14 sierpnia 2015

[Bang!] 19~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Kazunari ziewnął i przeciągnął się. Spanie na podłodze chyba nie było najlepszym pomysłem, bo chociaż miał pod sobą bardzo gruby dywan, bolały go wszystkie kości. Stęknął i z ociąganiem wyciągnął telefon z kieszeni.
- Co?! - Skoczył na równe nogi. Dochodziła 22, a on był poza hotelem. Przecież jutro miał wyjeżdżać. A co jeśli go szukają? A co jeśli go znajdą akurat u Ohno?
Zaczął rozglądać się z przerażeniem za biletem lotniczym i w końcu go odszukał - w wyciągniętej w półmroku dłoni, która musiała należeć do Ohno. Kazunariemu podskoczyło serce.
- Oszalałeś?! - niespodziewanie wrzasnął na niego Satoshi. Nino wzdrygnął się, ale nie poruszył. Obserwował, jak Ohno energicznie wstaje z fotela i zaczyna okrążać pokój, zapalając po drodze wszystkie możliwe światła.  
- Nowy Jork, nowa praca, nowe życie… - jak to kurewsko pięknie brzmi - stwierdził Satoshi z ironią w głosie, omiatając spojrzeniem białą kopertę. - Trzymaj. - Podał ją szybko Nino i podszedł do stolika, by dopić stojącą tam kawę.
Kazunari zacisnął zęby i ścisnął odrobinę za mocno kopertę w rękach.
Ohno złościł się, jakby rzeczywiście miał do tego prawo. Najgorsze było to, że zawsze zachowywał się tak samo, gdy coś mu nie pasowało i było nie po jego myśli. Bo oczywiście wszystko musiało się kręcić tylko wokół niego i jego planów. Każde odchylenie od normy powodowało frustrację i foch na cały świat. Nino nienawidził tego w Satoshim. Tego obrzydliwego skupienia na sobie i swoich korzyściach. Tego absolutnego nie liczenia się z nikim i niczym. Tej pogardy dla czyichś uczuć. Tego ciągłego zbliżania się i odsuwania…
Nino w jednej chwili przypomniał sobie, dlaczego tak bardzo chciał stąd wyjechać i dlaczego śmierć Kokiego była tylko piórkiem, które przechyliło szalę.
W dodatku to wszystko, co się teraz działo mogło oznaczać tylko jedno… kłótnię stulecia, w której Kazunari nie zamierzał brać udziału. Gdyby jednak wziął, świadczyłoby to tylko o tym, że mu zależy, a tego nie potrzebował. Wystarczała już sama jego obecność w tym domu. Po co tu przychodził? Miał ochotę po prostu stąd wyjść.
- Miałeś jechać do Pekinu… - zaczął Nino suchym, bezbarwnym tonem.
Ohno prychnął głośno i uśmiechnął się szeroko.
- O tym też ci powiedział? Nie wiem, jak możesz wciąż z taką czułością ściskać tę kopertę. Aż tak się cieszysz, że za miesiąc nie będziesz już żył?
Nino odetchnął głęboko. Nie pozwoli się dziś wyprowadzić z równowagi.
- Nie twoja sprawa, co będę robił za miesiąc, za rok, czy za dwadzieścia lat - odpowiedział chłodno, patrząc Satoshiemu prosto w oczy. - Już nie twoja.
Ohno wzniósł teatralnie oczy ku górze.
Tak naprawdę Nino nie spodziewał się po nim takiej reakcji. Satoshi wyglądał jakby mu nie zależało, jakby w ogóle nie poczuwał się do winy.
Kazunari patrzył w jego rozbawione oczy i miał ochotę go czymś zdzielić - raz a dobrze.
- Proszę bardzo, możesz już stąd iść. Skoro nie dbasz o swoje marne życie… skoro twoje sprawy nie są już moimi sprawami… to po prostu się wynoś. - Ostry ton głosu Ohno przeszył powietrze.
Kazunari przygryzł usta aż do krwi i odwrócił się na pięcie w stronę wyjścia. Jego oddech stał się szybki i krótki. Czuł, jak narasta w nim złość.
- A właśnie… - zaczął Nino i przystanął. - Zapomniałbym o czymś… - Podszedł do Ohno i z całej siły uderzył go w twarz.
- To za tamto - szepnął i spojrzał na Satoshiego z pogardą. Serce pękało mu z żalu. - Mam nadzieję, że nigdy więcej nie spotkam kogoś takiego, jak ty - warknął i zaraz potem znikł z mieszkania. Nawet nie zamknął za sobą drzwi wyjściowych.
Satoshi usiadł powoli na pobliskim fotelu i założył nogę na nogę. Jego twarz przypominała maskę.
Nagle na korytarzu zrobiło się bardzo głośno. Przez otwarte drzwi słychać było czyjeś krzyki, szamotaninę, odgłos szybkich kroków. W chwilę później, przed oczami Ohno pojawiły się trzy osoby. Jego dwaj goryle - Aki i Doi oraz próbujący się wyswobodzić z ich uścisku - Nino.
- Puszczaj, kretynie! Tak, mi się odwdzięczacie za moje dobre serce?! Kto wam jeszcze niedawno dawał pograć na konsoli? Kto was krył, jak zbiliście to cholernie drogie lustro - no kto?! - wrzeszczał Kazunari. - Każ im przestać!
- Nie mam ochoty - powiedział obojętnie Ohno i upił trochę kawy.
- Po coś mnie tu z powrotem sprowadzał?! Daj mi odejść!
- Nie mam ochoty - powtórzył Satoshi.
- Zaraz mu przyjebię - jak słowo daję!
- Zmieniłem plany. Jednak tu zostajesz. Lepiej dla mnie, żebyś był tu niż u któregoś z moich licznych wrogów. Już wystarczy tej komedii.
- Nie zgadzam się! Masz mnie w tej chwili stąd wypuścić, słyszysz?!!
Ohno spojrzał na niego przeszywającym wzrokiem. Błyszczały mu oczy.
- Nie mam ochoty.
- A znaleźć ci tę ochotę?!
Satoshi kiwnął lekko głową na swoich ochroniarzy.
- Możecie go już puścić. A ty - zwrócił się do ciężko dyszącego Kazunariego. - Nawet nie próbuj teraz uciekać. Aki i Doi będą czekali na ciebie zaraz za drzwiami.
- Porozmawiajmy, jak facet z facetem… - zaczął Nino już spokojniejszym tonem, gdy dwaj goryle z przygnębionymi minami wyszli z pokoju.
- Raczej jak biedny Nino z szefem mafii.
Kazunari prychnął z irytacją.
- O co ci kuźwa chodzi? Mścisz się na mnie za to, że cię zostawiam?
- Zdążyłem się przyzwyczaić. Przecież ciągle odchodzisz.
- O, nie! To ty ciągle odchodzisz! Nigdy cię nie było, gdy potrzebowałem cię najbardziej! Cały czas mnie wykorzystujesz do swoich chorych celów. Mam tego dosyć!
Nino westchnął głęboko, żeby się uspokoić i przypadkiem nie rozbeczeć jak dziecko.
Satoshi podparł łokciem brodę.
- Te łzy, które ci napływają do oczu to pewnie z powodu Kokiego? No przecież nie z powodu jego mordercy…
Kazunariemu nagle zrobiło się zimno.
- No tak, przecież tak bardzo go kochałeś. A on ci tak bardzo pomagał. Tak często cię odwiedzał…
Nino wpatrzył się w Ohno. Do głowy przychodziło mu tysiąc sprzecznych ze sobą myśli. Nie potrafił ich poukładać.
- Powiedz mi Nino, czy w ciągu tych dwóch lat, ktokolwiek bliski do ciebie zadzwonił? Czy twoja matka przyjechała cię zobaczyć? Czy Koki chociaż dał ci znać, że żyje? Wiem o tobie wszystko, a od niedawna wiem również więcej o Kokim, i mogę śmiało powiedzieć, że nikt, absolutnie NIKT się tobą przez ten czas nie przejmował! Wszyscy mieli cię w dupie!
Nino przełknął głośno ślinę. Autentycznie zabolało go serce i łzy nadpłynęły mu do oczu, mimo że tak bardzo starał się je wstrzymać.
- Nie udawaj, ty też miałeś mnie w dupie - czasami dosłownie - szepnął.
- Jeśli chodzi o to drugie - nie mogę zaprzeczyć, a jeśli chodzi o to pierwsze…
- Porozmawiajmy… - zaczął nagle Nino. Chyba nie był gotowy, żeby usłyszeć kolejną nieprzyjemną rzecz z JEGO ust. - …jak facet z facetem. Zostanę tu, ale co będę z tego miał? Twój ojciec zaproponował mi wyjazd do Nowego Jorku…
Satoshi uśmiechnął się pod nosem.
- Szybko się uczysz. Wyczuwam tu wpływ starszego pana Ohno i może szczyptę Seijiego?
- O, nie - zaprzeczył szybko Nino. - To akurat dość duża dawka idioty, z którym byłem przez ostatnie dwa lata. Nauczył mnie wielu rzeczy, na przykład obojętności i kombinowania. Można powiedzieć, że dzięki tym umiejętnościom jakoś skończyłem studia, nie wieszając się po drodze na najbliższym żyrandolu. A było blisko.
- Cieszę się, że tylko blisko, bo gdybyś to wtedy zrobił, nie miałbyś okazji wyjechać za trzy dni dokądkolwiek tylko zechcesz i zatrudnić się w którejkolwiek agencji zapragniesz. Czy to według ciebie jest wystarczająco dobra oferta?
- Jeśli zostanie spełniona to tak.
Ohno wstał i wyciągnął rękę. Nino z wahaniem ją uścisnął.

- Zostanie… - potwierdził Ohno, patrząc uważnie na chłopaka przed sobą. - …zaraz po tym, jak sprzątnę moje starsze alter ego i zajmę jego miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz