkę.
'To pa' – rzucił szybko w stronę dwójki swoich towarzyszy, z których jeden wyglądał, jakby miał zaraz zejść z tego świata. W kilka sekund zniknął im z pola widzenia.
'To, co Ryu-kun, możemy już iść?' - Chłopak drgnął i spojrzał nieśmiało na uśmiechniętego Aibę.
O, Matko, i co teraz?! Gdy rozmawiał o tym wcześniej z Seijim nie wyglądało to tak strasznie, ale teraz… Niech go tylko ten stary pryk dotknie koniuszkiem palca, a popamięta!
'OK' – pisnął i ruszył za Masakim pięknymi korytarzami najlepszego hotelu świata.
Sam, za to, nie był w najlepszym nastroju.
Co miał tam robić? Głupek! Przecież dokładnie wiedział co. Tylko to słowo na 's' w ogóle nie przechodziło mu przez gardło. Ale może Aiba wcale tego nie chciał. Jest taki miły. Może w ogóle nie o to mu chodzi. Może…
'O czym tak rozmyślasz, Ryu-kun?'
'O niczym. Bardzo ładny… eee… korytarz.'
Aiba przystanął przed jakimiś drzwiami i otworzył je kartą.
'To tutaj. Wejdź i rozgość się.'
Chłopak przeszedł przez próg.



Pomieszczenie było naprawdę gigantyczne, a do tego krwistoczerwone.
'Aiba-san, czy potrafisz tu zasnąć? Ten czerwony jest bardzo intensywny.'
'Mało sypiam.'
Ryu zmroziła jego odpowiedź. Naraz włączyły mu się wszystkie ostrzegawcze lampki.
'To, co chciałeś mi pokazać?' - zapytał słabo.
Masaki uśmiechnął się.
'Hej, dopiero przyszliśmy, ale skoro się niecierpliwisz, wyjdź na balkon.'
Ryu ostrożnie, żeby przypadkiem nie dotknąć i nie zwalić jakiegoś bibelotu, ruszył w stronę balkonu.
Widok był niesamowity. Wokół niego rozpościerało się miasto w pełnej okazałości. Nagle rzeczywiście nabrał ochoty, by je zwiedzić.
'Niesamowite…' - wyszeptał.
'To prawda.' - przyznał Aiba. - 'Drinka?' - zaproponował.
Ryu bez wahania odebrał z rąk Masakiego szklankę czegoś kolorowego i zachłyśnięty widokami wypił ją do samego końca. Trochę zakręciło mu się w głowie.
'To, jak długo znasz się z Seijim?'
'Niedługo, właściwie dopiero od kilku dni.' – Ups, może jednak nie powinien mówić wszystkiego. - 'W każdym razie pracuję z nim i jakoś się dogadujemy.'
'To ciekawe, bo odkąd znam Seijiego, zawsze uważałem go za osobę trudną w obyciu. Ale mógł się zmienić…'
'Nie zmienił się, jest prawdopodobnie tak samo nienormalny, jak wcześniej.'
Aiba pokiwał głową.
'Myślałeś kiedyś, żeby go opuścić?'
'Pewnie!' - niemal wykrzyknął Ryu. - 'Cały czas, ale dopóki Seiji nie pozałatwia swoich spraw, nie mogę stąd wyjechać.' - Ryu odzyskał na moment świadomość. Jak będzie tak dalej plótł, w końcu się wygada. Koniec z piciem.
Nagle poczuł palce we włosach. Przez chwilę z szoku nie mógł się poruszyć.
'Ładnie pachniesz' – szepnął mu do ucha Masaki. Ryu odepchnął go lekko od siebie i cofnął się o kilka kroków w tył.
'M-Może pójdziemy już na dół. Trzeba wezwać samochód.'
'Nie ma takiej potrzeby.' - Serce Ryu załomotało. Musi stąd uciec. Ten facet wyraźnie miał na niego chętkę.
Był kiedyś razem z dziewczynami z agencji w klubie gejowskim. Obmacano go tam z każdej strony, dosłownie. Ale czegoś się nauczył. Wiedział już, kiedy ktoś patrzył na niego pożądliwie. Taki wzrok miał teraz Masaki. Musiał stąd wiać.
'Aiba-san, skoro się rozmyśliłeś, pójdę już do swojego pokoju' – wymamrotał chłopak i nie patrząc na Masakiego, ruszył szybko w stronę drzwi. Zanim jednak przeszedł przez próg pomieszczenia, chwyciło go mnóstwo rąk. Nie miał nawet szansy, żeby machnąć nogą. Zanim się obejrzał, leżał skuty, nagi od pasa w dół, na wielkim, krwiście czerwonym łożu. Wokół niego stało z dziesięciu chłopaków. Nie mogli być starsi od niego.
'Ryu-kun, jest stanowczo za wcześnie, by się rozstawać. Mam ci jeszcze tyle do pokazania… Panowie, czyńcie powinność!'
Dwaj chłopcy wgramolili się na łóżko i podciągnęli mu koszulkę nad głowę. Po kilku sekundach Ryu leżał już goluteńki na łóżku. Jego twarz przybrała zdziwiony wyraz.
Chłopcy w międzyczasie okupili podłogę za łożem i zajęli się sobą. Ryu mógł tylko słuchać ich jęków i mlaskania.
On też jęczał, tyle że w myślach: Seiji, ty cholero, gdzie jesteś?!
'Ryu-kun, opowiedz mi coś o sobie. Jesteś jedynakiem, prawda?' - Aiba usadowił się wygodnie pomiędzy nogami młodszego i zaczął od niechcenia muskać wnętrze jego ud.
Chłopak drgnął, a odcień jego ciała momentalnie dopasował się do koloru łóżka.
'P-Poczekaj, dogadajmy się. M-Mam mnóstwo pieniędzy. Jeśli mnie puścisz…'
Masaki zaśmiał się cicho.
'Nie śmiej się, to są grube miliony! Wolisz pieniądze, czy oskarżenie o pedofilię? Wybieraj!!'
Aiba, nie przestając błądzić palcem po różnych zakamarkach ciała młodszego, prychnął cicho.
'Jesteś rzeczywiście dość kłopotliwy, ale nie bój się, będzie ci ze mną dobrze.'
Ryu nie wytrzymał i zaczął się szarpać. Nie dało to jednak żadnego rezultatu. Jedyne, co osiągnął, to jeszcze większy rumieniec na policzkach, tym razem z wysiłku.
'Puść mnie, ja tylko udawałem! Jestem podstawiony! To wszystko przez Seijiego! Musisz go złapać! On właśnie coś ci kradnie!' - krzyczał chłopak ostatkiem sił.
'Nie kradnie, bo… sam mu to coś dałem' – oznajmił Aiba.
'S-Sam?'
'Kupił informację w zamian za oddanie mi ciebie.'
'Że co?!!'
Aiba zaplątał swoje długie palce we włosy chłopaka. Bynajmniej nie te na jego głowie…
Oczy chłopaka zrobiły się wielkie jak pięciozłotówki.
'Puść mnie, puść mnie, puść mnie!' - krzyczał, szamocząc się coraz bardziej aż na skutych kajdankami nadgarstkach i kostkach nóg zostały mu czerwone ślady.
'Jesteś uroczy, Ryu-kun. Gdy Seiji po raz pierwszy wspomniał mi o tobie, od razu poczułem pragnienie, żeby cię zobaczyć.'
'Czego chcesz? Dam ci wszystko, tylko mnie nie gwałć.'
'Ostatni chłopiec, który tu był, nie wychodził stąd przez tydzień. A jak już wyszedł, musiał od początku uczyć się chodzić…' - Ryu momentalnie zbladł, na co Aiba tylko się zaśmiał.
'Żartowałem. A tak na poważnie – wcale nie zamierzam cię gwałcić, czy wykorzystywać w jakikolwiek inny sposób. Ktoś zrobi to za mnie, a dokładniej – twoi przyszli klienci.'
Ryu zdębiał. Przestał nadążać za tokiem myślenia starszego.
'Jest dokładnie tak, jak myślisz, Ryu-kun. Twój Seiji sprzedał cię do burdelu. W zamian za informację. Miło z jego strony, nieprawdaż?'
A więc to tak?! - Na policzki chłopaka wróciły rumieńce. - Sprzedał go komuś od tak! „Twój Seiji” - niech go szlag!!
Zaczął szarpać się jeszcze bardziej niż wcześniej. Nagle jeden nadgarstek wysunął się z kajdanek. Ryu złapał oswobodzoną ręką za włosy Aiby i pociągnął je z całej siły do siebie.
Masaki wrzasnął z bólu.
'To za „twojego Seijiego”!' - Druga ręka również została uwolniona i teraz obie pracowały zawzięcie nad fryzurą starszego.
Kłopot polegał na tym, że jeszcze nie wiedział, jak rozkuć nogi.
Nagle rozległo się pukanie i w całym pokoju zapadła cisza.
Masaki wyrwał się z rąk Ryu i podszedł szybko do drzwi. Wrócił z lufą przytkniętą do głowy. Tymczasem chłopcy, którzy urzędowali dotąd na podłodze, chwycili w locie ubrania i wybiegli z pokoju.
'Seiji?' - zdziwił się Ryu, naciągając powoli koszulkę na plecy.
'Trochę mnie okantowałeś, a ja bardzo nie lubię, jak się mnie kantuje' – oznajmił blondyn jeszcze mocniej przyciskając Aibie pistolet do głowy.
'Czego nie zrozumiałeś?' - mruknął Aiba zirytowanym tonem.
'To, co mi przekazałeś to jakiś jeden wielki blef. Nigdy w to nie uwierzę.'
'Po co miałbym kłamać? W tym mieście każdy zainteresowany wie, kto jest obecnym szefem Sun Yee On. Trzeba tylko dać temu komuś trochę pieniędzy albo młodego chłopca albo ewentualnie w zęby. Żadna filozofia.'
Seiji opuścił broń i skrzyżował ręce. Zaczął chodzić po pokoju.
'Jeśli to rzeczywiście prawda, to zrobili mnie w konia. Właściwie nie „oni”, ale jedna, jedyna osoba. Niech go szlag.' - Podczas tej krótkiej przemowy, Aiba zdążył usiąść i doprowadzić do porządku fryzurę, a Ryu przybrać normalną barwę ciała.
'Dobra, muszę lecieć. No to pa' – oznajmił Seiji i ruszył w stronę drzwi.
'Chwileczkę!' - rozległ się dźwięk płynący z obu gardeł. - 'A co z nim?' - zapytał Masaki, wstając.
'No właśnie, co ze mną?' - zawtórował mu Ryu.
'Przecież ci go oddałem.'
'Już go nie chcę. To nie jest chłopiec, którego poszukuję. Co mi z jego urody, jeśli stracę przez niego wszystkich najlepszych klientów?'
Seiji cmoknął.
'Nie obchodzi mnie to. Dałem ci, to bierz.'
Aiba się skrzywił.
'Nie chcę go. Jest niewychowany i niedoświadczony. Wczoraj obiecywałeś mi co innego.' - W głosie Masakiego słychać było święte oburzenie. Podszedł energicznie do łóżka, na którym siedział Ryu i popchnął go z całej siły na poduszki. Zaczął rozkuwać mu kajdanki u stóp.
'Bierz go sobie' – oznajmił. Ale Seiji go nie słuchał, bo już go nie było.
Ryu odzyskawszy wolność i czucie w stopach nabrał niezwykłej energii. Pędem wsunął na siebie spodnie i wybiegł z pokoju.
Masaki podszedł do drzwi i wyjrzał.
'Nie musisz mi dziękować za mile spędzoną godzinę, ale jakbyś miał grzecznego brata bliźniaka to daj znać!' - krzyknął w ślad za nim. - 'Co za dzień…'
Drzwi się zamknęły.


'Poczekaj na mnie!' - krzyczał zdyszany Ryu, ale Seiji wcale nie zwalniał. Biegli tak razem aż dotarli do windy i chłopak odetchnął głęboko.
'Weź mnie ze sobą i odstaw w Tokio. Tylko tego chcę.'
'Dlaczego miałbym to zrobić?'
'Mógłbyś uniknąć sądu za handel żywym towarem i przyzwolenie na molestowanie seksualne, którego twój kumpel-zbok dopuścił się na nieletnim.'
'Ojej, smuteczek. Mów dalej.'
'Mam dużo pieniędzy, zapłacę ci za podróż.'
Seiji prychnął.
'Akurat ten argument już straciłeś. Któryś z wierzycieli twojego ojca wyciągnął ci wszystkie pieniądze – tak – ze wszystkich twoich kont.'
Ryu zamrugał oczami.
'Ale jak to? To niemożliwe! Nie da się zabrać tylu pieniędzy naraz.'
'Uwierz mi, słonko, wszystko się da. A teraz wybacz, śpieszy mi się.' - Seiji wypadł z windy na hol, potem przez wejściowe drzwi aż w końcu dotarł do samochodu i wsiadł do niego.
'Chwileczkę…' – Ryu przytrzymał drzwi auta. - 'Wybaczę ci wszystko, co mi zrobiłeś, tylko  zabierz mnie ze sobą. Czy to takie trudne? Gdy dotrzemy do Japonii, zniknę ci z pola widzenia.'
Seiji oparł łokieć o krawędź uchylonej szyby.
'Dobra. Przekonaj mnie.' - Blondyn wystawił głowę przez szybę i zrobił dzióbek. - 'O, tutaj.' - Wskazał na swoje usta.
W Ryu coraz bardziej narastało poczucie krzywdy za przeżycia, których niedawno doświadczył.
Otworzył z rozmachem drzwi i przepchał się przez Seijiego na siedzenie obok, zamykając za sobą drzwi.
'Jedziemy' – powiedział kierowcy.
Seiji prychnął.
'Rzeczywiście nie nadajesz się na hosta.'
Ryu drgnęła brewka. Pociągnął Seijiego najpierw za ucho potem za włosy aż w końcu obaj zaczęli tłuc się bez opamiętania.

Zajęło im to całą drogę na lotnisko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz