14 sierpnia 2015

[Bang!] 20~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Ryu rzucił się na swój fotel, cały spocony i podrapany. Przez ostatnie kilka minut próbował wyrwać telefon z dłoni Seijiego, bo swojego oczywiście już nie miał, i zadzwonić do Ohno. Miał serdecznie dosyć tego blondwłosego psychola.
- To dokąd w końcu lecimy?
- Do Japonii - odpowiedział najspokojniej w świecie Seiji. - Nikt mnie nie będzie robił w konia - pomyślał, siorbiąc z wściekłością sok jabłkowy. - Daję sobie spokój z Nino, nie mam już na to czasu. Ale niech Ohno sobie myśli, że jest inaczej. Zaskoczę go i wezmę, co moje. - Na jego ustach pojawił się brzydki, niemiły uśmieszek tryumfu.
Na twarzy Ryu pojawiła się radość, ale i zawód.
- Słyszałem, że Nino jest w Chinach. Dlaczego tam nie lecimy? - zapytał i pomyślał - Czyżby zrezygnował z szukania Nino? Chce iść na skróty?
Seiji przestał siorbać sok i z zagadkowym uśmiechem odwrócił się w stronę chłopaka.
- A właśnie… Ryu… Czy tobie przypadkiem nie zależało, żeby znaleźć się jak najszybciej w Japonii? Czy przypadkiem nie chciałeś się ze mną… rozstać?
- Tak, tak - odpowiedział entuzjastycznie chłopak i pomyślał - A niech to! Teraz będę musiał sam dostać się do Chin i go poszukać. - Tak będzie najlepiej dla nas obydwu. Przecież się nie znosimy.
Seiji wyciągnął rękę i pogłaskał go po głowie, na co Ryu tylko się skrzywił.
- Przykro mi Ryu, ale… musisz umrzeć.
Chłopaka zmroziło na chwilę. "Umrzeć" to nie jest słowo, które się często słyszy, gdy ma się 17 lat.
- C-Co?… - Ryu patrzył na Seijiego z otwartą buzią, nic nie rozumiejąc.
- M-U-S-I-S-Z U-M-R-Z-E-Ć - przeliterował wolno blondyn, wciąż głaszcząc go po głowie.
- A-Ale, dlaczego?
- Bo nie jesteś mi już potrzebny i za dużo wiesz - przyznał Seiji. - Jeśli będziesz grzeczny, postaram się, żeby nie bolało. Ale jeśli nie… - Oczy Seijiego błysnęły złowieszczo. - … to, czego za chwilę doświadczysz będzie prawdziwą rzezią niewiniątek.
Ryu odepchnął jego rękę i wstał gwałtownie.
- Może soczku na dobranoc?
- Nie musisz tego robić. Nic nikomu nie powiem. Naprawdę. - Spojrzeli sobie przez chwilę w oczy. Ryu widział w oczach tamtego jedynie zdecydowanie i dotarło do niego, że naprawdę może dziś zginąć. Wziął głęboki oddech i zaczął biec. Samolot był mały i szybko znalazł się w łazience. Próbował się zamknąć, ale drzwi nie miały zamka. W końcu oparł się o nie plecami i czekał.
Seiji tymczasem odstawił sok i rozprostował mięśnie. Poszedł powoli w stronę łazienki, obracając w palcach małą pigułkę. Chwycił za klamkę, ale drzwi się nie otworzyły.
- Ryu, przestań się wygłupiać. To jest samolot i będziemy lecieli jeszcze dobrych kilka godzin. Nie warto się buntować, wierz mi. Otwórz, mam tu coś dla ciebie. Nie będzie bolało, obiecuję.
Po drugiej stronie nikt się nie odezwał.
- Ryu, to naprawdę nie ma sensu. Mam użyć siły?
Drzwi otworzyły się gwałtownie.
- Negocjujmy.
- Za późno. Już zdecydowałem. - Seiji pokazał mu pigułkę i nonszalancko wyjął pistolet do kompletu. - Zobacz. To twój koniec. - Zaczął zbliżać się do swojej ofiary, aż ta dotknęła plecami ściany. - Otwórz buzię, aaa…
- Poczekaj, poczekaj. - Ryu był bliski ataku serca. Jak dobrze pójdzie, umrze przed czasem. - Będę z tobą współpracował. Umiem wiele rzeczy. Przydam ci się. Przepraszam za wszystko, co złego o tobie powiedziałem… i pomyślałem.
- Myślałeś o mnie coś złego? No ładnie.
- Proszę, nie zabijaj mnie. Przydam ci się. Naprawdę ci się przydam.
- No dobrze… - zaczął Seiji, a na twarzy Ryu pojawiła się nadzieja. - Albo jednak nie. Połykaj. Już. - Pigułka znalazła się przed nosem Ryu. Ten już ledwo oddychał. Ubranie przykleiło mu się do ciała, a nogi odmawiały posłuszeństwa. To koniec - pomyślał. Był w samolocie z facetem, który miał przy sobie broń i chciał go zabić. Sam był wysoki, ale chudy i trochę blefował z tym judo. Kurde.
Wziął tabletkę w dwa palce. Może to lepiej, że umrze. Nie będzie musiał patrzeć na te wszystkie okropności.
Połknął ją szybko i rozpłakał się z całego serca.
Nie wiedział, ile to trwało, ale w końcu otworzył oczy. Był sam w łazience. Wstał z podłogi i cały drżący zaczął iść w stronę salonu. Czy umarł? Czy tak wyglądała śmierć?
- Hej, Ryu, jak się masz? - powitał go wesoły głos Seijiego. Dopijał właśnie swój sok. - Nie umarłeś, bo w ostatniej chwili stwierdziłem, że rzeczywiście możesz mi się jeszcze do czegoś przydać.
Ryu spojrzał na niego nieprzytomnie i… zemdlał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz