14 sierpnia 2015

[Bang!] 20~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Ryu rzucił się na swój fotel, cały spocony i podrapany. Przez ostatnie kilka minut próbował wyrwać telefon z dłoni Seijiego, bo swojego oczywiście już nie miał, i zadzwonić do Ohno. Miał serdecznie dosyć tego blondwłosego psychola.
- To dokąd w końcu lecimy?
- Do Japonii - odpowiedział najspokojniej w świecie Seiji. - Nikt mnie nie będzie robił w konia - pomyślał, siorbiąc z wściekłością sok jabłkowy. - Daję sobie spokój z Nino, nie mam już na to czasu. Ale niech Ohno sobie myśli, że jest inaczej. Zaskoczę go i wezmę, co moje. - Na jego ustach pojawił się brzydki, niemiły uśmieszek tryumfu.
Na twarzy Ryu pojawiła się radość, ale i zawód.
- Słyszałem, że Nino jest w Chinach. Dlaczego tam nie lecimy? - zapytał i pomyślał - Czyżby zrezygnował z szukania Nino? Chce iść na skróty?
Seiji przestał siorbać sok i z zagadkowym uśmiechem odwrócił się w stronę chłopaka.
- A właśnie… Ryu… Czy tobie przypadkiem nie zależało, żeby znaleźć się jak najszybciej w Japonii? Czy przypadkiem nie chciałeś się ze mną… rozstać?
- Tak, tak - odpowiedział entuzjastycznie chłopak i pomyślał - A niech to! Teraz będę musiał sam dostać się do Chin i go poszukać. - Tak będzie najlepiej dla nas obydwu. Przecież się nie znosimy.
Seiji wyciągnął rękę i pogłaskał go po głowie, na co Ryu tylko się skrzywił.
- Przykro mi Ryu, ale… musisz umrzeć.
Chłopaka zmroziło na chwilę. "Umrzeć" to nie jest słowo, które się często słyszy, gdy ma się 17 lat.
- C-Co?… - Ryu patrzył na Seijiego z otwartą buzią, nic nie rozumiejąc.
- M-U-S-I-S-Z U-M-R-Z-E-Ć - przeliterował wolno blondyn, wciąż głaszcząc go po głowie.
- A-Ale, dlaczego?
- Bo nie jesteś mi już potrzebny i za dużo wiesz - przyznał Seiji. - Jeśli będziesz grzeczny, postaram się, żeby nie bolało. Ale jeśli nie… - Oczy Seijiego błysnęły złowieszczo. - … to, czego za chwilę doświadczysz będzie prawdziwą rzezią niewiniątek.
Ryu odepchnął jego rękę i wstał gwałtownie.
- Może soczku na dobranoc?
- Nie musisz tego robić. Nic nikomu nie powiem. Naprawdę. - Spojrzeli sobie przez chwilę w oczy. Ryu widział w oczach tamtego jedynie zdecydowanie i dotarło do niego, że naprawdę może dziś zginąć. Wziął głęboki oddech i zaczął biec. Samolot był mały i szybko znalazł się w łazience. Próbował się zamknąć, ale drzwi nie miały zamka. W końcu oparł się o nie plecami i czekał.
Seiji tymczasem odstawił sok i rozprostował mięśnie. Poszedł powoli w stronę łazienki, obracając w palcach małą pigułkę. Chwycił za klamkę, ale drzwi się nie otworzyły.
- Ryu, przestań się wygłupiać. To jest samolot i będziemy lecieli jeszcze dobrych kilka godzin. Nie warto się buntować, wierz mi. Otwórz, mam tu coś dla ciebie. Nie będzie bolało, obiecuję.
Po drugiej stronie nikt się nie odezwał.
- Ryu, to naprawdę nie ma sensu. Mam użyć siły?
Drzwi otworzyły się gwałtownie.
- Negocjujmy.
- Za późno. Już zdecydowałem. - Seiji pokazał mu pigułkę i nonszalancko wyjął pistolet do kompletu. - Zobacz. To twój koniec. - Zaczął zbliżać się do swojej ofiary, aż ta dotknęła plecami ściany. - Otwórz buzię, aaa…
- Poczekaj, poczekaj. - Ryu był bliski ataku serca. Jak dobrze pójdzie, umrze przed czasem. - Będę z tobą współpracował. Umiem wiele rzeczy. Przydam ci się. Przepraszam za wszystko, co złego o tobie powiedziałem… i pomyślałem.
- Myślałeś o mnie coś złego? No ładnie.
- Proszę, nie zabijaj mnie. Przydam ci się. Naprawdę ci się przydam.
- No dobrze… - zaczął Seiji, a na twarzy Ryu pojawiła się nadzieja. - Albo jednak nie. Połykaj. Już. - Pigułka znalazła się przed nosem Ryu. Ten już ledwo oddychał. Ubranie przykleiło mu się do ciała, a nogi odmawiały posłuszeństwa. To koniec - pomyślał. Był w samolocie z facetem, który miał przy sobie broń i chciał go zabić. Sam był wysoki, ale chudy i trochę blefował z tym judo. Kurde.
Wziął tabletkę w dwa palce. Może to lepiej, że umrze. Nie będzie musiał patrzeć na te wszystkie okropności.
Połknął ją szybko i rozpłakał się z całego serca.
Nie wiedział, ile to trwało, ale w końcu otworzył oczy. Był sam w łazience. Wstał z podłogi i cały drżący zaczął iść w stronę salonu. Czy umarł? Czy tak wyglądała śmierć?
- Hej, Ryu, jak się masz? - powitał go wesoły głos Seijiego. Dopijał właśnie swój sok. - Nie umarłeś, bo w ostatniej chwili stwierdziłem, że rzeczywiście możesz mi się jeszcze do czegoś przydać.
Ryu spojrzał na niego nieprzytomnie i… zemdlał.

[Bang!] 19~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Kazunari ziewnął i przeciągnął się. Spanie na podłodze chyba nie było najlepszym pomysłem, bo chociaż miał pod sobą bardzo gruby dywan, bolały go wszystkie kości. Stęknął i z ociąganiem wyciągnął telefon z kieszeni.
- Co?! - Skoczył na równe nogi. Dochodziła 22, a on był poza hotelem. Przecież jutro miał wyjeżdżać. A co jeśli go szukają? A co jeśli go znajdą akurat u Ohno?
Zaczął rozglądać się z przerażeniem za biletem lotniczym i w końcu go odszukał - w wyciągniętej w półmroku dłoni, która musiała należeć do Ohno. Kazunariemu podskoczyło serce.
- Oszalałeś?! - niespodziewanie wrzasnął na niego Satoshi. Nino wzdrygnął się, ale nie poruszył. Obserwował, jak Ohno energicznie wstaje z fotela i zaczyna okrążać pokój, zapalając po drodze wszystkie możliwe światła.  
- Nowy Jork, nowa praca, nowe życie… - jak to kurewsko pięknie brzmi - stwierdził Satoshi z ironią w głosie, omiatając spojrzeniem białą kopertę. - Trzymaj. - Podał ją szybko Nino i podszedł do stolika, by dopić stojącą tam kawę.
Kazunari zacisnął zęby i ścisnął odrobinę za mocno kopertę w rękach.
Ohno złościł się, jakby rzeczywiście miał do tego prawo. Najgorsze było to, że zawsze zachowywał się tak samo, gdy coś mu nie pasowało i było nie po jego myśli. Bo oczywiście wszystko musiało się kręcić tylko wokół niego i jego planów. Każde odchylenie od normy powodowało frustrację i foch na cały świat. Nino nienawidził tego w Satoshim. Tego obrzydliwego skupienia na sobie i swoich korzyściach. Tego absolutnego nie liczenia się z nikim i niczym. Tej pogardy dla czyichś uczuć. Tego ciągłego zbliżania się i odsuwania…
Nino w jednej chwili przypomniał sobie, dlaczego tak bardzo chciał stąd wyjechać i dlaczego śmierć Kokiego była tylko piórkiem, które przechyliło szalę.
W dodatku to wszystko, co się teraz działo mogło oznaczać tylko jedno… kłótnię stulecia, w której Kazunari nie zamierzał brać udziału. Gdyby jednak wziął, świadczyłoby to tylko o tym, że mu zależy, a tego nie potrzebował. Wystarczała już sama jego obecność w tym domu. Po co tu przychodził? Miał ochotę po prostu stąd wyjść.
- Miałeś jechać do Pekinu… - zaczął Nino suchym, bezbarwnym tonem.
Ohno prychnął głośno i uśmiechnął się szeroko.
- O tym też ci powiedział? Nie wiem, jak możesz wciąż z taką czułością ściskać tę kopertę. Aż tak się cieszysz, że za miesiąc nie będziesz już żył?
Nino odetchnął głęboko. Nie pozwoli się dziś wyprowadzić z równowagi.
- Nie twoja sprawa, co będę robił za miesiąc, za rok, czy za dwadzieścia lat - odpowiedział chłodno, patrząc Satoshiemu prosto w oczy. - Już nie twoja.
Ohno wzniósł teatralnie oczy ku górze.
Tak naprawdę Nino nie spodziewał się po nim takiej reakcji. Satoshi wyglądał jakby mu nie zależało, jakby w ogóle nie poczuwał się do winy.
Kazunari patrzył w jego rozbawione oczy i miał ochotę go czymś zdzielić - raz a dobrze.
- Proszę bardzo, możesz już stąd iść. Skoro nie dbasz o swoje marne życie… skoro twoje sprawy nie są już moimi sprawami… to po prostu się wynoś. - Ostry ton głosu Ohno przeszył powietrze.
Kazunari przygryzł usta aż do krwi i odwrócił się na pięcie w stronę wyjścia. Jego oddech stał się szybki i krótki. Czuł, jak narasta w nim złość.
- A właśnie… - zaczął Nino i przystanął. - Zapomniałbym o czymś… - Podszedł do Ohno i z całej siły uderzył go w twarz.
- To za tamto - szepnął i spojrzał na Satoshiego z pogardą. Serce pękało mu z żalu. - Mam nadzieję, że nigdy więcej nie spotkam kogoś takiego, jak ty - warknął i zaraz potem znikł z mieszkania. Nawet nie zamknął za sobą drzwi wyjściowych.
Satoshi usiadł powoli na pobliskim fotelu i założył nogę na nogę. Jego twarz przypominała maskę.
Nagle na korytarzu zrobiło się bardzo głośno. Przez otwarte drzwi słychać było czyjeś krzyki, szamotaninę, odgłos szybkich kroków. W chwilę później, przed oczami Ohno pojawiły się trzy osoby. Jego dwaj goryle - Aki i Doi oraz próbujący się wyswobodzić z ich uścisku - Nino.
- Puszczaj, kretynie! Tak, mi się odwdzięczacie za moje dobre serce?! Kto wam jeszcze niedawno dawał pograć na konsoli? Kto was krył, jak zbiliście to cholernie drogie lustro - no kto?! - wrzeszczał Kazunari. - Każ im przestać!
- Nie mam ochoty - powiedział obojętnie Ohno i upił trochę kawy.
- Po coś mnie tu z powrotem sprowadzał?! Daj mi odejść!
- Nie mam ochoty - powtórzył Satoshi.
- Zaraz mu przyjebię - jak słowo daję!
- Zmieniłem plany. Jednak tu zostajesz. Lepiej dla mnie, żebyś był tu niż u któregoś z moich licznych wrogów. Już wystarczy tej komedii.
- Nie zgadzam się! Masz mnie w tej chwili stąd wypuścić, słyszysz?!!
Ohno spojrzał na niego przeszywającym wzrokiem. Błyszczały mu oczy.
- Nie mam ochoty.
- A znaleźć ci tę ochotę?!
Satoshi kiwnął lekko głową na swoich ochroniarzy.
- Możecie go już puścić. A ty - zwrócił się do ciężko dyszącego Kazunariego. - Nawet nie próbuj teraz uciekać. Aki i Doi będą czekali na ciebie zaraz za drzwiami.
- Porozmawiajmy, jak facet z facetem… - zaczął Nino już spokojniejszym tonem, gdy dwaj goryle z przygnębionymi minami wyszli z pokoju.
- Raczej jak biedny Nino z szefem mafii.
Kazunari prychnął z irytacją.
- O co ci kuźwa chodzi? Mścisz się na mnie za to, że cię zostawiam?
- Zdążyłem się przyzwyczaić. Przecież ciągle odchodzisz.
- O, nie! To ty ciągle odchodzisz! Nigdy cię nie było, gdy potrzebowałem cię najbardziej! Cały czas mnie wykorzystujesz do swoich chorych celów. Mam tego dosyć!
Nino westchnął głęboko, żeby się uspokoić i przypadkiem nie rozbeczeć jak dziecko.
Satoshi podparł łokciem brodę.
- Te łzy, które ci napływają do oczu to pewnie z powodu Kokiego? No przecież nie z powodu jego mordercy…
Kazunariemu nagle zrobiło się zimno.
- No tak, przecież tak bardzo go kochałeś. A on ci tak bardzo pomagał. Tak często cię odwiedzał…
Nino wpatrzył się w Ohno. Do głowy przychodziło mu tysiąc sprzecznych ze sobą myśli. Nie potrafił ich poukładać.
- Powiedz mi Nino, czy w ciągu tych dwóch lat, ktokolwiek bliski do ciebie zadzwonił? Czy twoja matka przyjechała cię zobaczyć? Czy Koki chociaż dał ci znać, że żyje? Wiem o tobie wszystko, a od niedawna wiem również więcej o Kokim, i mogę śmiało powiedzieć, że nikt, absolutnie NIKT się tobą przez ten czas nie przejmował! Wszyscy mieli cię w dupie!
Nino przełknął głośno ślinę. Autentycznie zabolało go serce i łzy nadpłynęły mu do oczu, mimo że tak bardzo starał się je wstrzymać.
- Nie udawaj, ty też miałeś mnie w dupie - czasami dosłownie - szepnął.
- Jeśli chodzi o to drugie - nie mogę zaprzeczyć, a jeśli chodzi o to pierwsze…
- Porozmawiajmy… - zaczął nagle Nino. Chyba nie był gotowy, żeby usłyszeć kolejną nieprzyjemną rzecz z JEGO ust. - …jak facet z facetem. Zostanę tu, ale co będę z tego miał? Twój ojciec zaproponował mi wyjazd do Nowego Jorku…
Satoshi uśmiechnął się pod nosem.
- Szybko się uczysz. Wyczuwam tu wpływ starszego pana Ohno i może szczyptę Seijiego?
- O, nie - zaprzeczył szybko Nino. - To akurat dość duża dawka idioty, z którym byłem przez ostatnie dwa lata. Nauczył mnie wielu rzeczy, na przykład obojętności i kombinowania. Można powiedzieć, że dzięki tym umiejętnościom jakoś skończyłem studia, nie wieszając się po drodze na najbliższym żyrandolu. A było blisko.
- Cieszę się, że tylko blisko, bo gdybyś to wtedy zrobił, nie miałbyś okazji wyjechać za trzy dni dokądkolwiek tylko zechcesz i zatrudnić się w którejkolwiek agencji zapragniesz. Czy to według ciebie jest wystarczająco dobra oferta?
- Jeśli zostanie spełniona to tak.
Ohno wstał i wyciągnął rękę. Nino z wahaniem ją uścisnął.

- Zostanie… - potwierdził Ohno, patrząc uważnie na chłopaka przed sobą. - …zaraz po tym, jak sprzątnę moje starsze alter ego i zajmę jego miejsce.

[Bang!] 18~ MAFIA II

TYTUŁ: MAFIA II
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)
GATUNEK: mafia, sensacyjny, komedia, dramat, obyczajowy
KATEGORIA: 17+


Ohno powoli zamknął drzwi, nie przestając patrzeć na swojego ojca i stojącą obok niego Inoue. Przez jego umysł przebiegało tysiące myśli. Żadna nie wydawała się słuszna.
'Witaj, Satoshi. Usiądź, proszę. Zdaje się, że chcesz ze mną o czymś porozmawiać?' - Ohno senior miał niezgłębiony wyraz twarzy. 
Satoshi poczuł, jak pęka jego kolejna bariera. To wszystko zaczynało go tak bardzo przytłaczać…
'Nie stój tak, siadaj.' - Ton głosu Ohno seniora stał się odrobinę ostrzejszy.
Satoshi dotknął oparcia fotela i spojrzał mu prosto w oczy.
'Chcę tylko powiedzieć, że Twoje wysiłki, mające mnie pogrążyć idą na marne. Musisz się bardziej postarać… albo musicie…' - Inoue drgnęła, ale się nie odezwała.
Satoshi popchnął lekko fotel i odwrócił w stronę drzwi, chcąc jak najszybciej stąd odejść.
'A gdybym ci powiedział, że… wiem, gdzie jest Ninomiya Kazunari?'
Ohno stanął w miejscu z ręką ściśniętą na klamce.  
Miał dwa wyjścia. Mógł postąpić samolubnie - odejść i zapomnieć. Pozbyć się swojej słabości i odbudować to, co stracił… Mógł również zrobić coś jeszcze bardziej egoistycznego -  zostać. Wykrzyczeć innym swoją największą słabość, upokorzyć się; potwierdzić tożsamość Nino i narazić go jeszcze bardziej. W końcu stracić i jego i wszystko inne… Jednak nie zastanawiał się ani chwili nad tym wyborem. 
Odwrócił się i usiadł naprzeciwko swojego ojca i Inoue, która również zagłębiła się w swój fotel. Tylko Ohno senior wciąż stał. Satoshi wiedział, że tak chce pokazać mu swoją wyższość i władzę, którą teraz nad nim miał.
'Widzę, że mądrzejesz i dla równowagi podejmujesz dobre decyzje' – stwierdził tamten z przekąsem.
'Gdzie on jest?' - szepnął Satoshi.
'Dowiesz się, ale najpierw…'
Satoshi przekręcił oczami z irytacji. 
Ohno senior niewzruszony, oparł się rękami o stół i pochylił nad Satoshim.
'Spójrz na mnie.' - Ohno niechętnie podniósł na niego swój wzrok. - 'Wiesz, że nie musi tak być… nie musisz wszystkiego tracić… Wystarczy, że mnie posłuchasz, a wszystko się zmieni. Tylko mi i jej możesz teraz zaufać…' - Satoshi spojrzał na rękę, która przykryła jego własną.
Może rzeczywiście tak byłoby lepiej. Zwłaszcza dla Nino. Gdyby zaczęto kojarzyć go z jego ojcem, nikt nie odważyłby się go tknąć. Oczywiście, o ile żyje i to wszystko nie jest tylko blefem. 
Satoshi cofnął rękę.
Ohno senior wyprostował się, wyraźnie urażony. 
'Możesz mi wierzyć lub nie, ale nigdy nie chciałem dla ciebie źle.'
'Rozczulasz mnie, czego tak naprawdę chcesz?' - syknął Satoshi.
'Wiesz, czego chcę i wiesz, że to zrobisz.' - Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami. - 'Chyba trochę zdziwiłeś się na jej widok?' – Ohno senior wskazał ręką Inoue, która miała dość niepewną minę. Satoshi nie chciał na nią patrzeć. - 'Od dawna współpracujemy. Pilnuje cię od kiedy odszedłeś z domu… nic nie powiesz?'
'Bardzo się cieszę, że masz z kim jadać obiadki' – prychnął Satoshi.
Ohno senior wciąż patrzył na niego intensywnie.
'Jak na kogoś, kto stoi teraz pod murem, jesteś bardzo zadowolony z siebie.'
'Nic na to nie poradzę, że cieszę się z rodzinnego spotkania.'
Gdyby spojrzenie mogło zabijać, obaj już dawno byliby martwi.
Ohno senior wyprostował się i spojrzał na Satoshiego z góry.
'Wciąż nie traktujesz mnie poważnie…' - Wyjął białą karteczkę i położył ją przed Ohno na stole. - 'To jego adres… jedź i zobacz, co mu zrobiłem…'


'Chyba byłem trochę za ostry…' - Starszy Ohno cmoknął z dezaprobatą, wspominając swoją rozmowę z Satoshim sprzed 5 minut. - 'Odszedł szybciej niż zdążyłem mrugnąć. Wcale mi się to nie podoba. I jeszcze ten cały Ninomiya…' - westchnął ciężko.
Inoue, która dotychczas leniwie obracała w palcach białą kopertę, wstała powoli z fotela.
'Pójdę po niego.'
'Idź… I jeszcze to, jakby mało było problemów.' - Starszy Ohno pokręcił głową.
Najgorszy w tym wszystkim był ten dziwny chłopak, który mimo że miał prawie 30 lat, wyglądał jak licealista. W sumie, dzięki Inoue, wiedział o nim już od dawna, ale jej opis wcale nie wskazywał na to, by Kazunari był kimś, kim należałoby się przejmować, więc o nim zapomniał. Jednak jedno wydarzenie zmusiło go do głębszego przyjrzenia się tej nowej postaci na scenie. A mianowicie, kupno galerii sztuki przez Satoshiego. Po pierwsze, nabył ją zbyt szybko i zbyt drogo, co było nie do pomyślenia przy tak dużej inwestycji. Po drugie, z samą galerią wiązała się pewna nieprzyjemna historia i w związku z tym przez długi czas nie było mowy o dobrym zarobku. A po trzecie, Satoshi, mimo wszystko, utrzymywał ją jeszcze dobry miesiąc, a nawet zaczął remont i zrobił huczne otwarcie, zanim ją sprzedał, oczywiście z ogromną stratą. To było nie do pomyślenia, zupełnie nie w stylu Satoshiego. Starszy Ohno pomyślał wówczas, że albo tamtemu zupełnie odbiło albo ma kobietę. Nawet go to ucieszyło, chociaż wciąż miał nadzieję, że Satoshi zwiąże się w końcu z Inoue. Nigdy nie ukrywał, że było to jedno z jego największych marzeń. Na drugim miejscu były wnuki, a na trzecim wytępienie Chińczyków. Ostatnie akurat wkrótce miało się spełnić. A co do Ninomiyi… Gdy już dowiedział się, kim jest ta „kobieta” i że jest bardzo podobna do wychudzonego chłopaka, załamał się na jakiś czas. Nie miał nic do innych orientacji, ale gdy okazało się, że problem dotyczy jego syna, zaczął ich nienawidzić z dnia na dzień. 
'To przez niego Satoshi zachowuje się ostatnio jak idiota' – wymruczał. Ale to w końcu się skończy. Ohno poleci jeszcze dziś do Chin i na jakiś czas tam zostanie, aż sytuacja z Chińczykami się nie wyjaśni. Lepiej, żeby się w to nie wtrącał. Jeszcze coś mu się stanie przez to zaćmienie umysłu zwane „Ninomiya”. Tymczasem Kazunari również wyjedzie w siną dal i ich drogi się rozejdą. Zresztą już się rozeszły, na co wskazywałyby ostatnie wypadki, a zwłaszcza zabójstwo tego małego przydupasa Kokiego. To było niezwykle korzystne i starszy Ohno zyskał nadzieję, że wszystko da się jeszcze naprawić.
Otworzyły się drzwi i do pomieszczenia weszła Inoue i ten dziwny chłopak. Nie był jakoś specjalnie przestraszony, w końcu to nie był pierwszy raz, kiedy się spotykali, a równocześnie starszy Ohno czuł, że tamten wszystko uważnie obserwuje. Byłoby dla niego lepiej, gdyby tego nie robił. Ale na to jeszcze przyjdzie czas… 
'Witaj Ninomiya. Gotowy do podróży? Nowy Jork to naprawdę ciekawe miejsce, spodoba ci się.'
Nino usiadł ostrożnie na fotelu, tym samym, na którym przed kilkoma minutami siedział Satoshi.
'Spakowałem już wszystko, co trzeba… gdzie… gdzie pojechał Ohno?'
'Do Pekinu, więc nie musisz się martwić, że kiedykolwiek go zobaczysz…' - Starszy Ohno spojrzał szybko na Nino szukając u niego jakiejś niepożądanej reakcji. Jednak jego twarz była nieprzenikniona. 
Inoue położyła przed nim białą kopertę.
'Proszę, to twój bilet lotniczy. Masz lot jutro o 18. Z lotniska odbierze cię później pani Kiko. Mam nadzieję, że spodoba ci się twoje nowe miejsce pracy.'
'Na pewno.' 
Nastała nieprzyjemna chwila milczenia.
'No dobrze, Ninomiya. Wróć do hotelu i prześpij się jeszcze trochę. O 16 podstawię samochód, więc bądź gotowy.' 
Nino ścisnął w ręku kopertę i wstał. Chwilę później mężczyzna ubrany na czarno odprowadził go do drzwi i nastała cisza.
'Dobrze, czwartego mniej' – szepnął starszy Ohno. - 'Musimy jeszcze znowu zająć czymś Seijiego. Pewnie już zdążył się o tobie dowiedzieć i teraz przetrawia to w samotności albo może w towarzystwie. Jak ja nie znoszę tego idioty… przepraszam, jeśli cię uraziłem.'
Inoue pokręciła głową.
'Nie… zastanawiam się tylko… zastanawiam się, ile jeszcze uda mi się wytrzymać. Coraz więcej osób zaczyna coś podejrzewać. Musimy się pospieszyć.'
Ohno senior kiwnął głową.
'Masz rację. Najważniejsze jednak jest to, żeby Satoshi znalazł się jak najszybciej w Chinach. Osobiście tego dopilnuję.'


Ohno zatrzymał się przed budynkiem biurowca równie szybko, jak z niego wybiegł. 
To nie miało sensu. Skąd mógł wiedzieć, że ojciec nie kłamał? Kiedy on stąd wyjedzie, Nino coś może się stać. Z drugiej strony nie może sobie pozwolić na siedzenie tutaj i zastanawianie się, gdzie tak naprawdę jest teraz Kazu. 
Wsiadł do swojego samochodu, który stał praktycznie pod budynkiem i mimowolnie spojrzał na swoją torbę. Wciąż znajdował się w niej czarny pad Kazunariego, który zabrał z domu. Westchnął. Myślenie za dwie osoby było cięższe niż się spodziewał. Jak brak jednej osoby mógł tak wysysać energię z tej drugiej? To zupełnie bez sensu. Musi się jak najszybciej doprowadzić do porządku. Czuł jednak, że nic się nie zmieni, dopóki nie znajdzie Nino… I jeszcze te Chiny… Musi być tu, a równocześnie musi być tam, w Pekinie… Jak to rozwiązać?… 
Satoshi oparł się na siedzeniu.
Musi być tu i tam… A kto powiedział, że musi znaleźć się w Pekinie osobiście? A jeśli zrobiłby to za niego ktoś inny? A jeśli byłby to Seiji?
Seiji wydawał się teraz nieszczególnie godny zaufania. Zwłaszcza ostatnio, po tym jak zmarł jego ojciec. Wiadomo było, że szuka rozwiązania, żeby stać się głową rodziny Hara i pewnie rzeczywiście dorobiłby sobie schodków na tron, gdyby pozbył się syna wrogiej rodziny. Ale… Satoshi był pewny, że Seiji nic mu nie zrobi. Za bardzo go lubił. Przez tyle lat chodził za nim krok w krok i papugował, co tylko się dało. Satoshi do tej pory pamiętał z jakim wyrzutem patrzył na niego, gdy po wiadomym wypadku milczał, a dzień później już go nie było…
Przez te kilka lat nie myślał o nim za wiele. Chyba tylko wtedy, gdy musiał przytemperować jego poczynania. Seiji pewnie, głęboko w sobie, czuł się zraniony… Ale w sumie, co on - Ohno - mógł teraz z tym zrobić? 
Sięgnął po komórkę i odnalazł numer młodego Hary ukryty pośród wielu innych, zapomnianych numerów. Nie był nawet podpisany.
Seiji odebrał dopiero po kilku sygnałach. 
- Niech zgadnę… dzwoni złamane serduszko Toshiego?
Ohno w jednej chwili przypomniał sobie, co go tak zawsze wkurwiało w Seijim. Ale dziś musiał być miły, dziś miał w tym cel.
- Zamknij się i mów, gdzie jesteś?
- Ojej, ten ton pełen miłości… daleko, a co?
- Znalazłeś Nino?
- Może… a co, boisz się, że nie dotrzymam obietnicy?
- Właśnie się nad tym zastanawiam. Wiem, że twój ojciec nie żyje. 
- To teraz już obaj o tym wiemy.
- Może się rozłączę, żebyś się wypłakał. Na jaki adres mam przysłać kwiaty?
- Na swój, będzie szybciej. A ty, gdzie jesteś?
- Nie twój interes.
- No to się dogadaliśmy…
Nagle Ohno usłyszał jakiś inny głos w słuchawce. Brzmiało jak: Ohno-san, ratuj mnie!
- Kto z tobą jest?
- Mój nowy pies.
- Który mówi?
- Potrafi też gryźć i drapać, ale jeśli jeszcze raz to zrobi, wysadzę go w jednej chwili z tego samolotu.
- Aha, więc lecisz…
- No i wydało się…
- Dokądkolwiek teraz lecisz, oprócz Pekinu, zawracaj tam.
- A co, zgubiłeś tam kogoś?
- Tak, Nino.
- Eh? Nino jest w Chinach?
- Tak myślę.
- Gdzie dokładnie?
Satoshi przeczytał szybko zawartość karteczki.
- I co, mam po niego jechać?
- Tak… proszę cię o to.
- … Jeśli tak stawiasz sprawę… też powiem ci coś ważnego…
- Co?
- Przybliż telefon do ucha.
- O co chodzi?
Po drugiej stronie słychać było dźwięk buziaka i zaraz potem Seiji rozłączył się. 
Ohno przekręcił oczami. Zanotował sobie w pamięci, żeby się nim odpowiednio zająć, kiedy wróci. W każdym razie wyrwać Nino z rąk Seijiego będzie łatwiej niż z rąk jego ojca.
Znowu spojrzał na swoją torbę i schował twarz w dłoniach. Zachowywał się jak jakaś pieprzona bohaterka romantycznych dram, wgapiając się w tego pada jak w chusteczkę swojego wybranka. Niech on się wreszcie znajdzie…
… I znalazł się, wychodząc sobie najspokojniej w świecie z tego samego budynku, z którego wcześniej on - Satoshi -  wychodził.
Ohno przestał na chwilę ciągnąć się za włosy i prawie zakrztusił się powietrzem. 
Tylko jedno zdanie przychodziło mu teraz do głowy: Co to ma kurwa być?


Nino westchnął i obejrzał się za siebie. Mężczyzna w czarnym garniturze zniknął. Przed nim rozpościerała się tylko szklana tafla automatycznych drzwi. 
Niewiele osób zapuszczało się w rejony biurowca. Jedynie w określonych godzinach schodzili się pracownicy, każdy w formalnym stroju i z komórką przy uchu. Teraz było dość pusto, ale Nino czuł, jakby ktoś go bacznie obserwował, jakby „patrzyły” na niego wszystkie kamery, a za nimi dziesiątki par oczu. Spuścił głowę i poszedł szybko przed siebie. 
Jego stopy miarowo dotykały chodnika. Tamci go nie śledzili. Wiedzieli, że nie ucieknie i mieli rację. Nie miał w tym żadnego celu. Zwolnił i zaczął w myślach liczyć chodnikowe płyty. 
Od "tamtego" zdarzenia nie minęły jeszcze dwa tygodnie, ale on był już zupełnie innym człowiekiem. Przynajmniej tak mu się wydawało. 
Jeden, dwa, trzy… Kolejne płyty chodnika przewijały mu się przed oczami. Nie miałby nic przeciwko, gdyby przez resztę życia miał patrzeć tylko na nie. W sumie, dlaczego nie miałyby to być płyty chodników w Nowym Jorku? Może rzeczywiście to dobry pomysł, żeby wyjechać… W sumie, nie miał wyboru…
W zamyśleniu minął kiosk. Nagle przystanął i cofnął się. Otworzył szerzej oczy. Na wystawie wszystkie brukowce miały podobny tytuł, który można było skrócić do trzech wyrazów: Ohno Satoshi bankrutuje! Pod spodem na każdej okładce tkwiło równie złe ujęcie Ohno. 
Nino złapał pierwszą z brzegu gazetę i zaczął nerwowo szukać odpowiedniej strony. Czuł, że powinien odłożyć tego szmatławca. To wszystko przeminęło, ale jednak…
Zaczął przeskakiwać wzrokiem z wyrazu na wyraz. Mimo, że artykuł był bardzo długi, nic z niego nie wynikało. Tyle tylko, że "jeszcze wczoraj poważany przez wszystkich przedsiębiorca i jeden z najbogatszych ludzi w Japonii, dziś staje się oszustem i nędzarzem". Nino mógł się tylko domyślać, co się do tego przyczyniło.
Chociaż inni klienci kiosku zaczęli z irytacją mamrotać, żeby w końcu się ruszył i przestał tarasować przejście, nie zrobił ani kroku. 
Właściwie to wstydził się jednej rzeczy. Że śmierć Kokiego, nie wstrząsnęła nim tak bardzo, jak powinna. Bardziej dotknął go obraz, którego nie mógł pozbyć się z pamięci: oprawcy brata, całego pokrytego, jego ciepłą jeszcze, krwią… 
Przerażało go to nowo odkryte okrucieństwo Ohno. Napawała lękiem łatwość, z jaką pozbawił Kokiego życia. Odrzucały jego kłamstwa i puste obietnice. 
Ktoś go popchnął i zaczął głośno kląć. Nino odłożył szybko gazetę na miejsce i zaczął znowu iść przed siebie. 
Jakiś słaby, ale natrętny głosik mówił mu, że Ohno, owszem, był okrutny, ale nigdy nie udawał miłości do niego. 
Nino przystanął.
Zanim rozpocznie nowe życie, czuł, że ma obowiązek pożegnać się ze starym.


Otworzył drzwi bez trudu. Ohno najwyraźniej nie miał czasu, by zmienić kod wejścia. Nie czekając dłużej, poszedł w głąb mieszkania. 
Układ mebli, ustawienie poduszek na szczycie łóżka, zapach odświeżacza… Wszystko wyglądało tak, jak wtedy, gdy opuszczał to miejsce…
Nagle coś go tknęło. 
Wszedł do kuchni, potem do łazienki; zajrzał do szafy i do wszystkich półek. Ubrania, bielizna, buty, jego ulubiony kubek, szczoteczki do zębów i fartuszki, które kiedyś kupił - wszystko to zniknęło. W mieszkaniu nie było już ani jednej rzeczy należącej do niego. 
Ohno wyrzucił go ze swojego życia równie szybko, jak załatwiał swoje interesy. Mimo wszystko czuł żal…
Znalazł się w końcu na środku salonu. Rozejrzał się jeszcze raz wokoło i opadł bez sił na puszysty dywan. 
Ohno tak po prostu pozbył się wszystkiego, co mu się "źle" kojarzyło. Pozbył się wspomnień… Dlaczego on - Nino - nie może, nie potrafi zrobić tego samego? Przecież ma do tego większe prawo niż tamten.
Westchnął. Powinien już iść. Jutro ma lot, a poza tym, mogą jednak zacząć go szukać. 
Nagle przypomniał sobie o czymś. O kartce, którą kiedyś dał mu Koki. Nagryzmolony na niej, nie tak wyraźny, jak kiedyś, adres jego domu i kod do sejfu wciąż przypominały mu jak był słaby i mało znaczący. 
Ponad tydzień temu uciekł przed strasznym obrazem, który, mimo to, wciąż tkwił w jego głowie. Nie wiedział, dokąd biegnie i co ma robić, ale ktoś zadecydował za niego, wrzucając go do podstawionego auta. Był w zbyt wielkim szoku, żeby protestować, poza tym, w tamtym momencie chciał być jak najdalej od Ohno.  
Seiji, którego więźniem tak nagle się stał, był dziwny, zbyt entuzjastyczny i przez to sztuczny. Czasami jednak, przyglądając mu się ukradkiem, dostrzegał w jego spojrzeniu niechęć, a nawet żal. 
Seiji miał jednak dwie dobre cechy - po pierwsze dał mu przenośną konsolę do grania, a po drugie często zostawiał go samego zamkniętego w pokoju. Dzięki temu mógł przemyśleć dokładnie swoją sytuację. Wtedy też przypomniał sobie o kartce Kokiego i postanowił zaryzykować. Poprosił Seijiego o to, by mógł pojechać do domu brata. Tamtemu najwidoczniej dobrze się wiodło w interesach i jego plan działał, przez to miał jeszcze lepszy humor niż wcześniej, więc nie robił żadnych trudności. Poza tym, Nino, podczas swojej niewoli, starał się być naprawdę spokojny i nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Tylko raz, na samym początku, gdy znalazł się w aucie Seijiego, puściły mu nerwy i szepnął bardziej do siebie niż do tamtego, że chce się zemścić na Ohno. To było naprawdę głupie. Zwłaszcza dlatego, że Seiji potraktował groźbę poważnie i powiedział o niej Satoshiemu przez telefon, nieznacznie przekształcając znaczenie jego wcześniejszych słów. 
Z samej rozmowy wynikało, że Seiji i Ohno mają bardzo nie po drodze i są rywalami. Nino wtedy zrozumiał, dlaczego blondyn trzymał go tak pieczołowicie pod kluczem i aż dotąd niczego mu nie zrobił. W tym wypadku, widać wystarczała mu sama świadomość, że miał dobrą kartę przetargową w postaci kogoś, kto był dla Ohno ważny. 
A jeśli chodzi o kartkę Kokiego… 
Jego dom był gigantyczny i pełen przepychu. Podczas, gdy Seiji przechadzał się znudzony po korytarzach, Nino ostrożnie wchodził do każdego pomieszczenia i szukał czegoś, co, do otwarcia się, potrzebowało wpisania rzędu cyfr. W końcu w jednym z pokoi, wyglądających na gabinet, dostrzegł to, czego szukał. Co dziwne, sejf nie był w żaden sposób ukryty. Stał sobie centralnie na stole, jakby czekał aż ktoś go otworzy.
W środku były pieniądze, bardzo dużo pieniędzy i czeki. Dodatkowo, jakieś dokumenty, akty własności, dowody zakupu kilku samochodów i nieruchomości, kilka pierścionków etc. Nino wolał się nie zastanawiać, skąd Koki miał takie sumy. Pomiędzy papierami tkwiła żółta karteczka, a na niej numer telefonu. Nie zwróciłby na nią większej uwagi, gdyby pod numerem nie było napisane: Kazu, zadzwoń tu. Przetarł oczy, ale zdanie nie zniknęło, więc zaczął rozglądać się za telefonem. Ten stał sobie najspokojniej w świecie obok sejfu i działał. Nino spojrzał szybko w stronę drzwi. Na szczęście Seijiemu wcale się nie spieszyło albo też nie chciał mu przeszkadzać w wypłakiwaniu sobie oczu po stracie brata. Jakakolwiek nie byłaby to przyczyna, blondyn nie zamierzał wchodzić do gabinetu, którego drzwi na szczęście były wystarczająco grube, by ukryć nawet głośniejsze rozmowy. Mimo to należało być bardzo ostrożnym.
 Nino wstukał szybko numer i czekał z zapartym tchem na głos po drugiej stronie słuchawki. Odpowiedział mu jakiś niski bełkot.
- Halo? Kto mówi? - zapytał cicho. Bełkot się powtórzył. Ktoś chyba mówił w innym języku.
- Halo? Czy mówisz po japońsku? - znowu zapytał Nino.
Nagle zrobiło się cicho, a później odezwał się już po japońsku drugi, męski głos:
- Koki? Ty żyjesz? 
Nino wzdrygnął się na dźwięk imienia swojego brata.
- Nie, to nie Koki…
- To kim jesteś?
- Nazywam się Ninomiya Kazunari i miałem zadzwonić pod ten numer.
- Ty jesteś Nino? To dobrze. Musisz z nią porozmawiać.
- Z nią? Dobrze, ale mam mało czasu.
Znowu nastała cisza. W końcu znowu ktoś się odezwał. Tym razem był to kobiecy głos.
- Nino, to ty? - Kazunari skądś znał ten głos.
- Tak, kim jesteś i czego chcesz?
- To ja Inoue. Wiem, że jesteś teraz u Seijiego. Obiecuję, że cię stamtąd wydostanę. Niedługo przekażę ci więcej informacji przez jednego z podstawionych ludzi Seijiego. Nie martw się.
Sygnał się urwał. 

...

Nino wspominając przeszłe wydarzenia, zasnął na puszystym dywanie w domu Ohno, nie wiedząc, że jego właściciel właśnie wstukiwał kod do drzwi…